Międzynarodowa Partia Komunistyczna

Rewolucja Podsumowana

Indeks: Rewolucja w Rosji

Kategorie: Europe, Russia, Russian Revolution

Ten artykuł został opublikowany w:

Dostępne tłumaczenia:

Wprowadzenie (2020)

„Bilan d’une revolution” został napisany w latach 1967-68 z okazji 50tej rocznicy rewolucji rosyjskiej i ukazał się w naszym ówczesnym francuskojęzycznym czasopiśmie teoretycznym „Programme Communiste”. Jest on w pełni zgodny z całą teorią marksizmu, od jego tekstu założycielskiego z 1848 roku do czasów współczesnych.

W momencie pisania tego tekstu, wszyscy przedstawiciele burżuazyjnego spektrum politycznego, od konserwatyzmu po trockizm, przedstawiali ZSRR jako kraj „komunistyczny”. Zachodni konserwatyści i liberałowie z upodobaniem wskazywali na Związek Radziecki jako monolit zagrażający wolności i pokojowi na świecie, a także względnemu ubóstwu rosyjskiej klasy robotniczej. Istnienie imperialistycznego rywala o „obcej” ideologii służyło usprawiedliwianiu nie tylko masowego wzrostu wydatków na zbrojenia, ale także infiltracji i korupcji instytucji kulturalnych, naukowych i edukacyjnych w ramach globalnej ofensywy przeciwko wszelkim, nawet najsłabszym, przejawom oporu wobec kapitalizmu. W rzeczywistości ZSRR nie mógł równać się z USA i ich sojusznikami z NATO.

Socjaldemokraci z kolei twierdzili, że następstwa 1917 roku pokazały niebezpieczeństwo rewolucji. Socjalizm można było osiągnąć jedynie poprzez powolny proces reform demokratycznych, a radykalny socjalizm jedynie służył konserwatystom. Kilka lat przed napisaniem tego tekstu Niemiecka Socjaldemokratyczna Partia (SPD), niegdyś klejnot w koronie ruchu proletariackiego, formalnie i definitywnie usunęła ze swojej konstytucji wszelkie odniesienia do marksizmu i walki klas.

Stalinowskie i poststalinowskie oficjalne partie komunistyczne, u szczytu swoich wpływów wyborczych w krajach takich jak Francja i Włochy w 1967 roku, systematycznie fałszowały marksizm i tezy bronione przez Lenina, starając się przedstawić ZSRR jako raj dla robotników. Trockiści dodali jeszcze więcej zamieszania, fałszywie przedstawiając gospodarkę sowiecką jako zasadniczo socjalistyczną, jednocześnie nawołując do obalenia „biurokracji”.

W połowie lat sześćdziesiątych pojawiła się różnorodna, nowa „wolnościowo-komunistyczna” i trzecioświatowa krytyka Związku Radzieckiego, a także kolejny wielki truciciel teorii i praktyki proletariackiej – maoizm. Demokratyczne i samorządowe odchylenia „nowej lewicy” coraz bardziej odbiegały od autentycznego marksizmu, ale często były przejmowane przez partie powołujące się na marksistowskie dziedzictwo, takie jak Socjalistyczna Partia Robotnicza w Wielkiej Brytanii – więc ideologiczna papka była kompletna. Zadaniem naszej partii, Międzynarodowej Partii Komunistycznej, jest obalenie wszystkich tych fałszerstw i przywrócenie krystalicznie czystej doktryny rewolucyjnego marksizmu.

Zwycięstwo kontrrewolucji w Rosji nie było wynikiem fatalnej wady bolszewizmu, takiej jak brak „demokracji partyjnej” ani rzekomej niezwyciężoności burżuazji i kapitalistycznego sposobu produkcji. Rewolucja nie została też pokonana na polu bitwy. Lenin i bolszewicy doskonale wiedzieli, że wiara w możliwość przetrwania rewolucji w odizolowanym i zacofanym kraju, takim jak Rosja, jest sprzeczna ze wszystkim, czego naucza marksizm. Rewolucję bolszewicką należy rozumieć, tak jak rozumiał ją Lenin, w kontekście proletariackiego internacjonalizmu.

Rosja pod rządami komunistów przetrwała zaledwie kilka lat, a ortodoksja marksistowska została stopniowo odrzucona – proces ten rozpoczął się podczas ostatniej choroby Lenina; interesy państwa rosyjskiego zostały wówczas postawione ponad interesami rewolucji międzynarodowej. Nie ma potrzeby wymieniać tu wszystkich zbrodni popełnionych przeciwko klasie robotniczej wszystkich krajów w interesie stalinowskiej Rosji. Wystarczy powiedzieć, że w 1943 roku sami Rosjanie uznali bezużyteczność Międzynarodówki i ją znieśli.

Dla Stalina i otaczającej go kliki (błędny) marksistowski język walki klasowej stanowił dogodną podstawę do przeprowadzenia całkowicie kapitalistycznych reform, kosztem ogromnych ofiar ludzkich, zwłaszcza poprzez kampanię „rozkułaczania”.

Wycofanie się zachodnich partii komunistycznych w latach dwudziestych XX wieku, a wówczas Międzynarodówki, umożliwiło rozkwit oportunizmu, demokratyzmu, kolaboracji klasowej, frontu ludowego oraz romantyzmu politycznego i ekonomicznego w kręgach lewicowych i pseudomarksistowskich.

Rozwój sytuacji w Rosji od 1967 roku przebiegał w pełni zgodnie z oczekiwaniami naszej partii (choć nikt nie mógł przewidzieć, jaką dokładnie formę przyjmą; na przykład w Chinach ewolucja nadbudowy politycznej przebiegała inaczej).

Jak wykazano w ostatniej części niniejszej pracy, proces „liberalizacji” gospodarki radzieckiej – czyli jej stopniowego dostosowywania do norm kapitalistycznych – rozpoczął się w latach 50. XX wieku wraz z reformami ery Chruszczowa. Pod koniec lat osiemdziesiątych, w epoce Gorbaczowa, dla wielu członków kierownictwa radzieckiego stało się jasne, że ZSRR jest zbyt zbankrutowane, dyktatorskie i nadmiernie scentralizowane, by dotrzymać kroku swojemu głównemu konkurentowi, Stanom Zjednoczonym.

Jednak, jak wskazywała lewica komunistyczna od czasu stalinowskiej kontrrewolucji z połowy i końca lat dwudziestych, kierunek rozwoju ZSRR był całkowicie kapitalistyczny i burżuazyjny. Wszędzie tam, gdzie istnieje praca najemna, kapitał i gospodarka oparta na wymianie, mamy do czynienia z kapitalizmem, jego cyklami koniunkturalnymi i spadającą stopą zysku. To po prostu i zawsze było, autentyczne stanowisko marksistowskie.

Pomimo straszliwej klęski ideologicznej poniesionej przez klasę robotniczą, będącej wynikiem przedstawiania Związku Radzieckiego jako „komunistycznego” przez wszystkie szkoły myślenia, w całym spektrum burżuazyjnym, wiemy, że ta klęska nie jest ostateczna. Dlatego w sierpniu 1991 roku opublikowaliśmy artykuł zatytułowany „Komunizm umarł, niech żyje komunizm!”. To nie komunizm umarł, ale fałszywy mit socjalizmu w jednym kraju: „W przeszłości twierdziliśmy, że gdy mit rosyjski runie, co było nieuniknione, nie powinniśmy oczekiwać uczciwego uznania naszej dalekowzroczności, lecz raczej ucisku lub milczenia. I tak właśnie jest. Ale nie to nas boli… Przewidujemy i wiemy, że cały cykl historyczny musi się zakończyć, aby komunizm odrodził się jako pilna konieczność… „Narodowe drogi do socjalizmu” przerodziły się w konflikty, które, choć pozornie etniczne i rasowe, w rzeczywistości są niczym innym jak wyrazem walk wewnątrz klasy burżuazyjnej, zakamuflowanych w najbardziej okropny i kanibalistyczny sposób”.

Lewicowy komunizm była jedynym nurtem, który przeprowadził dogłębną marksistowską analizę degeneracji Sowieckiej Rosji. Nasza krytyka ZSRR rozpoczęła się od słynnej interwencji na Szóstym Poszerzonym Komitecie Wykonawczym Międzynarodówki Komunistycznej w 1926 roku, która była przedmiotem prac merytorycznych prezentowanych na naszych Walnych Zgromadzeniach w latach 50. XX wieku; wybitnym przykładem jest „Struktura ekonomiczna i społeczna dzisiejszej Rosji”, tłumaczona i publikowana w naszym międzynarodowym czasopiśmie „Lewica Komunistyczna”.

Cała nasza praca dowodzi, że ZSRR był niczym więcej niż państwem kapitalistycznym, różniącym się od zachodnich państw kapitalistycznych jedynie ilością kapitału państwowego obecnego w jego przedsiębiorstwach przemysłowych i handlowych – zjawisko to przewidywali już marksiści, zwłaszcza w „Anty-Dühringu” Fryderyka Engelsa z 1878 roku, cytowanym obszernie w części 2 niniejszej pracy. Rzekomy „upadek komunizmu”, który nastąpił w 1991 roku, dowiódł, że scentralizowany i planowy kapitalizm jest niemożliwy. ZSRR był niczym innym jak państwem faszystowskim, jedną z wielu wersji rządów kapitalistycznych, a nawet okazał się niezdolny do przekształcenia się w ustrój demokratyczny, o czym świadczą sztuczki Putina, mające na celu wieczne utrzymanie władzy poprzez prześladowanie oponentów, wybrane zabójstwa i fałszowanie wyborów, a ostatnio referendum w sprawie konstytucji w 2020 roku. Naprawdę silne państwo burżuazyjne to takie, które potrafi kontrolować ludność za pomocą „oszustwa, pochlebstw, pięknych frazesów, obietnic na milion” (Lenin) poprzez media masowe, szkoły, religię, flagi, hymny narodowe i inne demokratyczne rekwizyty, uciekając się do przemocy tylko w skrajnych sytuacjach.

Niemniej jednak presja materialna wywierana przez prawa ekonomiczne kapitalizmu popchnie klasę robotniczą do buntu przeciwko pogarszającym się warunkom życia i pracy. Podczas gdy w 1967 roku kraje uprzemysłowione znajdowały się u szczytu powojennego boomu, od tego czasu nierówności wzrosły, a kryzysy gospodarcze pogłębiły się, a kapitalizm, nie mogąc uwolnić się od własnych żelaznych praw, niszczy środowisko i niszczy zdrowie publiczne, pomimo wszystkich postępów technologicznych, jakie miały miejsce od 1967 roku. Tylko rewolucyjny marksizm może zrozumieć tę anarchię i wskazać drogę naprzód nie tylko dla klasy robotniczej, ale dla całej ludzkości.

To pierwsze angielskie tłumaczenie wybitnego tekstu marksistowskiego obejmuje trzy główne tematy: w części 1 analizuje, czym była, a czym nie była rewolucja bolszewicka. W części 2 rozważa różne fałszywe interpretacje Października 1917 roku i znacznie głębiej bada najbardziej zgubne ze wszystkich fałszerstwo: współczesny trockizm, jednocześnie wychwalając niezrównany wkład samego Trockiego w teorię i praktykę proletariatu. W części 3 tekst analizuje rozwój gospodarki rosyjskiej od Nowej Polityki Ekonomicznej z początku lat dwudziestych XX wieku, poprzez zmagania Stalina z marksistowską lewicą i marksistowską prawicą partii bolszewickiej, aż do czasu napisania tekstu w latach 1967-68.

Książka ta jest dedykowana nowemu pokoleniu działaczy, którzy na nowo odkrywają marksistowską doktrynę proletariackiego internacjonalizmu i rewolucji komunistycznej.

Sierpień 2020

Wielkie lekcje z Października 1917

„To, co stało się z doktryną Marksa dzisiaj, nie raz w historii spotyka doktryny rewolucyjnych myślicieli i przywódców klas uciskanych walczących o swoje wyzwolenie. Za życia wielkich rewolucjonistów klasy uciskające nagradzają ich nieustannymi prześladowaniami; witają ich doktrynę z najdzikszą furią, najzacieklejszą nienawiścią i najbardziej zaciekłymi kampaniami kłamstw i oszczerstw. Po ich śmierci podejmuje się próby uczynienia z nich nieszkodliwych ikon, kanonizacji, by tak rzec, otoczenia ich imion pewną aureolą, by „pocieszyć” klasy uciskane i zmylić je; w ten sposób ich rewolucyjna doktryna zostaje pozbawiona treści, zdegradowana, a jej rewolucyjne ostrze stępione”.1

Kiedy Lenin pisał te słowa na początku „Państwa a Rewolucji”, z pewnością nie wyobrażał sobie, że ten sam „los” spotka „jego myśl”, a tym bardziej ów świetlisty Czerwony Październik, z którym wkrótce nierozerwalnie zwiąże swoje „imię”.

W istocie, z „najdzikszą furią”, armie międzynarodowej burżuazji rzuciły się na komunistyczną dyktaturę Rosji, kolebkę światowej rewolucji proletariackiej, dla której ogłosiła się pierwszą twierdzą i pochodnią, i od której nigdy nie chciała oddzielić własnego losu. Przez lata strażnicy Kapitału utrzymywali, wokół rosyjskiej beczki prochu, kordon sanitarny interwencji zbrojnej jak i politycznego kontrataku. Nie ma niczego, czego burżuazyjna kontrrewolucja nie próbowałaby, aby powstrzymać rewolucyjny płomień Października przed rozprzestrzenieniem się na twierdze kapitalistycznego Zachodu i zniszczeniem ich w pożodze rewolucji socjalistycznej. Tam, gdzie broń okazała się niewystarczająca (a nie była!), zmobilizowano ciężką artylerię kłamstw i oszczerstw; a nawet gdy okazała się ona bezsilna, służalcza armia oportunizmu przypuściła atak za naporem kapitału. I słusznie. Burżuazja wiedziała lepiej niż jakakolwiek inna klasa, że Październik był żywym przykładem, świetlaną „lekcją”; że nie był wydarzeniem lokalnym ani narodowym, że tam, w Rosji, ogniwo w pojedynczym łańcuchu jej światowej dominacji właśnie zostało zerwane. Minęło pięćdziesiąt lat od tego czasu, burżuazja wszystkich krajów zapomniała o swoich okrucieństwach, a dla niej Październik stał się historią; jest eksponatem muzealnym, ciałem bez „duszy”, bronią o tępym ostrzu. Nic nie stoi już na przeszkodzie upamiętnieniu: Październik umarł. A przynajmniej tak się uważa.

Spadkobiercy i następcy najgorszych wrogów bolszewików z tamtych odległych lat mogą bezkarnie śpiewać jego pochwały; Spadkobiercy i następcy stalinizmu, który tak dobrze rozpoczął swoją karierę od zmumifikowania ciała Lenina i uświęcenia jego „imienia” po wypaczeniu „treści” jego doktryny, mogą go upamiętniać do woli, tak jak przywódcy klasycznych mocarstw burżuazyjnych zamknęli Październik w archiwach. Czyż nie uczynili przełomowego momentu w tragicznej historii walki klasowej na świecie datą narodzin nowoczesnego państwa całej Rosji? Czyż nie uczynili z tej flagi, z tej pochodni światowej rewolucji proletariackiej, punktu zbornego interesów ściśle narodowych? Październik należał do międzynarodowego proletariatu: uczynili go własnością Kapitału, który kumuluje się za dobrze bronionymi granicami Rosji. Tę palącą lekcję, przeznaczoną dla nowych pokoleń klasy uciskanej, przekształcili w nędzny katechizm dla „młodych lwów” jednej ojczyzny spośród wielu. Dla nich początki Października są rosyjskie, wyłącznie rosyjskie, i to samo dotyczy jego historycznych skutków. Październik ma pięćdziesiąt lat: do mauzoleum idzie się z poczucia obowiązku, a nie po to, by pamiętać i się uczyć. Październik umarł. Niech spoczywa w pokoju.

W 1918 roku Lenin wykrzyknął: „Rewolucja rosyjska jest tylko jednym przykładem, pierwszym krokiem w serii rewolucji”. A w 1919 roku: „W istocie rewolucja rosyjska była próbą generalną… przed światową rewolucją proletariacką”. Dla bandy mistyfikatorów, których jałowe, „kolegialne” umysły stworzyły Tezy na pięćdziesiątą rocznicę Wielkiej Socjalistycznej Rewolucji Październikowej, rewolucja ta jest, przeciwnie, jedynie wyjątkiem od reguły, unikalnym zjawiskiem historycznym, które nigdy się nie powtórzy. Tak więc, gdy tylko jej korzenie, tkwiące w globalnym antagonizmie między burżuazją a proletariatem, zostaną odcięte, dyżurny księgowy-archiwista może rzeczywiście powiedzieć z chłodem „eksperta”, że Październik „wywarł bardzo głęboki wpływ na cały dalszy bieg historii świata” (historia świata nie jest już historią klas, lecz historią każdego, łącznie z księżmi i pachołkami). Dokładnie tak samo, jak można by powiedzieć o skale oderwanej od góry, że wprawiała inne w ruch mechanicznie, siłą bezwładności, nie narzucając im z góry określonego kierunku, pozostawiając im „wolność” podążania własną drogą… narodową, wyłączną, niepowtarzalną drogą ku nieznanemu celowi, ponieważ to tajemniczy geniusz narodowy, historia narodowa ze wszystkimi jej tradycjami i Panteonem, musi ją zdefiniować. Jego pochodzenie, jego natura jako zbiorowe dziedzictwo jednej klasy, jego międzynarodowe perspektywy zepchnięte do muzeum zakłamanej i sztywnej historii – Październik umarł i to naprawdę umarł. A przynajmniej tak się uważa. Ale dwa powyższe zdania Lenina wystarczą, by przypomnieć nam, że nie tak marksiści prowadzili gigantyczną bitwę Października, ani jak upamiętniali ją rok po roku, ani jak myśleli i czuli bolszewicy. Marksizm nie byłby „przewodnikiem działania”, jak się to powtarza do znudzenia, często odwracając zdanie, gdyby nie był ogólną i wszechstronną koncepcją ruchu emancypacyjnego klasy robotniczej („proletariusze nie mają ojczyzny”, nie mówiąc już o ich programie!), i gdyby nie szukał, w wielkich okresach przewrotów, gdy klasy chwytają za broń w bezlitosnej walce, weryfikacji swoich przewidywań, czerpiąc z samych wydarzeń impuls, który nada tym przewidywaniom większą treść, nada im ciało i krew, a dzięki przekonywającej sile faktów historycznych uczyni je nieodwołalnymi. W latach 1848–1849 i w 1871 roku, to poprzez kontakt z rzeczywistymi bitwami klasowymi Marks i Engels ostrzyli broń krytyki, bitwy, których wynik dotyczy nie proletariatu francuskiego czy niemieckiego, ale proletariatu światowego. Z wzrokiem utkwionym w Piotrogrodzie, który jest nie tylko Piotrogrodem, ale także Londynem, Berlinem czy Paryżem, Lenin powraca w „Państwie i rewolucji” do tych błyskotliwych weryfikacji doktryny i, jak w całym okresie od 1905 do 1917 roku, przewiduje przełożenie na realne wydarzenia historyczne, nie tylko rosyjskie, ale i światowe, monumentalnego szkicu nakreślonego w 1850 roku przez „Orędzie Komitetu Centralnego Związku Komunistów”, tak jak Trocki zapożyczył z niego słynne okrzyk wojenny „Rewolucja na zawsze!”. Przez półtora wieku ataków na niebo i powrotów do piekła, które marksiści zarówno wychwalali, jak i potępiali, zawsze stanowiło to ostateczne potwierdzenie uniwersalnej doktryny i programu, do których dążyli, a to, co z tego wyciągnęli, to pewność przyszłości, tym mniej dbając o upamiętnianie przeszłości, bo to kolejny sposób na jej pogrzebanie.

Niech więc wszyscy sobie wyobrażają, że październik umarł, inni, że go zabili. To od rewolucyjnego proletariatu zależy, czy odkryje go na nowo i rzuci w twarz wszystkim swoim wrogom!

W pierwszych rozdziałach książki „Dziecięca choroba „lewicowości” w komunizmie”, mającej przypomnieć komunistom na całym świecie o międzynarodowym znaczeniu2 rewolucji październikowej, Lenin identyfikuje jako „jeden z zasadniczych warunków sukcesu bolszewików” potrzebę poszukiwania, poza granicami narodowymi Rosji, teorii „sprawdzonej powszechnym doświadczeniem całego XIX wieku”, a następnie potwierdzonej „doświadczeniem wahań i wahań, błędów i rozczarowań myśli rewolucyjnej w Rosji”. Dokładnie w ten sam sposób Marks i Engels, również „zesłańcy”, znaleźli potwierdzenie tej teorii w wahaniach i wahaniach drobnomieszczańskich socjalistów podczas wielkich walk 1848 roku i w latach poprzedzających Komunę Paryską. Bolszewicy, którzy zgodnie z programem nakreślonym w książce „Co robić?” dążyli do importu marksizmu do rosyjskiej klasy robotniczej, w ten sposób z kolei importowali go z Zachodu. Ich inspiracja nie pochodziła z głębi słowiańskiego geniuszu, jak głoszą panslawiści ani z narodowego „modelu” miru, jak głoszą ludowcy, ale z doktryny zrodzonej z jednego bloku w tym samym czasie co klasa robotnicza i ucieleśnionej z ich ciała poprzez walkę. Nie szukali też swego utrzymania w „specyficznych cechach” strefy, którą dziś nazwalibyśmy „nierozwiniętą”, lecz, jeśli „Manifest” pozwoli nam to wyrazić, w „niespecyficznych cechach” krajów o najbardziej zaawansowanym kapitalizmie. Nigdy nie twierdząc, że odkryli coś nowego, potrafili wczytać się w książce już napisanej przez pół wieku walk klasowych i marksizmu. Ich droga była tam już wytyczona; Ich chwała, ich duma jako bojowników, którzy zawsze gardzili przypisywaniem sobie jakichkolwiek szczególnych zasług, ani dla siebie, ani dla „swojej” klasy robotniczej3, leżała w podążaniu tą drogą, którą już w 1903 roku nazywano „dogmatyczną”.

Dla marksizmu rewolucyjny (lub kontrrewolucyjny: te dwa terminy są dialektycznie powiązane) los Rosji jest częścią większej całości, która od czasu „Manifestu” ma z definicji charakter globalny. Cień carskiej Rosji, rezerwuaru europejskiej kontrrewolucji, przesłania rewolucyjne perspektywy z 1848 roku: nie chodzi już o odległą krainę Sarmatów, tak drogą burżuazyjnemu publicyście, lecz o wiodącą rolę w dramacie społecznym, niczym Austria Metternicha; bez jej klęski rewolucja europejska nie może zwyciężyć. Po 1860 roku, pozostając europejską, co wówczas oznaczało globalną, perspektywa marksistowska zmieniła swój charakter: nadchodząca rewolucja rosyjska „będzie miała ogromne znaczenie dla całej Europy, choćby przez natychmiastowe zburzenie ostatnich rezerw reakcji paneuropejskiej, nietkniętych do tej pory”; mogłaby zapoczątkować skok „od wspólnoty chłopskiej, tej już rozłożonej formy dawnej wspólnej własności ziemi… do wyższej komunistycznej formy własności ziemskiej”, gdyby stała się „sygnałem rewolucji robotniczej na Zachodzie i gdyby te dwie formy wzajemnie się uzupełniały”4. W latach dziewięćdziesiątych ta hipotetyczna perspektywa z kolei zanikła. W obliczu wiru kapitalistycznego w Rosji rewolucja antyfeudalna i antycarska zapowiadana jest jako wielki przewrót, który wyrywając chłopów „z izolacji ich wsi, które tworzą ich wszechświat”5 i wypychając ich „na wielką scenę, gdzie nauczą się poznawać świat zewnętrzny, a zatem także poznawać siebie”, nada „zachodniemu ruchowi robotniczemu nowy impuls, nowe i lepsze warunki walki i tym samym przybliży to zwycięstwo współczesnemu proletariatowi przemysłowemu, bez którego dzisiejsza Rosja nie może wyjść ani z komuny, ani z kapitalizmu, aby zmierzać ku socjalistycznej transformacji”6.

Od samego początku bolszewizm znajdował się w ciągłości z tą międzynarodową tradycją marksizmu: czyż w tych słowach Engelsa nie ma już całej bolszewickiej perspektywy 1905 i 1917 roku, a także, co więcej, ram dla możliwej kontrrewolucji, która miała się zrealizować aż nazbyt wyraźnie dopiero w 1926 roku? Dla nas pierwszą lekcją Października, od jego błyskotliwych początków, jak i tragicznego upadku, jest właśnie ta nieprzerwana ciągłość ustanowiona przez Partię dwadzieścia lat przed Rewolucją, z historycznymi bitwami proletariatu w krajach w pełni rozwiniętego kapitalizmu oraz z ogólną doktryną i programem, które zarówno zapowiadały, jak i czerpały z nich pożywienie. Bez tego nieprzerwanego ogniwa żadne zwycięstwo klasy robotniczej nie było i nigdy nie będzie możliwe. Bolszewicy byli w stanie objąć jednym spojrzeniem 1917, 1848, 1871, a nawet 1894; Podobnie, to właśnie w owocnej perspektywie głównych etapów minionych walk we wszystkich krajach i ich odbicia w doktrynie, musimy rozważać przyszłe odrodzenie klasowe.

Wpływ marksizmu na rosyjski ruch robotniczy sięga zatem odległych lat, kiedy Engels, przewidując nieuchronne przejście Rosji przez fazę kapitalistyczną, otworzył przed klasą robotniczą tego rozległego kraju i jej partią marksistowską perspektywę rewolucji, która z pewnością byłaby antyfeudalna, ponieważ miała przede wszystkim umożliwić chłopom dostęp do ziemi – obiektywną cechę rewolucji burżuazyjnych – ale która mogłaby również wznieść się do rangi rewolucji proletariackiej, pod warunkiem zjednoczenia się z ruchem rewolucyjnym socjalistycznego proletariatu Zachodu. Żaden inny proletariat europejski nie przyswoił sobie doktryny marksistowskiej tak w pełni jak proletariat rosyjski; żaden inny nie przyswoił jej w tak jednolity sposób, zgodnie z jej naturą. Od 1894 roku (data polemiki z Michajłowskim i ostatniego tekstu Engelsa o „Faktach społecznych w Rosji”) do 1905 roku walkę Lenina można streścić jako żarliwą obronę całości doktryny marksistowskiej, zarówno przed perspektywą czysto chłopskiej rewolucji społeczno-politycznej, zakorzenionej w niezniszczalnym dziedzictwie miru, o którym niejasno marzyli populiści, jak i przed rewizjonizmem ekonomistów i eklektycznym pragmatyzmem spontanicznych myślicieli. Jednocześnie Lenin podkreślał fundamentalną rolę teorii, programu, krótko mówiąc, partii i ich „importowania” do klasy robotniczej7, otwarcie odrzucając wszelką „wolność krytyki” zarówno teorii, jak i programu, i akceptując oba, jak sam Lenin mówił i powtarzał, w ich „totalności”, w ich „całości”, globalnie i bez zniekształceń. To jest drugi aspekt tej ciągłości, w której rozpoznaliśmy fundamentalne założenie i pierwszą „lekcję” Października rozpatrywaną w skali całego historycznego ciągu, którego stanowi on centrum.

Drugi aspekt, mówimy, ponieważ jeśli pierwszym jest teoretyczna i praktyczna wierność marksistowskiej wizji, w której rewolucja europejska i rewolucja rosyjska warunkują się wzajemnie i dlatego są skazane na wspólne zwycięstwo lub upadek, czym jest drugi, jeśli nie asymilacją teorii jako jednolitej i niezmiennej całości? Dwa fakty, również o charakterze międzynarodowym, ukształtowały jej fundamentalne cechy, jak pokazuje Lenin w „Dziecięcej choroby”: „Poddana jarzmu dzikiego i reakcyjnego caratu”, awangarda proletariacka była zmuszona szukać swojej teorii poza granicami narodowymi, na emigracji, co zetknęło ją z wielkimi zmaganiami, zarówno teoretycznymi, jak i praktycznymi, europejskiego ruchu socjalistycznego (Lenin ukształtował się w szkole wygnanego Plechanowa; cały bolszewizm ukształtuje się w szkole wygnanego Lenina); Co więcej, „żaden inny kraj nie doświadczył w tak krótkim czasie tak bogatej koncentracji form, niuansów i metod w walce wszystkich klas współczesnego społeczeństwa”8. Ten ostatni fakt ma istotnie charakter międzynarodowy, ponieważ dynamika ta zrodziła się z importu kapitalizmu do kraju zacofanego, z zaszczepienia kapitalizmu, który osiągnął pełną dojrzałość na obszarze historycznie (a zatem także gospodarczo i społecznie) zacofanym. Jako mistrzowie dialektyki, to właśnie tam Trocki i Lenin będą szukać klucza do przyszłej rewolucji rosyjskiej: „W naszych czasach” – powie ten pierwszy – „kryteria scholastyczne, inspirowane tępą pedanterią, są bezużyteczne. To rozwój światowy wyrwał Rosję z jej zacofania i azjatyckiego barbarzyństwa”. a drugi napisze: „Wiodąca rola rosyjskiego proletariatu w światowym ruchu robotniczym nie jest wyjaśniona rozwojem gospodarczym naszego kraju: wręcz przeciwnie”.9 Właśnie dlatego, że ten gospodarczo zacofany kraj doświadczył zaszczepienia nowatorskiego kapitalizmu na swojej „azjatyckiej” i „barbarzyńskiej” strukturze, straszliwe wstrząsy zachwiały jego fundamentami, że spalone zostały sceny, a historyczne terminy skrócone; dlatego klasy burżuazyjne i podburżuazyjne wyczerpały w tak krótkim czasie wszystkie swoje szanse na bezpośrednią interwencję, kierowanie i kontrolowanie walki społecznej i politycznej, i że ledwo narodzony proletariat stanął przed swoimi historycznymi zadaniami. W obliczu „ostatniego słowa” kapitalizmu bolszewizm rzeczywiście musiał szukać „ostatniego słowa” doktryny rewolucyjnej, doktryny wzmocnionej potwierdzeniami dostarczonymi przez pięćdziesiąt lat historii – a carski absolutyzm mógł mu w tym tylko pomóc. Dlatego właśnie jego młoda awangarda tak wcześnie wykazała się niezwykłą dojrzałością10, że natychmiast zrozumiała, iż poza nią nie ma ratunku.

Jeśli bolszewizm miał jakąkolwiek historyczną zasługę, to właśnie w tym, że twierdził o niezmienności marksizmu, to znaczy, że zajął jedyną platformę, z której klasa wezwana do zniszczenia kapitalizmu nie ryzykowałaby „zsuwania się w bagno”, jak to ujął Lenin w „Co robić?”. I jeśli po 1917 roku udało mu się „ponownie zaimportować” na Zachód teorię, o której ten ostatni zapomniał lub ją wypaczył, to zawdzięcza to właśnie temu faktowi. Nie mają zatem prawa upamiętniać w Październiku tych, którzy jako zwolennicy kremlowskiego „marksizmu kreacyjnego” czy absurdalnego pekińskiego „maoistycznego marksizmu” chcieli uczynić z marksizmu doktrynę „elastyczną”.

W zaraniu rosyjski ruch marksistowski miał już wytyczoną drogę. Osiem lat przed rewolucją 1905 roku doskonale zdawał sobie sprawę, że jego zadanie jest dwojakie: „Praktyczna działalność socjaldemokratów polega na kierowaniu walką klasową proletariatu i organizowaniu tej walki w dwóch aspektach: socjalistycznym (walka z klasą kapitalistyczną, walka mająca na celu zniszczenie systemu klasowego i zorganizowanie społeczeństwa socjalistycznego) i demokratycznym (walka z absolutyzmem, której celem jest zdobycie wolności politycznej dla Rosji i demokratyzacja ustroju politycznego i społecznego tego kraju)”11 (politycznym i społecznym, co oznacza przede wszystkim zniszczenie wielkiej własności ziemskiej). Aby sprostać temu zadaniu, musiałby poprzeć „postępowe klasy społeczeństwa przeciwko przedstawicielom uprzywilejowanej i kastowej własności ziemskiej oraz przeciwko urzędnikom państwowym; wielką burżuazję przeciwko reakcyjnej chciwości drobnej burżuazji”12. Jednak ta solidarność musiałaby z konieczności przybrać „charakter tymczasowy i warunkowy”, nie tylko dlatego, że „proletariat jest klasą odrębną, która jutro może okazać się przeciwnikiem dzisiejszych sojuszników”13, ale dlatego, że jego „pozycja klasowa” czyni go jedyną klasą „zdolną do przeprowadzenia demokratyzacji ustroju politycznego i społecznego do logicznego końca, gdyż taka demokratyzacja oddałaby ten ustrój w ręce robotników”. Podążając ścieżką wytyczoną przez „Manifest Partii Komunistycznej”, „Orędzie” z 1858 roku oraz walki klasowe we Francji i Niemczech, rosyjski ruch marksistowski uznaje zatem proletariat za prawdziwego protagonistę nadchodzącej rewolucji, mimo że rewolucja ta pozostaje zamknięta w demokratycznych, a zatem burżuazyjnych ramach.

Takie jest zadanie klasy robotniczej w krajach, w których rewolucja burżuazyjna jeszcze się nie zakończyła i które są poddane presji ze strony rozrastających się sił wytwórczych. Należy również zauważyć, że dla Lenina „burżuazyjny” i „demokratyczny” są zawsze synonimami, a proletariat, choć musi wypełniać zadania demokratyczno-burżuazyjne (tylko w tych krajach, nigdy w tych, gdzie kapitalizm zakończył już swój cykl rewolucyjny), musi to czynić w absolutnej niezależności od klas i partii burżuazyjnych: to od burżuazji, i tylko od niej, zależy ich pełna realizacja! Dzisiejsi „upamiętniacze” natomiast utożsamili demokrację z socjalizmem, stawiając Partię w ślad za demokratami nawet w krajach, w których kapitalizm jest bardziej dojrzały…

Skoro jest to rewolucja burżuazyjna, powiedzą pedantyczni mienszewicy, zarówno przed, jak i po 1905 roku, inicjatywę i przywództwo należy oddać burżuazji (niektórzy posuną się nawet do wniosku, że konieczne było uczestniczenie w rządzie razem z nią!); zatopieni w swoim mglistym idealizmie, populiści, których ostatecznym Celem było zniszczenie wielkich majątków ziemskich, ogłoszą ze swojej strony, że inicjatywa i przywództwo powinny powrócić w ręce chłopstwa; do 1917 roku i później stanowisko bolszewików, wręcz przeciwnie, utrzymywało, że ekonomicznie i społecznie burżuazyjna rewolucja nie może zostać doprowadzona do końca bez przewodnictwa klasy robotniczej i że jeśli klasa robotnicza jest gotowa udźwignąć ten ogromny ciężar, to dlatego, że wie, iż gdy rewolucja burżuazyjna zostanie doprowadzona do tej skrajnej granicy – granicy, której ani drobnomieszczaństwo, ani chłopstwo nigdy nie przekroczy, lecz będzie desperacko próbowało zawrócić – otworzy się przed nią perspektywa własnej rewolucji, z pomocą proletariatu w krajach rozwiniętego kapitalizmu. W 1905 roku Lenin powiedział, jak uzasadnione były „marzenia” rosyjskich marksistów, którzy wierzyli, że mogą dokonać „wszystkich demokratycznych przemian, całego (swojego) programu minimum, na niespotykaną dotąd skalę”, ponieważ gdy to zostanie osiągnięte, „ogień rewolucyjny rozprzestrzeni się po całej Europie… europejski robotnik powstaną z kolei i pokażą (im), jak to zrobić”. Jeśli chodzi o obecnych „upamiętniaczy”, to oni (lub ich duchowi ojcowie) w Chinach w 1927 r. wydali klasę robotniczą, związaną po rękach i nogach, „bratniej partii” Kuomintangu, uniemożliwiając w ten sposób proletariatowi przejęcie przywództwa w podwójnej rewolucji na Dalekim Wschodzie; oni również, na „słabo rozwiniętych” obszarach, nakazują robotnikom podporządkowanie się „narodowej burżuazji”, a nawet lokalnym satrapom!

W istocie, warunki perspektywy bolszewickiej pozostaną niezmienne do października. Zmienią się jedynie stosunki między klasami, a zatem także pozycja głównego protagonisty rewolucji burżuazyjnej w Rosji – proletariatu – pod wpływem czynników pozanarodowych. W świecie wysoko „rozwiniętym” z punktu widzenia sił wytwórczych, pięć lat liczy się jako pięćdziesiąt w krajach zacofanych; historyczne „fazy” nakładają się na siebie i przenikają, ramy czasowe się skracają, a fronty walki klasowej formują się i rozpadają z niezwykłą szybkością, by potem odrodzić się na nowo. „Orędzie” z 185014 roku przewidywało dla Niemiec (i wystarczy przenieść to na Rosję) zerwanie między rewolucyjną burżuazją z jednej strony a zjednoczonym drobnomieszczaństwem i proletariatem z drugiej, po którym natychmiast nastąpiło kolejne zerwanie, tym razem między drobnomieszczaństwem a robotnikami. Miało ono przybrać formę walki zbrojnej, prowadzącej – o ile rewolucja wybuchnie we Francji (lub, jak powiedzielibyśmy, na Zachodzie w Rosji) – do rewolucji socjalistycznej kierowanej wyłącznie przez klasę proletariacką. Jednak dla Marksa, podobnie jak dla Lenina w „Zadaniach socjaldemokracji”, ramy czasowe są stosunkowo długie i przewidywał on, że „niemieccy robotnicy nie będą w stanie przejąć władzy… aż do długiego rozwoju rewolucyjnego”. W Rosji, jak we wszystkich dzisiejszych krajach słabo rozwiniętych, bieg historii jest wręcz nieskończenie szybszy: już w 1905 roku liberalna burżuazja wyczerpała wszystkie swoje rewolucyjne zasoby, otwarcie sprzymierzając się z wielkimi obszarnikami i caratem; wśród klas lub podklas burżuazyjnych chłopstwo pozostało zatem jedynym możliwym „sojusznikiem” (ale, jak Lenin zawsze nam przypominał, dzisiejszy sojusznik będzie jutrzejszym wrogiem!). W swoim gwałtownym postępie międzynarodowy kapitalizm stworzył głęboką przepaść między klasami, nawet – a może zwłaszcza – w krajach zacofanych, zmuszając je nie do „przeskakiwania” całych etapów historycznych, lecz do ich znacznego skrócenia. W Rosji proletariat naturalnie znajduje się zatem w awangardzie i można już przewidzieć dzień, w którym zostanie pozostawiony sam sobie, porzucony przez jedynego „sojusznika”, którego pozwoliło mu wykuć pęknięcie jednolitego frontu wszystkich klas burżuazyjnych między lutym a październikiem.

To kolejna lekcja Października, która dziś odnosi się jedynie do kilku regionów świata, ale wystarcza, by utrzymać jej znaczenie. Potem tylko tępy militaryzm Stalina i jego zwolenników15 mógł zadekretować, jak to uczynił w 1926 roku, że gdy ogień rewolucji rozgorzeje w Chinach, będzie się rozwijał według wyraźnie odrębnych etapów, z których każdy musi zostać całkowicie „zakończony”, zanim przejdzie do następnego, i wywnioskować z tej mechanicznej koncepcji, że proletariat musi czekać, zgromadzony za „klasami narodowymi”, aż eksperci od strategii rewolucyjnej obwieszczą jego godzinę. Tragiczny rezultat, jak wiemy, był taki, że za późno zdał sobie sprawę, że ta godzina bezpowrotnie minęła! Olśniewające zwycięstwo Rosji, podobnie jak druzgocąca klęska Chin w 1927 roku, pokazało, że prawda jest dokładnie odwrotna od tej koncepcji: nawet jeśli proletariat znajduje się w cieniu podczas pierwszych wstrząsów społecznego trzęsienia ziemi, to nieuchronnie zostaje wypchnięty na czoło ruchu rewolucyjnego, gdy trzęsienie to osiągnie swój szczyt; wówczas nie chodzi już o „popychanie” rewolucji burżuazyjnej „do końca”, lecz o przejęcie steru siłą i, przy poparciu chłopstwa, narzucenie swojej hegemonii wszystkim pozostałym klasom społecznym. Leninowska formuła „demokratycznej dyktatury robotników i chłopów” nie ma innego znaczenia.

„Dyktatura”, bo nie da się obejść bez „despotycznych interwencji”, gwałtownych wtargnięć, nie tyle w formy nadbudowy politycznej, które są jedynie kruchymi i drugorzędnymi aspektami przewrotów społecznych, ile w stosunki własnościowe, jedyny sposób wyzwolenia sił wytwórczych, których rozwój hamują wielkie majątki szlacheckie, i uwolnienia chłopów od absolutyzmu zarówno centralnego, jak i lokalnego. „Dyktatura demokratyczna”, bo demokracja jest formą polityczną, która odpowiada na burżuazyjne ograniczenia rewolucji na płaszczyźnie ekonomicznej i społecznej. Dyktatura ta jest jednak sprawowana przeciwko burżuazji sprzymierzonej z feudalizmem i dlatego nie respektuje żadnego z mitów demokracji politycznej i równości prawnej, nawet jeśli jej misja ekonomiczna jest burżuazyjna. Och! Dla Lenina, nawet jeśli chodzi o wypełnianie burżuazyjnych zadań historycznych, proletariat i jego partia potrzebują straszliwej, skandalicznej, nonkonformistycznej dyktatury, nawet jeśli oznacza to dzielenie się nią z inną klasą, taką jak chłopstwo.

Perspektywy? Ważne jest, aby je przypomnieć, nie ze względów akademickich, lecz dla pełnego naświetlenia problemów epoki „popaździernikowej”. W „Dwóch taktykach socjaldemokracji w rewolucji demokratycznej” (1905) Lenin pisze: „To zwycięstwo (zdecydowane zwycięstwo nad caratem) będzie właśnie dyktaturą, to znaczy będzie musiało z konieczności opierać się na sile zbrojnej, na uzbrojeniu mas, na powstaniu, a nie na tej czy innej instytucji ustanowionej «legalnie», «pokojowymi» środkami”. Może to być tylko dyktatura, ponieważ przemiany absolutnie i natychmiast niezbędne dla proletariatu i chłopstwa wywołają desperacki opór ze strony obszarników, wielkiej burżuazji i caratu. Bez dyktatury nie da się złamać tego oporu, odeprzeć ataków kontrrewolucji. Nie będzie to jednak dyktatura socjalistyczna, lecz demokratyczna. Nie będzie w stanie dotknąć (bez przejścia rewolucji przez różne etapy pośrednie) fundamentów kapitalizmu. Będzie w stanie, w najlepszym razie, dokonać radykalnej redystrybucji własności ziemskiej z korzyścią dla chłopstwa; w pełni wprowadzić konsekwentną demokrację, aż do proklamowania republiki włącznie; wykorzenić nie tylko z życia wiejskiego, ale i fabrycznego pozostałości azjatyckiego despotyzmu; zacząć poważnie poprawiać warunki życia robotników i podnosić ich standard życia; i wreszcie, last but not least, rozprzestrzenić rewolucyjny ogień na Europę. To zwycięstwo w żadnym wypadku nie przekształci naszej rewolucji burżuazyjnej w socjalistyczną; rewolucja demokratyczna nie wyłoni się bezpośrednio z ram burżuazyjnych stosunków społeczno-gospodarczych; ale to zwycięstwo będzie miało mimo to ogromne implikacje dla przyszłego rozwoju Rosji i całego świata”.16 I jeszcze: „To zwycięstwo pozwoli nam obudzić Europę: a socjalistyczny proletariat Europy, zrzuciwszy jarzmo burżuazji, pomoże nam z kolei dokonać rewolucję socjalistyczną”. (Są to ostatnie słowa Engelsa na temat „Faktów społecznych w Rosji”, zacytowane dosłownie.)

Ta „dwupartyjna dyktatura”, jak Lenin niezmiennie powtarzał, to nieprzerwany proces walki z przeszłością i o przyszłość, w którym proletariat jest w rzeczywistości siłą „prowadzącą” chłopów.17 Czy ta wizja ma cokolwiek wspólnego z idyllicznym współistnieniem („z góry ustaloną harmonią”, jak powiedziałby Trocki), które później, w imieniu i na polecenie Stalina, akademia „czerwonych profesorów” miała przedstawiać jako prawdziwy obraz owych „dobrych stosunków” między klasą robotniczą a chłopstwem, w których Lenin widział jedynie preludium do ostatecznie socjalistycznej rewolucji? Niech sam Lenin odpowie: „Nadejdzie dzień, kiedy walka z rosyjskim samodzierżawiem dobiegnie końca i era rewolucji demokratycznej skończy się dla Rosji: odtąd śmiesznością będzie nawet mówienie o „jedności woli” między proletariatem a chłopstwem, o demokratycznej dyktaturze itd.” …Pomyślimy wtedy bezpośrednio o socjalistycznej dyktaturze proletariatu… Proletariat musi przeprowadzić rewolucję demokratyczną do końca, łącząc siły z masami chłopskimi, aby siłą złamać opór samodzierżawia i sparaliżować niestabilność burżuazji. Proletariat musi przeprowadzić rewolucję socjalistyczną, łącząc siły z masą półproletariackich elementów ludności, aby siłą złamać opór burżuazji i sparaliżować niestabilność chłopstwa i drobnomieszczaństwa”.18 Jest bowiem pewne, że gdy proletariat przystąpi do walki o własne żądania, a nawet gdy po prostu wysunie ostateczne żądanie, które rewolucja burżuazyjna kierowana przez klasy burżuazyjne powinna spełnić (choć nigdy tego nie czyni), mianowicie nacjonalizację ziemi (należy przypomnieć, że „Orędzie” wzywało do tego już w 1850 roku), wybuchnie straszliwa walka, a „chłopstwo, jako klasa właścicieli ziemskich, odegra w tej walce tę samą rolę zdrady i niekonsekwencji, jaką burżuazja odgrywa obecnie w walce o demokrację”.19

Świadomi, że „drobny właściciel ziemski nieuchronnie zwróci się przeciwko proletariatowi po całkowitym zwycięstwie rewolucji demokratycznej”, Bolszewicy, na czele z Leninem, zwrócili swe spojrzenie ku rewolucji europejskiej: „Nasza demokratyczna republika nie ma innych rezerw poza socjalistycznym proletariatem Zachodu”.

Jeśli podkreśliliśmy „prolog” Października, ryzykując utratę części reprezentowanej przez niego „epopei”, to dlatego, że oportunizm dąży do przedstawienia rewolucji rosyjskiej jako „autonomicznego i nieprzewidzianego epizodu”, podczas gdy przygotowywano ją w nieprzerwanej, trwającej wiele lat walce teoretycznej i praktycznej, jako wydarzenie, którego nie dało się zintegrować w globalną strategię rewolucyjną, krótko mówiąc, jako rodzaj historycznej „anomalii”, „odkrycia” niewątpliwie genialnego, ale nie dającego się powtórzyć i przypisywanego nie tyle partii, co samemu Leninowi.

Wręcz przeciwnie, fundamentalną tezą teoretyczną i lekcją praktyczną jest to, że rewolucja październikowa była owocem długich przygotowań, podczas których z coraz większą jasnością definiowano następujące zasady: decydującą rolę partii klasowej; przewodnią rolę, a następnie hegemonię proletariatu w planowanej rewolucji w Rosji; konieczność wzajemnego powiązania tej rewolucji z rewolucją europejską; nieuchronne przejście od sojuszu proletariatu z chłopstwem w rewolucji burżuazyjnej „doprowadzonej do końca” do walki o socjalizm, która zakończy się zwycięstwem w Rosji dopiero przy wsparciu zwycięskiego proletariatu w krajach rozwiniętego kapitalizmu.

Ten rewolucyjny „prolog” pokazuje (i to głównie dlatego się na nim skupiliśmy), że w całkowitej wierności marksizmowi bolszewicy od początku wykluczali jakąkolwiek możliwość „budowania socjalizmu” w Rosji bez wsparcia światowej rewolucji komunistycznej.

Ta często przywoływana perspektywa międzynarodowa stała się namacalną rzeczywistością wraz z wybuchem wojny światowej 1914–1918. Bolszewicy bez wahania ogłosili, że rozpoczyna się „najwyższa faza kapitalizmu”; Przez cały okres historyczny zapoczątkowany pierwszą globalną masakrą, dla wszystkich krajów, alternatywą jest: „wojna albo rewolucja”, a od samego początku Trzecia Międzynarodówka tłumaczyła tę perspektywę następującymi terminami politycznymi: „Albo dyktatura proletariatu, albo dyktatura burżuazji”. Wszelkie uzasadnienia mające na celu skłonienie klasy robotniczej do wyrzeczenia się swojej misji historycznej poprzez przystąpienie do wojny zostaną nieodwołalnie odrzucone; żaden „obronność” nie jest dopuszczalna pod żadnym pretekstem: proletariat nie ma żadnej „cywilizacji”, żadnej „demokracji”, żadnej „ojczyzny” do ocalenia lub obrony, zwłaszcza że nie po to wielkie mocarstwa przystąpiły do wojny, lecz po to, by podzielić świat między siebie, podbić rynki i jeszcze bardziej uciskać inne narody.

Nie ma nic do uratowania ani do obrony: atak i zniszczenie to jedyne opcje. Niech proletariat nie błaga o pokój, niech praktykuje rewolucyjny defetyzm, niech fraternizuje się z braćmi klasowymi po drugiej stronie okopów, niech sabotuje swoją „ojczyznę”, niech walczy o „przekształcenie wojny imperialistycznej w wojnę domową”, niech potępia z równym stopniem zarówno otwarte poparcie dla wojny, jak i odmowę przeciwstawienia się jej jedynym proletariackim rozwiązaniem: rewolucją! Te hasła nie znają granic: odnoszą się one równie do proletariatu Francji, jak i do proletariatu Niemiec, Anglii i Rosji, bo jeśli ten ostatni nie jest jeszcze wystarczająco burżuazyjny, by być w pełni kapitalistyczny, to jest wystarczająco burżuazyjny, by być imperialistycznym, a piekielny pochód imperializmu zjednoczył go w „tym samym strumieniu krwi” ze wszystkimi innymi burżuazjami świata i ich losem. W Piotrogrodzie, tak jak w Paryżu czy Londynie, jak w Wiedniu czy Berlinie, daremne jest powoływanie się na potrzebę obrony ojczyzny dla zachowania najwyższego dobra zagrożonej „demokracji” czy „cywilizacji” – daremne dla caratu sprzymierzonego z zachodnimi demokracjami, ale daremne również dla postsowieckiej demokracji burżuazyjnej, jeszcze bardziej zainteresowanej militarnym zwycięstwem Ententy. Perspektywa bolszewicka jest wyjątkowa, powtórzmy, i bezpośrednia; jej ramy są globalne: rewolucja wybuchnie w Rosji i, przynajmniej początkowo, będzie „rewolucją demokratyczną doprowadzoną do logicznego końca”; W Europie wybuchnie rewolucja socjalistyczna: „We wszystkich krajach rozwiniętych wojna stawia rewolucję socjalistyczną na porządku dziennym, a hasło to jest tym bardziej pilne, że ciężar wojny ciąży coraz bardziej na barkach proletariatu, a rola tego ostatniego będzie musiała być bardziej aktywna w odbudowie Europy po okropnościach obecnego «patriotycznego» barbarzyństwa, pomnożonego przez gigantyczny postęp techniczny wielkiego kapitalizmu”.20  Wreszcie kontynuacja wojny będzie coraz bardziej uwypuklać potrzebę założenia nowej Międzynarodówki na gruzach Drugiej, to znaczy partii socjalszowinistycznych lub socjalpacyfistycznych, których ugodowe «centrum» jest równie reakcyjne jak «prawica», a nawet bardziej.

Październik narodzi się pośród zgiełku tych nieustannie powtarzanych i nagłaśnianych proklamacji, zapowiadających rozpoczęcie nieodwracalnego, globalnego cyklu rewolucji, którym przewodzą ci, których wciąż nazywa się „socjaldemokratami”, ale którzy wkrótce zrzucą swoje „brudne koszule”, by odzyskać miano komunistów. „Wyjątek”, Październik? Złamanie zasady pokojowego dojścia do władzy? Wyłączny wyczyn jednego proletariatu, jednego z nielicznych, co więcej, dla którego, biorąc pod uwagę szczególne warunki jego walki, wyjątek mógłby się wydawać możliwy? Nie! Triumf ogólnej zasady, zwycięstwo uniwersalnych i niezmiennych dyrektyw, jasno określonych z góry! Na czym zatem opiera się haniebna legenda o nierewolucyjnych drogach, a co gorsza, o „narodowych drogach do socjalizmu”? Historia niewątpliwie zabrania krajom zacofanym pokonywania o własnych siłach etapów gospodarczych prowadzących do pełnego socjalizmu, na które kraje „rozwinięte” już się wspięły (ale z jaką pogardą Lenin mówi o „gigantycznych postępach technicznych wielkiego kapitalizmu”!). Jest to jednak tylko jeden aspekt faktu historycznego, uwarunkowanego stosunkami globalnymi, a zatem niemającego w sobie nic „narodowego”. Czy zatem chodzi początkowo jedynie o położenie „fundamentów socjalizmu”, to znaczy o podniesienie społeczeństwa z najniższego poziomu ekonomicznego, reprezentowanego przez struktury przedkapitalistyczne, a nawet patriarchalne, na najwyższy poziom, czyli do pełnego kapitalizmu? Również w tym przypadku historia nie zna innych środków niż rewolucja, żelazna dyktatura proletariatu rządzącego chłopami, antydemokracja i internacjonalizm. Lenin, który w Zimmerwaldzie i Kientalu, w „Imperializmie” i w niezliczonych pismach z okresu wojny („Pod prąd”!), nieustannie powracał z całą mocą do żywotnego i pilnego zadania historycznego: „przekształcenia wojny imperialistycznej w wojnę domową”, Lenin, który tak ostro potępiał pacyfistyczne złudzenia, Lenin, który gorączkowo pracował na rzecz narodzin nowej Międzynarodówki opartej na tych zasadach, Lenin, który jednym okiem obejmował, który zawsze łączył rewolucje Zachodu i Wschodu i pokazywał proletariatowi wszędzie, a swojej partii w każdym kraju, drogę rewolucyjnego zdobycia władzy, niezależnie od tego, jaki byłby bezpośredni program ekonomiczny narzucony przez obiektywne warunki – ten Lenin byłby zatem ojcem „pokojowych i narodowych dróg do socjalizmu”, teoretykiem „pokojowego współistnienia”, a nie ich śmiertelnym wrogiem? Zatem Lenin z „Programu Wojennego Rewolucji Proletariackiej” był przywódcą marszów pokoju, pełnym szacunku obrońcą narodowych i demokratycznych „wartości”?

Krótko mówiąc, czy Lenin był pierwszym, który zdradził Czerwony Październik?

Nie możemy krok po kroku prześledzić gęstej historii kilku miesięcy dzielących powrót Lenina do Rosji w kwietniu 1917 roku od oszałamiającego zwycięstwa w październiku; co więcej, poświęcono jej już wiele tekstów i spotkań naszej Partii. Ważne jest jednak nakreślenie jej głównych cech, które wykroczą daleko poza samo wydarzenie, podkreślając ogólne znaczenie płynących z niego nauk.

Główne etapy są dobrze znane: od „Tez kwietniowych” do konferencji partyjnej z tego samego miesiąca; od I Wszechrosyjskiego Zjazdu Rad do dni lipcowych; od Szóstego Podziemnego Zjazdu w lipcu do walki z Korniłowem w sierpniu; intensywne czuwanie Partii, poświęcone zarówno restauracji doktryny marksistowskiej („Państwo a Rewolucja”), jak i zwalczaniu oporu wobec powstania, który manifestował się w samym Komitecie Centralnym; Od powstania, poprzez bojkot parlamentu przygotowawczego Kiereńskiego, po przejęcie władzy i utworzenie Rady Komisarzy Ludowych; od pierwszych ważnych dekretów po rozwiązanie Zgromadzenia Ustawodawczego; od traktatu brzeskiego po likwidację resztek sojuszu z lewicowymi eserowcami i początek wojny domowej na wszystkich frontach. Gdzie w tych kilku miesiącach, które kończą cały etap historii, całe dekady i które z kolei będą ciążyć na nadchodzących dekadach, możemy znaleźć naukę proletariackiego i komunistycznego Października?

W programie ekonomicznym rewolucji, w jej autorytarnych interwencjach w sferze produkcji i wymiany? Nie! W serii tekstów opublikowanych przed i po powstaniu, aż po słynne przemówienie o „Podatkach w naturze” z 1921 roku, Lenin nie przestawał powtarzać w imieniu bolszewików, że środki te miały na celu prowadzenie zacofanej Rosji w kierunku w pełni rozwiniętego kapitalizmu, a raczej zbudowanie „fundamentów socjalizmu” za cenę zaciętej walki z drobnomieszczańską mikroprodukcją, wiejską i miejską, której wynik zależał od rozszerzenia rewolucji proletariackiej na kraje rozwiniętego kapitalizmu. Program ten nie próbuje ukryć trudności, jakie należy pokonać, nie ustępuje demagogii obietnic niemożliwych do zrealizowania w samej Rosji i doskonale wpisuje się w tradycję marksistowską: wystarczy ponownie przeczytać „Manifest Partii Komunistycznej” z 1848 roku lub „Orędzie” z 1870 roku, aby się o tym przekonać. Co więcej, nie ma powodu przypuszczać, że realizacja innego programu byłaby możliwa, a nawet pożądana, ani, tym bardziej że ten był zbyt „skromny”, jak mogli wówczas sądzić niektórzy aktywiści, porwani rewolucyjnym entuzjazmem. Jednak to nie w programie gospodarczym znajdziemy proletariacką i komunistyczną cechę Października, iskrę, która miała zapalić masy proletariackie całego świata w burzliwych latach bezpośrednio po wojnie, gdyż sam w sobie w żaden sposób nie wskazuje uniwersalnej drogi emancypacji robotników. Realizując to, zwycięska władza proletariacka dążyła przede wszystkim do umocnienia własnej władzy, oczekując na nadejście europejskiej (a przynajmniej europejskiej) rewolucji komunistycznej, która wyzwoliłaby Rosję z zacofania i przecięła jej węzeł gordyjski poprzez masowy napływ sił wytwórczych i zasobów technicznych wyrwanych rozwiniętemu kapitalizmowi. Po znacjonalizowaniu ziemi należało podjąć wysiłki, aby skierować rolnictwo w stronę bardziej zaawansowanych form pracy spółdzielczej; Przemysł wraz z jego aparatem finansowym i handlowym miał być najpierw kontrolowany, następnie zmuszony do koncentracji (przymusowa kartelizacja), a wreszcie zarządzany przez państwo, które zamierzało wykorzystać go jako broń polityczną o wiele bardziej niż ekonomiczną, by przyspieszyć rozwój wsi i przygotować się, w razie dalszego opóźnienia rewolucji zewnętrznej, do stawienia czoła nieuniknionemu konfliktowi z chłopstwem. Dopiero po zerwaniu żywotnych więzi łączących ten program gospodarczy z programem politycznym – światowej dyktatury Partii Komunistycznej! – i fizycznej likwidacji samej Partii poprzez represje państwowe, stalinizm był w stanie rozwinąć nie tylko „kapitalizm ekonomiczny”, ale także „kapitalizm polityczny”. Od Października Rosja wykuła wielki naród, partie rewolucyjne, strażników demokracji i porządku, i wrzuciła je w ogień Drugiej Wojny Imperialistycznej, by bronić samych fundamentów Kapitału. To na tym politycznym zerwaniu i eksploatacji podstaw ekonomicznych, tak mozolnie zdobytych przez rewolucję, zbudowano ZSRR pokojowego współistnienia. Dopiero to zwycięstwo kontrrewolucji pozwoliło międzynarodowej burżuazji uczcić Październik tak gruntownie „wysterylizowany”, że może zająć miejsce w pałacu „Kultury”, stając się częścią tego „wspólnego dziedzictwa” unoszącego się ponad klasami, które jest rzekomo Historią; krótko mówiąc, Października, po którym nic nie pozostało. Wiemy jednak, że prawdziwy Październik może wyłonić się z tej pustki znacznie wcześniej, niż myśleliśmy, w całej swojej sile i blasku.

Ta siła i blask są tak dobrze ukryte przed klasą wyzyskiwaną, że nie jest ona w stanie przewidzieć innej przyszłości niż niekończąca się agonia dzisiejszego dekadenckiego społeczeństwa burżuazyjnego. Jednakże wyłoniłyby się one wyraźnie z wiernego, całościowego obrazu Rewolucji, w tym działań gospodarczych lat 1917–1921, właściwie osadzonych w ich historycznym kontekście, z ich prawdziwym znaczeniem.

Od „Tez kwietniowych” do powstania III Międzynarodówki, linia polityczna broniona przez Partię Bolszewicką stanowiła spójną całość. W swojej nieustępliwej walce eliminowała ona każdy element, nawet czysto formalny, który mógłby sugerować związek między demokracją a socjalizmem: „Termin demokracja, stosowany do Partii Komunistycznej, jest nie tylko nieścisły z naukowego punktu widzenia. Dziś, po marcu 1917 roku, jest on przepaską na oczach rewolucyjnego ludu, uniemożliwiającą mu swobodne, śmiałe i niezależne tworzenie czegoś nowego – to znaczy organizowanie Rad Delegatów robotniczych, chłopskich i innych jako jedynej władzy w „państwie”, jako zwiastunów „obumierania” wszystkich państw”21. Partia (a wraz z nią Międzynarodówka) byłaby po prostu komunistyczna.

Upadek caratu, który najpierw wpędził partię bolszewicką w sytuację rewolucyjną, zdawał sobie w pełni sprawę z międzynarodowej odpowiedzialności, jaką na nią nałożył ten „historyczny przywilej”: „Komu wiele dano, od tego wiele będzie się wymagać… To właśnie od nas, i właśnie w tym momencie, zależy, aby bezzwłocznie utworzyć nową Międzynarodówkę, rewolucyjną, proletariacką Międzynarodówkę; mówiąc ściśle, nie powinniśmy bać się głośno proklamować, że już została założona i działa. To Międzynarodówka „prawdziwych internacjonalistów” … Oni i tylko oni, są przedstawicielami, a nie deprawatorami, rewolucyjnych mas internacjonalistycznych”. Fakt, że tych internacjonalistycznych komunistów było wówczas niewielu, nie przerażał go: „Liczy się nie liczba, lecz wierne wyrażanie idei i polityki prawdziwie rewolucyjnego proletariatu. Najważniejsze to nie „proklamować” internacjonalizm; chodzi o to, by umieć być, nawet w najtrudniejszych chwilach, prawdziwymi internacjonalistami”. Jeśli zbieg okoliczności historycznych, niezależnych od woli burżuazji, gdyż narzuconych jej przez nieubłagany marsz walki klasowej, czyni Rosję krajem bardziej „wolnym” niż inne, skorzystajmy z tej wolności nie po to, by głosić poparcie dla burżuazji czy burżuazyjnego „ekstremizmu rewolucyjnego”, lecz by śmiało, uczciwie, jak proletariusze, w tradycji Liebknechta, uważali III Międzynarodówkę za nieprzejednanego wroga zarówno socjalszowinistycznych zdrajców, jak i wahających się „centrystów”22. Ten obowiązek wobec międzynarodowego proletariatu zawsze wysuwa się na pierwszy plan sumienia Partii, która uważa go za swoje główne zadanie. Obdarzy on nową Międzynarodówkę marksizmem przywróconym w jego rewolucyjnej pełni i wzmocnionym zwycięstwami Piotrogrodu i Moskwy: „Państwo a rewolucja” oraz „Październik” są współczesne; „Rewolucja proletariacka a renegat Kautsky” Lenina oraz „Terroryzm i komunizm” Trockiego dokonują bilansu teoretycznych i praktycznych rezultatów trzech lat wojny domowej; tezy Pierwszego i Drugiego Kongresu Międzynarodówki niosą ze sobą przesłanie do proletariuszy całego świata, nie tyle przesłanie partii rosyjskiej jako takiej, co przesłanie integralnego marksizmu, którego dynamika walki klasowej po raz kolejny uczyniła go biegunem przyciągania wyzyskiwanych klas świata.

Aby właściwie przywołać rok 1917, potrzebne byłoby pióro Trockiego, ale my chcemy po prostu wykazać, że zarysy Października kształtowały się już na długo przed zwycięstwem powstania, w pismach, przemówieniach, rozprawach i zmaganiach Partii Bolszewickiej. Październik bowiem obejmuje nie tylko wojnę domową, powstanie Międzynarodówki Komunistycznej i jej pierwsze kongresy, ale także NEP; nie tylko zwycięstwo, ale i kontrrewolucję; nie tylko wydarzenia w Rosji, ale i związane z nimi wydarzenia światowe.

Partia Bolszewików nie rzuciła się na ślepo w rewolucję. Nie oczekiwała, że ruch masowy rozwiąże zagadki historii i wskaże mu drogę naprzód, cel do osiągnięcia; wręcz przeciwnie, Październik był dla niej oczekiwanym, oczekiwanym, przygotowywanym i codziennie ogłaszanym masom słowem i czynem punktem końcowym – punktem końcowym, który miał stać się punktem wyjścia.

Rewolucja lutowa przekazała władzę z zakrwawionych rąk caratu w ręce burżuazji, pragnącej zanurzyć ją w tej samej krwi, ale jednocześnie, wraz z Piotrogrodzką Radą Delegatów Robotniczych i Żołnierskich, stworzyła „władzę opartą nie na prawie, lecz na bezpośredniej sile uzbrojonych mas”. Skoro dwie władze nie mogą długo współistnieć w jednym państwie, co w Rosji je ze sobą łączy? Co zmusza Piotrogrodzką Radę do „dobrowolnego oddania władzy państwowej burżuazji i jej Rządowi Tymczasowemu”, skoro już ją posiada? „Potężna fala drobnomieszczańska”, odpowiada Lenin, „zalała wszystko; zmiażdżyła świadomy proletariat nie tylko liczebnością, ale i ideologią; to znaczy, porwała bardzo szerokie kręgi robotnicze, zarażając je swoimi drobnomieszczańskimi ideami politycznymi”23 (epidemia, dodajmy, dotarła nawet do części partii bolszewickiej). Październik, ten „drugi etap” rewolucji, który według „Tez kwietniowych” „musi oddać władzę proletariatowi i ubogim warstwom chłopstwa”, będzie możliwy tylko wtedy, gdy „do słodkiej wody rewolucyjnych frazesów demokratycznych wleje się ocet i żółć” i jeśli „proletariat zostanie odtruty w uścisku «powszechnego» drobnomieszczańskiego upojenia”24. W tym tkwi hamulec, który powstrzymuje niespokojne masy przed pójściem ich śladem, możliwość powstrzymania przez wroga narastającej fali „proletariatu i ubogich warstw chłopstwa”, jednocześnie zachowując w rezerwie broń bezpośrednich represji burżuazyjnych.

Czysto rosyjskie doświadczenie? Zjawisko „narodowe”? Wcale nie. Mając za sobą trzy czwarte wieku walk proletariackich i opierając się na ocenie walk klasowych w Niemczech i Francji dokonanej przez Marksa i Engelsa, Partia Bolszewicka może twierdzić w przededniu Października i w każdym kolejnym Październiku, że „na całym świecie doświadczenie rządów burżuazyjnych i wielkoobszarniczych wykształciło dwie metody ucisku ludu. Po pierwsze, przemoc. Nikołaj Romanow I (Mikołaj Oszust) i Mikołaj II (Krwiożerczy) pokazali narodowi rosyjskiemu maksimum tego, co jest możliwe i niemożliwe dzięki tej metodzie tortur. Ale istnieje inna metoda, którą angielska i francuska burżuazja (czempioni i „wzorce” demokracji!) udoskonaliły, „pouczone” przez cały szereg rewolucji i rewolucyjnych ruchów mas”. To świat kłamstw, pochlebstw, pięknych frazesów, niezliczonych obietnic, skąpstwa i drobnych ustępstw, byle tylko zachować to, co najważniejsze.25 Lekcja ta jest trwała i uniwersalna: rewolucja proletariacka nie może zwyciężyć bez zmiażdżenia tego podstępnego wroga, drobnomieszczańskiej ideologii zakorzenionej w wiejskiej i miejskiej mikroprodukcji. Przywódcy drobnomieszczaństwa „muszą” (jest to zresztą fakt obiektywny, określony realnymi stosunkami klasowymi) nauczyć proletariat zaufania do burżuazji. Proletariusze muszą nauczyć go „nieufności” (patrz przypis 25). To pierwsza lekcja, której nauczy się Międzynarodówka Komunistyczna. Pięćdziesiąt lat później, to przeciwko wam, upamiętniacze i grabarze, jest ona skierowana!

Przepaść stworzona przez Październik oddzieliła proletariat nie tylko od burżuazji, ale od wszystkich klas pośrednich. To właśnie w tym rewolucja rosyjska ujawniła swój proletariacki i komunistyczny charakter; W tym właśnie należy do nas i potępia partie, tendencje lub jednostki, które rozkoszują się „słodzoną wodą” „demokratycznych frazesów”, które dziś nie mają w sobie nic rewolucyjnego. Dlatego w sierpniu 1918 roku bolszewicy mogli ogłosić: „Nasza rewolucja zaczęła się jako rewolucja światowa” i dlatego możemy to powtórzyć pięćdziesiąt lat później.

W kluczowych „Tezach kwietniowych”26 Lenin najpierw stwierdza, że pod rządami nowego burżuazyjno-demokratycznego reżimu wojna „niewątpliwie pozostała imperialistyczną wojną grabieżczą”, z której nie ma ucieczki bez „obalenia kapitału”. W tym celu defetyzm musi być szerzony w całej armii, zachęcany do fraternizacji ponad granicami i przekształcony w wojnę domową, „gdyż obiektywnie problem wojny pojawia się dopiero na poziomie rewolucyjnym”. I znowu, co uniemożliwiło masom zrozumienie tego? Lenin odpowiada: „Rewolucyjny ekstremizm należy uznać za najpoważniejszy i najbardziej uderzający przejaw fali drobnomieszczańskiej, która zatopiła „prawie wszystko”. Jest najgorszym wrogiem dalszego postępu i sukcesu rewolucji rosyjskiej”. Udział w „obronie ojczyzny” pod pretekstem zagrożenia dla zdobyczy demokratycznych, drobnomieszczańskie marzenia o porozumieniu między walczącymi rządami, apele do „dobrej woli”, „internacjonalizm w słowach, małoduszny oportunizm i de facto ustępstwa wobec socjalszowinistów”, pobożne życzenia rozbrojenia: krytyka bolszewicka bezlitośnie spada na całe „panowanie drobnomieszczańskiej retoryki przepełnionej dobrymi intencjami”. Dla Lenina socjalszowiniści i ich pachołkowie w „centrum” stanowią zjawisko obiektywne: bronią panowania burżuazji, bezpośrednio lub pośrednio, a jeśli rewolucja zrobiła już pierwszy krok, musi teraz zrobić drugi, to znaczy oddać władzę państwową proletariatowi, który jedynie może „zapewnić zaprzestanie wojny”. Dodaje: „Będzie to początek „przełamania frontu” na całym świecie – frontu interesów kapitału – i tylko przełamując ten front, proletariat może uwolnić ludzkość od okropności wojny i zapewnić jej korzyści trwałego pokoju”27. Pacyfizm nie ma miejsca w programie Październikowym: wojna wojnie, wszelkimi środkami rewolucyjnego defetyzmu, dopóki nie nastąpi rewolucyjne zdobycie władzy państwowej; dopiero wtedy, jeśli zostanie przełamany „światowy front kapitału”, może zapanować pokój.

Bolszewicka walka z „pretekstami”, którymi odradzająca się drobnomieszczańska ideologia powołuje się, by wciągnąć proletariat w imperialistyczną rzeź, będzie się pogłębiać i nasilać między lutym a październikiem. Partia podejmuje ogromne, nieustanne wysiłki, by przekonać proletariat o konieczności przejęcia władzy, choćby po to, by położyć kres straszliwemu rozlewowi wojny światowej. I właśnie z oczami utkwionymi w tym globalnym rozwiązaniu, władza proletariacka, czyli Partia Komunistyczna, podpisze w marcu 1918 roku „niezwykle uciążliwy i upokarzający” pokój brzeski, swój „traktat tylżycki”; bo jeśli go podpisała, to nie z pacyfizmu, lecz w imię międzynarodowej rewolucji proletariackiej. Gdyby rewolucja wybuchła w Europie w następstwie Października, nie musiałaby nawet tego robić; Ale skoro jest do tego zmuszona, zgadza się na „haniebny pokój” z pewnością, że bez względu na narzucone ofiary, jej wycofanie się z wojny imperialistycznej nie tylko wzmocni więzy zawiązane między dyktaturą proletariatu a masami w Rosji, ale także zasieje ziarna defetyzmu w armiach imperialistycznych wciąż walczących w Europie; zgadza się na to również „w interesie poważnego przygotowania” do wojny rewolucyjnej, której konieczność od dawna uznaje, czy będzie ona defensywna i narzucona przez przewidywalny, a nawet nieunikniony atak burżuazji zagranicznej, która nie została jeszcze pozbawiona władzy przez rewolucję, czy też ofensywna i prowadzona przez pierwsze państwo proletariackie przeciwko otaczającym je mocarstwom kapitalistycznym, w celu udzielenia pomocy proletariuszom, którzy są zbuntowani lub wkrótce powstaną przeciwko Kapitałowi28. Zarówno przed, jak i po zdobyciu władzy, ani śladu pacyfizmu w programie Października! W swoim „Raporcie o wojnie i pokoju”29 z marca 1918 roku Lenin głosił: „Naszym hasłem może być tylko to: poważne studiowanie sztuki wojennej”, a zwracając się do towarzyszy pragnących wyruszyć na front światowej wojny rewolucyjnej: „Skorzystajcie z zawieszenia broni, choćby na godzinę, skoro wam je oferujecie, aby utrzymać kontakt z odległymi tyłami i wyszkolić tam nowe armie”. W „Rewolucji proletariackiej a renegacie Kautskym” zdefiniował w znakomitym dialektycznym streszczeniu dwie nierozłączne fazy podboju i rewolucyjnego sprawowania władzy: „Nie ma wielkiej rewolucji, która uniknęłaby lub może uniknąć «dezorganizacji» armii… Pierwszym celem każdej zwycięskiej rewolucji – Marks i Engels wielokrotnie to podkreślali – było zniszczenie starej armii, jej rozproszenie i zastąpienie nową”. I niech nikt nam nie mówi, że to tylko wewnętrzna wojna domowa! Dla Lenina wojna domowa, podobnie jak rewolucja, jest „faktem międzynarodowym”, który nie zna granic i nie toleruje kapitulacji, nawet jeśli może podlegać „zawieszeniem broni”!

Ogromny zasięg rewolucji październikowej został w pewnym sensie zapowiedziany przez bolszewików, którzy wskrzesili marksistowską doktrynę państwa z prochu, w którym pozostawili ją reformatorzy. Dzisiejsi upamiętniacze – będący zarazem grabarzami – nie zapomnieli całkowicie o tym fakcie i dlatego dokładają wszelkich starań, aby wymazać z pamięci proletariatu wszelkie ślady wielkich tekstów marksistowskich i mistrzowskiej lekcji walki rewolucyjnej. Bolszewicy ze swojej strony podążali tą samą historyczną drogą co komunardowie, tą, którą Marks i Engels zawsze propagowali przed, w trakcie i po Komunie Paryskiej – drogą mistrzowską, jedyną drogą, którą komuniści uznają, niezależnie od kraju czy pokolenia. Nie jest z pewnością przypadkiem, że „Tezy kwietniowe” nałożyły na Partię (która musi odnaleźć siebie na nowo, zrzucając z siebie „brudną koszulę”) zadanie redefinicji programu, zwłaszcza w odniesieniu do „stosunku do państwa i naszego żądania «państwa-komuny»”. Miało to na celu zniknięcie historycznego absurdu „dwuwładzy” i ostateczne uwolnienie się od kajdan drobnomieszczańskiej retoryki dzięki decydującemu wpływowi Partii przez Radę, by znaleźć siłę, by otwarcie uwolnić klasę rządzącą, by ogłosić nie tylko: „Żadnego poparcia dla Rządu Tymczasowego!”, ale przede wszystkim: „Precz z republiką parlamentarną!”. Było to konieczne, by Rada zgodziła się stać się „jedyną władzą w państwie”, władzą opartą nie na żadnym prawie, lecz na „sile zbrojnej mas”. Stało się wówczas zupełnie jasne, że nie ma sensu ani na chwilę rozwodzić się nad nadzieją stopniowego przejścia z pierwszego etapu do drugiego, że taka ewolucja jest niemożliwa i że jest to skok jakościowy, gdyż konieczne jest złamanie machiny państwa burżuazyjnego i zbudowanie innego – państwa równie dyktatorskiego jak stare, ale o charakterze proletariackim; państwa klasowego, takiego jak państwo burżuazyjne, ale w przeciwieństwie do niego gardzącego ukrywaniem swojej natury; państwa przeznaczonego do uciskania klasy wroga, tak jak państwo burżuazyjne zawsze to czyniło, nigdy dobrowolnie się do tego nie przyznając, podczas gdy proletariusze to zrobią i powiedzą.

Ale, jak sugerują żonglerzy „Kultury”, czyż ten skok – zbrojne powstanie i dyktatorskie sprawowanie władzy, czyli stłumienie „czystej demokracji” burżuazji – nie został narzucony Rosji przez jej historyczne, geograficzne, a nawet rasowe uwarunkowania? Rosja, prawda… to Rosja; dlaczego nie można pójść inną drogą gdzie indziej? Cóż, nie! W tym miesiącu intensywnej walki, gdy historia nieubłaganie domaga się, by bolszewicki Komitet Centralny przejął na siebie odpowiedzialność,30 „Państwo a rewolucja” odpowiada na to pytanie definitywnie: 1) „Państwo burżuazyjne nie może ustąpić miejsce państwu proletariackiemu (dyktaturze proletariatu) w drodze «unicestwienia», lecz jedynie, z reguły, poprzez gwałtowną rewolucję”.31 2) „Doktryna walki klas, zastosowana przez Marksa do państwa i rewolucji socjalistycznej, prowadzi nieuchronnie do uznania politycznej dominacji proletariatu, jego dyktatury, to znaczy władzy, którą nie dzieli się z nikim i która opiera się bezpośrednio na sile zbrojnej mas… „Państwo, to znaczy proletariat zorganizowany jako klasa panująca” – ta teoria Marksa jest nierozerwalnie związana z całą jego doktryną rewolucyjnej roli proletariatu w historii. Kulminacją tej roli jest dyktatura proletariatu, polityczna dominacja proletariatu. Ale jeśli proletariat potrzebuje państwa jako specjalnej organizacji przemocy wobec burżuazji, powstaje pytanie: czy taka organizacja jest możliwa do pomyślenia bez uprzedniego zniszczenia, zburzenia machiny państwowej, którą burżuazja sama dla siebie stworzyła?”32; 3) „Tylko ci, którzy przyswoili sobie doktrynę Marksa o państwie, zrozumieli, że dyktatura klasy jest konieczna nie tylko dla każdego społeczeństwa klasowego w ogóle, nie tylko dla proletariatu, który obali burżuazję, ale także dla całego okresu historycznego, który oddziela kapitalizm od „społeczeństwa bezklasowego”, od komunizmu. Formy państwa burżuazyjnego są niezwykle zróżnicowane, ale ich istota jest jedna: ostatecznie wszystkie te państwa są, w taki czy inny sposób, ale z konieczności, dyktaturą burżuazji. Przejście od kapitalizmu do komunizmu nie może oczywiście nie przynieść wielkiej obfitości i szerokiej różnorodności form politycznych, ale ich istota będzie z konieczności jedna: dyktatura proletariatu”.33

Żądanie dyktatury proletariatu „na cały okres historyczny” nie jest bynajmniej subiektywnym roszczeniem tej klasy, lecz jedynie wyrazem obiektywnej konieczności, o ile burżuazja i proletariat są jedynymi protagonistami współczesnego dramatu historycznego:

„Panowanie burżuazji może zostać obalone jedynie przez proletariat, odrębną klasę, której warunki ekonomiczne bytu przygotowują ją do tego obalenia i której oferuje ona możliwość oraz siłę do jego dokonania. Burżuazja rozbija i rozprasza chłopstwo oraz wszystkie warstwy drobnomieszczańskie, jednocześnie grupuje, jednoczy i organizuje proletariat”. Biorąc pod uwagę ekonomiczną rolę, jaką odgrywa w produkcji na wielką skalę, proletariat jest w stanie przewodzić wszystkim masom pracującym i wyzyskiwanym, które burżuazja często wyzyskuje, uciska i gnębi nie mniej, ale bardziej niż proletariusze, i które nie są zdolne do samodzielnej walki o swoje wyzwolenie… Proletariat potrzebuje władzy państwowej, scentralizowanej organizacji siły, organizacji przemocy, zarówno po to, by stłumić opór wyzyskiwaczy, jak i by kierować masą ludności – chłopami, drobnomieszczaństwem, półproletariuszami – w „wdrażaniu” gospodarki socjalistycznej.34

Ten fragment jest kluczowy. W istocie, całe doświadczenie miesięcy poprzedzających październik pokazuje, że drobnomieszczaństwo z konieczności hamuje postęp rewolucji. To pod jego podstępnym wpływem Rada, „jedyna możliwa forma rządu rewolucyjnego”, od lutego wycofywała się z zadania, które powierzyła jej historia: przejąć i sprawować całą władzę, nie dzieląc się nią z nikim. A to doświadczenie ma ogólne znaczenie; jest ono faktem „mechaniki społecznej” przeznaczonej do rozegrania wszędzie, niebezpieczną pułapką, która zagraża każdej rewolucji komunistycznej. „Po doświadczeniu lipca 1917 roku to właśnie rewolucyjny proletariat musi przejąć władzę: poza tym żadne zwycięstwo rewolucji nie jest możliwe”35 – pisał Lenin kilka miesięcy wcześniej, pokazując, że dopóki komuniści pozostają „zwolennikami państwa zbudowanego na modelu radzieckim”, to nie mogą być „rady dzisiejsze, (tych) organów porozumienia z burżuazją”, które wyłonią się z nowej rewolucji. Popychany tą potrzebą dyktatorskiego „przewodzenia” masom, Październik oznaczałby totalitarne i gwałtowne przejęcie władzy przez Partię, polegającą na sile zbrojnej klasy robotniczej; likwidację wszelkich demokratycznych i parlamentarnych pozorów, najpierw przez bojkot przedparlamentu, a następnie przez rozwiązanie Zgromadzenia Konstytucyjnego; Despotyczna interwencja w gospodarkę i budowa armii na gruzach demokratyczno-carskiej armii. Wzorcowe pod tym względem było również to, że ręka, która wówczas pisała „Państwo a rewolucję”, pozostawiła broszurę niedokończoną, aby przejąć stery powstania: daremne byłoby wytyczanie drogi rewolucyjnej w tekstach teoretycznych, a potem niepodążanie nią, gdy nadszedł czas, w realiach walki klasowej! Zwycięzcy czy pokonani, to właśnie poprzez walkę przygotowuje się przyszłość.36 Styczeń 1918: „Oczywiście, ostateczne zwycięstwo socjalizmu jest niemożliwe w jednym kraju” (spadkobiercy stalinizmu, dreszcz!), ale oto, co jest możliwe: „Żywy przykład, działanie podjęte w jakimkolwiek kraju, jest skuteczniejsze niż wszelkie proklamacje i wszelkie konferencje; to ono inspiruje masy pracujące wszystkich krajów”.37 Lipiec 1918, gdy pożar wojny domowej rzucał pierwsze błyski: „Dochodząc do władzy jako proletariacka partia komunistyczna, podczas gdy burżuazja kapitalistyczna wciąż utrzymywała swoją dominację w innych krajach, naszym najpilniejszym obowiązkiem było, powtarzam, utrzymanie tej władzy, tej pochodni socjalizmu, aby mogła ona rzucić jak najwięcej iskier na narastający pożar światowej rewolucji”.38

Oto lekcja Października! A wy, grabarze pamięci, chcielibyście, aby październik nigdy nie oznaczał niczego innego, jak tylko rozwoju „sprawiedliwego handlu”, „pokojowego współistnienia”, „bezbolesnej drogi” do tego, co nazywacie socjalizmem, i aby ten „żywy przykład” pozostał na zawsze pogrzebany w ziemi Rosji z lat 1917–18?

„Prowadzenie mas”. Prowadząc je najpierw w powstańczym zdobywaniu władzy przez Rady, zahartowane i oczyszczone walką; prowadząc je następnie w gigantycznej walce przeciwko „oporowi wyzyskiwaczy, których nie można całkowicie pozbawić bogactwa, korzyści płynących z ich organizacji i wiedzy, i którzy w konsekwencji niechybnie będą przez znaczny okres mnożyć swoje próby obalenia znienawidzonej władzy biedoty”39 i przeciwko ciężarowi tradycji, nawyków i uporczywemu wpływowi drobnomieszczańskiej ideologii, wkradającej się w każdy zakątek boleśnie zmieniającego się społeczeństwa. Jak nimi przewodzić? Nie wystarczy ich edukować; trzeba także „zneutralizować” i „tłumić” siły przeszłości, które stale się pojawiają i zagrażają przyszłości; Należy zrozumieć, że „każda wielka rewolucja w ogóle, a każda rewolucja socjalistyczna w szczególności, jest nie do pomyślenia bez wojny wewnętrznej, to znaczy bez wojny domowej, która przynosi ruinę gospodarczą jeszcze większą niż wojna zewnętrzna, która pociąga za sobą tysiące i miliony przypadków wahania i przechodzenia z jednego obozu do drugiego, skrajny stan niepewności, nierównowagi i chaosu” (patrz przypis 39); konieczne jest zatem rządzenie dyktatorskie, ponieważ „oczywiste jest, że wszystkie elementy rozkładu starego społeczeństwa, nieuchronnie bardzo liczne i powiązane w przeważającej mierze z drobną burżuazją, nie mogą nie „ujawnić się” w tak głębokiej rewolucji… Aby je pokonać, potrzebny jest czas i żelazna pięść”. Oto wielka lekcja Czerwonego Października: nieustająca walka na wszystkich frontach wojny rozpętanej przez wewnętrzną i zewnętrzną kontrrewolucję, przez burżuazję narodową i międzynarodową, musi iść w parze z dyktatorską kontrolą jednej klasy nad „elementami rozkładu”, które nieustannie rodzą się lub odradzają z tętniącego życiem łona klas pośrednich, tymi resztkami „martwej historii”, które rozpaczliwie czepiają się „żywej historii” i grożą jej zatopieniem.

Z tych wszystkich powodów, nie pomijając żadnego, Lenin powiedziałby w swojej polemice z Kautskim, że „rewolucyjna dyktatura proletariatu jest władzą zdobytą i utrzymywaną przemocą, którą proletariat sprawuje nad burżuazją, władzą, której nie krępuje żadne prawo”. W konsekwencji „niezbędnym wskaźnikiem, wyraźnym stanem dyktatury, jest brutalne represje wobec wyzyskiwaczy jako klasy, a w rezultacie naruszenie «czystej demokracji»”40. Rewolucja październikowa nie tylko pozbawi burżuazję wszelkich praw politycznych, ale także narzuci chłopskiej drobnomieszczańszczyźnie prawa niższe niż prawa proletariatu. Z tych wszystkich powodów, nawet bez wojny zewnętrznej, konieczny czerwony terror jest polityczną manifestacją dyktatury proletariatu, jej środkiem interwencji w stosunki gospodarcze i społeczne, jej narzędziem działań zbrojnych. Z tych wszystkich powodów, wspólnych dla wszystkich krajów, dyktatura proletariatu implikuje istnienie partii politycznej.

Hegemonia proletariatu – hegemonia Partii. Te dwa pojęcia są nierozerwalne, tak jak w „Manifeście” „organizacja proletariatu w klasę panującą” jest nie do pomyślenia bez „organizacji proletariatu w klasę, a zatem w Partię”.

Historia Października to jeden z dwóch przeciwstawnych procesów, których punktami stycznymi są liczne krwawe starcia. Podczas gdy masy odwracają się od Rządu Tymczasowego, dezerterują z frontu, ścierają się na ulicach z siłami porządku, dążą do powstania i domagają się władzy siłą oręża, a nie głosowaniem, partie, które twierdzą, że reprezentują klasę robotniczą, ale odzwierciedlają wahania, tchórzostwo i służalczość drobnej burżuazji, ustawiają się jedna po drugiej na froncie demokracji parlamentarnej i wojny. Z drugiej strony, Partia, która od kwietnia głosiła pilną potrzebę przełamania tego przeklętego frontu i aktywnie działa na rzecz przejęcia władzy w imieniu „proletariatu i najuboższych warstw chłopstwa”, coraz częściej pojawia się na scenie politycznej i społecznej jako jedyna partia rewolucji i dyktatury. Po ostatecznym rozwiązaniu Zgromadzenia Konstytucyjnego, Partia ta ma już tylko jednego, ostatniego sojusznika: Lewicowych Socjalistów-Rewolucjonistów. Traktat brzeski zerwie to ostatnie ogniwo, a w wojnie domowej, aż do Kronsztadu i dalej, władza proletariacka będzie na każdym kroku napotykać demokratyczne, ludowe, odśrodkowe lub anarchistyczne odrodzenia starych ugrupowań lub partii, spychając je na boczny tor w swoim marszu.

Ta „dekantacja” sił politycznych i społecznych nie była nowym zjawiskiem. W swoich badaniach nad walkami klasowymi we Francji i Niemczech Marks i Engels wykazali już, że dla budowy rewolucyjnego proletariatu i jego partii nieuniknione było stopniowe wpadanie grup i partii broniących klas pośrednich i ucieleśniających ich interesy ekonomiczne, nawyki i ideologię. Wielkość bolszewików polegała właśnie na tym, że po raz pierwszy w historii ruchu robotniczego wyciągnęli z tej surowej, negatywnej lekcji aktywną siłę, czynnik zwycięstwa. Pozostawiając umarłych, by grzebali umarłych, wspaniale i samotnie przyjęli odpowiedzialność za władzę; nic nie mogło ich zmusić do wahania, nawet niezdecydowanie i „demokratyczne skrupuły” niektórych ich towarzyszy (towarzyszy z długą historią komunistycznej militancji), którzy wzdrygali się przed tym „skokiem w nieznane”, jakim było powstanie, nawet nieuniknione dezercje. Bynajmniej nie dali się zaskoczyć, naciskali i świadomie zapoczątkowali erę dyktatury partii w imieniu klasy. Zdrowa energia proletariacka wyłoniła się ze złożonej masy sił społecznych; to konieczność historyczna przekształciła rewolucję jednej klasy w rewolucję jednej Partii: hegemonia proletariatu nie mogła nie przełożyć się na hegemonię Partii, która była jednocześnie jego teoretycznym sumieniem, jego zorganizowaną wolą i narzędziem zdobywania i sprawowania władzy. I to było zwycięstwo.

Już we wrześniu 1917 roku, wiążąc jak zawsze „skoki jakościowe” rewolucji rosyjskiej z doświadczeniem światowej walki proletariatu, Lenin pisał: „Hańbiący koniec partii socjalistyczno-rewolucyjnych i mienszewickich nie jest dziełem przypadku; jest wynikiem, wielokrotnie potwierdzonym przez europejskie doświadczenie, sytuacji ekonomicznej drobnych mieszczan, drobnej burżuazji”.41 W konsekwencji, tylko partia poprowadzi powstanie, tylko ona przejmie władzę, doskonale wiedząc, że nie można określić prawdziwego ruchu mas, badając duszę partii opanowanych przez drobnomieszczańską bezwładność, ani nawet masowych organów zrodzonych z rewolucji, gdzie wahania, mentalność „podążania za przywódcą”, „siła przyzwyczajenia” charakterystyczne dla starego społeczeństwa mają wystarczającą okazję, by się ujawnić. Tylko teoria oparta na ocenie minionych walk klasowych pozwala przewidzieć naturalne rozmieszczenie sił klasowych w decydującej chwili, wiedzieć, że ta godzina wybiła i wtedy interweniować, nie po to, by „przeprowadzić” rewolucję, ale by ją poprowadzić, i to daleko po przejęciu władzy, gdyż jest to dopiero pierwszy akt dramatu społecznego, gdyż wróg niechybnie znów podniesie głowę, a Partia (jedna Partia) będzie bardziej potrzebna niż kiedykolwiek do sprawowania władzy. W 1920 roku w „Dziecięcej chorobie „lewicowości” w komunizmie” Lenin oddał zachodniemu proletariatowi lekcję, którą od niego otrzymał, wzbogaconą o wnioski wyciągnięte z trzech lat wojny domowej i komunistycznej dyktatury: „Dyktatura proletariatu jest najbardziej bohaterską i nieubłaganą wojną nowej klasy przeciwko potężniejszemu wrogowi, przeciwko burżuazji, której opór dziesięciokrotnie wzrasta dzięki mleku jej obalenia (choćby tylko w jednym kraju), a której siła tkwi nie tylko w sile kapitału międzynarodowego, w sile i trwałości międzynarodowych powiązań burżuazji, ale także w sile przyzwyczajenia, w sile drobnej produkcji… Ktokolwiek osłabia żelazną dyscyplinę w partii proletariatu w najmniejszym stopniu (zwłaszcza w czasie jej dyktatury), w rzeczywistości pomaga burżuazji przeciwko proletariatowi… Zaprzeczanie konieczności partii (a dla Lenina jest to oczywiście Partia Komunistyczna) i dyscypliny partyjnej… jest równoznaczne „do…”, a dokładniej, do przejęcia tych wad drobnomieszczaństwa, jakimi są rozproszenie, niestabilność, niezdolność do stanowczości, jedności i wspólnego działania, wad, które nieuchronnie spowodują utratę każdego rewolucyjnego ruchu proletariatu, jeśli będą wspierane”42. Dyktatura proletariatu to centralizacja i dyscyplina, a zatem dyktatura Partii. Trocki wyraził tę samą ideę w zwięzłej formule, która ma tę zaletę, że łączy tę „żelazną dyscyplinę” Partii z samymi podstawami realnej centralizacji (istotnego aspektu, na który nasz nurt będzie nieustannie nalegał na kongresach Międzynarodówki Komunistycznej, nie dla akademickiego luksusu, ale dlatego, że jest to żywotny wymóg ruchu rewolucyjnego), to znaczy z ciągłością programu i organizacji oraz ich organicznym związkiem z taktyką, która stoi w sprzeczności z doktrynalnym eklektyzmem, spotęgowanym przez tendencję do praktycznej improwizacji, tak głęboko zakorzenioną w partiach „robotniczych”, pozostających pod wpływem drobnomieszczaństwa i jego inteligencji: „Tylko z pomocą partii, która czerpie ze swojej historycznej przeszłości, która teoretycznie przewiduje przebieg rozwoju i wszystkie jego etapy i z tego wyprowadza wnioski (czytaj uważnie: to z teoretycznego przewidywania rozwoju historycznego „wnioskuje”, a nie z owej biernej obserwacji historii, która prowadzi do (jakiegoś nieprzewidzianego „odkrycia”!), jaka forma działania jest słuszna w danym momencie, tylko z pomocą takiej partii proletariat może uwolnić się od konieczności powtarzania własnej historii, własnych wahań, własnego niezdecydowania i własnych błędów”43

Ta siła, która umożliwiła triumf rewolucji październikowej i zwycięstwo proletariatu w wojnie domowej, jest sekretem jutrzejszej rewolucji i musi zostać odkryta na nowo pod groźbą śmierci. Pisząc cytowane powyżej słowa, Lenin i Trocki myśleli raczej o straszliwym okresie wojny domowej niż o krótkiej fazie powstania lub jego bezpośrednim następstwie, takim jak rozwiązanie Zgromadzenia Konstytucyjnego i zerwanie z lewicowymi socjalistami-rewolucjonistami. Można by zatem podsumować ich kluczową lekcję: kiedy klasa robotnicza pojawia się na scenie historycznej (lub, co gorsza, na scenie parlamentarnej, choć ma to niewielkie znaczenie dla Rosji w 1917 roku) podzielona na kilka partii, rozwiązaniem nie jest podział władzy między te partie, lecz likwidacja wszystkich pachołków kapitalizmu przebranych za partie robotnicze, jednego po drugim, aż cała władza wpadnie w ręce jednej partii klasowej.

Ta zasada hegemonii partii znajdujemy dosłownie w dziełach Marksa i Engelsa, a zwłaszcza w ich długiej polemice z anarchistami atakującymi Radę Generalną I Międzynarodówki. Lecz wielka siła rewolucji, nawet jeśli ostatecznie ponoszą klęskę, tkwi w dobitnym uwypukleniu i podkreśleniu niezmiennych zasad doktryny i programu. Nie było zatem niczego nowego w tezach o roli Partii Komunistycznej w rewolucji proletariackiej, które II Kongres Międzynarodówki Komunistycznej przyjął w 1920 roku, po krwawej wojnie domowej w Rosji; po prostu bohaterska walka bolszewickiego proletariatu nadała nową wagę odwiecznym zasadom. „Międzynarodówka Komunistyczna odrzuca w najbardziej kategorycznych słowach pogląd, że proletariat może dokonać swojej rewolucji bez własnej partii politycznej. Celem tej walki, która nieuchronnie zmierza do przeistoczenia się w wojnę domową, jest zdobycie władzy politycznej”. Ale władzę polityczną może zdobyć, zorganizować i kierować jedynie partia polityczna… Powstanie Rad, głównej historycznej formy dyktatury proletariatu, w żaden sposób nie umniejsza wiodącej roli Partii Komunistycznej w rewolucji proletariackiej… Historia rewolucji rosyjskiej pokazuje nam, że w pewnym momencie Rady wystąpiły przeciwko partii proletariackiej i poparły agentów burżuazji. To samo zaobserwowano w Niemczech i może się zdarzyć również w innych krajach. Aby Rady wypełniły swoją historyczną misję, niezbędne jest istnienie partii komunistycznej wystarczająco silnej, by wywierać na nie decydujący wpływ, zamiast „dostosowywać się” do nich, czyli zmuszać je do „niedostosowywania się” do burżuazji i oficjalnej socjaldemokracji… Partia komunistyczna jest niezbędna klasie robotniczej nie tylko przed i w trakcie zdobywania władzy, ale także po jej zdobyciu… Potrzeba politycznej partii proletariatu znika dopiero wraz z klasami społecznymi.44

Głęboki internacjonalizm przenika całą rewolucję październikową, w której dążenie Partii do przekształcenia wojny imperialistycznej w wojnę domową, w światową rewolucję socjalistyczną, jest całkowicie splecione z impulsywnym pędem mas pracujących w głównych ośrodkach przemysłowych Rosji.

Kiedy Lenin i Trocki zdefiniowali trwającą rewolucję jako „ogniwo w łańcuchu rewolucji międzynarodowej”, gdzie masy rosyjskie broniące nowo zdobytej władzy siłą zbrojną były „oddziałem międzynarodowej armii proletariatu”, a Rosja „oblężoną twierdzą” oczekującą na „inne oddziały rewolucji międzynarodowej”, które miały jej przyjść z pomocą, to nie tylko działacze Partii, ale wszyscy proletariusze w Rosji odczuli prawdziwość tych żarliwych słów, ponieważ w tamtym czasie „edukacja polityczna odbywała się szybko” (w ciągu kilku dni, kilku miesięcy) w fabrykach i dzielnicach robotniczych, pośród rewolucyjnych wieców i demonstracji. W dumnym wstępie do „Deklaracji praw ludzi pracujących i wyzyskiwanych” Republika Radziecka postawiła sobie za cel „zwycięstwo socjalizmu we wszystkich krajach”, a z mównicy III Wszechrosyjskiego Zjazdu Rad Lenin przedstawił słuchaczom tę właśnie wspaniałą perspektywę: „Wydarzenia… nadały nam zaszczytną rolę awangardy międzynarodowej rewolucji socjalistycznej i teraz wyraźnie widzimy perspektywę rozwoju rewolucji: Rosjanin rozpoczął (a gdzie indziej: „Kto jest w najkorzystniejszej sytuacji, musi zacząć”), Niemiec, Francuz, Anglik skończy, a socjalizm zwycięży”.45

To było coś więcej niż słowa; unikając retoryki, rewolucja w ten sposób zwięźle wyraziła uczucia i pasje, które uzbrajały broń i mobilizowały umysły ogromnych mas proletariackich. Był to bezosobowy język walki klasowej, której bojownicy nigdy nie mogliby przyznać, że jest ona jedynie „rosyjska”, wąsko „narodowa”; ich oczy otwarte na świat, ich wola napięta, gotowi na wszelkie poświęcenia, nie znali granic, a ich serca płonęły wieściami o walce ich braci klasowych poza tymi samymi granicami, które rewolucja miała zamiar zniszczyć. „Nie jesteśmy sami; przed nami leży cała Europa!” – wołał Lenin do wahających się, ugodowców, tchórzy i proletariuszy, którzy walczyli nieubłaganie przez dziewięć burzliwych miesięcy i którzy wciąż musieli walczyć przez dwa i pół roku wojny domowej, wiedzieli, tak jak on, instynktownie, być może bez przeczytania ostatniego okrzyku „Manifestu”, że są bojownikami w międzynarodowej wojnie klasowej. Dla tych proletariuszy było oczywiste, że ich rewolucja była początkiem rewolucji światowej.

W kwietniu Lenin stwierdził, że Międzynarodówka „de facto internacjonalistów” już działa, choć nie miała jeszcze formalnego bytu: ucieleśniali ją proletariusze Piotrogrodu i Moskwy, a także Liebknecht w Berlinie; przejawiała się ona poprzez praktyczny i aktywny internacjonalizm, poprzez nieograniczone oddanie uniwersalnej sprawie socjalizmu. Podczas dramatycznego epizodu brzeskiego, gdy sprawa rewolucji zdawała się przegrana, Lenin z właściwą sobie odwagą i szczerością uzasadnił „haniebny” traktat i, o grabarze pamięci, zdefiniował jako „największy problem historyczny rewolucji rosyjskiej”, jako „największą trudność”, którą musiała pokonać, „konieczność rozwiązania problemów międzynarodowych, konieczność dokonania rewolucji międzynarodowej, dokonania tego przejścia od naszej wąsko narodowej rewolucji do rewolucji światowej”.46 Urodzony jako rewolucja światowa, Październik postawił na pierwszym planie swoje międzynarodowe zadania i obowiązki wobec rewolucji światowej — obowiązki wynikające nie z żadnego kodeksu moralnego, lecz narzucone przez międzynarodowy charakter wyzwoleńczej walki proletariatu przeciwko ekspansji kapitalizmu. Ponownie wiele będzie się wymagać od tych, którzy już tak wiele poświęcili: wspaniali proletariusze Października nie zawahają się dać z siebie wszystkiego, aby „Niemiec, Francuz, Anglik” mógł dokończyć rozpoczęte dzieło, bo choć łatwiej im je dokończyć, „nieskończenie trudniej im rozpocząć rewolucję”. Jeszcze zanim komuniści z „różnych krajów Europy, Ameryki i Azji” spotkali się w Moskwie, aby założyć III Międzynarodówkę, internacjonalizm był siłą napędową i tlenem, który podtrzymywał walczących w gigantycznej rosyjskiej wojnie domowej. „Biuletyny” europejskiego frontu walki klasowej mieszały się z płomiennymi komunikatami, które Trocki wysyłał z tysięcy frontów wojny domowej, i w ten sposób uzbrojeni rosyjscy robotnicy i chłopi dowiedzieli się, że ich wrogiem jest międzynarodowa burżuazja. „Wiesz” – mawiał Lenin na VIII Wszechrosyjskim Zjeździe Rad – „jak głęboko kapitał jest siłą międzynarodową, jak ściśle powiązane są ze sobą najważniejsze kapitalistyczne fabryki, przedsiębiorstwa i sklepy na całym świecie i że w konsekwencji, aby go ostatecznie pokonać, konieczne jest wspólne działanie robotników na skalę międzynarodową”. Nikt, prawdę mówiąc, nie mógł wiedzieć tego lepiej niż bohaterski rosyjski oddział światowej rewolucyjnej armii proletariatu, bo nikt w jego szeregach nie wierzył, że starcie klas może mieć różne przyczyny i skutki w zależności od narodu. To, że proletariusze „nie mają ojczyzny”, było czymś, czego nauczyło ich trudne doświadczenie.

Czy ludzie, Partia, proletariusze, dla których rewolucja rosyjska była rewolucją światową i nie mieli „większego problemu historycznego” niż wyrwanie się z jej wąsko narodowych ram i rozprzestrzenienie się na cały świat, mogli mieć inną perspektywę niż Lenin: „Zbawienie jest możliwe tylko na jedynej drodze międzynarodowej rewolucji socjalistycznej, której się poświęciliśmy. Dopóki pozostajemy sami, naszym zadaniem jest ratowanie rewolucji, zachowanie w niej pewnej dawki socjalizmu, jakkolwiek słabej, do momentu, gdy rewolucja wybuchnie w innych krajach i inne oddziały przyjdą na ratunek”47? Czy mogliby oni postrzegać „swoją” rewolucję inaczej niż jako „próbę generalną światowej rewolucji proletariackiej”, na którą koniecznie „stawiali”, ponieważ „rewolucja komunistyczna może zwyciężyć tylko jako rewolucja światowa”48? Pewni wybuchu co najmniej europejskiej rewolucji, bolszewicy zapewnili sobie wytchnienie Traktatu Brzeskiego i pokonali białe hordy; Przechodząc „od wojny do pokoju” w 1920 roku, nie zapomnieli, że „dopóki kapitalizm i socjalizm będą współistnieć, pokój jest niemożliwy; ostatecznie jedno albo drugie musi zwyciężyć: odbędzie się msza żałobna albo za Republikę Radziecką, albo za światowy imperializm”. Wiedzieli, że aby pokonać globalną organizację kapitalizmu, istnieje tylko jedna broń: „rozszerzenie rewolucji na przynajmniej niektóre kraje rozwinięte”.

Był to warunek konieczny, nawet po prostu utrzymania władzy politycznej bolszewików. Ale rewolucja październikowa miała na celu socjalizm i dlatego internacjonalizm nie był dla niej formułą rytualną, lecz warunkiem zwycięstwa.

Było to tym bardziej prawdziwe, że była to rewolucja podwójna, a proletariat sprawujący władzę musiał zatem również sprostać zadaniom rewolucji burżuazyjnej „doprowadzonej do logicznego końca”.

W „Manifeście” z 1848 roku Marks i Engels ze szczególną uwagą rozważali Niemcy; był to wówczas kraj, w którym struktury feudalne wciąż dominowały w gospodarce i polityce i który „stał na progu rewolucji burżuazyjnej”. W tej rewolucji widzieli „bezpośredni preludium do rewolucji proletariackiej”, która miała przybrać rozmiary europejskie (skąd socjaldemokratyczna pedanteria wzięła pomysł, że według Marksa i Engelsa rewolucja musiała koniecznie wybuchnąć w kraju rozwiniętym?), ponieważ, jak twierdzili, Niemcy „dokonają tej rewolucji w bardziej zaawansowanych warunkach cywilizacji europejskiej i z proletariatem nieskończenie bardziej rozwiniętym niż Anglia i Francja w XVII i XVIII wieku”.49 Niech oportunistyczny filister mierzy stopień dojrzałości rewolucji socjalistycznej, oceniając „poziom ekonomiczny i społeczny” osiągnięty w danym kraju rozpatrywanym w izolacji: dla marksizmu ten stopień dojrzałości oceniany jest w skali globalnej (w 1848 roku świat został zredukowany do Europy!) i w tej samej skali rewolucja proletariacka może zwyciężyć lub zginąć. Również w Rosji „bardziej zaawansowane warunki europejskiej” (i światowej) cywilizacji oraz istnienie proletariatu nie tylko większego niż w czasie angielskiej i francuskiej rewolucji burżuazyjnych, ale także niezwykle skoncentrowanego (podobnie jak półfeudalna władza polityczna caratu) przyspieszyły rewolucyjny bieg: począwszy od „azjatyckiej i barbarzyńskiej” stagnacji, kulminacją była proletariacka władza polityczna po krótkim okresie rządów burżuazyjnych. „Bezpośrednim preludium” stało się „przeobrażenie” rewolucji burżuazyjnej w rewolucję proletariacką, a triumf tej drugiej uczynił realizację politycznych zadań tej pierwszej anachronistyczną. Ten rozwój nie tylko nie wystarczył, by wyeliminować zacofanie Rosji w stosunku do „bardziej zaawansowanej” cywilizacji światowej, ale – jak stwierdził Lenin w 1918 roku i powtórzył w 1920 roku – bez tego właśnie zacofania proletariat nie zdobyłby władzy tak łatwo, jak „podniesienie pióra”. Szczęśliwy zbieg tych dwóch warunków (które mogą wydawać się sprzeczne jedynie tym, którzy ograniczają swój horyzont do granic narodowych) umieścił rosyjską klasę robotniczą na czele światowej rewolucji socjalistycznej; jednak zacofanie pozostało, a „im bardziej zacofany był kraj, który w wyniku zakrętów historii musiał rozpocząć rewolucję socjalistyczną, tym trudniej było mu przejść od dawnych stosunków kapitalistycznych do stosunków socjalistycznych”50. Jak rozwiązano ten problem historyczny, bardziej złożony niż kwestia przejęcia władzy, z europejskiej (a więc globalnej w tamtym czasie) perspektywy Marksa i Engelsa? Niemiecki proletariat z 1848 roku miał przynieść doktrynę i mógł stać się protagonistą podwójnej rewolucji w Niemczech, o ile warunki polityczne rewolucji socjalistycznej zostały spełnione we Francji, a warunki ekonomiczne i społeczne w Anglii: w ten sposób można było przyspieszyć zdobywanie władzy w Niemczech i zasypać odwieczną przepaść, która oddzielała gospodarkę Europy Środkowej od gospodarki Europy Zachodniej.

Dla bolszewików perspektywa nie była inna. Socjalizm zakłada istnienie wielkiego przemysłu i nowoczesnego rolnictwa; ten pierwszy był w Rosji ewidentnie niewystarczający, tego drugiego niemal całkowicie brakowało, ale „jeśli pomyślimy o wielkim, prosperującym przemyśle, zdolnym zaspokoić potrzeby chłopstwa, zaopatrując je bezzwłocznie we wszystkie niezbędne produkty, musimy stwierdzić, że taki warunek istnieje; rozpatrując tę kwestię w skali globalnej, ten wielki, kwitnący przemysł, zdolny zaopatrywać świat we wszystkie produkty, istnieje na ziemi… Są na ziemi kraje z dużym, rozwiniętym przemysłem, wystarczającym do natychmiastowego zaopatrzenia setek milionów zacofanych chłopów. Opieramy tę ideę na naszych kalkulacjach”.51 Materialne warunki przejścia do socjalizmu są zatem tym, czego dyktatura proletariatu w Rosji oczekuje od rewolucji światowej, a przynajmniej europejskiej. Tylko w ten sposób można było położyć podwaliny pod gigantyczny skok naprzód, najpierw w przemyśle, a następnie w rolnictwie: jak stwierdzono w „Tezach o kwestii narodowo-kolonialnej” przyjętych w 1920 roku na II Kongresie Międzynarodówki Komunistycznej, ten skok naprzód ponad fazę kapitalistyczną (przewidziany w tym przypadku dla krajów kolonialnych, jeszcze bardziej zacofanych niż Rosja w tamtym czasie) jest możliwy tylko poprzez „stworzenie gospodarki światowej stanowiącej jedną całość, na podstawie uniwersalnego planu, kontrolowanego przez proletariat wszystkich narodów”. Rozszerzenie rewolucji socjalistycznej na przynajmniej niektóre kraje rozwinięte jest zatem podstawowym warunkiem istnienia gospodarki socjalistycznej w Rosji: „Rewolucja socjalistyczna nie może się dokonać w kraju, w którym zdecydowaną większość ludności stanowią drobni producenci rolni, chyba że za pomocą całego szeregu specjalnych środków przejściowych, zupełnie zbędnych w rozwiniętych krajach kapitalistycznych, gdzie robotnicy przemysłowi i rolni stanowią zdecydowaną większość… W wielu pracach, we wszystkich naszych wystąpieniach, w prasie podkreślaliśmy, że w Rosji sytuacja jest inna: robotnicy przemysłowi stanowią mniejszość, a drobni rolnicy zdecydowaną większość. W tym kraju rewolucja socjalistyczna może odnieść ostateczny triumf tylko pod dwoma warunkami. Po pierwsze, jeśli w odpowiednim czasie zostanie wsparta przez rewolucję socjalistyczną w jednym lub kilku krajach rozwiniętych…”52

Powracając do wielkiej perspektywy Marksa z 1848 roku, można powiedzieć, że rosyjski proletariat wniósł do rewolucji europejskiej płomień polityczny, a także całkowitą odnowę doktryny (role dawniej przypisane Francji i Niemcom); Niemcy, Anglia, Francja, a nawet tylko jedno z nich, zapewniłyby jej bazę ekonomiczną. Tymczasem, ponieważ rewolucja międzynarodowa nie może wybuchnąć na rozkaz, ani według „metodycznego postępu”, ani też równocześnie, władza komunistyczna musiała zarządzać wciąż zacofaną gospodarką za pomocą „środków przejściowych… całkowicie bezużytecznych w krajach rozwiniętego kapitalizmu”, analogicznych w swej istocie do „despotycznych interwencji” zalecanych przez „Manifest”, a których rezultaty nie mogły wykroczyć poza budowę materialnych podstaw socjalizmu.

Daleko im do ukrywania tego, bolszewicy powtarzali to wielokrotnie, a „Tezy kwietniowe” deklarowały z najwyższą szczerością: „Naszym najbliższym zadaniem nie jest «wprowadzenie» socjalizmu, ale jedynie natychmiastowe przejście do kontroli produkcji społecznej i dystrybucji produktów przez Rady Delegatów Robotniczych”.53 Pięć miesięcy później, we wrześniu, Lenin zdefiniował środki mające na celu „odwrócenie nadchodzącej katastrofy” w następujący sposób: „kontrola, nadzór, racjonalna alokacja pracy w produkcji i dystrybucji produktów, gospodarka sił ludowych, eliminacja wszelkiego marnotrawstwa tych sił”, co w dziedzinie produkcji przemysłowej i jej aparatu finansowego oznaczało „połączenie wszystkich banków w jedno; nacjonalizację kapitalistycznych związków zawodowych, zniesienie tajemnicy handlowej, wymuszoną kartelizację, przymusowe grupowanie lub zachęcanie do grupowania się ludności w społeczeństwa konsumpcyjne i kontrola sprawowana nad tym grupowaniem”. Wyjaśnił jednak również, że środki te, które mogła wdrożyć jedynie dyktatorska władza robotników i biednych chłopów, stanowiłyby „krok w kierunku socjalizmu, ponieważ socjalizm to nic innego jak etap następujący bezpośrednio po monopolu kapitalizmu państwowego… Wojna imperialistyczna wyznacza przeddzień rewolucji socjalistycznej. Nie tylko dlatego, że jej okropności rodzą powstanie proletariackie – żadne powstanie nie stworzy socjalizmu, jeśli nie dojrzeje – ale także dlatego, że kapitalizm monopolistyczny państwa jest najpełniejszym materialnym przygotowaniem do socjalizmu, przedsionkiem socjalizmu, etapem w historii, od którego żaden inny etap pośredni nie oddziela socjalizmu”.54

Pragnąc znaleźć „lewicową” przykrywkę dla swojej kolaboracji klasowej, mienszewicy i socjalrewolucjoniści krzyczeli, że program ten jest zbyt nieśmiały, że nie jest „socjalistyczny”, nie rozumiejąc, że chodzi po prostu o „postęp w kierunku socjalizmu (postęp uwarunkowany i zdeterminowany poziomem techniki i kultury)”, a socjalizm jest ponadto „końcem wszystkiego”. „drogi współczesnego kapitalizmu”, pojawiające się „bezpośrednio i praktycznie w każdym ważnym postanowieniu stanowiącym krok naprzód na gruncie tego nowoczesnego kapitalizmu”. Program bolszewicki był nieśmiały w porównaniu z ostatecznymi celami socjalizmu, ale śmiały, biorąc pod uwagę poziom osiągnięty przez „technologię i kulturę, zarówno niewielką, jak i znaczną, tak że bez światowej rewolucji socjalistycznej, która zniwelowałaby przepaść między aspiracjami a możliwościami, socjalizm w Rosji nie byłby możliwy”.55 „Ile etapów przejściowych będziemy musieli przejść w kierunku socjalizmu, nie wiemy i nie możemy wiedzieć. Zależy to od tego, kiedy europejska rewolucja naprawdę rozpocznie się na dużą skalę”.56 Kwestia „kroków w kierunku socjalizmu” nie była zatem kwestią administracyjną, lecz polityczną i będąc zależną od warunków międzynarodowych, nie mogła być rozstrzygana dowolnie przez rosyjskich rewolucjonistów.

Czy w odniesieniu do rolnictwa środki, stale propagowane przez bolszewików w latach 1906–1917 – bardziej radykalne, zważywszy na skrajnie niski poziom rozwoju rolniczych sił wytwórczych – przekraczały granice rewolucji burżuazyjno-demokratycznej? Z pewnością jedynie władza rewolucyjna w rękach proletariatu i wspierana przez biednych chłopów mogła znacjonalizować ziemię, ale nacjonalizacja ta mimo wszystko pozostała „środkiem burżuazyjnym”57. Niemniej jednak Partia Proletariatu musiała dążyć do jej urzeczywistnienia wszelkimi sposobami, ponieważ „daje ona swobodę walce klasowej, o ile jest to możliwe i wyobrażalne w społeczeństwie kapitalistycznym, a także swobodnemu użytkowaniu ziemi, pozbawionej wszelkich pozostałości sprzed ustroju burżuazyjnego”; co więcej, miała ona zadać „praktycznie straszliwy cios prywatnej własności wszystkich środków produkcji w ogóle”. Co więcej, Partia wiedziała co najmniej od 1906 r., że „im bardziej zdecydowanie i konsekwentnie przeprowadzone zostanie zniszczenie i likwidacja wielkich majątków ziemskich, tym bardziej zdecydowanie i konsekwentnie przeprowadzona zostanie w Rosji demokratyczno-burżuazyjna reforma rolna, tym szybciej i energiczniej rozwinie się walka klasowa proletariatu rolniczego przeciwko bogatemu chłopstwu (burżuazji wiejskiej)”. W konsekwencji, „w zależności od tego, czy proletariat miejski zdoła wciągnąć do swego grona proletariat wiejski i dodać do niego masę półproletariuszy ze wsi, czy też masa ta podąży za burżuazją chłopską, skłonną do sprzymierzenia się… z kapitalistami i wielkimi właścicielami ziemskimi, a ogólnie z kontrrewolucją, los i wynik rewolucji rosyjskiej zostaną rozstrzygnięte w taki czy inny sposób, o ile rewolucja proletariacka, rozpoczynająca się w Europie, nie wywrze bezpośrednio swojego potężnego wpływu na nasz kraj”.58

Słowa prorocze: rewolucja europejska rzeczywiście nadejdzie powoli, a choć jej wstrząsy w Niemczech, Bawarii i na Węgrzech, jej wzrosty we Włoszech i Bułgarii wystarczą, by rozluźnić uścisk zagranicznej kontrrewolucji zagrażającej dyktaturze bolszewickiej, nie wystarczą, by wyrwać Rosję z jej „barbarzyńskiej” izolacji. Cały los rewolucji październikowej, po 1918 roku, w którym Lenin już zarysowywał przyszły NEP (wciąż nierealny z powodu wojny domowej), zależał od odpowiedzi na to fundamentalne pytanie: „Czy będziemy w stanie przetrwać z naszą drobną i bardzo drobną produkcją chłopską, w stanie rozkładu naszego kraju, do dnia, w którym kapitalistyczne kraje Europy Zachodniej zakończą swój rozwój w kierunku socjalizmu?… Nie jesteśmy na tyle cywilizowani, aby móc przejść bezpośrednio do socjalizmu, mimo że mamy ku temu polityczne przesłanki”.59

Całkowita nacjonalizacja przemysłu, narzucona w 1918 roku koniecznością wojny domowej, oraz monopol na handel zagraniczny dadzą dyktaturze proletariatu przewagę bardziej polityczną niż ekonomiczną: narzędzie kontroli stale odradzającej się hydry mikroprodukcji, narzędzie przyspieszenia, za pomocą nowoczesnych środków produkcji, ewolucji w kierunku wielkoskalowej produkcji rolnej wykorzystującej pracę stowarzyszoną, a przede wszystkim broń przeciwko wrogowi zewnętrznemu, a zwłaszcza wewnętrznemu. W ten sposób możliwe będzie „wykorzystanie kapitalizmu (zwłaszcza poprzez ukierunkowanie go na drogę kapitalizmu państwowego) jako ogniwa pośredniego między drobną produkcją a socjalizmem; jako środka, drogi, metody, modalności zapewniającej wzrost sił wytwórczych” i „dojście, poprzez długi szereg stopniowych przejść, do wielkoskalowego, zmechanizowanego rolnictwa kolektywnego”60; możliwe będzie położenie „fundamentów ekonomicznych nowego gmachu socjalistycznego, w miejsce zburzonego gmachu feudalnego i na wpół zburzonego gmachu kapitalistycznego”61. Nie chodziło o osiągnięcie socjalizmu, lecz o radykalną walkę między władzą proletariacką kontrolującą kapitalizm państwowy i wykorzystującą go jako polityczną broń transformacji gospodarczej a „milionami drobnych szefów (którzy swoją codzienną, zwyczajową, niewidzialną, ulotną, rozpustną działalnością osiągają te same rezultaty, które są niezbędne dla burżuazji, które ją odbudowują”62.

Miała to być kontynuacja wojny domowej innymi środkami, a wynik tej nowej fazy walki klasowej miał zależeć nie tylko od posiadania władzy i kontroli nad wielkim przemysłem, ale także, a nawet przede wszystkim, od zmiennych kolei międzynarodowej walki między burżuazją a proletariatem. W swoich „Tezach o sytuacji ekonomicznej i zadaniach rewolucji socjalistycznej”, przedstawionych na IV Kongresie Międzynarodówki Komunistycznej, Trocki stwierdził: „Tak jak w wojnie domowej walczyliśmy głównie o polityczny podbój chłopstwa, tak i dzisiaj głównym celem walki jest panowanie na rynku chłopskim. W tej walce proletariat dysponuje potężnymi atutami: najbardziej rozwiniętymi siłami wytwórczymi w kraju i władzą polityczną; z drugiej strony burżuazja dysponuje większymi umiejętnościami i, w pewnym stopniu, powiązaniami z kapitałem zagranicznym, zwłaszcza emigracyjnym”. Fakt, że proletariat krajów „bardziej rozwiniętych” nie powstał zbrojnie przeciwko tej międzynarodowej sile burżuazyjnej, stanowi całą tragedię lat 1920–1926. Definiując NEP, Lenin oświadczył: „Historia… podążała tak osobliwymi drogami, że w 1918 roku zrodziła dwie połowy socjalizmu, odrębne, a jednak bliskie jak dwa przyszłe pisklęta pod wspólną skorupą międzynarodowego imperializmu. Niemcy i Rosja ucieleśniają w 1918 roku ze szczególną wyrazistością materialną realizację warunków socjalizmu – warunków ekonomicznych, produkcyjnych i socjalnych z jednej strony, a warunków politycznych z drugiej”. Zwycięska rewolucja proletariacka w Niemczech natychmiast i z największą łatwością rozbiłaby wszelkie skorupy imperializmu… i z pewnością zapewniłaby zwycięstwo światowego socjalizmu (a zatem także zwycięstwo socjalizmu w Rosji – przyp. red.) bez trudności lub z niewielkimi trudnościami, oczywiście pod warunkiem, że „trudności” rozpatruje się w skali historii świata, a nie jakiejś grupy filistrów.63 Dwie rozdzielone połowy socjalizmu nie mogłyby zostać ponownie połączone. A jeśli rosyjska władza rewolucyjna potrafiła uczyć się od niemieckiego kapitalizmu państwowego, z całych sił dążyć do jego asymilacji, nie szczędząc dyktatorskich metod, by zaszczepić go w Rosji jeszcze szybciej, niż Piotr I uczynił to w stosunku do zachodnich zwyczajów w dawnej barbarzyńskiej Rosji, nie cofając się przed użyciem barbarzyńskich metod przeciwko barbarzyństwu (coś zupełnie innego, jak widzimy, od „budowania socjalizmu w jednym kraju”, i to „barbarzyńskiego”!), to jednak pozbawiona pomocy drugiej „kurki” nie mogła zapobiec naciskom klasy drobnomieszczańskiej i burżuazyjnej, by ostatecznie pchnąć „kierownicę” państwa rosyjskiego w kierunku przeciwnym do tego, który chcieli mu nadać bolszewicy. Walka64 została wznowiona w miastach i na wsi; Siły wytwórcze przeszłości, nie tylko przedsocjalistycznej, ale i przedkapitalistycznej, załamały się pod żelaznym uściskiem centralnego kierownictwa gospodarczego; Ta nowa walka klasowa była tak zacięta, że na XIV Konferencji Partii pod koniec 1925 roku niektórzy przywódcy partyjni i państwowi, którzy dotychczas wierzyli, że mogą ukryć rzeczywistość za demagogicznym optymizmem, całkowicie obcym duchowi Lenina, zostali zmuszeni do przyznania, że w kraju zaczyna się i utrwala odwrócenie równowagi sił.

W 1921 roku, odnosząc się do NEP-u, Lenin powiedział: „Dziesięć, dwadzieścia lat dobrych stosunków z chłopstwem wystarczy, aby zapewnić zwycięstwo na całym świecie, nawet jeśli rodzące się rewolucje proletariackie będą się jeszcze opóźniać; w przeciwnym razie czeka nas dwadzieścia lub czterdzieści lat męki Białego Terroru”. Biały Terror rozpoczął się na długo przed dziesięcioma lub dwudziestoma latami Lenina, czy pięćdziesięcioma latami, o których mówił Trocki, ponieważ siły sprzeciwiające się ustanowieniu „racjonalnych stosunków” z chłopstwem były zbyt potężne, by mógł je powstrzymać i ostatecznie pokonać sam rosyjski proletariat. I to była stalinowska kontrrewolucja, której kult fałszywego „socjalizmu w jednym kraju” źle maskował okrutną rzeczywistość: wymuszoną akumulację kapitalistyczną i masakrę starej gwardii bolszewickiej.

Historia długiej walki Lenina, toczonej nawet na łożu śmierci, o przekonanie Partii o konieczności podporządkowania się NEP-owi, przy jednoczesnym zachowaniu pełnej świadomości jego znaczenia dla budowy kapitalizmu – tej walki o ochronę rygorystycznie klasistowskiego i internacjonalistycznego charakteru Partii – była tym bardziej konieczna, im większe zagrożenia niósł ze sobą NEP. Sama w sobie zasługiwałaby na osobny rozdział i niewątpliwie będzie przedmiotem zbiorowego studium Partii. To samo dotyczy historii opozycji; w miarę jak nieustępliwość Lenina słabła, toczyła ona energiczną, aczkolwiek spóźnioną i desperacką walkę ze stalinizmem, z jego polityczną abdykacją na rzecz oportunizmu i zgubnej teorii „socjalizmu w jednym kraju”, o zachowanie doktryny (której zwornikiem jest właśnie proletariacki internacjonalizm, jak dowodzi tragiczny wynik Października) i o jej przekazanie przyszłym pokoleniom.

Lenin był zbyt dobrym marksistą, by zignorować fakt, że nawet porażka może być owocna, pod warunkiem, że walczyło się do gorzkiego końca, nie ustępując w niczym, i zostaje się powalonym z podniesioną głową, nie odwołując niczego. Dlatego kiedyś wykrzyknął: „Nawet gdyby jutro bolszewicy zostali obaleni, nie żałowalibyśmy ani chwili, że ich pokonaliśmy”. Czy ostateczny wynik był do uniknięcia? Czy można było zapobiec temu, by władza bolszewicka, zamiast kontrolować kapitalizm, który odważnie podjęła się zbudować w oczekiwaniu na rewolucję światową, ostatecznie została przez nią opanowana, a nawet obalona? Zapobiec stopniowemu przejęciu aparatu państwowego przez siły burżuazyjne i drobnomieszczańskie, którego – wbrew założeniu Lenina w powyższym cytacie – „imperialistom” nie udało się obalić? Zapobiec nie tylko triumfowi wroga, ale, co gorsza, przekształceniu prymitywnej akumulacji kapitalistycznej – którą zacofanie Rosji względem cywilizacji światowej uczyniłoby tysiąc razy okrutniejszą niż u zarania kapitalizmu – w „konstrukcję socjalistyczną”?

To pytanie jest pod wieloma względami bezcelowe, ponieważ historia obróciła się przeciwko nam, czy nam się to podoba, czy nie. A jednak zasługuje na to, by je zadać, nie po to, by opłakiwać przeszłość, lecz by przygotować się na przyszłość. Trzeba je zadać, rozważając sprawy w skali międzynarodowej i szukając odpowiedzi poza granicami Rosji. W latach 1926–1927, w debatach Partii Rosyjskiej oraz Siódmego i Ósmego Poszerzonego Komitetu Wykonawczego Międzynarodówki, poświęconych problemom gospodarczym i społecznym Rosji, Opozycja przemawiała w imieniu klasy robotniczej, że wojna domowa, głód i odbudowa gospodarcza zdziesiątkowały ją i wyczerpały, pomimo jej wzorowej bojowości. Tragedia Opozycji niewątpliwie polegała na tym, że rozwój i zwycięstwo kapitalizmu w Rosji uwolniły falę społeczną, która nieodparcie pchnęła naprzód oficjalne kierownictwo Partii, której próbowała się przeciwstawić. Ale tragedia ta wynikała przede wszystkim z faktu, że rosyjska opozycja nie mogła liczyć na międzynarodowy ruch komunistyczny na miarę swoich początków, nie wspominając o ogólnym upadku samej rewolucji. Październik czerpał większość swojej siły ze źródła międzynarodowego, ale w latach 1926–1927 źródło to wyschło, a rosyjska opozycja pozostała sama. Na V Zjeździe Międzynarodówki Komunistycznej lewica komunistyczna odważnie wezwała międzynarodowy ruch komunistyczny do odwdzięczenia się partii bolszewickiej i rządowi za część ich ogromnego wkładu teoretycznego i praktycznego, jaki wniosły kilka lat wcześniej, ale apel trafił w próżnię. Na Szóstym Rozszerzonym Komitecie Wykonawczym na początku 1926 roku ta sama lewica komunistyczna zademonstrowała pilną potrzebę obalenia „piramidy” Międzynarodówki, chwiejnie balansującej na szczycie, ponieważ opierającej się na partii bolszewickiej, która utraciła swoją jednorodność. Piramidę tę należało oprzeć na stabilniejszej podstawie: światowym ruchu komunistycznym świadomym swojej odpowiedzialności. Niestety, ta podstawa również była już pęknięta. Lewica wezwała również ruch światowy do zajęcia się „kwestią rosyjską” i omówienia jej jako sprawy o kluczowym znaczeniu, biorąc pod uwagę jej międzynarodowy charakter. Międzynarodówka zrzekła się jednak swojej odpowiedzialności, ponieważ żadna siła zdolna do wypełnienia tego obowiązku nie miała odwagi odpowiedzieć na wezwanie. Międzynarodówka wysyłała teraz do Moskwy jedynie socjaldemokratów, mienszewików i centrystów – krótko mówiąc, wszystkie polityczne szumowiny, które przeniknęły do różnych partii „narodowych” i które czuły, że nadszedł ich czas. Cachinowie, Semardowie, Smeralowie, Thälmannowie, Martynowowie (za którymi kryły się bardzo specyficzne siły społeczne i tradycje polityczne) aż nazbyt chętnie stali się pachołkami Stalina, po tym jak byli tępymi katami komunistycznej opozycji. Bohaterska walka chińskich proletariuszy i angielskich górników w tych samych latach mogła być jedynie daremna bez awangardy, która by nią kierowała, ponieważ ich partia została zatopiona przez te socjaldemokratyczne szumowiny. Ta straszliwa „próżnia historyczna” niewątpliwie wymaga wyjaśnienia, ale to właśnie ona tłumaczy klęskę i ludzką tragedię starej gwardii (z której tylko Trocki zdołał się wydostać), która padła na kolana przed Stalinem i jego zwycięską kliką, tratując w ten sposób ciała bojowników, którzy oddali wszystko sprawie, a nawet politycznych zombie, którzy całkowicie zdradzili swoje zasady.

Byłoby dziecinadą, a przede wszystkim aktem antymarksistowskim, powoływanie się na jeden czynnik, aby wyjaśnić przerażający upadek międzynarodowego ruchu komunistycznego; ale byłoby równie dziecinne, a co gorsza, defetystyczne, przypisywać wszystko „obiektywnym faktom”, jakby stanowiły one „fatalność”, z którą, jak starożytni, musimy się pogodzić, i nie podkreślać „subiektywnego” czynnika, jakim jest Partia, a w tym przypadku Partia światowa, Międzynarodówka Komunistyczna, która jest źródłem decydujących lekcji.65 Teraz, w tym punkcie, my, lewica komunistyczna, mamy prawo powiedzieć, że lekcja, którą wyciągamy z klęski z 1926 roku, punktu wyjścia najstraszniejszej kontrrewolucji, której ofiarą kiedykolwiek padła klasa robotnicza, nie jest lekcją a posteriori, ale potwierdzeniem naszych przewidywań z 1920 roku, potwierdzeniem ważnym dla wszystkich krajów i wszystkich sytuacji, z których skorzysta przyszła rewolucja proletariacka.

Jeśli zachodni komuniści postrzegali bolszewizm jako prestiżowego mistrza, któremu przyznawali prawo do „uczenia ich”, to dlatego, że uparcie opowiadał się za teoretyczną nieustępliwością i okazał się zdolny do przełożenia jej na czyny. Nigdy nie wahał się bezpowrotnie zerwać więzi nie tylko z prawicowym rewizjonizmem, ale także z subtelniejszym, a przez to bardziej zgubnym rewizjonizmem centrowym: zindywidualizował społeczne i polityczne korzenie obu, z góry wiedząc, że znajdą się one po drugiej stronie podziału klasowego. Świadczy o tym odgraniczenie lewicy leninowskiej od pacyfistycznej w Zimmerwaldzie, „Tezy kwietniowe” i gwałtowny zwrot, jaki nadały one Partii. To właśnie z tego Październik czerpał siłę do zerwania ostatnich sojuszy z innymi grupami lub partiami, do sprawowania dyktatury i czerwonego terroru oraz do prowadzenia wojny domowej. To jest główna lekcja, jaką komuniści i rewolucyjni proletariusze na całym świecie powinni byli wyciągnąć z rewolucji rosyjskiej. Węgierska katastrofa, pierwsza negatywna lekcja okresu powojennego, dostatecznie pokazała cenę, jaką trzeba zapłacić za zapomnienie o niej, a Międzynarodówka Komunistyczna w swoich „21 Warunkach Przystąpienia” nałożyła na komunistów obowiązek jej przestrzegania.

Bolszewicy jako pierwsi zapomnieli o tej lekcji, tracąc z oczu fakt, że na Zachodzie była ona jeszcze bardziej aktualna niż w Rosji. Tamtejsza struktura gospodarcza była strukturą rozwiniętego kapitalizmu, ale wiek doświadczeń rządowych pozwolił burżuazji na ugruntowanie demokracji parlamentarnej. Jak Lenin powtarzał sto razy, te warunki polityczne utrudniały wybuch rewolucji, podczas gdy warunki ekonomiczne i społeczne, wręcz przeciwnie, pozwoliłyby na jej łatwe doprowadzenie do końca. Teoretyczna i organizacyjna nieustępliwość, „sekciarska” odwaga organicznego oddzielenia się od wątpliwych elementów, nawet tych nacechowanych „maksymalizmem”, oraz świadomość nieodwołalności granic wytyczonych przez historię między komunizmem a wszelkimi odmianami oportunizmu, począwszy od centryzmu, powinny odegrać kluczową rolę w globalnej organizacji politycznej rewolucyjnego proletariatu. Tak się nie stało. Na II Kongresie Międzynarodówki Komunistyczna Lewica pokazała, że brak surowości warunków przyjęcia66 groził umożliwieniem oportunizmowi „wypchniętemu drzwiami powrotu oknem”: głęboko żałowała, że teoretyczne i programowe podstawy ruchu międzynarodowego nie zostały od początku jasno i precyzyjnie określone, aby wyprowadzić równie precyzyjne i równie „obowiązujące” reguły taktyczne; Jej wieloletnie doświadczenie pozwoliło jej uwypuklić destrukcyjny wpływ praktyk wyborczych i parlamentarnych na partie zachodnie i dlatego zaproponowała taktykę absencji wyborczej, która nie miała nic wspólnego z postawami anarchistycznymi, syndykalistycznymi ani innymi, zamiast taktyki „rewolucyjnego parlamentaryzmu”, którą chciała stosować większość Trzeciej Międzynarodówki; Zaproponowała, aby rozłamy następowały w miarę możliwości na lewicy, nie z teoretycznego luksusu czy „nienawiści partyjnej”, ale z powodów czysto praktycznych, albo, jak kto woli, z nienawiści klasowej; w końcu zażądała, aby członkostwo w Partii Komunistycznej każdego kraju (choć wolałaby partię światową, unikalną w swoim programie, doktrynie i z góry określonej definicji taktyki i organizacji) było indywidualne, a nie zbiorowe. Od tego momentu nie wahała się podkreślać niebezpieczeństwa degeneracji prawicy.

Bolszewicy woleli (ale z drugiej strony, jaki był wkład ruchu międzynarodowego w obronę tradycji bolszewickiej, w razie potrzeby przed moskiewskim centrum, poza wkładem lewicy komunistycznej?) przyjąć „elastyczną”, bardziej „łatwą” metodę, pokładając nadzieje, wraz z Leninem i Trockim, w oczyszczającym płomieniu europejskiej rewolucji uważanej za bliską i w stałości międzynarodowego przywództwa z długą tradycją teoretycznej i praktycznej nieustępliwości, a na koniec, po śmierci Lenina i uciszeniu Trockiego, w samouodpornieniu się „wiodącej partii” na wszelką oportunistyczną truciznę. Wierzono – w dobrej wierze, ale to już inna historia – że istotne rezultaty można osiągnąć szybciej, najkrótszą drogą, zacierając granice polityczne, które dla działaczy, ale przede wszystkim dla szerokiej masy proletariatu, powinny pozostać jasne i ostateczne: była to taktyka „zjednoczonego frontu politycznego”, zastosowana na III, IV i V Zjeździe oraz odpowiednich poszerzonych organach wykonawczych, a którą jedynie nasz obecny sprzeciwiał się; były to także fuzje i infiltracja frakcji partii centrowych, a nawet niemal całych partii: wówczas należało złagodzić hasło dyktatury proletariatu, które zostało rozwodnione w dwuznacznym żądaniu „rządu robotniczego”, następnie „rządu robotniczo-chłopskiego”; Ponownie padło hasło „zdobycia większości klasy robotniczej”, co dla Lenina oznaczało „zdobycie jak największego wpływu” i było zatem oczywiste, ale dla jego zwolenników miało stać się ideałem liczniejszej większości i, w każdych okolicznościach, kryterium rewolucyjnej skuteczności partii. Nie rozumiano, a może raczej nie chciało się zrozumieć, pomimo najlepszych bolszewickich tradycji, że jeśli Partia jest czynnikiem historii, to jest również jej produktem, a taktyka, którą stosuje, nie jest obojętna; wręcz przeciwnie, jest siłą, która oddziałuje na tych, którzy ją stosują, i wprawia w ruch obiektywne siły, które, w zależności od nadanego im kierunku, mogą blokować drogę do rewolucji zamiast ją ułatwiać. Zapomnieliśmy, że hasło, przez sam fakt jego wygłoszenia, staje się obiektywnym faktem, który determinuje samą Partię, niezależnie od jej intencji, i że uczeń czarnoksiężnika, niezależnie od swojej zręczności, nie jest w stanie zapanować nad demonami, które sam uwolnił.

Historia Międzynarodówki Komunistycznej to historia destrukcyjnej erozji, jaką „instrument-taktyka” i „instrument-organizacja”, arbitralnie oderwane od zasad, wywierają na tych, którzy je stosują w takich warunkach. Błędy organizacyjne, a następnie taktyczne, ostatecznie (i nieubłaganie, tak należy to rozumieć!) doprowadziły do rewizji zasad teoretycznych i programu: oportunizm, wyparty za drzwi, mógł powrócić oknem… w imię „bolszewizacji” dekretem. Walcząc z tymi kolejnymi błędami, nigdy nie twierdziliśmy, że oferujemy Międzynarodówce receptę na nieomylne zwycięstwo: chodziło po prostu o zapobieżenie socjaldemokratycznej infekcji, o ochronę Partii, dużej czy małej, w granicach wyznaczonych przez Historię, o pomoc w zachowaniu jej nienaruszonego charakteru w obliczu zmiennych kolei walki klasowej – to znaczy jej zdolności do kierowania masami proletariackimi w określonym kierunku i tylko w tym kierunku; automatycznie zamknąć drzwi przed dezerterami rewizjonizmu, przed ich ideologią, jak i praktyką; uczynić Międzynarodówkę, w rzeczywistości, a nie tylko formalnie, jedyną światową Partią Rewolucji; i umożliwić jej, w razie potrzeby, zabezpieczenie w obliczu porażki – przed którą nic i nikt nie może się uchronić – warunków do odrodzenia, zamiast tracić wszystko.

Wręcz przeciwnie, wszystko zostało stracone. W latach 1926–1927 Opozycja znalazła się sama w obliczu wroga, którego nieświadomie pomogła zainstalować w ruchu; pozostała więźniem sił, przeciwko którym nie uznała za konieczne wzniesienie skutecznego bastionu; musiała walczyć w Partii z najgorszymi agentami reformistycznego konformizmu, którzy nigdy nie powinni byli dostać się do jej szeregów. Nie wspierał jej ruch międzynarodowy zdolny do zjednoczenia się przeciwko zdradzie wszelkich zasad, ponieważ nie była już jednolitą całością, ani nawet sobą samą. W żaden sposób nie umniejsza to wielkości Trockiego, który tak zaciekle bronił internacjonalizmu w opozycji do tego, co nazywał „doktryną Monroe” Międzynarodówki Stalina i, niestety, Bucharina, ani wielkości Zinowjewa, który na Szóstym Poszerzonym Komitecie Wykonawczym wykopał sobie grób, wykazując, że „socjalizm w jednym kraju” jest zaprzeczeniem wszelkiego marksizmu, a zatem także „leninizmu”. Ale to nie wystarczyło; należało porzucić „elastyczną” taktykę i metody organizacyjne; było już na to za późno i nie oni byli w stanie tego dokonać.

Dla nas, którzy w mrocznym tunelu kontrrewolucji, której kres możemy jedynie dostrzec, kierujemy wzrok ku przeszłości, by odnaleźć drogę powrotną do przyszłości, wszystko to jest częścią lekcji Października. Wydarzenia nie mogłyby potoczyć się inaczej, ale przeszłość wykuła, w formie historycznych lekcji, jedyną broń zdolną, w granicach, w których czynnik „subiektywny” – działanie Partii – jest decydujący, powstrzymać klasę dzierżącą klucze do przyszłości przed „powtarzaniem własnych błędów, własnych wahań, własnych niepewności”, otwierając jej na nowo unikalną drogę rewolucji, którą niepowodzenia i porażki mogą chwilowo blokować, ale którą proletariat nieuchronnie będzie musiał oczyścić, nawet jeśli, jak to ma miejsce dzisiaj, będzie musiał zaczynać od zera.

Kontrrewolucja być może zmiażdżyła Październik, ale nie mogła i nigdy nie będzie w stanie powstrzymać kapitalizmu przed gromadzeniem ładunków wybuchowych rewolucyjnego renesansu, potężniejszego niż kiedykolwiek. Rozwój historyczny sprowadza „specyfikę narodową”, na której opierał się stalinizm, do wulgarnego, kruchego rusztowania, które nie jest w stanie ukryć głębokiej jedności świata. W tym świecie rewolucja proletariacka, jedyna możliwa w dobie współczesnej, znajduje się obiektywnie w programie wszystkich kluczowych krajów globalnego systemu kapitalistycznego. To właśnie na tej materialnej podstawie, na tym fundamencie, uzbrojona w wnioski zarówno z porażki, jak i zwycięstwa Października, wzmocniona potwierdzeniem marksizmu przez wydarzenia 1926 roku oraz taktycznymi i organizacyjnymi tezami lewicy komunistycznej w tragicznej porażce, rewolucyjna partia klasowa będzie mogła odrodzić się na skalę globalną.

Fałszywe lekcje o kontrrewolucji w Rosji

Tylko Marksizm jest w stanie wyciągnąć wnioski z historii

XX wiek dysponował dotychczas jedynie bardzo niedoskonałą świadomością znaczenia i zakresu rewolucji rosyjskiej i kontrrewolucji, które rozwijały się od 1917 roku do dnia dzisiejszego i w których, pięćdziesiąt lat po Październiku, istota walki proletariatu ery imperialistycznej jest niestety nadal streszczona.

Z wyjątkiem Sowietów – i najbardziej tępych antysowietów – nie ma partii, nurtu ani szkoły myślowej, która nie odczuwałaby mniej lub bardziej wyraźnie, że ostateczne historyczne rezultaty rewolucji rosyjskiej nie były jedynie związane z celami partii bolszewickiej z 1917 roku, ale wręcz diametralnie im przeciwstawne. Niewielu zrozumiało – lub miało jakikolwiek interes w tym, by to stwierdzić – że po rewolucji październikowej nastąpiła kontrrewolucja, zamiast zwycięsko podążać swoją pierwotną ścieżką. Ale nawet wśród tych, których nie do końca zmylił kamuflaż tej kontrrewolucji kryjący się za pozorną trwałością tej samej partii u władzy w ZSRR, któż potrafił trafnie ją scharakteryzować, zarówno w sferze politycznej, jak i gospodarczej? Nikt, poza niewielką Partią Proletariacką, nie omieszkał przeciwstawić „nacjonalistycznej biurokracji” partii Stalina rzekomemu internacjonalistycznemu „demokratyzmowi” partii Lenina i nikt otwarcie nie odmówił dostrzeżenia w rosyjskiej gospodarce i społeczeństwie formy „socjalizmu”, a przynajmniej „postkapitalizmu”.

Ta naukowa impotencja świata burżuazyjnego oczywiście nie przeszkodziła mu w „wyciągnięciu” własnych „lekcji” ze stalinowskiej kontrrewolucji – to znaczy z procesu historycznego, którego nie rozumiał, a w wielu przypadkach nawet nie obserwował: oto obskurantyzm klasowego wroga proletariatu. Dla tradycyjnych nurtów burżuazyjnych rozdźwięk między rezultatami a celami rewolucji październikowej „dowodzi” naturalnego, a zatem niezniszczalnego charakteru kapitalistycznych stosunków produkcji, podziału społeczeństwa na klasy, instytucji państwa – innymi słowy, utopijnej natury komunizmu, jego radykalnej niemożności. Dla socjaldemokratów „dowodzi”, że rewolucja w ogóle jest szaleństwem, a tym bardziej rewolucja w kraju o niskim poziomie rozwoju kapitalistycznego. Dla wolnościowców „dowodzi”, że jeśli nie uda się natychmiast zniszczyć wszelkich form państwa, jakiekolwiek by one były, rewolucja jest skazana na porażkę. Dla robotników (anarchosyndykalistów, socjalbarbarzyńców i rynkowych socjalistów wszelkiego rodzaju) „dowodzi”, że dyktatura proletariatu musi być nieograniczoną demokracją polityczną dla robotników, a socjalizm nieograniczoną demokracją ekonomiczną dla producentów w ogóle. Dla trockistów… „Dowodziłoby” to, że komunizm może zdegenerować się politycznie, zakazując demokracji, a jednocześnie zachowując jej ekonomiczny charakter, i w ten sposób stać się przedmiotem czysto politycznej rewolucji. Sama wzmianka o tych rzekomych „lekcjach” rosyjskiej kontrrewolucji, którymi świat burżuazyjny bezlitośnie obsypywał klasę robotniczą przez ostatnie czterdzieści lat, wystarcza, by pokazać, że nigdy nie „wyciągnął” on żadnych wniosków z doświadczenia historycznego poza tymi, które już wyciągnął, czy to w oparciu o całkowicie zrozumiałą nienawiść klasową, czy o spustoszenie ideologiczne, nawet w umysłach „obrońców” proletariatu. W istocie, jeśli wszystkie te „lekcje” są niczym więcej niż powtarzaniem odwiecznych tez, to wszystkie, pomimo różnic, mają wspólną cechę: wszystkie skierowane są przeciwko marksizmowi lub rewolucyjnemu komunizmowi, bądź to poprzez ogłaszanie jego bankructwa lub błędu, bądź – co gorsza – poprzez jego oszpecanie pod pretekstem „uniewinnienia” od odpowiedzialności za powstanie stalinizmu i „ratowania jego honoru”, nie wahając się w tym celu pośmiertnie przekształcić wielkich komunistów, takich jak Lenin i Trocki, w „prawdziwych demokratów”.

Obiektywnie rzecz biorąc, klęska proletariatu w Rosji jawi się jako kolejna porażka w walce proletariatu o wyzwolenie, walce poświadczonej w XIX wieku bitwami z lat 1848 i 1871, a na początku naszego wieku – w 1905 roku. Jeśli ta klęska jest wielką klęską proletariatu XX wieku, to dlatego, że rewolucja październikowa była jego pierwszym wielkim zwycięstwem. A jeśli jest to również największa klęska w historii ruchu robotniczego, to dlatego, że w całej tej historii rosyjski październik był jedynym zwycięstwem odniesionym na skalę dużego kraju. Jedynym, co uchroniło komunizm przed oskarżeniem o doktrynalne i praktyczne „bankructwo” w obliczu poprzednich porażek proletariatu, było to, że jako partia nie był jeszcze wystarczająco silny, by przewodzić ruchowi. Aby jednak burżuazyjny wróg mógł dziś spróbować przytłoczyć go tym oskarżeniem dotyczącym rozwoju rosyjskiej rewolucji październikowej, komunizm musiał najpierw umocnić się do tego stopnia, by stać się jedyną partią rewolucji i zwycięstwa. Nie było to dziełem przypadku, ale o tym zapominają wszyscy rewizjoniści. Kiedy burżuazja próbuje w ten sposób pogrzebać komunizm w ogóle pod ruinami rewolucji rosyjskiej, logicznie stosuje prawa wojny: biada zwyciężonym! Ale kiedy samozwańczy „obrońcy” tych samych zwyciężonych zaczynają „rewidować”, nie „wyciągają wniosków z historii” bardziej niż burżuazja: po prostu chylą głowy pod obelgami.

Cały świat burżuazyjny reaguje tak, jakby w historii tylko Komunistyczna Partia Lenina dążyła do tak diametralnie przeciwstawnych celów i osiągnęła tak diametralnie przeciwstawne rezultaty. Gdyby to była prawda, niewątpliwie świadczyłoby to przeciwko nam. Tak się jednak składa, że w całej historii społeczeństwa klasowego rezultaty walk tylko wyjątkowo odpowiadały zamierzonym celom, a sprzeczność między różnymi stronami zawsze była regułą. To nawet materializm historyczny miał zasługę uwypuklenia tej prawdy, aby wykazać, że podobnie jak ewolucja natury, bieg historii podlega obiektywnym prawom, a nie świadomości i woli ludzi – klas i partii.67 Innymi słowy, to materializm historyczny ustalił, że choć ludzie sami tworzą swoją historię, nie czynią tego swobodnie. Prawda ta jest niedostępna nie tylko dla burżuazji, ale także dla wszelkich form rewizjonizmu. W istocie nikt nie jest w stanie pojąć, że jeśli porażka naszej partii w Rosji czegokolwiek dowodzi, to jedynie tego, że komuniści, podobnie jak inni ludzie, nie są wolni od determinizmu.68

Jeśli chcemy wiedzieć, jak partia proletariacka odnosi się do porażek własnej klasy, nie możemy zrobić nic lepszego niż przestudiować pouczający fragment, w którym Fryderyk Engels („Ludwig Feuerbach i koniec klasycznej filozofii niemieckiej”, 1888) definiuje specyficzną metodę materializmu dialektycznego:

„Historia rozwoju społecznego pod jednym względem zasadniczo różni się od historii natury. W naturze… oddziałują na siebie jedynie nieświadome i ślepe czynniki, a to właśnie w ich zmiennym wzajemnym oddziaływaniu przejawia się ogólne prawo. Ze wszystkiego, co się dzieje… nic nie dzieje się jako świadomy, zamierzony cel. Z drugiej strony, w historii społeczeństwa działają wyłącznie świadome jednostki, działające z refleksją lub pasją i dążące do określonych celów; nic nie dzieje się bez świadomego planu, bez zamierzonego celu.

Jednak ta różnica, jakkolwiek ważna dla badań historycznych, zwłaszcza okresów i wydarzeń rozpatrywanych w izolacji, nie może zmienić faktu, że bieg historii rządzi się wewnętrznymi, ogólnymi prawami. Bo i tutaj, pomimo celów świadomie realizowanych przez wszystkie jednostki, to przypadek, ogólnie rzecz biorąc, dominuje na powierzchni”. Zamierzony plan udaje się zrealizować tylko rzadko: w większości przypadków liczne cele, do których dążą, przecinają się i są ze sobą sprzeczne, albo same w sobie są a priori nierealne, albo środki do ich osiągnięcia są niewystarczające. Zatem konflikty niezliczonych indywidualnych woli i działań tworzą w sferze historycznej sytuację całkowicie analogiczną do tej panującej w naturze nieświadomej. Cele działań są zamierzone, ale rezultaty, które faktycznie następują po tych działaniach, nie są, lub jeśli na pierwszy rzut oka wydają się odpowiadać zamierzonemu celowi, ostatecznie mają zupełnie inne konsekwencje niż te, które były zamierzone. Zatem wydarzenia historyczne wydają się, ogólnie rzecz biorąc, zdominowane przez przypadek. Lecz gdziekolwiek przypadek zdaje się odgrywać rolę na powierzchni, zawsze podlega ukrytym wewnętrznym prawom i wystarczy je po prostu odkryć. Zatem „ludzie tworzą swoją historię, niezależnie od jej obrotu, dążąc każdy do własnych celów”. Liczy się zatem to, czego pragną liczne jednostki. Z jednej strony jednak zauważyliśmy, że liczne indywidualne woli działające w historii prowadzą przeważnie do rezultatów zupełnie innych niż zamierzone. Z drugiej strony, wciąż możemy pytać, jakie są ukryte siły napędowe stojące za tymi motywami i jakie historyczne przyczyny przekształcają się w te motywy w umysłach ludzi. To pytanie nigdy nie zostało zadane przez dawny materializm. Ani przez współczesnych rewizjonistów!

„Odkrywanie ukrytych praw wewnętrznych” rosyjskiej kontrrewolucji; Poszukiwanie „sił napędowych”, „historycznych przyczyn” „motywów”, którym ludzie – masy, partie i przywódcy – dali się ponieść, by działać i walczyć, jest zadaniem, którego może się podjąć tylko Partia Proletariacka i które realizuje, stosując tę inną wspaniałą definicję Engelsa z „Anty-Dühringa”:

„Materialistyczna koncepcja historii wychodzi z założenia, że produkcja, a po niej wymiana jej produktów, stanowi podstawę całego porządku społecznego; że w każdym społeczeństwie pojawiającym się w historii podział produktów, a wraz z nim podział społeczny na klasy lub stany, jest regulowany przez to, co jest produkowane i jak jest produkowane, a także przez to, jak wytwarzane rzeczy są wymieniane. W konsekwencji, to nie w umysłach ludzi… lecz w zmianach sposobu produkcji i wymiany powinniśmy szukać ostatecznych przyczyn wszelkich zmian społecznych i wszelkich przewrotów politycznych”.

To wykracza poza pojmowanie wszystkich tych nurtów, które, rozdarte między pewnymi marksistowskimi prawdami a tradycyjną koncepcją, niewątpliwie przenoszą siedzibę Sumienia i Woli z jednostek i przywódców na klasy i partie, ale nadal, idealistycznie, uważają je za suwerenny autorytet, nie zdając sobie sprawy, że nie rozwiązuje to problemu determinizmu, a jedynie go przesuwa. Dlatego też nie dostrzegają, że zrozumienie Historii, nawet historii chwilowej porażki własnej strony, oznacza wykazanie nieuchronności tego, co się wydarzyło, i że wyciągnięcie z niej wniosków oznacza nie rewizję programu naukowego socjalizmu, lecz bardziej rygorystyczne zdefiniowanie, w świetle faktów, warunków jego zwycięstwa. Pozostaje im zatem poszukiwać w oderwaniu, czerpiąc z arsenału odwiecznych uprzedzeń, jakie inne Sumię i jaka inna Wola mogłyby nadać minionej historii bieg bardziej zgodny z ich (sami mniej lub bardziej arbitralnymi) życzeniami i nieomylnie zagwarantować zwycięstwo w przyszłości. W tym momencie sekciarskie dogmaty, a nawet indywidualna fantazja, zastępują odwieczną sprawę proletariatu zgodnie z obowiązującą modą; rewolucyjni bojownicy zostają zastąpieni przez proroków, w mniejszym lub większym stopniu natchnionych prawdami objawionymi, które są niczym więcej niż jakąś formą rewizjonizmu; a burżuazja odnosi triumf!

“Lekcja” Burżuazji

„Lekcja” rosyjskiej kontrrewolucji, zgodnie z klasyczną myślą burżuazyjną, byłaby niewątpliwie trudna do zilustrowania dzisiaj, gdy burżuazja udaje „socjalistyczną”, ale łatwo ją zrekonstruować. Ma ona dwie formy – jedną prymitywną i jedną wyrafinowaną – które prawdopodobnie zawsze mniej więcej współistniały, ale pierwsza lepiej odpowiada „stalinowskiej” fazie kontrrewolucji, a druga jej „chruszczowowskiej i postchruszczowowskiej” fazie.

Prymitywna „lekcja” polega na stwierdzeniu, że „komunizm jest gorszy od kapitalizmu”. Ogromna masa nędzy, obskurantyzmu, ucisku, kłamstw i tego, co Trocki nazwał kiedyś mroczną irracjonalnością epoki stalinowskiej, zapewniły tej tezie sukces, na który jej prymitywizm nie zasługiwał. Ale z pewnością nie po to, by bronić komunizmu, światowy ruch Stalina przez dziesięciolecia dokonywał najbardziej niezwykłych fałszerstw w nadziei, że prawda pozostanie nieznana zachodnim robotnikom. Partia Proletariacka przedstawia dwie odpowiedzi na tę wersję. Pierwsza, oczywista, brzmi, że stalinowska Rosja, a tym bardziej chruszczowowska, nigdy nie miała nic wspólnego z komunizmem ani z jakąkolwiek formą postępu w kierunku tej formy gospodarczej i społecznej.69 Ten wniosek nie jest unikalny dla Partii Proletariackiej, ale drugi jest bardziej oryginalny. Pokazuje on w istocie, że faza rosyjskiej historii, którą nie tylko stalinizm, ale także burżuazja, a nawet trockizm, przedstawiały jako komunistyczną – choć była czymś zupełnie innym – nie była absurdalną i bezsensowną agonią całego narodu, serią zbędnych konwulsji wywołanych przez „arbitralność” despoty Stalina, jak przedstawiała ją głupia zachodnia propaganda. Była to raczej wielka rewolucja społeczna o charakterze przeciwnym do tej, jaką wyobrażali sobie komuniści czasów Lenina, a jednocześnie całkowicie odmienna od historycznie jałowej; Wręcz przeciwnie, obfitowała w wybuchowe wydarzenia na odległą przyszłość: tę samą rewolucję kapitalistyczną, którą wszystkie rozwinięte kraje również przeszły w przeszłości, ale której okropności i niezmierzone męki dawno już zapomniały.

Wyuczona „lekcja” rosyjskiej kontrrewolucji nie mogłaby zostać sformułowana przez burżuazję bez pomocy pedantycznych socjaldemokratów Niemiec czy Austrii za czasów Stalina, podczas gdy dziś wystarczy im powtórzyć to, co sugerują sami „komuniści” ze Wschodu. Można to zrekonstruować, mówiąc, że skoro Rosji (i blokowi wschodniemu) nie udało się uciec od praw kapitalizmu (prawa wartości – ogólnego prawa akumulacji kapitalistycznej – prawa reprodukcji kapitału); Jeśli Rosji nie udało się znaleźć innego mechanizmu niż wymiana, by połączyć produkcję i konsumpcję, i jeśli, oprócz handlu między miastem a wsią, zachowała sprzedaż i zakup siły roboczej – czyli pracę najemną, którą komunizm dążył do zniesienia – to dlatego, że te prawa i ta organizacja społeczna są naturalne, a zatem tak niezmienne, jak na przykład porządek planet. Innymi słowy, rosyjska kontrrewolucja wcale nie była kontrrewolucją, lecz powrotem do porządku, który bolszewicy daremnie i bezmyślnie próbowali zmienić, a zatem historycznym dowodem na utopijny i nierealistyczny charakter tego, co nazywamy naukowym socjalizmem.

Twierdząc, że nasza porażka klasowa stanowi potwierdzenie jej konserwatywnych i antyproletariackich tez, burżuazja bezwstydnie wykorzystuje prawo zwycięzcy, ale jako „lekcja historii” jej wniosek jest podwójnie nieważny. Po pierwsze, partia bolszewicka i Lenin nigdy nie twierdzili, że są w stanie zniszczyć w krótkim czasie ekonomiczną i społeczną formę kapitalizmu w Rosji, tak jak uczynili to w przypadku carsko-burżuazyjnej dominacji politycznej (czy świat burżuazyjny naprawdę pozostawał całkowicie nieświadomy tego faktu przez pół wieku?). Wręcz przeciwnie, ogłaszali, że rozpoczynają międzynarodową rewolucję proletariacką, której triumf sam w sobie pozwoliłby, oczywiście, nie na „unicestwienie” socjalizmu w zacofanej Rosji pewnego dnia, ale przynajmniej na skrócenie niezbędnej fazy kapitalistycznego rozwoju gospodarczego pod polityczną kontrolą proletariatu. Burżuazyjna „lekcja” dowodzi zatem jedynie, że „demokratyczne wolności” Zachodu w żaden sposób nie pozwoliły mu wyrobić sobie mniej niedorzecznego wyobrażenia o rewolucji bolszewickiej niż to, które przez dziesięciolecia narzucała Rosji jako państwowy dogmat tak oczerniana stalinowska dyktatura.

Lekcja ta jest również bezwartościowa, przede wszystkim z tego fundamentalnego powodu, że naukowy socjalizm stanowi całościową koncepcję historii i świata, dla której ideologowie burżuazji (ani przed, ani po październiku 1917 r.) nigdy nie byli w stanie teoretycznie obalić, a wręcz przeciwnie, z której rzeczywistość zmusza ich do wyłudzania pewnych prawd. Dlatego nie ma lepszej odpowiedzi niż przeciwstawienie burżuazyjnemu oskarżeniu o „utopię” rzeczywistym komunizmem. Celem jest oczywiście nie „przekonanie” wroga klasowego, lecz walka z defetyzmem w proletariacie, a przede wszystkim jasne ustalenie podstaw teoretycznych do obalenia rewizjonistycznych „lekcji”, które przedstawimy później, ponieważ – nie wykazując się nigdy tą samą obskurancką zuchwałością co „lekcje” burżuazyjne – odzwierciedlają one to samo odrzucenie naukowego socjalizmu lub tę samą niezdolność do jego zrozumienia.

W tym celu streścimy klasyczny, niedościgniony, ale mało znany wykład, który Engels przedstawił w rozdziale II części trzeciej „Anty-Dühringa” zatytułowanym „Socjalizm”, układając go inaczej, aby uwypuklić momenty pewnej formy gospodarki i społeczeństwa, która wcale nie istniała od zawsze, narodziła się w ściśle określonych warunkach historycznych i która wcale nie była zgodna z niezmiennym „rozumem”, lecz od początku dotknięta jest irracjonalnością wynikającą z tego pochodzenia, którą sama usiłuje, lecz daremnie, przezwyciężyć, a wreszcie, daleka od bycia wieczną, jest powołana, poprzez rozwój własnych wewnętrznych sprzeczności, do zaniku w największej rewolucji społecznej w historii.

Gospodarka rynkowa, kolebka kapitalizmu

Przed erą produkcji kapitalistycznej, produkcja na małą skalę była wszechobecna, oparta na prywatnej własności środków produkcji przez pracowników. Środki pracy (ziemia, narzędzia rolnicze, warsztaty, narzędzia rzemieślnicze) były środkami pracy jednostki, przeznaczonymi wyłącznie do indywidualnego użytku; były zatem z konieczności skromne, mikroskopijne i ograniczone. Jednak tam, gdzie naturalny podział pracy w społeczeństwie stanowi podstawową formę produkcji, nadaje on produktom formę towarów, których wzajemna wymiana umożliwia poszczególnym producentom zaspokojenie ich wielorakich potrzeb. W produkcji towarowej kwestia, kto powinien być właścicielem produktu pracy, nie mogła nawet powstać. Z reguły poszczególni producenci wytwarzali go z surowców, które do nich należały, i często sami go produkowali, wykorzystując własne środki pracy i pracę własną lub swojej rodziny. Produkt nie musiał być przez nich zawłaszczany; należał do nich z własnej woli. Własność produktów opierała się zatem na pracy osobistej. Jednak każde społeczeństwo oparte na produkcji towarowej ma tę szczególną cechę: producenci utracili kontrolę nad własnymi stosunkami społecznymi. Każdy człowiek produkuje dla siebie, wykorzystując własne środki produkcji, które podlegają przypadkowi, oraz kierując się indywidualną potrzebą wymiany. Nikt nie wie, czy jego indywidualny produkt znajdzie rzeczywiste zapotrzebowanie po dotarciu, czy zwróci mu się poniesiony koszt, a nawet czy będzie w stanie go sprzedać. To panowanie anarchii produkcji społecznej. Ale produkcja towarowa, jak każda inna forma produkcji, ma swoje pierwotne, immanentne prawa, nieodłączne od niej samej, i prawa te narzucają się pomimo anarchii, w jej obrębie, poprzez nią. Przejawiają się one w jedynej pozostałej formie więzi społecznej, w wymianie, i przeważają nad indywidualnymi producentami jako przymusowe prawa konkurencji. Są zatem początkowo nieznane tym samym producentom i muszą je stopniowo odkrywać poprzez długie doświadczenie. Narzucają się zatem bez producentów i przeciwko producentom jako naturalne prawa ich formy produkcji, prawa ze ślepym działaniem. Produkt dominuje nad producentami.

Rewolucja kapitalistyczna jest tylko półrewolucją

Koncentracja i ekspansja tych rozproszonych i ograniczonych środków produkcji, uczynienie z nich potężnych dźwigni bieżącej produkcji – oto właśnie historyczna rola kapitalistycznego sposobu produkcji. Burżuazja nie mogła przekształcić tych ograniczonych środków produkcji w potężne siły wytwórcze bez przekształcenia indywidualnych środków produkcji w społeczne środki produkcji, dostępne jedynie dla grupy ludzi. I tak jak ze środkami produkcji, tak i sama produkcja przekształca się z szeregu działań indywidualnych w szereg działań społecznych. Żadna jednostka nie może powiedzieć: „Stworzyłem to; to jest mój produkt”. To właśnie w społeczeństwo indywidualnych producentów, producentów towarów, wniknął nowy sposób produkcji. Widzieliśmy, jak wprowadzał, w samym środku naturalnego, niesystematycznego podziału pracy, który panował w całym społeczeństwie, metodyczny podział pracy, zorganizowany w pojedynczej fabryce; obok produkcji indywidualnej pojawiła się produkcja społeczna. Produkcja indywidualna upadła w kolejnych obszarach, podczas gdy produkcja społeczna zrewolucjonizowała cały stary sposób produkcji.

Jednak jego nieodłączny rewolucyjny charakter był tak mało dostrzegany, że wprowadzono go jako środek podniesienia i promowania produkcji towarowej. Powstał on poprzez bezpośrednie powiązanie z pewnymi już istniejącymi dźwigniami produkcji towarowej i wymiany dóbr: kapitałem handlowym, rzemiosłem i pracą najemną. Ponieważ przedstawiał się jako nowa forma produkcji towarowej, formy zawłaszczania produkcji towarowej pozostały w pełni obowiązujące również dla niego… Środki produkcji i produkty społeczne traktowano tak, jakby nawet teraz nadal pozostawały środkami produkcji i produktami jednostek. Jeśli do tej pory właściciel środków pracy zawłaszczał produkt, ponieważ z reguły był to jego własny produkt, to tutaj właściciel środków pracy kontynuuje zawłaszczać produkt, mimo że nie był on już jego własnym produktem, lecz produktem pracy innych. Środki produkcji i produkcja stały się z natury społeczne, ale podlegają formie zawłaszczania, która zakłada prywatną produkcję jednostek, w której każda osoba jest właścicielem i wprowadza na rynek własny produkt. Sposób produkcji podlega tej formie zawłaszczania, mimo że usuwa ten warunek wstępny.

Niezgodność produkcji społecznej i zawłaszczania kapitalistycznego: tajemnica tragicznego przebiegu dominacji burżuazyjnej

W tej sprzeczności, która nadaje nowemu sposobowi produkcji jego kapitalistyczny charakter, tkwi zalążek całego wielkiego starcia współczesności. Wraz z dominacją nowego sposobu produkcji we wszystkich decydujących sektorach produkcji i we wszystkich krajach o decydującym znaczeniu gospodarczym, niekompatybilność produkcji społecznej z kapitalistycznym zawłaszczaniem nieuchronnie stawała się coraz bardziej oczywista.

Wraz z pojawieniem się kapitalistycznego sposobu produkcji, prawa produkcji towarowej, które wcześniej pozostawały uśpione, zaczęły również działać w sposób bardziej otwarty i silniejszy. Anarchia produkcji społecznej wyszła na jaw i była coraz bardziej popychana do skrajności. Jednakże głównym sposobem, za pomocą którego kapitalistyczny sposób produkcji pogłębiał tę anarchię w produkcji społecznej, było dokładne przeciwieństwo anarchii: rosnąca organizacja produkcji jako produkcji społecznej w każdym indywidualnym przedsiębiorstwie. Gdziekolwiek wprowadzano go do gałęzi przemysłu, nie tolerował on żadnej starszej metody wyzysku obok siebie. Pole pracy stało się polem bitwy. Walka wybuchła nie tylko między poszczególnymi lokalnymi producentami; Walki lokalne same w sobie przerodziły się w walki narodowe. Wreszcie, wielki przemysł i ustanowienie globalnego rynku zuniwersalizowały walkę i nadały jej niespotykaną dotąd brutalność. Pomiędzy odizolowanymi kapitalistami, a także między całymi gałęziami przemysłu i krajami, zwyciężeni są bezlitośnie eliminowani. To darwinowska walka o byt przeniesiona z natury do społeczeństwa z dziesięciokrotnie większą furią. Stan zwierzęcia w naturze jawi się jako szczyt rozwoju człowieka. Sprzeczność między produkcją społeczną a zawłaszczaniem kapitalistycznym jest reprodukowana jako antagonizm między organizacją produkcji w pojedynczej fabryce a anarchią produkcji w społeczeństwie.

Doskonałość nowoczesnych maszyn, doprowadzona do maksimum, przekształca się, poprzez anarchię produkcji, w imperatywne prawo dla odizolowanego kapitalisty, zmuszając go do ciągłego ulepszania swoich maszyn i ciągłego zwiększania zdolności produkcyjnych. Sama możliwość rozszerzenia zakresu swojej produkcji staje się dla niego kolejnym, równie imperatywnym prawem. Ogromna siła ekspansywna wielkiego przemysłu przejawia się w potrzebie ekspansji jakościowej i ilościowej, która gardzi jakąkolwiek przeciwwagą. Ta przeciwwaga składa się z konsumpcji, rynków zbytu i rynków zbytu dla produktów wielkiego przemysłu. Jednak potencjał ekspansji rynkowej, zarówno ekstensywnej, jak i intensywnej, rządzi się przede wszystkim zupełnie innymi prawami, których wpływ jest znacznie mniej silny. Ekspansja rynkowa nie może iść w parze z ekspansją produkcji. Zderzenie jest nieuniknione (i to właśnie powoduje kryzysy). W kryzysach widzimy, jak sprzeczność między produkcją społeczną a zawłaszczaniem kapitalistycznym osiąga gwałtowną eksplozję. Obieg towarów zostaje chwilowo unicestwiony: środek obiegu, pieniądz, staje się przeszkodą dla obiegu; wszystkie prawa produkcji i obiegu towarów zostają wywrócone do góry nogami. Zderzenie ekonomiczne osiąga swoje maksimum: sposób produkcji buntuje się przeciwko sposobowi wymiany, siły wytwórcze buntują się przeciwko sposobowi produkcji, dla którego stały się zbyt potężne.

Bezowocne burżuazyjne próby harmonizacji

To właśnie ta reakcja rosnących sił wytwórczych na ich kapitałową jakość, rosnąca konieczność uznania ich społecznego charakteru, zmusza klasę kapitalistyczną do traktowania ich w coraz większym stopniu, przynajmniej w zakresie możliwym w ramach systemu kapitalistycznego jako społecznych sił wytwórczych. Tę formę uspołecznienia obserwujemy w różnych rodzajach spółek akcyjnych; istnieją również trusty, związki zawodowe, których celem jest regulowanie produkcji (określanie ilości do wytworzenia, jej podział między siebie). Ponieważ jednak trusty te zazwyczaj rozpadają się przy pierwszym sygnale złych interesów, prowadzą one do jeszcze bardziej skoncentrowanej formy uspołecznienia: cały sektor przemysłowy przekształca się w jedną dużą spółkę akcyjną, a konkurencja ustępuje miejsca wewnętrznemu monopolowi tej pojedynczej spółki. Nieplanowana produkcja społeczeństwa kapitalistycznego kapituluje przed planowaną produkcją nadchodzącego społeczeństwa socjalistycznego. Podczas gdy kryzysy ujawniły niezdolność burżuazji do dalszego zarządzania nowoczesnymi siłami wytwórczymi, przekształcenie dużych organizacji produkcyjnych i komunikacyjnych w spółki akcyjne i przedsiębiorstwa państwowe pokazuje, jak łatwo można w tym celu zrezygnować z burżuazji. Wszystkie funkcje społeczne kapitalisty są teraz wykonywane przez opłacanych pracowników. Jednak ani przekształcenie w spółki akcyjne, ani przekształcenie w przedsiębiorstwa państwowe nie eliminuje jakości kapitałowej sił wytwórczych. Jest to oczywiste w przypadku spółek akcyjnych. A nowoczesne państwo z kolei jest jedynie organizacją, którą społeczeństwo burżuazyjne ustanawia, aby utrzymać ogólne warunki zewnętrzne kapitalistycznego sposobu produkcji przed ingerencją zarówno robotników, jak i indywidualnych kapitalistów. Nowoczesne państwo, niezależnie od swojej formy, jest w swej istocie machiną kapitalistyczną, państwem kapitalistów, kapitalistą kolektywnym w teorii. Im więcej sił wytwórczych przekazuje na swoją własność, tym bardziej staje się kapitalistą kolektywnym w praktyce i tym więcej obywateli wyzyskuje. Robotnicy pozostają pracownikami najemnymi, proletariuszami. Stosunki kapitalistyczne nie zostają wyeliminowane; wręcz przeciwnie, zostają posunięte do granic możliwości.

Podstawowa sprzeczność kapitalizmu wymaga rewolucyjnego rozwiązania

Ale po osiągnięciu tego punktu kulminacyjnego sytuacja się odwraca. Państwowa własność sił wytwórczych nie jest rozwiązaniem konfliktu,70 lecz zawiera w sobie formalne środki, sposób na jego rozwiązanie.

Rozwiązanie to może polegać jedynie na skutecznym uznaniu społecznej natury nowoczesnych sił wytwórczych, na doprowadzeniu sposobu produkcji, zawłaszczania i wymiany do harmonii ze społecznym charakterem środków produkcji. A to może się stać tylko wtedy, gdy społeczeństwo obejmie w jawny i bezpośredni sposób w posiadanie siły wytwórcze, które stały się zbyt potężne, by mogły działać w jakimkolwiek innym kierunku niż jego własny.71

Dopóki uparcie odmawiamy zrozumienia natury i charakteru ogromnych sił wytwórczych rozwiniętych przez kapitalizm – a to właśnie przeciwko temu zrozumieniu buntuje się kapitalistyczny sposób produkcji i jego obrońcy – siły te działają z pełną mocą wbrew nam, przeciwko nam. Lecz raz uchwycone w swojej naturze, mogą z demonicznych panien przekształcić się w posłuszne sługi.

Historyczna misja proletariatu

Nie wystarczy, aby potrzeba rewolucyjnego rozwiązania sprzeczności była obiektywnie odczuwalna, aby rzeczywiście zaistniała w historii: musi istnieć również siła społeczna zdolna do przełożenia jej na działanie. Siła ta została wytworzona przez sam kapitalizm; stopniowo przekształcając ogromną większość ludności w proletariuszy, kapitalizm stworzył jednocześnie siłę, która pod groźbą zagłady jest zmuszona do wywołania tego przewrotu. W całej historii burżuazji sprzeczność między produkcją społeczną a zawłaszczaniem kapitalistycznym przejawia się jako antagonizm między proletariatem a burżuazją, to znaczy między klasą producentów, których rewolucja kapitalistyczna oddzieliła od środków produkcji i którzy zostali zredukowani do posiadania jedynie siły roboczej, z jednej strony, a klasą, która koncentruje te środki produkcji w swoich rękach (lub w rękach swojego państwa) z drugiej strony. W miarę narastania tej sprzeczności, wynikający z niej antagonizm klasowy również będzie się pogłębiał. W kulminacyjnym momencie walki proletariat przejmuje władzę polityczną, niszczy burżuazyjny aparat państwowy i buduje własne państwo klasowe. Stopniowo przekształca wszystkie środki produkcji we własność tego państwa, wydzierając je klasom, które je wcześniej posiadały. Czyniąc to, znosi te klasy, a jednocześnie znosi siebie jako proletariat. Z państwa klasowego państwo proletariackie staje się w istocie reprezentantem całego społeczeństwa, o ile zniknęły z niego wszelkie różnice i przeciwieństwa klasowe. Wówczas jednak staje się zbędne. Gdy tylko nie ma już klasy, którą można uciskać, gdy wraz z panowaniem klasowym i walką o byt jednostki, motywowaną poprzednią anarchią produkcji, znikną również wynikające z tego starcia i ekscesy, nie pozostaje nic do represjonowania, co wymagałoby władzy represyjnej, państwa. Jego ingerencja w stosunki społeczne staje się zbędna w jednej sferze po drugiej, a następnie naturalnie popada w uśpienie. Rządy osób ustępują miejsca panowaniu nad rzeczami i kierowaniu procesami produkcyjnymi. Państwo nie zostaje „zniesione”, lecz obumiera.

Wraz z nabyciem przez społeczeństwo wszystkich środków produkcji, produkcja towarowa zostaje wyeliminowana, a w konsekwencji dominacja produktu nad producentem. Anarchia w obrębie produkcji społecznej zostaje zastąpiona świadomą, planową organizacją. Ustaje walka o byt jednostki. W ten sposób, po raz pierwszy, ludzkość, w pewnym sensie, definitywnie oddziela się od królestwa zwierząt, przechodząc od zwierzęcych warunków bytu do prawdziwie ludzkich.

Dokonanie tego wyzwoleńczego aktu jest historyczną misją współczesnego proletariatu. Głębsze zagłębienie się w jego historyczne uwarunkowania, a tym samym w jego naturę, a tym samym uświadomienie klasie, której powierzono działanie (dzisiejszej klasie uciskanej), warunków i natury jej własnego działania, jest historycznym zadaniem naukowego socjalizmu, teoretycznego wyrazu ruchu proletariackiego.

Oto straszliwa konstrukcja, którą komunizm przeciwstawia złowrogim burżuazyjnym fantazjom o wiecznym panowaniu Kapitału, o jego ucisku klasowym, o jego kryzysach i o powtarzających się ludobójstwach w ramach reakcyjnych, imperialistycznych konfliktów. Konstrukcja, że nie tylko ostateczna klęska Października, ale nawet cała seria możliwych nowych klęsk byłaby bezsilna, ponieważ od samego początku opierała się na zdumiewającej antycypacji przyszłości, tej ostatniej fazy kapitalizmu którą przeżywamy, ale której pięćdziesiąt lat które minęły od Października, chociaż są jakkolwiek niekończącym się okresem, to w prawdzie są one tylko zaledwie początkiem.

“Lekcja” socjał demokratów

Podobnie jak burżuazyjna „lekcja” nie występuje w czystej postaci, tak samo socjaldemokratyczna „lekcja” stalinowskiej kontrrewolucji też nie występuje w czystej postaci, ale też nie jest trudna do zrekonstruowania – co jest pożyteczne, o ile tak zwane nowoczesne „rewizje” niczego nie wymyślają, a jedynie powtarzają, w takiej czy innej formie, wnioski wielkich klasycznych nurtów przeszłości.

Historycznie rzecz biorąc, socjaldemokracja jest tym odchyleniem ruchu robotniczego, które dzięki walce o reformy w stosunkowo sielankowej atmosferze kapitalizmu sprzed 1911 roku porzuciło przygotowywanie klasy robotniczej do jej rewolucyjnego zadania i które w zmienionych warunkach stworzonych przez pierwszą wielką wojnę imperialistyczną wypełniło zadanie wręcz przeciwne, tłumiąc energię rewolucyjną, przeciwstawiając się ruchowi proletariackiemu (jak mienszewicy w Rosji), a nawet go tłumiąc (jak Noske-Scheidemannowie w Niemczech). W epoce Lenina i rewolucji rosyjskiej odchylenie to ucieleśniało się, znacznie bardziej niż prawica, która otwarcie przeszła na stronę wroga, w ugodowym centrum, którego „międzynarodowym” teoretykiem był niemiec Kautsky. Różniło się ono od tradycyjnych nurtów burżuazyjnych tym, że nie posunęło się tak daleko, by twierdzić, że kapitalizm jest wieczny, a społeczeństwo bezklasowe i bezpaństwowe to jedynie utopia. W praktyce jednak, to znaczy w rzeczywistej walce klas, socjaldemokracja połączyła siły z partiami burżuazyjnymi, odmawiając uznania, że socjalizm można osiągnąć poprzez klasową i partyjną dyktaturę, która naruszałaby wyborcze i parlamentarne zasady demokracji. Nie negując koniecznie, przynajmniej teoretycznie, „prawa do rewolucji”72, przyłączyła się do nich w każdym razie o tyle, o ile nigdy nie raczyła uznać, że warunki do tej rewolucji są dojrzałe: w Rosji, ponieważ rozwój gospodarczy kraju nie był wystarczający, by umożliwić uspołecznienie środków produkcji; Na Zachodzie wręcz przeciwnie, ponieważ rewolucja obniżyłaby osiągnięty poziom gospodarczy z powodu zakładanej przez nią walki zbrojnej, rzekomego nieprzygotowania klasy robotniczej do pełnienia funkcji klasy rządzącej itd.; na prawicy, ponieważ sama rewolucja nie była już uzasadniona w stuleciu, w którym, w przeciwieństwie do tego, co wydarzyło się w poprzednim stuleciu, klasa robotnicza miałaby „zdobycze” do obrony w społeczeństwie burżuazyjnym. Krótko mówiąc, o ile w tamtym czasie można było jeszcze mówić o ruchu robotniczym (co dziś już nie ma miejsca), socjaldemokrację można zdefiniować jedynie jako negację tego ruchu, który, jak zauważył Marks, jest albo rewolucyjny, albo jest niczym.

Socjaldemokratyczna „lekcja” rosyjskiej kontrrewolucji wynika całkiem naturalnie z cech, które właśnie zarysowaliśmy. Po walce z rewolucją bolszewicką pod pretekstem, że Rosja nie była gotowa na socjalizm, socjaldemokracja przedstawiała całą ewolucję gospodarczą ZSRR w kierunku kapitalizmu, począwszy od NEP-u, jako dowód słuszności swojego sprzeciwu wobec rewolucji. Oznacza to oczywiście, że uznawało za rozwój kapitalistyczny to, co Stalin ze swej strony nazywał budowaniem narodowego socjalizmu, ale ta rzekoma „naukowa” wyższość nie powinna przesłaniać pustki tej tak zwanej „lekcji”, a tym bardziej jej hańby. My również charakteryzujemy rozwój gospodarczy Rosji od zakończenia wojny domowej do dnia dzisiejszego jako kapitalistyczny, my również uważamy go za historycznie nieunikniony; ale potępialiśmy go jako skutek i przejaw klasowej klęski proletariatu w pierwszym okresie powojennym, podczas gdy socjaldemokracja, stając się konserwatywna, miała śmiałość się z niego cieszyć; przede wszystkim uważaliśmy go za nieunikniony tylko wtedy, gdy europejski proletariat nie zdołał przeprowadzić własnej rewolucji a walczyliśmy o nią ze wszystkich sił; podczas gdy socjaldemokracja z góry przedstawiała rewolucję rosyjską jako przegraną sprawę jako rewolucję socjalistyczną, a z drugiej strony walczyła przeciwko rewolucji na Zachodzie.

Bezgraniczna fałszywość socjaldemokratycznej „lekcji” rosyjskiej kontrrewolucji polega wyłącznie na tym, że pomimo naukowych pretensji73 „abstrahuje” ona od czynnika kapitałowego: paraliżującego wpływu, jaki socjaldemokracja, właśnie, wywarła na zachodni proletariat i który, uniemożliwiając rozprzestrzenianie się rewolucji, oddał Rosję kapitalizmowi; ale „abstrahowanie” od faktu, że bez utrzymania dominacji burżuazyjnej w Europie nacjonalistyczny nurt, taki jak stalinizm, nie mógłby zwyciężyć w Rosji, przedstawianie tego odrażającego stalinizmu jako kary za rewolucyjne grzechy rosyjskiego proletariatu, gdy był on prawowitym potomkiem burżuazyjnej reakcji faworyzowanej przez reformizm, oznacza sprowadzenie lekcji historii do tego nędznego truizmu: „bez rewolucji nigdy nie byłoby kontrrewolucji”. To daje precyzyjny obraz „teoretycznej wyższości”, którą europejski reformizm tak głośno się chwalił nad bolszewizmem, gdy istniał jeszcze jako partia „robotnicza”.

Aby było to wiarygodne, uproszczona socjaldemokratyczna „lekcja” nie jest w stanie wykazać, po pierwsze, że rewolucja październikowa nie była odpowiedzią na żadną historyczną konieczność i była jedynie przypadkiem historycznym przypisywanym bolszewickiemu „woluntaryzmowi”, a po drugie, że kontynuacja kapitalizmu na świecie po Październiku była historycznie korzystna dla proletariatu i, ogólnie rzecz biorąc, dla ludzkości, i doskonale potwierdziła wszystkie socjaldemokratyczne przewidywania nieprzerwanego, pokojowego marszu ku socjalizmowi.

Socjaldemokracja nie tylko nigdy nie dała pierwszej demonstracji, ale – przynajmniej w swoim centrowym skrzydle, znanym jako Druga i Pół Międzynarodówka, dążącym do niezależności zarówno od prawicowego socjalizmu, jak i komunizmu – nie odważyła się nawet podczas rewolucji otwarcie potępić Października.

Jako przykład przytoczymy charakterystyczny artykuł zadeklarowanego wielbiciela niemieckiego centrysty Kautsky’ego, opublikowany pod tytułem „Bolszewicy i my” w austriackim czasopiśmie socjaldemokratycznym „Der Kampf” w marcu 191874:

„Teoria i praktyka bolszewików” – głosi stary artykuł centrowy – „to adaptacja socjalizmu do kraju, w którym kapitalizm jest jeszcze młody i słabo rozwinięty, a proletariat stanowi mniejszość”. W jakim sensie? „Rosyjska Rada” (podobnie jak Komuna we Francji w 1871 roku) jest nieuchronnie „ideałem państwowym rewolucyjnego proletariatu w krajach, w których stanowi on wciąż mniejszość. Co więcej, utrzymanie kapitalistycznego porządku gospodarczego jest niezgodne z interesami proletariatu. Po dojściu do władzy proletariat musi podporządkować sobie produkcję przemysłową. Niestety, rewolucja niszczy stary aparat biurokratyczny, nie tworząc nowego o charakterze demokratycznym. Dlatego bolszewicy nie mogą podporządkować przemysłu kontroli organów wspólnoty demokratycznej; są zatem zobowiązani podporządkować każde przedsiębiorstwo kontroli zatrudnionych w nim robotników… Czyniąc to, odrzucają socjalistyczną zasadę, że każda gałąź przemysłu powinna być podporządkowana całemu społeczeństwu, i zbliżają się do społecznego ideału syndykalizmu”. Geneza tej koncepcji, zrodzonej w proletariacie francuskim, tkwi w fakcie, że jako mniejszość społeczna nie mogła ona pragnąć podporządkowania gospodarki państwu demokratycznemu, które nieuchronnie reprezentowałoby drobnomieszczańską i chłopską większość; w konsekwencji pragnęła podporządkowania przedsiębiorstw ich związkom zawodowym, a rosyjscy robotnicy dążą dziś do urzeczywistnienia tego ideału francuskiego syndykalizmu. Bolszewickie dekrety o kontroli robotniczej stanowią zasadę organizacji przemysłowej, która staje się celem klasy robotniczej tam, gdzie nie może ona liczyć na demokratyczną dominację nad przemysłem. Niemiecki socjalizm zawdzięcza swoją teoretyczną wyższość temu, że proletariat stanowi większość i dlatego może liczyć na przejęcie władzy na podstawie demokracji i zdominowanie przemysłu poprzez demokratyczne państwo. Lecz tam, gdzie proletariat jest w mniejszości, nieuchronnie walczy o Komunę lub Radę przeciwko demokracji, o syndykalistyczną kontrolę robotników nad fabryką przeciwko socjalistycznemu podporządkowaniu przemysłu wspólnocie demokratycznej. Próba rosyjskiego proletariatu, by przełamać panowanie kapitalizmu i osiągnąć socjalizm, była nieunikniona, ale i jej porażka, a jej przyczyny są takie same jak w 1848 i 1871 roku: „Rozwój proletariatu jest uwarunkowany rozwojem burżuazji przemysłowej. To pod jej panowaniem zyskuje on byt narodowy, który uczyni jego rewolucję rewolucją narodową; tam, gdzie przemysł kapitalistyczny jest jedynie zjawiskiem sporadycznym, zniesienie panowania kapitalistycznego nie może stać się treścią rewolucji narodowej” (Marks: Walki klasowe we Francji). Jaki wniosek polityczny można z tego wszystkiego wyciągnąć, będąc pedantem przesiąkniętym wyższością „niemieckiego socjalizmu”, ale mimo to nie chcącym popaść w ekscesy prawicy, dla której rewolucja październikowa była niczym innym jak szaloną awanturą? Wniosek, który okrutnie zdradza zakłopotanie autora: „Przewagą mienszewików było to, że uznali, iż rewolucja społeczna jest możliwa dopiero po osiągnięciu pewnego etapu rozwoju kapitalistycznego (sic!), którego Rosja jeszcze nie osiągnęła. Przekonani jednak, że rewolucja rosyjska powinna mieć charakter burżuazyjny, zrzekli się władzy, abdykowali na rzecz burżuazji. Obawa przed kontrrewolucją, jaką mogłaby wywołać interwencja proletariatu, skłoniła ich do porzucenia wszelkiej odważnej polityki proletariackiej w ramach rewolucji burżuazyjnej i w ten sposób sami rzucili proletariat w ramiona bolszewików.

Bolszewicy stanęli na czele proletariatu w walce klasowej, którą niechybnie zrodziła rewolucja burżuazyjna, i wiernie wyrazili nastroje, pragnienia i ideały rosyjskiego proletariatu. Podzielali jednak jego złudzenia, dając się mu pochłonąć i w ten sposób wciągnęli go w eksperymenty, które mogą zakończyć się jedynie klęską proletariatu”. W rozczarowujących realiach dobry, „oświecony” socjaldemokrata z 1918 roku dostrzegł jednak promyk nadziei, oczywiście w „złotym środku”: „Są jednak w Rosji socjaldemokraci wolni od uprzedzeń zarówno prawicowych, jak i lewicowych: internacjonalistyczni mienszewicy tacy jak Martow, internacjonaliści z Nowej Żyzni i bolszewicka mniejszość, która pod przywództwem Riazanowa (sic!) walczy z dyktaturą Lenina i Trockiego – krótko mówiąc, wszystkie niebolszewickie ugrupowania internacjonalistyczne w Rosji”. Wypełnili niszę, która przypadła marksistom: nie przeciwstawiać się proletariatowi (sic!), ale nie popadać dalej w jego złudzenia (sic!), a wręcz przeciwnie, bronić przed tymi złudzeniami nadrzędnej koncepcji walki i rozwoju, jaką daje nam marksizm. W czasach rewolucji sukces należy do skrajności, a centrum jest skazane na bezsilność (sic!), ale tylko czciciele sukcesu wierzą, że to dowodzi jego błędności (sic)… Przyszłość obroni centrum zarówno na świecie, jak i w Rosji”. Jakie jednak zadania dostrzegali dla siebie austriaccy i międzynarodowi odpowiednicy martowowskich mienszewików w krajach rozwiniętych? Artykuł kończy się ostrożnie: „Rewolucja rosyjska jest zwycięstwem proletariatu rosyjskiego, a los proletariatu rosyjskiego jest związany z losem bolszewików. Jesteśmy im winni współczucie i pomoc, tak jak jesteśmy winni je walczącemu proletariatowi wszystkich krajów. Ataki na bolszewików stanowią rażące naruszenie obowiązków międzynarodowej solidarności proletariackiej; musimy solidaryzować się z bolszewikami w wojnie domowej z burżuazją, ale nie wolno nam w ten sposób podzielać ich złudzeń… Marksizm musi bronić lekcji doświadczenia historycznego przed chwilowymi złudzeniami proletariatu, niezależnie od tego, czy są one prawicowe, czy lewicowe. Musimy zwalczać prawicę, ale równie mocno radykalizm lewicy, zgodnie z którym proletariat musi jedynie chcieć obalić świat kapitalistyczny, nie biorąc pod uwagę obiektywnych warunków swojej walki” (H. Weber: „Bolszewicy i my”, w „Der Kampf”, marzec 1918, Wiedeń).

Jakiego smutnego obrazu nie przedstawia nam ten zakurzony, stary artykuł, pięćdziesiąt lat później! Proletariat rosyjski i bolszewicy, pewni rozpoczęcia europejskiej rewolucji, która będzie historyczną karą dla burżuazji za rozpętanie przez nią wojny imperialistycznej, walczyli i przygotowują się do walki niczym lwy. Rewolucyjnie powstrzymali wojnę imperialistyczną w swoim kraju i wzywają międzynarodowy proletariat do pójścia w ich ślady. Zbudowali zupełnie nowe państwo, które, przewyższając nawet wady samej Komuny Paryskiej, ucieleśnia marksistowską formułę „dyktatury proletariatu”, pokazuje klasie robotniczej całego świata, jak „można i trzeba” rządzić wielkim krajem bez parlamentaryzmu, jak można i trzeba odebrać wszelką władzę polityczną wielkiej burżuazji, jak można i trzeba przeciwstawić się wahaniom drobnej burżuazji i jak wkrótce zdecydowany i zdyscyplinowany proletariat zwycięży w wojnie domowej. Tymczasem zachodni „przywódcy socjalistyczni” uważają, że wypełnili swój rewolucyjny obowiązek, kiedy „usprawiedliwili” rosyjski proletariat za to, że nie ugina się przed drobnomieszczańską większością i narusza zasady demokracji; kiedy uznali (jak mogliby inaczej?) szerokie i entuzjastyczne poparcie bolszewików, zarówno wśród proletariatu, jak i ludu; i kiedy pośród komplementów obwinili mienszewików! Powiedziawszy to, nie spieszą się z potępieniem rewolucyjnej woli zniesienia świata kapitalistycznego, a przy okazji z wygłaszaniem bolszewikom wykładów na temat różnicy między zasadami organizacji przemysłowej rewolucyjnego syndykalizmu a socjalizmu, i uroczystym nauczaniem ich, że socjalizm jest centralizujący! Wszystko, co potrafią powiedzieć o zadaniach partii marksistowskiej w okresie ostrej walki klasowej, to to, że nie powinna ona przeciwstawiać się proletariatowi, ale odmawiają uznania jego roli przywódczej i kierowniczej w walce, bez której rewolucja nie może się nawet odbyć. Podnoszą oni nieustanne wahanie i niezdecydowanie „niebolszewickich internacjonalistów” Rosji do rangi uniwersalnego modelu. Co jednak najgorsze, po tak hipokrytycznym potępieniu rewolucji rosyjskiej (po uznaniu jej nieuchronności!), „ponieważ obiektywne warunki” rosyjskiej gospodarki nie dopuszczały socjalizmu, starannie unikają wyjaśnienia, w jaki sposób warunki uprzemysłowionego i rozwiniętego Zachodu również wykluczałyby jakąkolwiek nadzieję na wykorzenienie kapitalizmu z gospodarki po pokonaniu go na froncie politycznym. Na odpowiedź na to kluczowe pytanie oni, obrońcy walki z „złudzeniami”, mają tylko jedną nadzieję: że w odległej przyszłości, gdy proletariat stanie się absolutną większością społeczną, będzie mógł „przejąć władzę na podstawie demokracji i zdominować przemysł (sic!) za pomocą państwa demokratycznego”. To, według nich, jest „wyższa koncepcja”, jaką „marksizm nam daje o walce i rozwoju”, jedyna realistyczna koncepcja. Nie trzeba szukać dalej, by odkryć tajemnicę globalnej reakcji burżuazyjnej, która nastąpiła po rewolucji rosyjskiej i słabej fali powojennych niepokojów społecznych na Zachodzie, których stalinizm był w Rosji jedynie lokalnym przejawem: gdy wybiła godzina walki na śmierć i życie, to właśnie za takimi „przywódcami” proletariat w większości nadal podążał.

To powiedziawszy, gdyby pięćdziesiąt lat, które nastąpiły, potwierdziło socjaldemokratyczne przewidywania, że „przyszłość należy do centrum” – to znaczy, że proletariat demokratycznie dojdzie do władzy i dokona socjalistycznej transformacji bez uprzedniej rewolucji, wykorzystując istniejący aparat państwowy pod przywództwem Kautskiego, Bauera i Martowa i bez najmniejszej próby oporu ze strony burżuazji – komunizm nie miałby innego wyjścia, jak tylko pochylić głowę, przyznać się do błędu i jednocześnie zaakceptować socjaldemokratyczne oskarżenie, że ponosi historyczną odpowiedzialność za straszną fazę stalinowską.75 Jak stwierdziliśmy wcześniej, tylko pod tym warunkiem socjaldemokratyczna „lekcja” wzniosłaby się do poziomu lekcji historii, zamiast po prostu powtarzać hasło w rodzaju: „Jedynym pewnym sposobem uniknięcia porażki jest nie walczyć”.

Wystarczy spojrzeć na ostatnie pięćdziesiąt lat, by wykazać, że całkowicie zniweczyły one socjaldemokratyczne perspektywy stopniowego rozwiązywania wszelkich antagonizmów, triumfu pokojowych metod i idyllicznego postępu społecznego. Wystarczy przypomnieć bezprecedensowe cierpienia kryzysów, drugiej wojny imperialistycznej, wojen kolonialnych i brutalnego ucisku, rozpętanego nie tylko w Rosji, wstrząśniętej „rewolucją komunistyczną”, jak sugerowali socjaldemokraci, ale także we Włoszech i Niemczech, wybranych ojczyznach socjaldemokracji – krótko mówiąc, w całym klimacie tragedii i odrętwienia, który charakteryzuje nasze piękne stulecie, klimacie, którego militarne zwycięstwo mocarstw demokratycznych nad mocarstwami faszystowskimi w żaden sposób nie złagodziło – by odczuć całkowitą klęskę socjaldemokracji.

Dlatego też, daleki od wykazania historycznej korzyści z przetrwania kapitalizmu i braku rewolucji europejskiej po 1917 roku, został on zmuszony przez historię do samolikwidacji, nie tylko jako partia klasowa, ale jako partia w ogóle, jako aparat całkowicie zdyskredytowany, zaledwie cień tego, czym był kiedyś, na nieszczęście proletariatu, zaledwie duch przeszłości skazany na marną egzystencję, którą jego młodszy brat, narodowy komunizm, również jest skazany dzielić z nim.

Jeśli przypadkiem obserwacja współczesnej rzeczywistości nie przekonała czytelnika o tym fakcie, wystarczy, że zwróci on uwagę na to, jak sami socjaldemokraci opowiadają swoją historię piórem pana Karla Schmida, członka Komitetu Wykonawczego Niemieckiej Partii Socjaldemokratycznej. Ten sugestywny obraz zaczerpnięto z książki tego autora „Stulecie Partii Socjaldemokratycznej (1863–1963), która, porzuciwszy wszelkie hamulce, rzuca najostrzejsze światło na ten proces likwidacji, a wynika to jedynie z rażącego kontrastu między socjaldemokratycznymi przewidywaniami a historyczną rzeczywistością.

„Rewolucja 1918 roku nie była pożądana przez kierownictwo partii.76 Lecz gdy już się rozpoczęła, Friedrich Ebert i inni wzięli ją w swoje ręce i uratowali demokrację, odrzucając wszelkie eksperymenty, które mogłyby doprowadzić do dyktatury proletariatu”. Trudno o bardziej łaskawe przyznanie, że w tamtym czasie Lenin i komuniści nie wyrządzili niemieckiej socjaldemokracji krzywdy, potępiając jej kontrrewolucyjną rolę. Przyjrzyjmy się teraz owocom, jakie proletariat zebrał z tego wyrzeczenia się rewolucji, która teoretycznie miała mu pozwolić osiągnąć socjalizm niższym kosztem, unikając przemocy i wojny domowej – krótko mówiąc, „bezpieczniej”: „W ciągu czternastoletniego okresu Republiki Weimarskiej socjaliści byli członkami rządu Rzeszy tylko przez dwa i pół roku, z przerwami. Władzę dawano im tylko w niepewnych sytuacjach”. I tyle w kwestii przepowiedni „przyszłość należy do tych, którzy nie ulegają ani złudzeniom prawicy, ani lewicy” naszych wcześniejszych austromarksistów, a zwłaszcza nadziei na przejęcie władzy na podstawie demokracji i kontrolowanie gospodarki za pośrednictwem istniejącego państwa dla szerokiego proletariatu krajów rozwiniętych. Co do powodów, dla których „oni” (czyli burżuazja) „oddają” władzę socjalistom tylko w „niepewnych sytuacjach”, są one jasne: to właśnie w takich sytuacjach, zaniepokojona groźbą „eksperymentów, które mogłyby doprowadzić do dyktatury proletariatu”, burżuazja odczuwa potrzebę zwrócenia się o pomoc do „partii robotniczej”, która „odrzuca takie eksperymenty”. Nie sposób też bardziej otwarcie przyznać, że elektorat proponuje, a klasa rządząca rozporządza. Rozważmy teraz weryfikację „wyższej teorii niemieckiego socjalizmu” dotyczącej pokojowego charakteru rozwoju historycznego w epoce współczesnej: „Przez cały okres weimarski partia pozostawała, oficjalnie i teoretycznie, marksistowska, ale jej polityka stawała się coraz bardziej reformistyczna”. Wreszcie program z 1931 roku jednoznacznie deklarował, że Niemiecka Partia Socjaldemokratyczna jest partią reformistyczną i demokratyczną, dla której demokracja była już wartością samą w sobie.77 Potem nadszedł rok 1933. Od samego początku reżim nazistowski wypełniał obozy koncentracyjne socjalistami i komunistami. Tysiące z nich zostało zamordowanych w ciągu pierwszych kilku tygodni. Socjalistyczna frakcja parlamentarna była jedyną, która głosowała przeciwko ustawie o pełnomocnictwach, przyznającej Hitlerowi carte blanche. Przemówienie wygłoszone z tej okazji… „uratowało honor demokracji w Niemczech”. Pozostawimy to ogłoszenie bez komentarza…

„Po wojnie, ideologicznie, wszystko musiało zostać przemyślane na nowo”. Zrozumiałe jest, że „honor” uratowany przez… przemówienie nie stanowił wystarczającej podstawy do prostego podtrzymywania starej ideologii! „Partia podjęła się tego ogromnego zadania z niezwykłą energią i śmiałością. Rezultat jej pracy został włączony do Programu Godesberga w 1959 roku. Partia nie uważa się już za marksistowską… Wierzy, że historia jest dziełem ludzi, którzy chcą, a nie automatyzmu materializmu dialektycznego”. Doprawdy niezwykła śmiałość: kto bowiem po I wojnie światowej walczył z „ludźmi, którzy chcieli” obalić kapitalizm poprzez rewolucję, jeśli nie ci, którzy głosili automatyczny marsz ku socjalizmowi – czyli poprzednicy, duchowi ojcowie mieszkańców Godesberga?

„Demokracja jest wartością nadrzędną w polityce”. Jest ona nadrzędna w tym sensie, że jeśli nie da się jej ocalić, jej honor musi być zawsze zachowany. „Ale partia chce, aby było to realne, a nie tylko formalne: robotnik nie może zostać podniesiony do godności obywatela jedynie w sferze politycznej; musi stać się obywatelem również w sferze ekonomicznej i społecznej, stąd żądanie współdecydowania. Własność prywatna nie jest złem; jest niezbędnym dobrem w wolnym społeczeństwie. Konieczne jest tworzenie jak największej liczby indywidualnych fortun. Ludzie muszą móc mówić „nie” bez ciągłego narażania swojego bytu społecznego, ale należy zapobiec temu, by trusty i kartele stały się narzędziami dominacji w rękach niekontrolowanej mniejszości”. Dochodząc do tego punktu, socjaldemokracja, która była jedynie negacją proletariackiego marksizmu, ostatecznie neguje samą siebie: „Niemiecka Partia Socjaldemokratyczna chce być partią narodową, europejską i ludową; nie jest już partią jednej, określonej klasy”. „Nie chcemy socjalizować człowieka, lecz humanizować społeczeństwo”.

Krótko mówiąc, w czasach rewolucji rosyjskiej niemiecka socjaldemokracja z dumą proklamowała swoją „teoretyczną”, a zatem praktyczną „wyższość” nad komunizmem. Ze stalinowskiej kontrrewolucji rzekomo czerpała dowód, że socjalizmu nie da się osiągnąć drogą gwałtownej rewolucji i dyktatury, dowód, że łamiąc nienaruszalne zasady demokracji, nieuchronnie się od niej odwracamy. A jednak, jak przyznał jeden z jej obecnych przedstawicieli, ta sama socjaldemokracja publicznie ogłosiła, co najmniej dwukrotnie, w 1931 i 1959 roku, własną likwidację – to znaczy uznała likwidację, którą nałożyła na nią rzeczywistość, bo w przeciwnym razie nie miałaby powodu, by w najmniejszym stopniu modyfikować swoje poglądy i zasady. I mamy wierzyć, że socjaldemokratyczna „lekcja” rosyjskiej kontrrewolucji była lekcją samej Historii? Mamy uważać za możliwe i uprawnione czerpanie z niej w najmniejszym, choćby częściowym, zakresie? Tolerować w szeregach komunistycznych najmniejszą demokratyczną krytykę bolszewizmu? To właśnie my owo zaprzeczamy i tylko my temu zaprzeczamy.

“Lekcja” anarchistów

W okresie II Międzynarodówki, a później, po zwycięstwie Stalina w III Międzynarodówce, anarchizm (zwany również komunizmem wolnościowym) można było postrzegać jako ruch radykalny, bardziej rewolucyjny niż naukowy socjalizm. Powód jest prosty: anarchizm nigdy nie odrzucał stosowania przemocy i powstań. Wręcz przeciwnie, socjaldemokratyczne, a później stalinowskie odchylenia marksizmu nie tylko kładły nacisk na działania parlamentarne i prawne na rzecz reform społecznych lub, co gorsza, obrony demokracji parlamentarnej przed burżuazyjną prawicą; potępiały one wszelkie działania zbrojne proletariatu jako przejaw awanturnictwa. To właśnie z tych historycznych powodów dziś głęboko zakorzenione jest przekonanie, że anarchizm jest o wiele bardziej ekstremistyczny niż marksizm. W rzeczywistości relacja między anarchizmem a marksizmem jest dokładnie odwrotna. Pierwotnie, czyli w czasie polemiki Marksa z Proudhonem (1847), to właśnie socjalizm naukowy potępiał anarchizm jako „socjalizm burżuazyjny” i potępiał sprzeciw jego przywódcy wobec walki klasowej i rewolucji. Później, w I Międzynarodówce (1864–1872), gdy Marks, Engels i ich zwolennicy zaatakowali ucznia Proudhona, Bakunina, nie dlatego, że był on „zbyt” rewolucyjny, lecz dlatego, że jego rewolucyjna postawa (którą sam określił jako „proudhonizm szeroko rozwinięty i doprowadzony do skrajnych konsekwencji”) była niespójna. To samo dotyczy Lenina w odniesieniu do anarchistów i anarchosyndykalistów jego czasów. W czasach, gdy nie mógł spekulować na temat haniebnych odstępstw od marksizmu, jedyne, co anarchizm mógł zarzucić naukowemu socjalizmowi, to jego „autorytarny” charakter. Nieuniknione było zatem, że przekształcenie się Republiki Proletariacko-Bolszewickiej z 1917 roku w narodowe państwo policyjne, praktykujące kult Stalina, wydało się anarchistom potężnym historycznym potwierdzeniem ich wielowiekowej krytyki marksizmu i słuszności własnej koncepcji socjalizmu. W istocie, niewiele „lekcji” rosyjskiej kontrrewolucji wywiera tak silny wpływ, nawet na tych, którzy nie chcą się wyrzec rewolucji. Głównym nieszczęściem tej wersji jest to, że nie czekała na pojawienie się kontrrewolucji, ponieważ w trakcie wojny domowej rosyjskiego proletariatu ze sprzymierzoną z nim międzynarodową burżuazją, rosyjscy anarchiści nie wahali się wykorzystać straszliwych trudności, z jakimi zmagała się czerwona, bolszewicka władza, próbując dokonać tego, co nazwali „Trzecią Rewolucją”.

To fakt historyczny, o którym nie należy zapominać, nawet jeśli (na ich korzyść) nie wszyscy rosyjscy i europejscy anarchiści (zwłaszcza włoscy) skompromitowali się tym bezsensownym i nieświadomym poparciem dla wysiłków wszystkich wrogów komunizmu zmierzających do przywrócenia porządku burżuazyjnego.78 Rzeczywiście, jedna z dwóch rzeczy musi być prawdziwa: albo „lekcja”, że stalinizm rzekomo „udowodnił”, które siły reakcyjne zawsze były uwikłane w „autorytarny” socjalizm Marksa i Lenina, nie znaczy absolutnie nic, albo oznacza, że gdyby rosyjskie masy posłuchały ostrzeżeń libertarian, uniknęłyby stalinowskiej kontrrewolucji i ustanowionego socjalizmu. Aby to było wiarygodne, wolnościowcy, którzy sprzeciwiali się władzy proletariackiej i komunistycznej, władzy pozaparlamentarnej Rosji w latach 1917–1921, musieliby w praktyce rzeczywiście otworzyć trzecią drogę, odmienną zarówno od drogi zwolenników burżuazyjnego Zgromadzenia Ustawodawczego, jak i od drogi zwolenników dyktatury proletariatu, ale co najmniej tak samo zdolną jak ta druga do zapobieżenia jej restauracji. Tego właśnie nie uczynili ani nie mogli uczynić, jedynie dezorganizując obronę jednego z przeciwników w walce – komunistycznego proletariatu! – i jednocześnie dowodząc, że po Czerwonym Październiku nie było miejsca na trzecią rewolucję.

Choć pozornie skierowana przeciwko zasadzie naukowego socjalizmu – politycznej zasadzie dyktatury proletariatu – krytyka anarchistyczna w rzeczywistości jest skierowana przeciwko całej nowej koncepcji, której socjalizm bronił od samego początku, a mianowicie materialistycznej koncepcji historii. Sto lat później, mniej lub bardziej zadeklarowani i mniej lub bardziej wierni uczniowie Bakunina wciąż nie przyswoili sobie tej „nowości”, zepchnięci z powrotem na dawne, wolnościowe ścieżki przez klęskę rosyjskiej rewolucji proletariackiej.

Marks podał kiedyś zwięzłą definicję naukowego socjalizmu, która posłuży do pokazania, że charakteryzując go jako socjalizm „autorytarny”, anarchiści jedynie przenieśli rzeczywisty problem, którym wcale nie jest to, czy w kategoriach absolutnych i abstrakcyjnych należy proklamować się zwolennikiem Władzy, czy wręcz przeciwnie – Wolności, lecz to, czy socjalizm jest ideałem, czy też historyczną koniecznością i nieuchronnością. „To, co uczyniłem nowego”, powiedział, „to wykazanie, że 1. istnienie klas jest związane jedynie z pewnymi historycznymi fazami rozwoju produkcji; 2. że walka klasowa prowadzi nieuchronnie do dyktatury proletariatu; 3. że ta dyktatura sama w sobie jest jedynie przejściem do zniesienia wszelkich klas i do społeczeństwa bezklasowego” (List do Weydemeyera, 5 marca 1852 r.). Każdy ma oczywiście „prawo” nie zgadzać się z tymi trzema fundamentalnymi tezami, ale nikt nie ma prawa ignorować faktu, że dla Marksa i wszystkich marksistów godnych tego miana wynikały one z naukowego odkrycia obiektywnego procesu i że jeśli przyjęli je jako program Partii, to nie dlatego, że odpowiadały one jakiejś subiektywnej preferencji dla Autorytetu, lecz dlatego, że wydawały im się streszczać cały sens Historii. Oskarżanie takiej koncepcji o „autorytaryzm” to nonsens: jedynym uprawnionym byłoby wykazanie, że sama Historia nie jest „autorytarna”, lecz z własnej woli podporządkowuje się ideałowi Wolności zrodzonemu wraz z rewolucją francuską – teza szczególnie nie do utrzymania w naszym imperialistycznym i totalitarnym stuleciu. Prawdą musi być zatem jedna z dwóch rzeczy: albo nie ma sensu twierdzić, że rosyjska kontrrewolucja potwierdziła anarchistyczną krytykę marksizmu, albo oznacza to, że dowiodła ona naukowej fałszywości materializmu historycznego, niezgodnego z rzeczywistymi prawami rozwoju człowieka. Anarchizm nie tylko nigdy nie przedstawił takiego dowodu, ale nawet nigdy go nie próbował, właśnie dlatego, że zawsze sytuował się na abstrakcyjnym gruncie ideału, a nigdy na gruncie rzeczywistości społeczeństwa klasowego. Co więcej, samo postawienie pytania we właściwych kategoriach wystarczy, aby dostrzec, że rosyjska kontrrewolucja nie mogła niczego takiego udowodnić. Czy bowiem naukowy socjalizm kiedykolwiek twierdził, że proletariat, jeśli tylko zdobędzie władzę i ustanowi dyktaturę, nieuchronnie przyjmie socjalizm, niezależnie od warunków ekonomicznych, politycznych, narodowych i międzynarodowych, w jakich to się wydarzyło?

To, że opozycja między marksizmem a anarchizmem jest czymś zupełnie innym niż prosta opozycja między miłośnikami autorytetu z jednej strony a wolnością z drugiej, można udowodnić, po prostu cytując samych anarchistów i porównując ich argumenty z powyższym cytatem Marksa. Po pierwsze: zacznijmy od Proudhona, ojca anarchizmu, mimo że jego autorytet został znacznie zachwiany od czasów Bakunina i rozkwitu anarchosyndykalizmu, nawet w kręgach wolnościowych. Dlaczego walczył on z „komunistycznym, rządowym, dyktatorskim, autorytarnym, doktrynerskim systemem”? Ponieważ jego postawa byłaby wieczną postawą „niewolnika, który zawsze małpował pana”, ponieważ „niczym armia, która przejęła armaty wroga”, zamierza „zwrócić armię artylerii właścicieli” – czyli władzę państwową – przeciwko armii właścicieli – ponieważ dyktatura proletariatu „zapożyczyłaby swoje formuły ze starego absolutyzmu: niepodzielność władzy – wchłaniająca centralizację – systematyczne niszczenie wszelkiej myśli indywidualnej, korporacyjnej i lokalnej uważanej za dzielącą, inkwizycyjną policję” i byłaby niczym więcej niż „kompaktową demokracją, pozornie opartą na dyktaturze mas, ale gdzie masy mają tylko tyle władzy, by zapewnić powszechną niewolę”. Oczywiście nasi anarchistyczni przeciwnicy zawsze mogą poświęcić Proudhona, sto lat po tym, jak Marks pokazał, że jego socjalizm był socjalizmem burżuazyjnym79, ale czy mogą zrobić to samo dla powstańczego Bakunina, niekwestionowanego bohatera każdego wolnościowca? Otóż u Bakunina ton jest dokładnie taki sam, jak u nieszczęsnego Proudhona, który nigdy nie próbował obalić Marksowskiego obalenia jego Filozofii Nędzy, i to nie bez powodu, ponieważ to właśnie Bakunin pewnego dnia wykrzyknął bez próżnego udawania: „Nienawidzę komunizmu, ponieważ jest negacją wolności i nie mogę wyobrazić sobie niczego ludzkiego bez wolności. Nie jestem komunistą, ponieważ komunizm koncentruje i pochłania całą władzę społeczną w państwie, ponieważ nieuchronnie prowadzi do centralizacji własności w rękach państwa, podczas gdy ja chcę zniesienia państwa, radykalnego wykorzenienia tej zasady władzy państwowej i opieki, która pod pretekstem moralizowania i cywilizowania ludzi do tej pory ich zniewalała, uciskała, wyzyskiwała i korumpowała. Chcę organizacji społeczeństwa i własności zbiorowej lub społecznej od dołu do góry, poprzez wolne zrzeszanie się, a nie od góry do dołu, poprzez jakąkolwiek władzę. W tym właśnie sensie jestem kolektywistą i wcale nie komunistą” (podkreślenie dodane przez nas).

Dla Proudhona zatem władza państwowa jest specyficzną bronią „posiadaczy”, czyli burżuazji, a zatem nie może być odpowiednia dla uciskanych; dla Bakunina jest ona zepsutą „zasadą”. Otóż państwo nie jest ani jednym, ani drugim: wszystkie społeczeństwa podzielone na klasy znały państwo, a ponieważ społeczeństwo, które wyłoniło się z upadku dominacji burżuazyjnej, nie może z dnia na dzień zignorować wszelkich podziałów klasowych, nie może się również obejść bez państwa; jeśli ta instytucja jest wspólna dla wszystkich społeczeństw klasowych, to nie dlatego, że do czasów doktrynerów Proudhona i Bakunina ludzkość cierpiała z powodu aberracji zasad, z której – jako nowi zbawcy – rzekomo ją wyzwolili; dzieje się tak dlatego, że dopóki istnieją klasy, a zatem także walka, czy to ukryta, czy jawna, którą nieuchronnie toczą, państwo jest niezbędne do przetrwania społeczeństwa. Wystarczy przeczytać świetliste wersy Engelsa na ten temat w „Anty-Dühringu”, aby pojąć pełną wyższość materialistycznego wyjaśnienia historii nad wypowiedziami proroków wolności: „Rozwijając się w opozycjach, poprzednie społeczeństwo potrzebowało państwa, to znaczy, w każdym przypadku, organizacji klasy wyzyskującej, aby utrzymać zewnętrzne warunki produkcji, a tym samym przede wszystkim, aby siłą utrzymać klasę wyzyskiwaną w warunkach ucisku, jakie dawał istniejący sposób produkcji (niewolnictwo, poddaństwo, praca najemna)”. Państwo było oficjalnym przedstawicielem całego społeczeństwa, jego syntezą w widzialnym ciele, ale tylko o tyle, o ile było państwem klasy, która w swoim czasie sama reprezentowała całe społeczeństwo: w starożytności państwo obywateli-właścicieli niewolników; w średniowieczu – szlachty feudalnej; w naszych czasach – burżuazji” (Anty-Dühring). „Państwo nie jest zatem władzą narzuconą społeczeństwu z zewnątrz; Nie jest też… „obrazem i rzeczywistością rozumu”, jak twierdzi Hegel. Jest raczej produktem społeczeństwa na danym etapie jego rozwoju: jest przyznaniem, że społeczeństwo to uwikłane jest w nierozwiązywalną sprzeczność z samym sobą, rozszczepiwszy się na nieprzejednane opozycje, których nie jest w stanie rozwiązać”. Aby jednak antagoniści, klasy o przeciwstawnych interesach ekonomicznych, nie pochłonęły siebie i społeczeństwa w jałowej walce, potrzebna jest siła, która, postawiona pozornie ponad społeczeństwem, zmniejszy konflikt, utrzyma go w granicach porządku (Pochodzenie rodziny).

Ta potrzeba, narzucona klasom wyzyskującym w przeszłości, jest w równym stopniu narzucona proletariatowi, przynajmniej w pewnym okresie historii: być rewolucyjnym to nic innego, jak tylko ją uznać, zaakceptować i wcielić w życie, gdy zajdzie taka potrzeba, tak jak Lenin i bolszewicy w Rosji. Trzeba, jak Proudhon, wyraźnie odrzucić „działanie rewolucyjne jako środek reformy społecznej”, aby pozbawić proletariat prawa do skierowania „artylerii” aparatu państwowego przeciwko wrogowi klasowemu i dostrzec w potężnym, pierwotnym żądaniu dyktatury proletariatu jedynie imitację przeszłości, regres od demokracji burżuazyjnej, a nawet powrót do dawnego absolutyzmu! Dla proletariatu ustanowienie własnego państwa oznacza użycie zorganizowanej przemocy do złamania oporu burżuazji, a nie złożenie broni i pozwolenie na odbudowę starego porządku, jednocześnie proklamując „zniesienie państwa”. Nie jest to aberracja wynikająca z wpływu przestarzałych idei: to kwestia życia lub śmierci w prawdziwej walce. Jednak doktrynalna ślepota anarchistów jest tak wielka, że Wolin, bojownik w tzw. „trzeciej rewolucji” przeciwko rosyjskim bolszewikom i autor „Nieznanej rewolucji”, która przedstawia wolnościową wersję głównych wydarzeń w Rosji w latach 1917–1920, uważał, że może z tych właśnie wydarzeń wyciągnąć „formalny dowód”, że „jeśli rewolucja społeczna jest bliska sukcesu (a zatem kapitał, ziemia, podglebie, fabryki, środki komunikacji i pieniądze zaczną przechodzić w ręce ludu, a armia zacznie się z nim jednoczyć), nie ma potrzeby martwić się o „władzę polityczną”. Jeśli pokonane klasy miałyby, zgodnie z tradycją, spróbować ją utworzyć, jakie to mogłoby mieć znaczenie?”. Nie ma potrzeby „martwić się” o wyrwanie burżuazji kontroli nad administracją, policją i armią? Nie, odpowiedział w gruncie rzeczy rosyjski anarchista Wolin w ferworze wydarzeń. Czy próba carsko-burżuazyjnej kontrrewolucji politycznej, wspierana przez zagraniczny imperializm w latach 1918–1921, jest czymś nieistotnym? Czy jedynie odgrzewaniem przestarzałych i nieaktualnych idei? Tak, odpowiedział. I wyjaśnił: „Władza polityczna nie jest siłą samą w sobie: jest silna tylko o tyle, o ile może polegać na kapitale, aparacie państwowym, armii, policji. Bez tych podpór pozostaje „zawieszona w próżni”, bezsilna i nieaktywna. Rewolucja rosyjska dostarcza nam formalnego dowodu na to”. To nie szaleniec ani sympatyk burżuazji tak mówił: to rosyjski anarchista przekonany, że jest „rewolucjonistą”!

Rewolucja rosyjska „formalnie udowodniła”, że nawet podczas potężnej rewolucji społecznej burżuazja i jej partie nie pozostają i nie mogą pozostać całkowicie bez wsparcia, a w sposób ostateczny, w masach ludności; chodzi również o to, że nawet po odniesieniu zwycięstwa militarnego nad głównym wrogiem, nadal odczuwalna jest potrzeba istnienia siły, „która zapobiegnie pogrążeniu społeczeństwa w jałowej walce”, „utrzyma je w granicach porządku”: w tym tkwi cała tajemnica NEP-u, czyli polityki mającej na celu utrzymanie sojuszu chłopów z proletariatem w ramach industrializacji Rosji pod kontrolą partii proletariackiej. Jakkolwiek katastrofalny mógł być późniejszy rozwój wydarzeń, z przyczyn niemających nic wspólnego z „centralizacją własności w rękach państwa”, gdyż właśnie cały ogromny sektor rosyjskiego rolnictwa praktycznie wymknął się spod władzy państwa robotniczego, to rewolucja rosyjska formalnie i definitywnie udowodniła zarazem niezdolność anarchizmu do uchwycenia rzeczywistości i sprostania wymogom radykalnej walki proletariatu, a nade wszystko jego kontrrewolucyjnej roli, gdy tylko spróbuje on zamanifestować się niezależnie od komunizmu, sprawić, by kaprysy jego doktrynerów zatriumfowały wśród mas i wymusić ich realizację w historii.

“Lekcja” rynkowych socjalistów

Widzieliśmy wcześniej, jak anarchista Bakunin definiował swój „socjalizm” jako „organizację społeczeństwa i własności zbiorowej oddolnie poprzez stowarzyszenia” i jak odrzucał „centralizację własności w rękach państwa”. Podobnie w Partii Bolszewickiej w latach 1920–1921 wyłoniła się Opozycja Robotnicza (Kołłontaj, Miasnikow i Szlapnikow, do których pochodzenia rościły sobie prawa znacznie nowsze grupy), która zaprzeczała, że Partia i państwo powinny sprawować władzę w sferze gospodarczej i przejmować zarządzanie przemysłem, a także że w tej sprawie decyzja powinna należeć do „samych producentów”, do „Zjazdu Producentów” – chłopów z jednej strony i rad fabrycznych różnych przedsiębiorstw z drugiej. To, co Bakunin głosił w imię wolności, Opozycja Robotnicza głosiła w imię interesów proletariatu i jako jedyną gwarancję, że dyktatura proletariatu nie przekształci się w dyktaturę nad proletariatem, ale wizja ekonomiczna jest ta sama i można ją znaleźć we włoskim ordynynizmie80. Nieszczęściem jest to, że porażka rewolucji 1917 roku, przynajmniej jako rewolucji socjalistycznej, to znaczy fakt, że państwowe zarządzanie przemysłem (jeśli nie całą gospodarką) ustanowione przez bolszewików nie doprowadziło do socjalizmu, lecz do współczesnego rosyjskiego kapitalizmu narodowego, wydawało się wielu ludziom historycznym dowodem na „proroczą trafność” poglądów Bakunina, wielu ludziom, którzy w polityce nie twierdzili, że są anarchistami. Tak więc, w kwestiach socjalizmu, nasza epoka po prostu popadła z powrotem w proudhonizm (Proudhon był uznanym mistrzem Bakunina, choć nieuznawanym przez wielu). Jego wielka formuła brzmi: „socjalizm, owszem, ale w ramach wolności”, której towarzyszy – w najlepszym razie – inna formuła: dyktatura proletariatu, owszem, ale nie nad proletariatem. Wielką „lekcją”, jaką ten liberalny, asocjacyjny socjalizm, który nazywamy „socjalizmem rynkowym”, „wyciągnął” ze stalinowskiej kontrrewolucji, jest to, że marksistowski „etatyzm” nie może doprowadzić do likwidacji kapitalizmu, a jedynie do okrutnych rządów wszechmocnej biurokracji; że partia klasowa nie ma żadnej roli do odegrania w transformacji gospodarczej, którą należy pozostawić „samej klasie robotniczej” i producentom w ogóle. Żadna „lekcja” nie jest chyba tak trudna do zniszczenia, biorąc pod uwagę sugestywną siłę kontrrewolucji i dobrowolną karykaturę, jaką stalinizm uczynił z marksistowskiej doktryny roli Partii, przypisując jej władzę tworzenia socjalizmu według woli, pod warunkiem, że będzie ona przestrzegana; Jednakże jest on równie żałosny pod względem teoretycznym i katastrofalny w praktyce jak wszystkie te, które właśnie przeanalizowaliśmy.

W istocie, wymyślona przez libertarian i ich świadomych bądź nieświadomych zwolenników opozycja między ich „gospodarką wolnego zrzeszania się” a „gospodarką państwową” marksistowskiego komunizmu jest czysto iluzoryczna. O „zrzeszaniu się” (wolnym lub nie) można mówić tylko wtedy, gdy wychodzi się od założenia istnienia autonomicznie zarządzanych jednostek produkcyjnych. Nietrudno sobie wyobrazić, czym mogłyby one być po obaleniu klasy rządzącej: byłyby to po prostu przedsiębiorstwa odziedziczone po epoce kapitalistycznej, ale w wyniku rewolucji uwolnione od tradycyjnego zarządzania i wpadające w ręce robotników, z jednej strony, a z drugiej – liczne małe gospodarstwa rolne lub przemysłowe, którym rozwój kapitalistyczny pozwolił przetrwać pomimo koncentracji sił wytwórczych, jaką ze sobą niesie. Twierdzenie, że takie jednostki produkcyjne nie powinny stać się „własnością państwową”, oznacza po prostu, że muszą one zachować swoją autonomię zarządczą; to znaczy, nie powinny podlegać żadnym ogólnym regulacjom ani władzy centralnej, lecz wyłącznie woli pracowników, demokratycznie wyrażonej prawdopodobnie większością głosów, a w najlepszym przypadku lokalnej władzy należycie „wybranego” komitetu zarządzającego lub kierownika – zakładając, że jakakolwiek władza jest uznawana za niezbędną do funkcjonowania tak złożonego organizmu, jak duża, nowoczesna fabryka, co jest wciąż wątpliwe ze strony „libertarian”. Załóżmy, że w euforii rewolucji taka organizacja mogłaby dać pracownikom poczucie „wolności”, ponieważ pozbyliby się oni pachołków kierownictwa, popleczników szefa, przestrzegających jedynie wymogów technicznych, a nie produkcji nastawionej na zysk. Przyjmijmy to tymczasowo. Główny problem pozostanie: jak wszystkie te autonomiczne przedsiębiorstwa nawiążą kontakt? W jaki sposób cała produkcja, unikając w ten sposób wszelkich centralnych decyzji i kontroli pod pretekstem unikania „biurokratyzacji”, dostosuje się do wszystkich potrzeb? W kapitalizmie odbywało się to za pośrednictwem rynku, jednak nie bez żadnych centralnych regulacji. W gospodarce porewolucyjnej, która – w absurdalnej hipotezie – podporządkowałaby się kaprysom doktrynerów „liberalnego” lub „libertariańskiego” komunizmu, nie mogłoby być inaczej. Trzeba być nie lada ignorantem, by sądzić, że relacje rynkowe, które wciąż istnieją między przedsiębiorstwami i między dwoma głównymi sektorami gospodarki (rolnictwem i przemysłem), mogłyby zostać zniesione w obrębie przedsiębiorstw i w obrębie każdego z tych sektorów; że wysokość płac; czas trwania i intensywność pracy, a nawet waga władzy w jednostce produkcyjnej, mogłyby być ustalane „swobodnie” – to znaczy wyłącznie według „woli” robotników, by „nie być dłużej wyzyskiwanymi” w takich warunkach! Wyzysk kapitalistyczny, który przybiera formę ciągnięcia wartości dodatkowej od proletariusza, jest nierozerwalnie związany z merkantylną naturą tej gospodarki. Ponieważ produkty są towarami, praca również jest towarem, a zatem proletariusz jest pracownikiem najemnym. Absurdem jest wierzyć, że można znieść pracę najemną (czyli system, który wiąże materialne traktowanie proletariuszy zarówno z wartością ich towaru, siły roboczej, jak i z wymogami pomnażania kapitału) bez zniesienia produkcji towarowej, a nie mniej absurdalnym jest wierzyć, że można znieść tę produkcję, zachowując jednocześnie warunki, z których ona wynika, a które w istocie polegają na istnieniu autonomicznych przedsiębiorstw.

Zastąpienie szefa i burżuazyjnej kontroli jakąś formą „rady fabrycznej”, wybieranej tak demokratycznie, jak tylko można sobie tego życzyć – innymi słowy, zastąpienie przedsiębiorstwa kapitalistycznego przedsiębiorstwem typu spółdzielczego – nie posunęłoby niezbędnej transformacji gospodarki społecznej ani o krok naprzód. Wiemy, że próby utworzenia spółdzielni produkcyjnych w ubiegłym wieku, choć miały tę zaletę, że pokazały, iż można obejść się bez społecznej postaci kapitalisty, zakończyły się druzgocącą porażką, ponieważ nie były w stanie wytrzymać burżuazyjnej konkurencji. Wynik nie byłby inny, gdyby konkurencja toczyła się nie między przedsiębiorstwami należącymi do pracodawców a spółdzielniami pracowniczymi, ale między tyloma spółdzielniami pracowniczymi, ile było przedsiębiorstw. Stałoby się jedno z dwóch: albo twierdziłyby, że działają inaczej niż przedsiębiorstwa kapitalistyczne, a wszystkie pozostałe warunki pozostałyby burżuazyjne (powiązania rynkowe), w którym to przypadku zostałyby odsunięte na boczny tor; Albo, gdyby chcieli przetrwać, mogliby funkcjonować jedynie jako przedsiębiorstwa kapitalistyczne z kapitałem, płacami, zyskami, funduszem amortyzacyjnym i inwestycjami kapitałowymi, kredytem i odsetkami itd. Konkurencja między nimi nie zostałaby zniesiona, a w konsekwencji również system umów, prawo cywilne i instytucja państwowa niezbędna do jego obrony. Pierwsze pytanie brzmi zatem, w jaki sposób takie „stowarzyszenia” mogłyby być bardziej „wolne” niż przedsiębiorstwa burżuazyjne i w jaki sposób proces koncentracji w coraz większe jednostki produkcyjne, który przejawiał się w całej fazie kapitalistycznej i który był daleki od „wolnego i dobrowolnego”, ponieważ był precyzyjnie determinowany przez wymogi konkurencji, mógłby – przy trwającej konkurencji – ustąpić miejsca „dobrowolnemu procesowi swobodnego zrzeszania się oddolnego”, inspirowanemu przez jakąś nieznaną, wyższą etykę społeczną. Cała socjalizacja gospodarki (w sensie wykorzystania stowarzyszonej pracy i masowej produkcji), która mogła zostać osiągnięta „poprzez swobodne zrzeszanie się”, została już dokonana w kapitalizmie, z zastrzeżeniem, że termin „wolność” jest niejednoznaczny w odniesieniu do procesu podlegającego tak sztywnemu determinizmowi. „Rewolucja społeczna”, która po prostu proponuje kontynuowanie tej samej drogi i tymi samymi środkami dotarcie do mgliście wyobrażonej gospodarki kolektywnej, zadowalając się zmianą aktorów dramatu społecznego i zastąpieniem przedsiębiorców lub trustów burżuazyjnych komitetami fabrycznymi lub zrzeszeniami spółdzielczymi, byłaby tak mało rewolucją społeczną, że nieuchronnie doprowadziłaby w krótkim czasie do przywrócenia wszystkich dawnych stosunków produkcji, i to kosztem wstrząsów, których hiszpańska „rewolucja” może dać pewne wyobrażenie. Taka „rewolucja” nie tylko stworzyłaby wszystkie warunki, które czynią ją nieodzowną, właśnie broniąc wolności i autonomii stowarzyszeń, to znaczy tak wiele źródeł konfliktów i konfliktów wewnętrznych, dla których rozwiązania narzucałaby się potrzeba władzy powszechnej i centralnej, co rozumiał nawet indywidualistyczny anarchista, taki jak Stirner. Podsumowując, marsz ku gospodarce kolektywistycznej poprzez wolne stowarzyszenia jest wizją doktrynera zatrutego teoriami, które burżuazja skierowała przeciwko staremu absolutystycznemu dirigizmowi w czasie rewolucji i niezdolnego do zrozumienia, że jeśli, jak Marks mimo wszystko wskazywał Proudhonowi, burżuazyjna konkurencja wyłoniła się z feudalnego monopolu, to doprowadziła ona do nowoczesnego monopolu burżuazyjnego i że absurdem jest wierzyć, że można uciec od cyklu kapitalistycznego i wejść w panowanie wolności, cofając się, jak gdyby powrót do konkurencji, nawet w zmienionych warunkach, mógł prowadzić do czegokolwiek innego niż ten sam monopol, a już na pewno nie do socjalizmu. Taka wizja jest pozbawiona jakichkolwiek podstaw w rzeczywistości i bynajmniej nie jest szczęśliwą historyczną szansą, która, według rynkowych socjalistów, została zmarnowana w Rosji z powodu „winy Lenina” i bolszewików, a ponadto samego marksizmu i jego „etatystycznych i autorytarnych koncepcji”. W istocie, jedna z dwóch rzeczy musi być prawdziwa: albo alternatywa rzeczywiście istniała i trudno pojąć, jak Stalin i partia, jakkolwiek „totalitarna” by ją nazwać, mogliby narzucić najgorsze rozwiązanie – rozwiązanie kapitalistyczne – chyba że materializm historyczny jest niczym innym jak stekiem bzdur; albo materializm historyczny ma rację, twierdząc, że formy społeczne zależą od stopnia rozwoju sił wytwórczych, a jeśli kontrrewolucja zwyciężyła, to dlatego, że alternatywa była czysto urojona, bo nie było innego możliwego historycznego rozwiązania. Nie miejsce tu na powtarzanie całej historii Października: wystarczy przypomnieć, aby zrozumieć powyższe stwierdzenie, jakie katastrofalne skutki przyniosły naiwne próby samorządności rosyjskich robotników, z którymi partia bolszewicka musiała walczyć nie tylko po to, by powstrzymać katastrofę gospodarczą jako taką, ale przede wszystkim po to, by nie doprowadziła ona do klęski w wojnie domowej z białymi, carystami czy zwolennikami Zgromadzenia Konstytucyjnego.

Jeśli zatem pierwszy człon opozycji ustanowionej przez Bakunina jest całkowicie urojony, to drugi – ten, który rości sobie prawo do definiowania komunizmu jako „gospodarki państwowej” – jest całkowicie fałszywy. Ruch komunistyczny rzeczywiście przyznaje państwu robotniczemu i ożywiającej je partii rewolucyjnej wiodącą rolę w socjalistycznej transformacji gospodarki; rzeczywiście przypisuje dyktaturze proletariatu misję przeprowadzenia tej transformacji, którą bez niej uważa za niemożliwą, ale nie oznacza to, że sam komunizm można zdefiniować jako „gospodarkę państwową”, gospodarkę, w której państwo „absorbuje wszystkie siły społeczeństwa”, by użyć sformułowania Bakunina, i gdzie przeciwstawia się społeczeństwu ad infinitum jako właścicielowi środków produkcji. Jest to koncepcja filisterska, niezdolna do uchwycenia rzeczywistego związku między stosunkami produkcji, formą społeczeństwa a państwem. Właśnie dlatego ci, którzy w to wierzą, od czterdziestu lat nieustannie wmawiają nam, że „doświadczenie rosyjskie” aż nazbyt wyraźnie potwierdziło słuszność obaw Bakunina dotyczących tez komunistycznych i dowiodło proroczego charakteru jego krytyki.

Komunizm nie może być „gospodarką państwową” z jednego bardzo prostego powodu: o ile konieczność ustanowienia własnej władzy i własnego państwa jest dla proletariatu, tak jak dla wszystkich klas, które go poprzedzały, koniecznością, to jednak zasadniczo różni się od nich jedną zasadniczą cechą: nie jest klasą wyzyskującą ani nie może się nią stać, lecz wręcz przeciwnie, jest pierwszą klasą powołaną do zniesienia wszelkiego podziału społeczeństwa na klasy, a w konsekwencji wszelkiego ucisku klasowego. W kwestii państwa ta cecha ma kluczowe znaczenie: państwo proletariatu może być jedynie państwem przejściowym, ponieważ o ile wypełnia swoje zadania – to znaczy stopniowo eliminuje klasy i ich opozycję – jednocześnie eliminuje warunki leżące u podstaw istnienia państwa politycznego, a mianowicie konieczność podporządkowania sobie przez klasę rządzącą innych klas. W komunizmie zatem państwo, a wraz z nim władza polityczna, zaniknie; to znaczy, że funkcje publiczne stracą swój polityczny charakter i przekształcą się w funkcje czysto administracyjne, chroniące interesy społeczeństwa (Engels, Polemika z anarchistami [„O zasadzie autorytetu”], cytowana przez Lenina w „Państwie i rewolucji”). Lenin słusznie zauważa, że to „zanikające” państwo na pewnym etapie rozkładu można nazwać państwem apolitycznym. Oznacza to, że społeczeństwo komunistyczne nie będzie pozbawione wszelkiej administracji, ale administracja ta nie będzie już miała opresyjnego, klasowego charakteru, jaki zawsze posiadała w przeszłości. Wręcz przeciwnie, będzie to administracja społeczna z dwóch powodów: po pierwsze, ponieważ nie będzie już monopolem określonej grupy społecznej w ramach podziału na pracę fizyczną i umysłową – gdyż podział ten dawno już zaniknie – a po drugie, i przede wszystkim, ponieważ będzie działać zgodnie z potrzebami całego społeczeństwa, a nie jego uprzywilejowanej części. W tych warunkach charakteryzowanie komunizmu poprzez „własność państwową” jest nonsensem, ponieważ samo pojęcie „własności społecznej” jest bezsensowne: gdy całe społeczeństwo staje się panem swoich warunków bytu, ponieważ przestało być rozdzierane przez wewnętrzne antagonizmy, nie mamy do czynienia z nadejściem „własności społecznej”, lecz zniesieniem własności jako faktu, a w konsekwencji jako pojęcia. Jak inaczej można zdefiniować własność, jeśli nie poprzez wykluczenie innych z użytkowania lub korzystania z przedmiotu tej własności? Gdy nie ma już nikogo, kogo można wykluczyć, nie ma już własności ani potencjalnego właściciela, a „społeczeństwa” najmniej.

Wszystko to ma kluczową konsekwencję: tam, gdzie państwo jest właścicielem czegokolwiek, a przynajmniej rości sobie do tego prawo, można być pewnym, że nie ma komunizmu. Przyczyny mogą być dwie: albo droga do niego jest wciąż daleka od celu, co oznacza, że proletariat wciąż istnieje, walcząc z innymi klasami o torowanie drogi do wszechstronnej gospodarki społecznej, która jest jego celem, a w tym przypadku mamy do czynienia z państwem proletariackim, ożywionym przez partię rewolucyjną, łatwo rozpoznawalną, jeśli nie po środkach ekonomicznych, które jest w stanie sama podjąć, to przynajmniej po jej doktrynie i ukierunkowaniu działań, zarówno krajowych, jak i międzynarodowych. Tak było w przypadku partii Lenina po Październiku, w czasie wojny domowej, a nawet w pierwszych latach NEP-u. Drugim, zupełnie przeciwnym powodem jest to, że państwo zrodzone z proletariatu może z łatwością zmienić swoją funkcję pod presją klas wrogich i odwrócić się od ostatecznego celu komunistycznego: w takim przypadku własność państwowa może z powodzeniem przetrwać przez długi czas jako własność kapitalistyczna, to znaczy jako siła wroga nie tylko proletariatowi, ale do pewnego stopnia także większości społeczeństwa. Tak jest w przypadku państwa stalinowskiego, a nawet częściowo poststalinowskiego, ale wówczas staje się oczywiste, jak absurdalna jest socjalistyczna „lekcja” rosyjskiej kontrrewolucji. Lekcja ta zaczyna się od zdefiniowania komunizmu jako tego, czym on nie jest – państwem własnościowym – a następnie, rozważając państwo własnościowe, jakie istniało i nadal częściowo istnieje w Rosji, woła: Spójrzcie na potworność, do której doprowadził komunizm! Pomyślcie, co by nam oszczędzono, gdybyśmy poszli drogą wolnego zrzeszania się!

Wszystko, co jedno słowo „stalinizm” przywołuje w umysłach większości współczesnych – przerażająca nędza Rosji po 1920 roku – drakońskie prawo pracy narzucone jej – rządy policji i praktyka zabójstw politycznych ustanowiona jako zasada – rewolucja agrarna „od góry” w latach 1927–1928 i jej straszne konsekwencje, „głód Stalina” w 1932 roku – masowe represje, złowroga farsa procesów i szalone samooskarżenia ofiar, a na dodatek odrażająca i niezmienna litania zwycięskiego marszu ZSRR ku wyzwoleńczemu komunizmowi pod przewodnictwem jego wielkiej partii i ukochanego przywódcy – wszystko to, absolutnie wszystko, miałoby wytłumaczenie prawdziwie magicznej prostoty i wygody: oczywiście zarządzanie państwowe lub, co na jedno wychodzi: niekontrolowane panowanie biurokracji. Ale co z rewolucją po wojnie, ciężarem rosyjskiego chłopstwa, liczebną słabością proletariatu, pogłębioną przez krwawe rozlewy wojny domowej i jego techniczny analfabetyzm, niskim poziomem kultury, ciężarem feudalnych tradycji bezwładności i prymitywnej brutalności, izolacją marksistowskiej partii proletariackiej, warunkami międzynarodowymi, barbarzyńską tradycją państwową azjatyckiego despotyzmu, żądaniami politycznej kontrrewolucji? Wszystko to jest drobiazgiem w oczach rynkowych socjalistów, drobiazgiem, który nie wyjaśnia tysięcznej części tego, co mówią im dwa magiczne słowa „zarządzanie państwowe” lub „niekontrolowana biurokracja”, z powodu podstępnego wpływu, jaki wywierają na nich wielowiekowe bzdury Proudhona i Bakunina! Skąd oni wiedzieli, że tam, gdzie potwór „zarządzania państwowego” nie panuje niepodzielnie, uciskani mogą kontrolować wszystko w marszu naprzód straszliwego walca kapitalistycznej akumulacji i burżuazyjnej dominacji?

“Lekcja” trockistów

W przeciwieństwie do wszystkich omawianych powyżej nurtów, ten noszący nazwę „trockizmu” ma odległe komunistyczne korzenie w lewicowej opozycji, która od 1923 roku prowadziła nierówną walkę z oportunizmem w partii bolszewickiej, kończącą się jej politycznym upadkiem i fizycznym zniszczeniem w latach 1927–1938. Dziś, czyli trzydzieści, a raczej czterdzieści lat po tej straszliwej klęsce, ów rodowód stał się nierozpoznawalny w ruchu, który nadal nosi imię przywódcy tej opozycji, Lwa Trockiego, teoretyka rewolucji permanentnej, założyciela Armii Czerwonej, pokonanego bojownika o „reformę” Międzynarodówki Komunistycznej, władzy radzieckiej i partii bolszewickiej, a wreszcie wprowadzonego w błąd założyciela tego, co uważał za przyszłą Czwartą Międzynarodówkę. Pozbawiony doktryny i realnego związku z klasą robotniczą, dzisiejszy „trockizm” sprowadza się do zbioru małych sekt, których stanowiska są ze sobą sprzeczne w niezliczonych punktach (niektóre zresztą wykazują znikome zainteresowanie kwestiami teoretycznymi), ale które mniej więcej podzielają to osobliwe stanowisko – jeden z najdziwniejszych produktów braku zasad i empiryzmu – zgodnie z którym ZSRR i jego blok są rzeczywiście socjalistyczne, ale wymagają rewolucji politycznej mającej na celu przywrócenie demokracji robotniczej.

„Lekcję”, która wyłoniłaby się z tej niezręcznej platformy, gdyby trockizm zapuścił się w teoretyczne uogólnienia, można by sformułować następująco: nacjonalizacja środków produkcji przez Partię Proletariatu, raz doprowadzona do władzy, definiuje reżim socjalistyczny tak długo, jak długo pozostaje on przy mocy, ale socjalizm ten nie jest pełny, jeśli nie towarzyszy mu demokracja polityczna i „udział robotników” w „wyborach ekonomicznych” rządzących. Z komunizmu pozostała w tym wszystkim jedynie idea konieczności gwałtownej rewolucji, ale poza tym jest to powrót do dwóch omówionych powyżej dewiacji: socjaldemokracji i „socjalizmu rynkowego”. Co do tej idei, pozostaje ona tak mglista, że przez czterdzieści lat istnienia „trockizm” nigdy nie zdołał nakreślić choćby najdrobniejszego, konkretnego i sensownego planu działania na rzecz reorganizacji sił rewolucyjnych.

Istnieje niezaprzeczalnie pewien związek między tym doktrynalnym monstrum, tą historyczną ciekawostką, która wprawi przyszłe pokolenia w osłupienie, jeśli kiedykolwiek dotrze do ich uwagi, a stanowiskami zajmowanymi kolejno przez Trockiego i Opozycji, związek ten powstaje w wyniku przywiązania dzisiejszych trockistów nie do jej autentycznych nauk rewolucyjnych, lecz do jej błędów lub najsłabszych stanowisk. Oznacza to, że choć Trocki nie jest bez odpowiedzialności za ukształtowanie błędnej „doktryny” noszącej jego imię, to jako autentyczny komunista był od niej daleki i daleko od niej wyższy.

Faktem jest, że Trocki i Lenin, podobnie jak miało to miejsce jeszcze za ich pokolenia, nie wahali się używać dwuznacznego terminu „demokracja robotnicza”81, faktem jest również, że partia bolszewicka w pewnym stopniu korzystała z formalnego mechanizmu demokratycznego w swoim życiu wewnętrznym, a dramatyczne sesje Komitetu Centralnego, na których najważniejsze decyzje rewolucji (kwestia powstania, rozmów brzeskich i kontynuacji lub zakończenia wojny, NEP-u) były podejmowane „większością głosów”, są w pamięci każdego. Wnioskowanie, jak czynią to trockiści82, że Trocki lub Lenin byli „demokratami”, w przeciwieństwie do Stalina, który był jedynie „tyranem”, stanowi rażące przekłamanie ich dzieła, a w każdym razie świadczy o niezwykle podejrzliwej gorliwości w oczyszczaniu ich z zarzutów najgorszych burżuazji i oportunistów, którzy twierdzą, że torowali drogę stalinizmowi, posługując się dyktaturą: prawdziwi komuniści gardzą tymi twierdzeniami wroga klasowego i z pewnością nie posuwają się do lukrowania postaci wielkich rewolucjonistów przeszłości, aby uczynić ją bardziej przyjazną lub znośną dla „postępowego” dyletantyzmu. Podobnie, jest całkowitym chybieniem sedna, a co gorsza, celowym pominięciem z powodów oportunistycznych, twierdzenie, że charakteryzuje się rażący kontrast między partią Lenina a partią Stalina (te dwie nazwy służą jedynie do określenia dwóch faz historycznych), twierdząc, że ta pierwsza funkcjonowała „demokratycznie”, a druga nie. Opozycja jest istotą, której słynny „sposób działania”, tak ważny dla filistrów, jest jedynie wyrazem. Opozycja ta jest taka, że jeśli gdziekolwiek istnieje funkcjonowanie demokratyczne w prawdziwym tego słowa znaczeniu, to właśnie w partii stalinowskiej, która ulega degeneracji, a wcale nie w partii bolszewickiej czasów Lenina. Ta ostatnia jest w istocie partią klasową, partią rewolucyjną, wyznającą określony korpus doktryny – marksizm – który jej kierownictwo przywróciło i broniło przed oportunizmem. Z natury partia taka opiera się wahaniom opinii, którym partie demokratyczne, przynajmniej teoretycznie, zobowiązują się podporządkowywać; z natury tym, co kieruje działaniem takiej partii, jest jej program, a nie „opinia” jej członków; Kluczowa funkcja kierownictwa wynika również z rzeczywistej historii partii i kolejnych selekcji, które tam miały miejsce (stopniowa eliminacja przywódców nieodpowiednich do zadań partii lub po prostu niepewnych, albo wręcz przeciwnie, mobilizacja elementów chwilowo wprowadzonych w błąd, jak w uderzającym przykładzie Trockiego); nie jest ona zatem delegowana na nią przez „wolny” wybór jednostki, jak głosi mitologia demokratyczna, ani przez środki, których ta ostatnia niezmiennie używa, a które są propagandą za lub przeciw jednostkom, sięgającą aż do fałszywych przeprosin z jednej strony i zniesławienia z drugiej. Partia taka dąży do ciągłości działania, co z konieczności wiąże się z pewną stabilnością przywództwa: nie chodzi tu wcale o indywidualną wolność jej członków, jak w partiach demokratycznych, których postępowanie jest zmienne, ponieważ nie przestrzega żadnych zasad, a których przywództwo stale się zmienia, ponieważ pozycja lidera podlega wyborczym preferencjom. Nie tylko nie można go nazwać „demokratycznym”, ale wszystkie jego pozytywne cechy dowodzą fałszywości postulatów demokratycznych i ich nieadekwatności do realizacji celów rewolucyjnych. W tych warunkach praktyka głosowania i liczenia głosów jest jedynie wygodnym mechanizmem, niczym więcej. Uciekanie się do takich form, dalekie od bycia „gwarancją”, można wytłumaczyć jedynie względną niedojrzałością; partia obdarzona maksymalnym doświadczeniem historycznym i osiągająca maksymalną spójność nie jest już w stanie, nawet w kwestiach praktycznych, stawiać czoła gwałtownym opozycjom, których partia bolszewicka niestety wciąż doświadczała i których nie mogła uniknąć, stojąc na rozdrożu między ostatnią rewolucją demokratyczną a pierwszą rewolucją socjalistyczną w Europie. Jest to tak prawdziwe, że żadna ważna decyzja (na przykład podpisanie traktatu pokojowego w 1919 roku czy zakończenie wojny z Polską) nigdy tak naprawdę nie zależała od spokojnego podsumowania opinii członków Komitetu Centralnego: gdy żądania wewnętrznej jedności i harmonii w partii zostały spełnione z tym, co Lenin nazywał „legalnością partyjną”, żaden przywódca bolszewicki – a już najmniej Lenin – nigdy nie wyrzekł się najbardziej energicznej walki z własnymi towarzyszami, gdy stawką był los rewolucji. Walka ta była uczciwa i otwarta, ukierunkowana na proponowane stanowiska i rozwiązania, a nie na jednostki, i zapewniała bezpieczeństwo wszystkim działaczom, którzy zamierzali kontynuować działalność w partii, nawet po najpoważniejszych kryzysach (na przykład Zinowjewowi i Kamieniewowi, którzy złamali dyscyplinę partyjną w kluczowej kwestii powstania). Nie wahano się przyjmować rewolucjonistów do partii. Wypróbowani jak Trocki i niektórzy z jego towarzyszy, gdy wyrzekli się swoich dawnych błędów, i że dopóki rewolucja zachowała swój pierwotny impet, nikt nie pomyślał o użyciu sankcji państwowej, a co gorsza, policji, przeciwko członkom partii, to prawda, i wszystkie te cechy odróżniają partię Lenina od partii Stalina: dopatrywanie się w nich demokratycznej cechy oznacza jednak danie się zwieść tym terminom, przyznanie demokracji cnót, których ona w ogóle nie posiada, co świadczy o sporej dozie głupoty. Cała ta praktyka partyjna jest o wiele lepsza od powszechnej praktyki partii wyborczych właśnie dlatego, że aby być tym, czym jest, musiała być komunistyczna, a wcale nie musiała podporządkowywać się poszanowaniu jednostki, które burżuazyjna demokracja głosi jako jedną ze swoich najcenniejszych zasad i za które trockiści chwalą partię bolszewicką czasów Lenina, jednocześnie potępiając reżim manipulacji, terroru i przemocy czasów Stalina. Praktyka bolszewicka z jednej strony, a stalinowska z drugiej, dowodzą dokładnego przeciwieństwa tego, co głosi zdegenerowany trockizm i co dostrzega w nim wulgarna demokracja; ta pierwsza błyskotliwie dowodzi, że proklamacja celów zbiorowych i klasowych oraz pryncypialna negacja burżuazyjnej ideologii wolności w żaden sposób nie pociągają za sobą słynnego „zmiażdżenia jednostki”, które burżuazja zawsze, z właściwą sobie głupotą, przypisywała marksizmowi. Powód jest prosty: jak wszystkie relacje, które można rozważyć, relacja między jednostką a wspólnotą, do której należy, zależy nie od fikcji prawnych, lecz od samej natury tej wspólnoty.

Jeśli chodzi o partię rewolucyjną, nie sprzeciwia się ona ani nie może sprzeciwiać się każdemu ze swoich członków z osobna: wręcz przeciwnie, istnieje tylko o tyle, o ile istnieją bojownicy, którzy zdołali skoordynować swoje wysiłki z maksymalną skutecznością, aby osiągnąć wspólny cel; i odwrotnie, każdy z tych bojowników istnieje jako taki tylko o tyle, o ile jest elementem całości. Daleka od uciskania lub, co gorsza, miażdżenia jednostki, partia jest ostatecznie niczym więcej niż racjonalnym wykorzystaniem szeregu indywidualnych wysiłków, które poza nią nie tylko zostałyby zmarnowane, ale nawet nie powstałyby. Jeśli zatem nalegamy (by odpowiedzieć demokratom, a nie dlatego, że ma to dla nas znaczenie) na zdefiniowanie relacji między jednostką a zbiorowością w partii, która z zasady neguje burżuazyjny indywidualizm i demokratyczne gwarancje, musimy powiedzieć, że to właśnie w tej partii i poprzez nią jednostka zrzuca czysto fikcyjną suwerenność, na którą skazuje ją demokratyzm, aby stać się realną siłą w granicach determinizmu. Oczywiście.

Co się natomiast stało w partii stalinowskiej? Zdegenerowany trockizm, podążając śladami wulgarnego demokratyzmu, ubolewa nad zniesieniem słynnych „gwarancji” habeas corpus dla działaczy i nad podporządkowaniem ich dyktaturze zamiast zapewnienia im wolności słowa. Właśnie o to chodzi! Tak zwana partia „stalinowska” to partia bolszewicka w pewnym momencie swojego historycznego istnienia, który można scharakteryzować następująco: miała za sobą wielkie zwycięstwo rewolucyjne, ale straciła elitę robotniczą w wojnie domowej i stanęła przed zadaniami, do których nie tylko nie była przygotowana, ale do których, prawdę mówiąc, nie nadawała się, gdyż polegała na zarządzaniu, według zdrowych, burżuazyjnych zasad, gospodarką zdezorganizowaną przez sabotaż i ucieczkę burżuazji, ponieważ odmienne i sprzeczne zasady socjalistycznego zarządzania były w tym przypadku nie do zastosowania. W kontekście Rosji stawką, oprócz rewolucyjnej ciągłości politycznej, jest ożywienie gospodarcze lub śmierć, odbudowa lub upadek w najgorszych wstrząsach społecznych z groźbą najgorszego białego terroru. Z tego wszystkiego wynika całkowita zmiana składu partii, a także jej mentalności, przy czym natychmiastowy pragmatyzm nieuchronnie bierze górę nad troską o teoretyczną rygorystyczność i wierność zasadom, gdy takie warunki wywierają swoją presję. Oczywiście, to natychmiastowy pragmatyzm ostatecznie musiał zwyciężyć, ponieważ żadna pomoc z zewnątrz (tj. z międzynarodówki) nie nadeszła dla partii rosyjskiej, ale nie mogła tego zrobić, po prostu wyrzucając za burtę wszystkie tradycje i wspomnienia przeszłości; Ponieważ jednak z natury był żywą negacją tego ruchu, pozostawało mu tylko jedno wyjście: z jednej strony wykazać się ciągłością polityczną i teoretyczną, która nie wytrzymałaby najmniejszej poważnej próby, gdyby była ona możliwa, a z drugiej strony pozbyć się oporu rewolucjonistów wobec tego „nowego kursu”, odwołując się właśnie do opinii, sumienia i uczuć tej partii, która była w pewnym stopniu nowa, a mianowicie partii bolszewickiej, która, krótko mówiąc, przeciwstawiła suwerenną władzę demokratycznej większości jedynemu autorytetowi, jaki Lenin i tylu bolszewików uznawało w przeszłości: autorytetowi zasad komunistycznych, doktryny komunistycznej, programu komunistycznego. To, co w tej fazie wydaje się prawdziwym marksistom tysiąckrotnie bardziej haniebne niż sankcje (zwolnienie, wykluczenie, uwięzienie, deportacja, a później jawna masakra), to właśnie owo wykorzystywanie przez stalinizm demokratycznej legalności, czysto formalnej, kłamliwej, mistyfikującej władzy większości, krótko mówiąc, tej odrażającej fikcji, która w skali całego społeczeństwa służyła burżuazji przez ponad sto lat nie do „zapewnienia wolności jednostki”, jak twierdzi, lecz do zdławienia proletariatu i rewolucji! Fakt, że wewnętrzna korupcja partii często nie zapewniała stalinowskiej frakcji większości, a zamiast tego musiała ją „wyczarować” poprzez manipulacje, kampanie i inne stosowne manewry, w żaden sposób nie dowodzi, że partia stalinowska nie była „prawdziwie demokratyczna”. Dowodzi to raczej, że porzucenie praktyki komunistycznej, która opiera się wyłącznie na zbiorowym wysiłku, by dostosować działania zbiorowe do celów rewolucyjnych, a tym samym do wspólnej doktryny, oraz przejście do praktyki demokratycznej, której celem jest jedynie uzyskanie większości, nieuchronnie pociąga za sobą powrót wszystkich wad burżuazyjnego życia politycznego. Partia stalinowska była rzeczywiście demokratyczna, nie tylko dzięki poleganiu na demokratycznej fikcji, którą marksizm obnażał przez ponad wiek, ale także dzięki hańbie całego jej wewnętrznego funkcjonowania.

Kiedy Trocki pisał swój „Nowy kurs” w 1923 roku, wzywając do reformy ustroju wewnętrznego, był w pełni świadomy tego wszystkiego i, jak zobaczymy później, domagał się nie „gwarancji demokratycznych”, lecz powrotu do normalnego funkcjonowania partii rewolucyjnej. Dzieje się tak dlatego, że niezależnie od jego stanowisk w okresie osobistego upadku i niezależnie od języka, jakim posługiwał się on sam, a także język partii, a nawet Międzynarodówki83, Trocki był całkowicie wolny od demokratycznych iluzji i formalizmu, z pewnością nie mniej czysty niż sam Lenin. Oczywiste jest, że nie jesteśmy w stanie zacytować wszystkiego, dlatego w tym miejscu wystarczą trzy źródła.

W „Naukach Komuny Paryskiej” przeprowadza paralelę między Komuną a rewolucją rosyjską, wykazując wyższość organizacji partyjnej i nieadekwatność zasady wyboru, by zapewnić proletariatowi polityczne i wojskowe przywództwo zdolne do odniesienia zwycięstwa. Przytacza przykład „Centralnego Komitetu Gwardii Narodowej” (który odegrał znaną rolę w Komunie): „Była to w istocie rada delegatów uzbrojonych robotników i drobnej burżuazji… Taka rada, wybierana bezpośrednio przez masy rewolucyjne, może być znakomitym narzędziem działania. Ale jednocześnie odzwierciedla wszystkie słabe strony mas w takim samym stopniu, jak i ich mocne strony, a co więcej, odzwierciedla raczej słabe niż silne strony”. Wykazawszy, że „właśnie w momencie, gdy jej odpowiedzialność była ogromna” (rząd uciekł do Wersalu), demokratycznie ukonstytuowana Gwardia Narodowa „ogłosiła się wolna od wszelkiej odpowiedzialności” i zamiast działać rewolucyjnie, „wymyśliła legalne wybory w Komunie”, dowodzi, że „ta bierność i brak zdecydowania opierały się w tym przypadku na świętej zasadzie federacji i autonomii”, co wyraźnie odzwierciedlało „niewątpliwą słabość części ówczesnego francuskiego proletariatu, wrogość wobec organizacji centralnej, dziedzictwo drobnomieszczańskiej idei autonomii”. Wychodząc zatem od faktów, dowodzi wyższości organizacji „opartej na przeszłości historycznej i teoretycznie antycypującej drogę rozwoju”, organizacji, która nie jest „aparatem stosującym praktyki parlamentarne, lecz proletariatem zorganizowanym i hartowanym doświadczeniem”, krótko mówiąc, partii robotniczej nad jakąkolwiek wybieralną formą organizacji robotniczej, która właśnie ze względu na bezpośredni związek z masami nie może nie odzwierciedlać wszystkich jej słabości.

Przechodząc od kwestii politycznej do kwestii militarnej, krytyka demokratycznej koncepcji walki proletariatu przez Trockiego stała się jeszcze bardziej miażdżąca: aby uwolnić Gwardię Narodową, jak twierdził, „od kontrrewolucyjnego dowództwa, kwalifikacja była najlepszym środkiem, ponieważ większość Gwardii Narodowej składała się z rewolucyjnych robotników i drobnomieszczan”. Dodał jednak, że to „żądanie kwalifikacji nie miało na celu zapewnienia armii dobrego dowództwa, lecz (jedynie) pozbycie się dowódców w służbie burżuazji”, wyjaśniając na podstawie własnych doświadczeń rewolucyjnych jako założyciela Armii Czerwonej: „Wybieralne dowództwo jest najczęściej dość słabe technicznie. Gdy tylko armia pozbędzie się starego dowództwa, musi otrzymać rewolucyjne dowództwo zdolne do wypełnienia swojego obowiązku. Jednakże tego zadania nie da się zrealizować za pomocą prostego mechanizmu kwalifikacji. Kwalifikacja to fetysz, a nie uniwersalne panaceum; silne kierownictwo partyjne jest niezbędne”. Oto lekcja płynąca z doświadczenia rewolucyjnego, zasada komunistyczna, która dla dzisiejszego „trockisty” stała się martwą literą.

W „Terroryzmie i komunizmie” znajdujemy również błyskotliwą odpowiedź na krytykę, jaką obrońcy „demokracji robotniczej” kierowali już pod adresem „dyktatury partii bolszewickiej”: „Kilkakrotnie oskarżano nas o zastąpienie dyktatury Rady dyktaturą Partii. A jednak można bez obawy o pomyłkę stwierdzić, że dyktatura Rady była możliwa jedynie dzięki dyktaturze Partii. Dzięki jasności swoich idei teoretycznych, dzięki silnej organizacji rewolucyjnej, Partia zapewniła Radom możliwość przekształcenia się z bezkształtnych parlamentów robotniczych, jakimi były, w aparat dominacji robotników. W tym zastąpieniu władzy klasy robotniczej władzą Partii nie ma nic przypadkowego, a wręcz, zasadniczo, nie ma żadnego zastąpienia. Komuniści wyrażają fundamentalne interesy klasy robotniczej”. Jest zupełnie naturalne, że w epoce, w której interesy te są w pełni uwzględniane, komuniści powinni stać się jawnymi przedstawicielami całej klasy robotniczej. Ale kto wam zagwarantuje, pytają niektórzy sprytni ludzie, że to właśnie wasza partia wyraża żądania historycznego rozwoju? Tłumiąc lub spychając inne partie w cień, pozbywacie się ich politycznej rywalizacji, źródła naśladownictwa, a tym samym pozbawiacie się możliwości weryfikacji własnego kierunku działania. Rozważanie to podyktowane jest czysto liberalną koncepcją przebiegu rewolucji. W epoce, w której wszystkie antagonizmy są otwarcie deklarowane, a walka polityczna szybko przeradza się w wojnę domową, partia wiodąca dysponuje wystarczającymi materiałami i kryteriami, aby zweryfikować swój kierunek działania, niezależnie od ewentualnego nakładu gazet jej oponentów. W każdym razie naszym zadaniem nie jest ocena znaczenia grup reprezentowanych przez każdą tendencję w każdej minucie za pomocą statystyk, lecz raczej zapewnienie zwycięstwa… tendencji dyktatury proletariatu i znalezienie w postępie tej dyktatury, w rozmaitych tarciach utrudniających sprawne funkcjonowanie jej wewnętrznych mechanizmów, wystarczającego kryterium weryfikacji wartości naszych działań”. Kiedy w 1936 roku w „Zdradzonej rewolucji” Trocki, nieszczęśliwie, zaczął opowiadać się za „demokracją radziecką” przeciwko „dyktaturze stalinowskiej”, mógł uzasadnić swoją zmianę jedynie banałem całkowicie niegodnym jego i marksizmu: „Wszystko jest względne na tym świecie, gdzie jedyną stałą rzeczą jest zmiana”. Lecz trzydzieści lat później uczniowie jego schyłku jeszcze tego nie zauważyli.

Trzeci tekst, „Czy przekształcenie Rad w demokrację jest prawdopodobne?” (1929), jest interesujący, ponieważ został napisany po klęsce rosyjskiej opozycji. Do tego czasu walka Trockiego ze stalinizmem zboczyła już z drogi zasad, a nawet historycznej rzeczywistości, ale wielki rewolucjonista, jak zobaczymy, nie zapomniał niczego z marksistowskiej krytyki demokracji. „Jeśli władza radziecka zmaga się z narastającymi trudnościami, jeśli kryzys… dyktatury staje się coraz bardziej wyraźny, jeśli niebezpieczeństwo bonapartystowskie nie zostało zażegnane, czyż nie lepiej obrać drogę do demokracji? To otwarte lub ukryte pytanie pojawia się w wielu artykułach poświęconych najnowszym wydarzeniom w ZSRR. Nie oceniam tu, co jest lepsze, a co gorsze. Staram się wyjaśnić, co wynika z obiektywnej logiki rozwoju. I dochodzę do takiego wniosku: nic nie jest mniej prawdopodobne niż przekształcenie Rad w demokrację parlamentarną, a ściślej, że przekształcenie jest absolutnie niemożliwe”. W 1929 roku Trocki odpowiedział swoim socjaldemokratycznym oponentom, że niezależnie od pragnień, powrót ZSRR do demokracji parlamentarnej jest historycznie niemożliwy. W 1936 roku uczynił ten powrót centralnym żądaniem politycznym opozycji wobec ZSRR. Teza naszej partii głosi, że w ten sposób przesunął się z terenu komunizmu na teren socjaldemokracji. Kluczowe jest zatem wykazanie, że słuszna krytyka, jaką skierował pod adresem swoich socjaldemokratycznych oponentów w 1929 roku, odnosi się w całości do niego samego od 1936 roku, a także do jego „uczniów” z 1968 roku.

Powody, na które powołuje się Trocki, są dwojakie: międzynarodowe i ogólne, a konkretnie rosyjskie, naturalnie ze sobą powiązane. Przyjrzyjmy się najpierw powodom międzynarodowym:

„Aby jaśniej wyrazić moją myśl, muszę pominąć jej granice geograficzne i wystarczy przypomnieć pewne tendencje w rozwoju politycznym Europy od czasu wojny, która nie była epizodem, lecz krwawym prologiem nowej ery. Prawie wszyscy przywódcy wojny wciąż żyją. Większość z nich mówiła… że to ostatnia wojna i że po niej nadejdą rządy demokracji i pokoju… Teraz żaden z nich nie odważyłby się wypowiedzieć tych słów. Dlaczego? Ponieważ wojna wprowadziła nas w erę wielkich napięć, wielkich zmagań, z perspektywą nowych wojen. Po torach powszechnej dominacji potężne pociągi pędzą obecnie ku sobie. Naszej ery nie można mierzyć miarą XIX wieku, który był wiekiem ekspansji demokracji par excellence (podkreślenie dodane).” XX wiek pod wieloma względami będzie się bardziej różnił od XIX wieku niż cała historia nowożytna od średniowiecza… Analogicznie do elektrotechniki, demokrację można zdefiniować jako system przełączników i izolatorów chroniących przed nadmiernymi prądami walki narodowej lub społecznej. Nie ma okresu w dziejach ludzkości tak przesiąkniętego antagonizmami, jak nasz… Pod wpływem nadmiernie wysokiego napięcia sprzeczności klasowych i międzynarodowych przełączniki demokracji topnieją i pękają. Takie są zwarcia dyktatury. Najsłabsze przełączniki oczywiście psują się jako pierwsze. Ale siła wewnętrznych i globalnych sprzeczności nie słabnie, lecz wzrasta. Trudno znaleźć pocieszenie w obserwacji, że proces ten objął jedynie peryferie świata kapitalistycznego. Kropla zaczyna się od małego palca u nogi lub dużego palca u nogi; ale raz rozpoczęta, dociera do serca. Jest to bardzo dobrze zaobserwowane i wyrażone. Nasza partyjna teza głosi, że ruch komunistyczny musiał wyciągnąć wszelkie niezbędne wnioski z tej rzeczywistości XX wieku: nie miało sensu błagać burżuazji o zachowanie „przełączników” demokracji, które zawsze były przeciwko nam instalowane, ale stały się dla nich bezużyteczne; musieliśmy je sami wysadzić w powietrze, pod wysokim napięciem rewolucji proletariackiej. Moskiewskie centrum Międzynarodówki Komunistycznej, w tym Trocki, nie wyciągnęło wszystkich tych wniosków. To jeden z powodów, które doprowadziły tę Międzynarodówkę do ruiny. Ale to ten sam błąd, zastosowany tym razem do walki ze Stalinem, a nie już z Mussolinim czy Hitlerem, sprawił, że Czwarta Międzynarodówka Trockiego stała się organizacją poronioną.

Rozważmy teraz bardziej szczegółowo rosyjskie powody, dla których Trocki uznał przywrócenie demokracji parlamentarnej w Rosji za niemożliwe w 1929 roku: „Kiedy demokrację parlamentarną zestawia się z radami, ma się na myśli konkretny system parlamentarny, a zapomina się o innym – i rzeczywiście istotnym – aspekcie zagadnienia, a mianowicie o tym, że rewolucja październikowa z 1917 roku okazała się największą rewolucją demokratyczną w historii ludzkości. Konfiskata własności ziemskiej, całkowite zniesienie różnic klasowych i przywilejów, zniszczenie carskiego aparatu biurokratycznego i wojskowego, wprowadzenie egalitaryzmu narodowego i prawa narodów do samostanowienia – to było w istocie dzieło demokratyczne, którego rewolucja lutowa ledwie dotknęła, pozostawiając je niemal całkowicie rewolucji październikowej. Tylko niekonsekwencja koalicji liberalno-socjalistycznej umożliwiła dyktaturę radziecką, opartą na związku robotników, chłopów i narodowości uciskanych. Powody, które uniemożliwiły naszej słabej i zacofanej demokracji wypełnienie jej historycznego zadania, nie pozwolą jej, nawet w przyszłości, przewodzić krajowi, ponieważ ostatnio problemy i trudności narastają, a demokracja maleje… System sowiecki to nie tylko forma rządu, którą można abstrakcyjnie porównać do demokracji parlamentarnej: chodzi w istocie o własność ziemi, banków, kopalń, fabryk i kolei. O tych „drobnych szczegółach” nie należy zapominać, oddając się banałom o demokracji. Przeciwko powrotowi właściciela ziemskiego chłop, dziś, jak i dziesięć lat temu, będzie walczył do ostatniej kropli krwi… W rzeczywistości chłop łatwiej zniósłby powrót kapitalisty, ponieważ przemysł państwowy do tej pory dostarczał chłopom jedynie towary przemysłowe na mniej korzystnych warunkach niż dawni kupcy… Ale chłop pamięta, że właściciel ziemski i kapitalista byli bliźniakami syjamskimi dawnego reżimu…: chłop rozumie, że kapitalista nie powróci sam, lecz w towarzystwie właściciela ziemskiego. Dlatego nie chce ani jednego, ani drugiego; to jest potężny, choć negatywny, powód siły reżimu sowieckiego. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Nie chodzi o wprowadzenie niematerialnej demokracji, ale o powrót Rosji na ścieżkę kapitalizmu. Ale jaka byłaby druga iteracja rosyjskiego kapitalizmu? W ciągu ostatnich piętnastu lat obraz świata uległ głębokiej transformacji. Silni stali się nieskończenie silniejsi, słabi nieporównanie słabsi. Walka o globalną supremację osiągnęła gigantyczne rozmiary. Etapy tej walki rozgrywały się na kościach słabych i zacofanych narodów. Kapitalistyczna Rosja nie mogła zająć nawet trzeciorzędnej pozycji w systemie światowym, do której carska Rosja została predestynowana przez przebieg ostatniej wojny. Rosyjski kapitalizm byłby teraz kapitalizmem ujarzmionym, kapitalizmem na wpół skolonizowanym, bez przyszłości. Rosja numer dwa zajęłaby teraz miejsce gdzieś pomiędzy Rosją numer jeden a Indiami. Radziecki system znacjonalizowanego przemysłu i monopolu handlu zagranicznego, pomimo wszystkich swoich sprzeczności i trudności, jest systemem ochrony niezależności kultury i gospodarki kraju. Rozumieli to sami liczni demokraci, których do władzy radzieckiej przyciągnął nie socjalizm, lecz patriotyzm, który przyswoił sobie elementarne lekcje historii…” „Garstka bezsilnych ideologów pragnęłaby demokracji bez kapitalizmu. Ale poważne siły społeczne, wrogowie władzy radzieckiej, pragną kapitalizmu bez demokracji”.

Marksistowskie rozumowanie Trockiego góruje nad formalnymi i abstrakcyjnymi argumentami jego socjaldemokratycznych oponentów z 1929 roku, ale także (i to jest wniosek, który jest dla nas tu ważniejszy) jego „uczniów” z 1968 roku, którzy jedynie doprowadzili jego własne abstrakcyjne i formalne rozumowanie z 1936 roku do absurdu.

Walka, jak słusznie twierdzi, jest walką społeczną, a forma polityczna, która ma zwyciężyć, zależy od wyniku tej walki społecznej. Demokracja parlamentarna uległa ciosom rewolucji demokratycznej. Jej zwolennicy – ci, którzy rozumują w kategoriach politycznych, a nie społecznych – nie rozumieją, że pragnienie jej przywrócenia jest równoznaczne z pragnieniem likwidacji zdobyczy tej rewolucji demokratycznej. „Poważne siły społeczne” (czyli klasy wywłaszczone przez rewolucję październikową) niewątpliwie chciałyby zlikwidować te zdobycze, aby powrócić do starego porządku, ale historycznie rzecz biorąc, jest to dla nich niemożliwe, aby dokonać tego metodami demokratycznymi. Nawet w 1929 roku rosyjskie chłopstwo nie pozwoliłoby się wywłaszczyć bez drugiej wojny domowej: skąd wywłaszczone klasy miałyby znaleźć siłę do walki z niemal całą ludnością rosyjską? Trocki tego tu nie mówi, ale wie i jest to oczywiste: w armiach mocarstw imperialistycznych, które po raz kolejny interweniują przeciwko Rosji i ją pokonują (tak jak koalicja europejska interweniowała przeciwko napoleońskiej Francji, gdzie Burbonowie nigdy nie mogliby się odrodzić bez jej zwycięstwa nad całym narodem francuskim). Ale wówczas formą polityczną przeznaczoną do triumfu nie byłby parlament narodowy, o jakim marzą „impotenci ideologowie”, lecz, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, marionetkowa republika, taka, jaką USA wspierają w kontrolowanych przez siebie regionach azjatyckich.

Te same powody, które sprzeciwiają Trockiemu socjaldemokratom, wciąż powstrzymują go w 1929 roku przed umieszczeniem walki ze Stalinem pod sztandarem sowieckiej demokracji: Trocki doskonale wie, że na ziemi radzieckiej znajdują się zarówno zwolennicy socjalizmu, tacy jak on, jak i siły, które, nie będąc w najmniejszym stopniu socjalistyczne, po prostu nie chcą powrotu Rosji do stanu półkolonialnej zależności od zachodniego kapitalizmu, a zatem nie chcą też jego restauracji. Siłami tymi są wszystkie warstwy nieproletariackie i wrogowie rewolucyjnego internacjonalizmu, którzy, poza Partią lub w jej obrębie, aprobują orientację stalinowską poprzez „demokratyczny patriotyzm, który przyswoił sobie elementarne lekcje historii”. To właśnie ten „smienowiechowstwo”84 Lenin potępił jako pierwszy i który, zrodzony w najbardziej przenikliwych kręgach emigracji, przeniknął do rządzącej Partii – Trocki nigdy nie przestał tego piętnować – pod sztandarem „socjalizmu w jednym kraju”: jeśli chodzi o demokrację radziecką, ten „przełącznik”, ten „izolator” zaplanowany przez bolszewików, aby zapobiec załamaniu się rewolucji w jałowej walce między socjalistycznym proletariatem a podburżuazyjnym chłopstwem, Trocki dobrze wiedział, że to wysokie napięcie wojny domowej ją zniszczyło, narzucając czystą proletariacką dyktaturę komunizmu wojennego z jej przymusowymi rekwizycjami i jej „autorytarną” kontrolą nad rewolucyjnymi chłopami w Armii Czerwonej. Obrońca bolszewickiej dyktatury proletariatu, autor cytowanego powyżej fragmentu z Terroryzmu i komunizmu, musiałby czekać jeszcze wiele lat, zanim w ogóle rozważyłby jej powołanie się przeciwko partii stalinowskiej!

W istocie, długa walka Trockiego jako lidera opozycji składa się z trzech faz. W pierwszym – dobrze zilustrowanym przez pismo z 1923 r. „Nowy kurs” – energicznie potępia anomalie wewnętrznego ustroju Partii i polityki Komitetu Centralnego, próbuje ostrzec Partię przed niebezpieczeństwem degeneracji, jakie polityka (zarówno międzynarodowa, jak i krajowa) niesie dla dyktatury proletariatu, której jest jedynym gwarantem, ale daleki od wysuwania siebie jako kandydata na przywódcę Partii, trzyma się nieco na uboczu, zadowalając się obalaniem wymysłów kampanii, którą Komitet Centralny organizował przeciwko niemu od 1921 r., do tego stopnia, że pisząc „Nowy kurs”, wciąż nie zdaje sobie sprawy z prawdziwej sytuacji, która zostanie mu ujawniona dopiero w 1923 r., gdy Kamieniew i Zinowjew zerwą ze Stalinem85.

Innymi słowy, w pierwszej fazie zareagował, aktywnie prowadząc kampanię przeciwko kampanii parlamentarnej, która została przeciwko niemu wszczęta, kampanii, której celem było to samo, co wszystkie inne kampanie: zablokowanie mu drogi do władzy. W tym kontekście należy zauważyć, że tam, gdzie burżuazyjna głupota dopatrywała się zła „komunistycznego totalitaryzmu”, nasz współczesny dostrzegał zło zasady wyborczej i demokracji w odniesieniu do organów partyjnych. Fakt, że kampania wybuchła w partii, która nazywała siebie „komunistyczną”, można łatwo wytłumaczyć brakiem parlamentu w ZSRR, ale czymże jest walka o władzę oparta na rywalizacji jednostek i lekceważeniu wszelkich zasad, jeśli nie walką o charakterze parlamentarnym?

W drugiej fazie Trocki nie bronił już po prostu marksistowskich stanowisk przed rewizjonizmem u władzy. Wkracza na „ścieżkę reformowania ustroju sowieckiego”, jak sam by powiedział w „Zdradzonej rewolucji”, by scharakteryzować okres sprzed 1936 roku. Z powodu braku parlamentu ta reformistyczna walka nie może przybrać formy walki o legalne zastąpienie rządu uznanego za niezdolnego do utrzymania ZSRR na drodze socjalizmu przez lepszy rząd Opozycji. W istocie jednak właśnie tym jest. Dla reformistycznego socjalisty „przeszkodą” w transformacji socjalistycznej są większości parlamentarne popierające rządy burżuazyjne. Dla trockistowskiej opozycji tamtych czasów tą „przeszkodą” wydaje się być większość popierająca stalinowski Komitet Centralny, a raczej wewnętrzny ustrój partyjny, który miał uniemożliwić Opozycji wyrwanie większości stalinizmowi. W rzeczywistości, w pierwszym przypadku, przeszkodą nie jest ten czy inny rząd, lecz istnienie państwa burżuazyjnego, które należy zniszczyć, a nie „zreformować”. W drugim przypadku przeszkoda również znajdowała się w samym państwie, we władzy partii, której degeneracja była nieodwracalna i która, daleka od bycia wynikiem ustroju wewnętrznego, sama była przyczyną tego ustroju. Tym, co uniemożliwia przeciętnemu socjaliście zidentyfikowanie prawdziwej przeszkody, jest to, że nie jest on rewolucjonistą; tym, co doprowadziło rewolucyjnego Trockiego do błędu reformistycznego w odniesieniu do państwa radzieckiego, była jego niezdolność do całkowitego zdystansowania się od partii „socjalizmu w jednym kraju”. W tej fazie jednak jego stanowiska zachowują ostateczny związek z tradycją marksistowską: los dyktatury proletariatu zależy od partii i tylko od niej. W trzeciej fazie to ostatnie ogniwo zostanie zerwane. Od rewolucyjnego parlamentaryzmu wewnątrzpartyjnego, który charakteryzował poprzednią fazę, Trocki przeszedł do czystego parlamentaryzmu w społeczeństwie, to znaczy do żądania przywrócenia wolności wyborczej w ZSRR.

Aby zilustrować pierwszą fazę, odwołamy się do cytowanego powyżej tekstu z 1923 roku, „Nowy kurs”. Choć terminologia ta zawiera już potępioną powyżej dwuznaczność,86 podobnie jak cała partia bolszewicka, nawet w okresie jej świetności, sama metoda jest daleka od formalnej, ponieważ Trocki bada determinizm, który w warunkach władzy grozi utratą przez partię jej charakteru najbardziej rewolucyjnej frakcji proletariatu, a w konsekwencji jej funkcji partii klasowej – „kwestii pokoleń w Partii, składu społecznego”, a zwłaszcza jej zadań państwowych i administracyjnych. Ostrzeżenie nie dotyczy braku wolności członków partii, jak w wulgarnej krytyce socjaldemokratycznej, lecz raczej zmiany organicznych relacji między centrum a peryferiami, między górą a dołem partii, zmiany relacji między Partią a państwem, a na dodatek zmiany faktycznej tradycji partii wraz z jej czysto formalnym powołaniem.
Rozważmy to:

„Jedno trzeba jasno zrozumieć: istota obecnych nieporozumień i trudności nie polega na tym, że „sekretarze” w pewnych kwestiach przekroczyli granice i muszą zostać przywołani do porządku, ale na tym, że cała partia przygotowuje się do przejścia na wyższy etap historyczny… Nie chodzi o złamanie zasad organizacyjnych bolszewizmu, jak niektórzy próbują sugerować, lecz o zastosowanie ich do warunków nowego etapu partii.87 Chodzi przede wszystkim o nawiązanie zdrowszych relacji między starymi kadrami a większością członków, którzy wstąpili do partii po Październiku”. „Przygotowanie teoretyczne, rewolucyjny zapał i doświadczenie polityczne stanowią nasz fundamentalny kapitał, którego głównymi posiadaczami są stare kadry partyjne. Z drugiej strony, partia jest w swej istocie kolektywem, którego kierunek zależy od myśli i woli wszystkich”. Jest oczywiste, że w okresie, w skomplikowanej sytuacji bezpośrednio po październiku, partia torowała sobie drogę tym skuteczniej, w pełni wykorzystując doświadczenie zgromadzone przez starsze pokolenie, którego przedstawicielom powierzyła najważniejsze stanowiska w organizacji. W rezultacie, pełniąc rolę dyrektora partii i pochłonięta sprawami administracyjnymi, starsze pokolenie… preferencyjnie ustanawiało czysto akademickie metody uczestnictwa w życiu politycznym mas komunistycznych: podstawowe kursy politologiczne, testy wiedzy, szkoły partyjne… Stąd biurokratyzacja aparatu, jego odizolowanie od mas, jego odrębność… Fakt, że partia działa na dwóch odrębnych płaszczyznach, pociąga za sobą liczne niebezpieczeństwa… Głównym niebezpieczeństwem „starego kursu”, wynikającym zarówno z ogólnych przyczyn historycznych, jak i naszych szczególnych niedociągnięć, jest to, że aparat wykazuje postępową tendencję do przeciwstawiania kilku tysięcy towarzyszy tworzących kadry kierownicze reszcie mas, która jest dla niego jedynie środkiem działania. Jeśli ten reżim się utrzyma, istnieje ryzyko, że w dłuższej perspektywie doprowadzi to do degeneracji partii na obu jej biegunach, to znaczy wśród młodzieży i kadr… W swoim stopniowym rozwoju biurokracja grozi oderwaniem przywódców od mas, doprowadzeniem do tego, że skupią się oni wyłącznie na sprawach administracyjnych i nominacjach; grozi również zawężeniem ich horyzontów, osłabieniem ich rewolucyjnego ducha, to znaczy, sprowokowaniem mniej lub bardziej oportunistycznej degeneracji starej gwardii, a przynajmniej znacznej jej części!

Biorąc pod uwagę skład społeczny partii, Trocki zauważył:

 „Proletariat realizuje swoją dyktaturę poprzez państwo radzieckie. Partia Komunistyczna jest partią wiodącą proletariatu, a w konsekwencji jego państwa. Cała kwestia polega na urzeczywistnieniu tej władzy w działaniu, bez wtapiania jej w biurokratyczny aparat państwa… Komuniści grupują się w różny sposób w zależności od tego, czy należą do partii, czy do aparatu państwowego. W tym ostatnim są oni hierarchicznie uszeregowani względem siebie i osób niebędących członkami partii. W partii wszyscy są równi w określaniu podstawowych zadań i metod pracy. Kierując gospodarką, partia musi uwzględniać doświadczenie, obserwacje i opinie wszystkich swoich członków na różnych szczeblach zarządzania gospodarczego”. Istotną, niezrównaną zaletą naszej partii jest jej zdolność do postrzegania przemysłu w dowolnym momencie oczami komunistycznego tokarza, komunistycznego specjalisty, komunistycznego menedżera i komunistycznego kupca; do gromadzenia doświadczeń tych pracowników, którzy się wzajemnie uzupełniają; do wyciągania wniosków; a tym samym określić jej kierunek dla gospodarki w ogóle i dla każdego przedsiębiorstwa w szczególności. Jest oczywiste, że kierunek ten jest możliwy do osiągnięcia jedynie w oparciu o żywą i aktywną demokrację wewnątrz partii.88 Natomiast gdy przeważają metody aparatu partyjnego, kierownictwo partyjne ustępuje miejsca administracji organów wykonawczych (komitetu, biura, sekretarza itd.). W takiej koncepcji przywództwa główna przewaga partii – jej różnorodne doświadczenie zbiorowe – schodzi na dalszy plan. Przywództwo przybiera charakter czystej organizacji i często przeradza się w dowodzenie i czepianie się szczegółów. Aparat partyjny coraz bardziej grzęźnie w szczegółach zadań aparatu radzieckiego, zaabsorbowany swoimi codziennymi sprawami, coraz bardziej pod ich wpływem i w obliczu tych szczegółów traci z oczu szerszy obraz. W ten sposób wszystkie codzienne praktyki biurokratyczne państwa radzieckiego przenikają do aparatu partyjnego i wprowadzają biurokratyzm. Partia, jako kolektyw, nie odczuwa swojej władzy, ponieważ nie zdaje sobie z niej sprawy… Skutkuje to niezadowoleniem i nieporozumieniami, nawet w przypadkach, gdy władza ta jest rzeczywiście sprawowana. Ale władza ta może pozostać na właściwej drodze tylko wtedy, gdy nie zostanie rozdrobniona przez drobne szczegóły i gdy nabierze charakteru systemowego, racjonalnego i kolektywnego. W ten sposób biurokratyzm nie tylko niszczy wewnętrzną spójność partii, ale także osłabia jej niezbędny wpływ na aparat państwowy. Tego właśnie często nie dostrzegają ci, którzy najbardziej pragną domagać się kierowniczej roli partii w państwie sowieckim.

Odnosząc się do grup i formacji frakcyjnych, Trocki w żadnym wypadku nie przypisywał sobie absurdalnej „demokratycznej prawicy”, która je tworzyła. Ale traktując je, jako marksista, jako „zagrożone anomalie”, zaprzeczył, że można zapobiec ich pojawieniu się lub ułatwić ich rozwiązanie „czysto formalnymi środkami”, zauważył, że biurokratyczny system partii jest, wręcz przeciwnie, jednym z głównych źródeł frakcyjności, słusznie oskarżył obrońców czysto formalnej jedności partii o to, że sami stanowią jej najgorszą frakcję, „konserwatywną frakcję biurokratyczną” i słusznie stwierdził, że jedynym sposobem zapobiegania frakcjom jest „sprawiedliwa polityka dostosowana do rzeczywistej sytuacji”89.

W tym wszystkim nie ma żadnej demokratycznej iluzji. Anomalie w życiu partii (w tym, w ostatnim rozdziale, ciągłe odniesienia do Lenina i leninizmu, stanowiące najgorsze przejawy oportunizmu) są precyzyjnie scharakteryzowane, podobnie jak ich historyczne przyczyny: nie „sprawowanie władzy” w ogóle, jak twierdzili anarchiści, lecz sprawowanie władzy w głęboko heterogenicznym społeczeństwie, ponieważ między proletariatem (co więcej, zbyt słabym i dodatkowo osłabionym wojną domową) a rozległym chłopstwem nie istniała bynajmniej ta tożsamość codziennych i fundamentalnych interesów, w którą kierownictwo partii zdawało się wierzyć90; w społeczeństwie dotkniętym ponadto bardzo niskim poziomem kultury i odizolowanym od reszty świata przez spisek kapitalistyczny. Trocki niestety nigdy już nie osiągnął tego krytycznego szczytu. Aż do fatalnego przełomu w 1936 roku, pomimo wszystkich swoich błędów, pozostał wierny wspaniałej konkluzji rozdziału IV „Nowego kursu”:

„Najważniejszym historycznym narzędziem realizacji naszych zadań jest partia. Oczywiście, Partia nie może uciec od społecznych i kulturalnych uwarunkowań kraju. Ale jako dobrowolna organizacja awangardy, najlepszych, najaktywniejszych i najbardziej świadomych elementów klasy robotniczej, może o wiele skuteczniej niż aparat państwowy bronić się przed niebezpieczeństwami biurokratyzmu. W tym celu musi wyraźnie dostrzec niebezpieczeństwo i bezlitośnie z nim walczyć”.

Kiedy w drugiej fazie Trocki zwrócił się ku walce o „demokratyzację partii”, socjaldemokracja dostrzegła w tym, nie bez racji, krok swojego wielkiego przeciwnika w tym kierunku. Oburzony Trocki odpowiedział na te zarzuty:

„To wielkie nieporozumienie, które nietrudno zdemaskować. Socjaldemokracja jest za restauracją kapitalizmu w Rosji”. Ale tą drogą można podążać jedynie spychając awangardę proletariacką na dalszy plan. O ile socjaldemokracja aprobuje politykę gospodarczą Stalina, musi również pogodzić się z jego metodami politycznymi. Prawdziwe przejście do kapitalizmu mogło być zapewnione jedynie przez władzę dyktatorską. Żądanie przywrócenia kapitalizmu w Rosji i jednoczesne pragnienie demokracji jest śmieszne. Cios był w pełni zasłużony, ale fakt, że jest śmieszne tęsknić za demokracją, pragnąc jednocześnie przywrócenia kapitalizmu, w żaden sposób nie oznaczał, że walka o socjalizm doprowadzi do takiego stanu! Jeśli marksista pokroju Trockiego nie zauważył tego sprzeciwu, to dlatego, że wydawało mu się całkiem oczywiste, że skoro droga do kapitalizmu wiązała się ze zmiażdżeniem awangardy proletariackiej w samej partii, to opór (również wewnątrz partii) tej awangardy wobec tego zmiażdżenia był jedynym możliwym politycznym wyrazem oporu wobec tej drogi. To rozumowanie musiało spełniać tylko jeden „mały” warunek, aby było poprawne: aby droga do kapitalizmu pozostała jedynie mniej lub bardziej odległym zagrożeniem, a przeciwnik, z którym mierzymy się w partii, nie był politycznym ucieleśnieniem wroga klasowego, ponieważ nie da się pokonać wroga klasowego pokojowo, błagając go o poszanowanie „legalności”, niezależnie od jej formy.91 W przeciwieństwie do głupców, którzy twierdzą, że są jego uczniami, Trocki czuł to tak dobrze, że w swojej „Obronie ZSRR” (1929) napisał wprost: „Byłoby donkiszotyzmem – żeby nie powiedzieć idiotyzmem – walczyć o demokrację w partii, która zdaje sobie sprawę z potęgi wroga… Dla Opozycji walka o demokrację w partii ma sens tylko w oparciu o uznanie dyktatury proletariatu”.92

Namiętna odmowa uznania, że proletariat został pokonany, że partia nigdy już nie stanie się rewolucyjna – to właśnie charakteryzuje trockizm w jego drugiej fazie. Poniższe cytaty pokażą, w jakiej niebezpiecznie uwodzicielskiej postaci (której ani nie zachowa, ani nigdy nie odzyska) trockistowski oportunizm wyszedł na światło dzienne. Oto na przykład fragment przemówienia Trockiego przed Centralną Komisją Kontroli, gdzie w czerwcu 1927 roku pojawił się pod zarzutem naruszenia dyscypliny partyjnej poprzez „wygłaszanie frakcyjnych przemówień” na niedawnym posiedzeniu Komitetu Wykonawczego Międzynarodówki oraz udziału w demonstracjach poparcia dla Smiłgi, postaci opozycyjnej zesłanej na Syberię:

„Co zrobiliście z bolszewizmem? Z jego autorytetem, z doświadczeniem teorii Marksa i Lenina?” Co zrobiliście z tym wszystkim w ciągu zaledwie kilku lat?… Na zebraniach, zwłaszcza w celach robotniczych i chłopskich, ludzie mówią najróżniejsze rzeczy o Opozycji, pytając, jakich „zasobów” Opozycja używa do wykonywania swojej „pracy”: robotnicy, być może ignoranci, być może nieświadomi, być może nawet przez was przysłani93, zadają te ultrareakcyjne pytania. I są mówcy na tyle tchórzliwi, by odpowiadać na te pytania wymijająco. Ta brudna, nędzna, odrażająca, stalinowska kampania – mielibyście obowiązek położyć jej kres – gdybyście naprawdę byli Centralną Komisją Kontroli!

Stalinistowskiemu Soltzowi, który krytykując go za Deklarację Opozycyjną z 83ego, powiedział: „Dokąd to prowadzi? Znacie historię Rewolucji Francuskiej i co ona osiągnęła?”. Aresztowaniom i gilotynie” – odpowiada Trocki w tym przemówieniu: „Musimy za wszelką cenę odświeżyć naszą wiedzę o Rewolucji Francuskiej. Podczas Rewolucji Francuskiej zgilotynowano wielu ludzi. My też rozstrzelaliśmy wielu. Ale rewolucja francuska składała się z dwóch głównych rozdziałów, z których jeden rozwijał się w ten sposób (krzywa rosnąca), a drugi w ten sposób (krzywa opadająca)… Kiedy rozdział był na krzywej rosnącej, francuscy jakobini, ówcześni bolszewicy, gilotynowali rojalistów i żyrondystów. Przeżyliśmy ten rozdział, kiedy my, opozycja, rozstrzelaliśmy Białogwardzistów i żyrondystów razem z wami. Potem we Francji otworzył się nowy rozdział, kiedy… termidorianie i bonapartyści, prawicowi jakobini, zaczęli wypędzać i mordować lewicowych jakobinów, ówczesnych bolszewików… Nie ma wśród nas nikogo, kto bałby się rozstrzelania. Wszyscy jesteśmy starymi rewolucjonistami. Ale trzeba wiedzieć, do kogo strzelać i w którym rozdziale. Kiedy strzelaliśmy, doskonale wiedzieliśmy, w którym rozdziale się znajdowaliśmy. Ale czy dzisiaj wyraźnie rozumiecie, w którym rozdziale przygotowujecie się do rozstrzelania nas? Obawiam się, że przygotowujecie się do rozstrzelania nas… w rozdziale o termidorze… Z pewnością trzeba wyciągnąć wnioski z lekcji rewolucji francuskiej. Ale czy naprawdę trzeba to powtarzać?”

W tych fragmentach odbija się, jak na dłoni, trwająca kontrrewolucja „smienowiechowska”, ale do swoich stalinowskich agentów Trocki, pomimo gwałtowności swojej walki, nadal mówi językiem partyjnego towarzysza. Przemoc nie powinna zatem przesłaniać faktu, że żądanie „demokratyzacji partii” jest jedynie szczególnym zastosowaniem taktyki tzw. frontu jednolitego, tak drogiej bolszewikom (w tym Trockiemu); bez jednolitego frontu politycznego z Ustriałowianami (Smienowiechowscami) w Partii nieunikniony byłby rozłam organizacyjny; ale ponieważ Trocki odrzucił ten rozłam, właśnie dlatego, że uważał front jednolity nie tylko za możliwy, ale i konieczny94, ten front polityczny nieuchronnie przełożył się na warunki organizacyjne, a oba nurty formalnie należały do tej samej partii.

Jeśli czytelnik potrzebuje przekonania o realności tego frontu (któremu zresztą towarzyszyła fatalna ślepota Trockiego na podział klasowy, oddzielający jego nurt od nurtu komunizmu narodowego już w 1927 roku), wystarczy mu przeczytać ten fragment z tego samego czerwcowego przemówienia z 1927 roku, o którym mowa powyżej, który czterdzieści lat później może jedynie wywołać gniew i rozpacz u marksistowskiego rewolucjonisty, podczas gdy współczesny trockizm, w swojej nieskończonej nieświadomości, z błogim zachwytem go podziwia:

„Gdybyśmy żyli w warunkach sprzed wojny imperialistycznej, przed rewolucją, w warunkach stosunkowo powolnego narastania antagonizmów, sądzę, że rozłam byłby nieskończenie bardziej prawdopodobny niż utrzymanie jedności. Ale dziś sytuacja jest inna”. Nasze różnice zdań znacznie się pogłębiły, antagonizmy ogromnie wzrosły… Ale jednocześnie posiadamy, po pierwsze, ogromną siłę rewolucyjną skupioną w partii, ogromne bogactwo doświadczeń skupionych w dziełach Lenina, w programie i tradycjach partii. Roztrwoniliśmy znaczną część tego kapitału… ale wciąż mamy wiele czystego złota. Po drugie, obecny okres to historyczny okres gwałtownych zwrotów, gigantycznych wydarzeń, kolosalnych lekcji, z których należy i można wyciągnąć wnioski. Doszło do wielkich wydarzeń, które pozwalają nam zweryfikować dwie przeciwstawne linie polityczne. Partia może albo ułatwiać, albo utrudniać zrozumienie i przyswojenie tych lekcji. Wy to utrudniacie. (Uwaga redaktora: To my podkreślamy ten tragiczny eufemizm, którym Trocki próbuje zdefiniować dzieło likwidacji partii klasowej, które obecnie realizuje narodowy komunizm!) „Ale walczymy i będziemy walczyć o partię polityczną rewolucji październikowej. Jesteśmy tak głęboko przekonani o słuszności naszej linii, że nie mamy wątpliwości, że w końcu zakorzeni się ona w świadomości proletariackiej większości naszej partii. Jaki jest zatem obowiązek Centralnej Komisji Kontroli w tych okolicznościach? Uważam, że obowiązek ten powinien polegać na stworzeniu, w tym okresie gwałtownych zmian, bardziej elastycznego i zdrowszego systemu w partii, aby doniosłe wydarzenia mogły płynnie testować przeciwstawne linie polityczne. Partia musi mieć możliwość samokrytyki… w oparciu o te doniosłe wydarzenia”. Jeśli zdecydujemy się to zrobić, twierdzę, że w ciągu roku lub dwóch kurs partii zostanie skorygowany. Nie wolno nam przyspieszać spraw; nie wolno nam podejmować decyzji, których później trudno byłoby odwrócić. Uważajcie, abyśmy nie znaleźli się w sytuacji, w której musielibyśmy powiedzieć: „Rozstaliśmy się z tymi, których powinniśmy byli zatrzymać, i zatrzymaliśmy tych, z którymi powinniśmy byli się rozstać”.

Ten dziwny wniosek ma przynajmniej tę zaletę, że ujawnia nam sekret frontu politycznego Trockiego: w obliczu groźby restauracji reżimu sprzed rewolucji 1917 roku, historycznie wykonalnej (jak widzieliśmy powyżej) poprzez zagraniczną interwencję imperialistyczną, groźby, która dręczy zarówno narodowych komunistów, jak i proletariackich internacjonalistów i będzie ich wszystkich dręczyć do samego końca95, „smienowiechowscy” Partii (innymi słowy stalinowski komunizm narodowy) nie mogą, jego zdaniem, obejść się bez proletariackich internacjonalistów, tak samo jak ci ostatni nie mogą obejść się bez „smienowiechowsców”! Taka jest szalona iluzja, która leży u podstaw polityki „demokratyzacji partii”. Widzimy, że tutaj frontyzm jest również formą owej jedności narodowej, którą w zupełnie innych warunkach Trocki walczyłby z całym rewolucyjnym zapałem, na jaki go było stać, i do którego jedynie organiczna więź łącząca go z rewolucją październikową – nie tylko socjalistyczną, ale i demokratyczną – mogła go doprowadzić do upadku! Jedność narodowa (Union sacrée) w obliczu realnego lub domniemanego zagrożenia ze strony burżuazyjno-demokratycznej kontrrewolucji: jak inaczej wytłumaczyć desperackie wysiłki Trockiego, wymownie zademonstrowane w poniższym fragmencie, by utrzymać, w ramach demokratycznej legalności tej samej partii, konieczną odpowiedź na wojnę, którą frakcja „smienowiechowsców” rozpętała przeciwko nurtowi proletariackiemu?

„Reżim partyjny wynika z całej polityki kierownictwa. Za ekstremistami Aparatu stoi odradzająca się burżuazja krajowa. Za nią stoi burżuazja światowa. Wszystkie te siły obciążają awangardę proletariacką i uniemożliwiają jej podniesienie głowy, zabranie głosu. Im bardziej polityka Komitetu Centralnego odbiega od linii klasowej, tym bardziej jest on zmuszony narzucać ją z góry awangardzie proletariackiej za pomocą środków przymusu. Oto źródło buntowniczego reżimu panującego w partii… Bezpośrednim celem Stalina jest rozbicie partii, rozbicie opozycji, przyzwyczajenie partii do metod fizycznej zagłady, stworzenie grup faszystowskich popleczników, ludzi, którzy pracują pięściami, książkami, kamieniami, by wsadzać ludzi za kratki – w tym miejscu stalinowski kurs na chwilę się zatrzymał, zanim poszedł dalej. Stalinizm znajduje swój nieokiełznany wyraz w dawaniu upustu prawdziwie bandyckim aktom. I powtarzamy, te faszystowskie metody są jedynie ślepym, nieświadomym wypełnianiem porządku społecznego pochodzącego z innych klas (innych niż proletariat). Cel: sparaliżować opozycję w partii i fizycznie ją unicestwić. Już słychać głosy: „Wypędzimy tysiąc, zastrzelimy setkę, a w partii zapanuje spokój”. Tak mówią nędzni ślepcy, przerażeni i jednocześnie spuszczeni ze smyczy. To głos termidora”. A oto drugi panel dyptyku: „Przemoc rozbije się o sprawiedliwą linię polityczną, która ma do swojej dyspozycji rewolucyjną odwagę kadr opozycyjnych. Stalin nie stworzy dwóch partii. Mówimy partii otwarcie: dyktatura proletariatu jest w niebezpieczeństwie. I głęboko wierzymy, że partia – jej proletariackie jądro – usłyszy, zrozumie i naprawi. Partia jest już głęboko wstrząśnięta. Jutro zostanie wstrząśnięta do głębi… Trzymamy dźwignię bolszewizmu. Nie wyrwiecie nam tego. My to załatwimy. Nie odetniecie nas od partii, nie odetniecie nas od klasy robotniczej. Znamy represje, jesteśmy przyzwyczajeni do ciosów. Nie poddamy rewolucji październikowej polityce Stalina, której istotę można streścić w kilku słowach: uciszenie proletariackiego jądra, bratanie się z mediatorami każdego kraju, kapitulacja przed światową burżuazją… Opozycja jest niezwyciężona. Wykluczcie nas dziś z Komitetu Centralnego, tak jak aresztowaliście tylu innych: nasza platforma pójdzie własną drogą… Prześladowania, wydalenia, aresztowania uczynią z naszej platformy najpopularniejszy, najbardziej poruszający, najbardziej ceniony dokument międzynarodowego ruchu robotniczego. Wykluczcie nas, a nie powstrzymacie zwycięstw opozycji: będą one zwycięstwami rewolucyjnej jedności naszej partii i Międzynarodówki Komunistycznej”.

Można by zapełnić strony cytatami dowodzącymi, że do 1936 roku Trocki nie wierzył w kontrrewolucję, która miała miejsce. Wrzesień 1929: „Uważać Komunistyczną Partię (ZSRR), nie jej aparat urzędniczy, lecz jej proletariackie jądro i masy, które za nią podążają, za skończoną, martwą, pogrzebaną organizację, to popadać w sekciarstwo” („Obrona ZSRR”). Luty 1930: „Uważam, że nie ma możliwości przewidzenia wewnętrznych zasobów rewolucji październikowej i że nie ma powodu, by wnioskować, że są one wyczerpane i że nie należy powstrzymywać Stalina od robienia tego, co robi. Nikt nie mianował nas inspektorami rozwoju historycznego. Jesteśmy przedstawicielami określonego nurtu bolszewizmu i bronimy go na każdym kroku i w każdych warunkach” („Bolszewicy-leniniści w ZSRR”). Październik 1932: zesłany na Wyspie Prinkipo, Trocki podsumował swoją krytykę Drugiego Planu Pięcioletniego w następujący sposób: „Zajmowanie się gospodarką to zadanie polityka. Bronią polityki jest partia. Zadaniem wszystkich zadań jest odrodzenie partii, a w ślad za nią rad i związków zawodowych. Fundamentalna naprawa wszystkich organizacji radzieckich jest najważniejszym i najpilniejszym zadaniem roku 1933”.

Na walkę Opozycji o demokratyzację i reformę partii Stalin i jego kolesie odpowiedzieli już w 192696 roku: „Te kadry, odrzucicie je tylko przez wojnę domową!”. Rządy demokratyczne z kolei bardziej hipokrytycznie powołują się na wybory, a to Partia Proletariacka ostrzega klasę robotniczą, że bez wojny domowej nigdy nie uwolni się od burżuazyjnej dominacji politycznej i administracji. Oczywiście nie za to, że rozpoczęła wojnę domową przeciwko państwu stalinowskiemu, ale za to, że dała to samo ostrzeżenie rosyjskiemu i światowemu proletariatowi; za to, że porzuciła demokratyczną reformę partii i państwa w momencie, gdy wróg wypowiedział jej wojnę, trockistowska opozycja straciła wszelkie historyczne szanse na przyczynienie się do długoterminowej historycznej odbudowy rozproszonego i pokonanego światowego ruchu komunistycznego. Trzeba jednak być kompletnie ślepym, żeby nie zauważyć, że nie był to jeszcze pełny zwrot, w całości i w całości, w stronę obozu „demokracji w ogóle”. Tylko współczesna trockistowska głupota mogłaby zaprzeczyć, że rok 1936 był, będąc logicznym zwieńczeniem serii błędów, zdradą samego Trockiego: oto zgubna dialektyka oportunizmu.

Rok 1936 rzeczywiście oznacza początek trzeciej fazy trockizmu, którego katastrofalne stanowiska zostały sformułowane w „Zdradzonej rewolucji”. Tym razem Trocki ostatecznie ugina się pod ciężarem dowodów historycznych: „Stara partia bolszewicka umarła. Żadna siła jej nie wskrzesi. Nowa rewolucja jest nieunikniona… Nie chodzi więc już o groźbę drugiej partii, jak to było dwanaście czy trzynaście lat temu, ale o konieczność istnienia tej partii, jedynej siły zdolnej do kontynuowania rewolucji październikowej”. Uwaga, precyzja jest kluczowa: „rewolucyjny” program, który zaraz odczytamy, nie jest (ani nigdy nie był zamierzony przez Trockiego) międzynarodowym programem rewolucji socjalistycznej, rodzajem korekty narzuconej przez „lekcje historii” niezmiennemu programowi tej rewolucji: tylko niedbalstwo „uczniów”, którzy czytali Trockiego dokładnie tak, jak staliniści czytali… Lenina, mogło to sobie wyobrazić; jest to po prostu program wciąż hipotetycznej rewolucji, która opatrznościowo połączyłaby zerwaną przez stalinizm nić z jednocześnie demokratyczną i socjalistyczną rewolucją Października, zniwelowałaby przepaść między nadziejami 1917 roku a historyczną rzeczywistością 1936 roku, krótko mówiąc, pomściłaby rewolucjonistów, unicestwiając jednym zamachem odrażający prezent, aby sprowadzić ich z powrotem do promiennego punktu wyjścia. Że rewolucja pojmowana w ten sposób była jedynie gorączkowym marzeniem, zostało wystarczająco udowodnione przez historię, ponieważ nigdy nie miała miejsca, a jeśli jej program został w pewnym stopniu zrealizowany, to wcale nie poprzez rewolucję, lecz poprzez reformę; Nie za pośrednictwem partii rewolucyjnej, lecz sił politycznych, których Trocki nienawidziłby, gdyby mógł zobaczyć je w działaniu tak samo, jak nienawidził socjaldemokratów swoich czasów, a mianowicie „destalinizujących” spadkobierców Stalina. Nas jednak interesuje tu nie nierealistyczny charakter tej prognozy, lecz zerwanie z dotychczasowymi zasadami.

Program rewolucji „antybiurokratycznej” głosi:

„Przywrócenie prawa do krytyki i prawdziwej wolności wyborczej to niezbędne warunki rozwoju kraju. Przywrócenie wolności partii radzieckich, począwszy od partii bolszewickiej oraz odrodzenie związków zawodowych są niezbędne. Demokracja doprowadzi do radykalnej rewizji planów gospodarczych w interesie robotników. Swobodna dyskusja o kwestiach ekonomicznych zmniejszy koszty ogólne wynikające z błędów i meandrów biurokracji. Ekstrawaganckie przedsiębiorstwa… budowane na pokaz ustąpią miejsca robotniczym mieszkaniom. Burżuazyjne standardy dystrybucji zostaną najpierw zredukowane do proporcji dyktowanych przez surową konieczność, a następnie, wraz ze wzrostem zamożności, znikną w cieniu socjalistycznej równości. Stopnie zostaną natychmiast zniesione, a odznaczenia staną się jedynie dodatkiem. Młodzież będzie mogła swobodnie oddychać, krytykować, popełniać błędy i dojrzewać. Nauka i sztuka zrzucą kajdany”. Polityka zagraniczna powróci do tradycji rewolucyjnego internacjonalizmu. Oto dwie możliwości: albo komunizm jest niczym więcej niż negacją jakiejkolwiek możliwości zniesienia nie tylko klas, ale nawet najdrobniejszych wad cywilizacji burżuazyjnej za pomocą demokracji politycznej, a w takim przypadku taki program wyrzuca komunizm za burtę, by rzucić się na głęboką wodę socjaldemokracji; albo ten program nie jest socjaldemokratyczny i w takim przypadku będziemy potrzebować kogoś, kto nam wyjaśni, czym jest komunizm!

Na ten dylemat „teoretyczna dyplomacja” zdegenerowanego trockizmu znalazła rozwiązanie, które bardzo przypomina owe lekarstwa, o których mówi się, że są gorsze od choroby. Tak pisał Izaak Deutscher (polski trockista, który stał się ekspertem od spraw Europy Wschodniej dla oświeconej anglosaskiej burżuazji) w swojej „Niedokończonej rewolucji”: „W społeczeństwie postkapitalistycznym (takim jak ZSRR – przyp. red.) wolność słowa i zrzeszania się musi pełnić radykalnie inną funkcję niż w kapitalizmie”. Dlaczego? Bo, zrozumcie, „w społeczeństwie postkapitalistycznym nie ma mechanizmów ekonomicznych, które mogłyby utrzymać masy w niewoli. Tylko siła polityczna może to osiągnąć”. Nie dość, że socjaldemokracja nie jest uniknięta, to jeszcze popada w anarchistyczny idiotyzm, niezdolna pojąć, że nigdy, nigdzie w historii, nie istniała „siła polityczna” – to znaczy zorganizowany przymus – która nie powstałaby z istnienia jakiegoś rodzaju „ekonomicznych mechanizmów zniewolenia” w społeczeństwie! Biedny Trocki, wielki nieszczęsny marksisto, twoi uczniowie nawet nie zauważyli, że spędziłeś większość życia jako opozycjonista, opisując „ekonomiczne mechanizmy zniewolenia” działające w postpaździernikowym społeczeństwie rosyjskim!

W swoim głębokim oszołomieniu rosyjskim społeczeństwem i gospodarką, w swoim wyraźnie deklarowanym pragnieniu „odrzucenia utartych kategorii społecznych, takich jak kapitalizm (w tym kapitalizm państwowy) i socjalizm” („Zdradzona rewolucja”), Trocki nie wyparłby się terminu „postkapitalizm”: dwa pokolenia „bojowników”, którzy w kwestiach rewolucyjnej wiary, a nawet marksizmu, byli w porównaniu z nim jedynie pigmejami, wystarczająco wyśmiewały jego „sprzeczności logiczne”, by stało się to powszechnie znane. Ale nie o to chodzi. Tchórzostwo oportunisty (mającego „prawo do krytyki”) musimy pozostawić obwinianiu niepowodzeń, nawet rzeczywistych, „liderów” za własny brak zasad. Załóżmy dla jasności, że Trocki doprowadził tę „porażkę” do stwierdzenia: ZSRR jest w 50% socjalistyczny, ale także w 50% burżuazyjny, a nawet podburżuazyjny. Pytanie, jakie rodzi idiotyczne uzasadnienie, jakie Deutscher (traktowany jako zaledwie przykład współczesnego trockizmu) podaje dla ponownego wprowadzenia demokratyzmu do komunizmu, pozostałoby dokładnie takie samo: czy ta demokratyczna „rewolucja”, o której marzył Trocki, była zatem wymierzona w „socjalistyczną połowę”, czy wręcz przeciwnie, w „kapitalistyczną połowę” społeczeństwa popaździernikowego? Pytanie to może wydawać się dziwne, ale tak się składa, że już w 1929 roku sam Trocki odpowiedział na nie w polemice z pewnym towarzyszem Uhrbahnsem, który już wtedy pragnął sprowadzić Rosję na drogę socjalizmu… poprzez demokratyczną walkę ze Stalinem: „Wolność koalicji oznacza «wolność» (wiemy, której!) prowadzenia walki klasowej w społeczeństwie, w którym gospodarka opiera się na kapitalistycznej anarchii, a polityka mieści się w ramach tego, co nazywa się demokracją”. Ale socjalizm jest nie do pomyślenia… bez systematyzacji wszelkich stosunków społecznych… (Rola związków zawodowych w tym kraju nie ma zatem) nic wspólnego z rolą związków zawodowych w państwach burżuazyjnych, gdzie wolność koalicji jest nie tylko odbiciem, ale i aktywnym elementem kapitalistycznej anarchii… Teraz Urbahns wysuwa hasło wolności koalicji właśnie w ogólnym znaczeniu słowa demokracja… Jest to absolutnie słuszne97 pod jednym małym warunkiem: że uznamy, iż termidor się dokonał98. Ale w tym przypadku Urbahns nie idzie wystarczająco daleko. Wysuwanie wolności koalicji jako odosobnionego żądania jest karykaturą polityki. Wolność koalicji jest nie do pomyślenia bez wszystkich innych „wolności”. Ale te wolności są nie do pomyślenia poza ustrojem demokratycznym, to znaczy poza kapitalizmem. Musimy nauczyć się wiązać koniec z końcem” („Obrona ZSRR”).

Kluczowa kwestia. W omawianej sprawie „wiązanie końca z końcem” oznacza zrozumienie, że neoliberalny program rewolucyjny, opracowany przez komunistę Trockiego dla ZSRR w 1936 roku, nie ma nic wspólnego z tym, co mógł on powiedzieć, a nawet pomyśleć o istnieniu postkapitalizmu w Rosji, lecz wręcz przeciwnie, jest całkowicie spójny z jego uporczywym negowaniem rosyjskiego socjalizmu, jeśli nie całkowicie spójny z jego własną charakterystyką XX wieku i marksistowską krytyką demokracji politycznej. To stwierdzenie zgorszy zarówno jego „uczniów”, jak i wielu jego przeciwników, zwłaszcza tych, którzy na neosocjaldemokratyczne odchylenie Trockiego byli w stanie odpowiedzieć jedynie neoanarcho-syndykalistą. Ci nieszczęśni ludzie głęboko wierzą, każdy z nich, w rzeczywistość „nowego społeczeństwa”, charakteryzującego się klasową dominacją biurokracji, tej słynnej biurokracji, która była zarówno proletariackie, o ile broniło własności państwowej, i burżuazyjne, o ile uciskało proletariat i groziło poprowadzeniem kraju do klęski w wojnie imperialistycznej, a zatem do przywrócenia burżuazyjnego reżimu Zgromadzenia Konstytucyjnego ze wszystkimi groźbami powrotu do dawnego ustroju, jakie się z tym wiązały. A ich nieszczęście polegało na tym, że nigdy nie zdali sobie sprawy, że ta „biurokracja” była niczym więcej niż kiepską próbą społecznej personifikacji historycznej roli stalinizmu, innymi słowy, szaloną próbą wydobycia sprzeczności, jakie stalinizm przedstawiał wszystkim, z matrycy jednej grupy społecznej99, gdy oczywiście cały kompleks uwarunkowań narodowych i międzynarodowych, z których się wyłonił, nie był w stanie go wyjaśnić. Gdyby zdali sobie z tego sprawę, zamiast mylić zawiłości Trockiego z obiektywną tajemnicą nowego społeczeństwa, zrozumieliby również, że „postkapitalizm”, jako pseudodualizm w roli biurokracji w stosunku do socjalizmu, był niczym więcej niż ideologicznym uzasadnieniem jednolitego frontu politycznego (jakkolwiek osobliwie by go nazwać), w którym Trocki wbrew wszelkim przeciwnościom starał się utrzymać resztki partii klasowej w Rosji w więzach z partią „smienowiechowstwa”. Musimy „nauczyć się wiązać koniec z końcem”, a także odróżniać przyczynę od skutku! Jeśli zapytamy się, dlaczego ten jednolity front, „postkapitalizm” nie da nam najmniejszej odpowiedzi! Dla Trockiego „postkapitalizm” istnieje jedynie o tyle, o ile rosyjskiemu społeczeństwu pozostaje historyczna możliwość zmierzania w kierunku socjalizmu, możliwość zdefiniowana wewnętrznie przez brak restauracji reżimu Zgromadzenia Konstytucyjnego ze wszystkimi konsekwencjami, jakie wiązałoby się to ze zwycięstwami rewolucji demokratycznej dokonanej w Październiku, a zewnętrznie przez rewolucję proletariacką. „Postkapitalizm” to nie jakiś stopień „socjalizmu”, a po prostu rodzaj ziemi niczyjej, na której tendencje socjalizmu toczą walkę z tendencjami kapitalizmu ucieleśnionymi przez stalinizm. Aby utworzyć zjednoczony front, muszą istnieć oczywiście dwie strony. Ale fakt istnienia dwóch stron w żaden sposób nie wyjaśnia istnienia zjednoczonego frontu! Nienawistny jako grabarz proletariackiej i marksistowskiej tradycji bolszewizmu, jako punkt oparcia dla wszystkich oportunistycznych odchyleń Międzynarodówki, jako siła uderzeniowa przeciwko wszystkim jej proletariackim nurtom, stalinizm, nikczemne nacjonalistyczne odchylenie z punktu widzenia proletariatu, nigdy nie jest, z punktu widzenia rewolucji demokratycznej Rosji, niczym innym, jak tylko odmianą smienowiechowstwa, to znaczy nurtu, który nie kwestionuje już zdobyczy tej rewolucji, który wyrzeka się restauracji reżimu Zgromadzenia Ustawodawczego, a zatem jednocześnie nie pozwala Rosji powrócić do jej poprzedniej pozycji „zniewolonego, półkolonialnego, bez przyszłości”. Krótko mówiąc, kapitalizm spełnia „postępową misję historyczną”, która polega na rozwijaniu sił wytwórczych, na likwidacji przedburżuazyjnych stosunków, w których Rosja pozostałaby zamrożona bez rewolucji październikowej. Rozważania klasowe w szerokim znaczeniu – to znaczy w rozumieniu interesów międzynarodowego ruchu komunistycznego – popychają Trockiego do zaciekłej walki ze stalinizmem jako oportunizmem politycznym; rozważania klasowe w wąskim znaczeniu – to znaczy w rozumieniu bezpośrednich interesów rosyjskich robotników, poddanych przez to „ciało prowokujące”, które tworzy nowe państwo, najstraszniejszej presji, jakiej kiedykolwiek doświadczyła klasa robotnicza – również popychają go do walki ze stalinizmem równie zaciekle, jak ze „socjalizmem w jednym kraju”, czyli ideologicznym kamuflażem prawdziwego ucisku społecznego. Ale ani w szerokim znaczeniu, ani nawet w wąskim, żadne rozważania klasowe nie mogły przekonać Trockiego – przynajmniej do 1936 roku – do radykalnego zerwania ze stalinizmem jako rosyjskim smienowechowstwem, to znaczy jako historycznym czynnikiem prawdziwej rewolucji gospodarczej i społecznej, którą jego socjalistyczne skrupuły mogłyby chcieć kontrolować i dyscyplinować, ale nie zapobiegać, ponieważ w oczywisty sposób tworzył on owe słynne „materialne bazy”, bez których socjalizm jest nie do pomyślenia. To był fatalny błąd: uznanie przez marksizm postępowej roli kapitalizmu towarzyszyło wszędzie i zawsze nie tylko całkowitej nieustępliwości partii klasowej wobec własnych postulatów społecznych, ale także maksymalnej niezależności politycznej od partii opozycyjnej, przynajmniej wtedy, gdy partia klasowa nie była przesiąknięta oportunizmem. Otóż, w samej naturze błędu politycznego leży niemożność znalezienia solidnych podstaw teoretycznych. Wręcz przeciwnie, fundamentalny błąd polityczny skazany jest na żałosne uzasadnienia ideologiczne, a diabeł wie, czy te, które Trocki zasugerował w zamian za swoje, były rzeczywiście wadliwe. Aby to jednak dostrzec, trzeba było być co najmniej tak marksistowskim jak on; trzeba było zrozumieć, że socjalizm nie jest możliwy bez wcześniejszego rozwinięcia jego materialnych podstaw, czego uczniowie Trockiego, popadwszy z powrotem w socjalizm rynkowy i tym samym sprowadzając wszystko do zastąpienia zarządzania pracodawcy przez zarządzanie pracownika, okazali się niezdolni pojąć, nawet jeśli mieli tę zasługę, że odmówili pójścia za nim na gruncie demokracji politycznej; ale trzeba było też zrozumieć, co Trocki zawsze słusznie twierdził, a mianowicie, że demokracja jest nie do pomyślenia poza kapitalizmem (co w żaden sposób nie oznacza, że kapitalizmu nie da się wyobrazić bez demokracji)! Nie mogąc dotrzeć do tej elementarnej marksistowskiej prawdy, „uczniowie” nie dostrzegli, że nawet gdyby Trocki nigdy nie napisał ani jednego zdania dowodzącego nieistnienia socjalizmu w Rosji, jego program neoliberalnej rewolucji z 1936 roku sam w sobie stanowiłby dorozumiane potwierdzenie tego nieistnienia.

W rzeczywistości TROCKI NIGDY NIE WIERZYŁ W ROSYJSKI SOCJALIZM, nigdy nawet nie pomylił CECH SOCJALIZMU Z CECHAMI KAPITALIZMU, w przeciwieństwie do swoich zdegenerowanych uczniów, którzy mówią nam o demokratycznym socjalizmie tylko o tyle, o ile wierzą w socjalizm merkantylny, a którzy wierzą w socjalizm merkantylny, ponieważ – po raz kolejny – nic nie zrozumieli z polemiki Trockiego ze stalinizmem. Kiedy w okresie pierwszych dwóch pięciolatek, wyśmiewał on jego twierdzenie o „wyrzuceniu NEP-u za burtę”, to znaczy o zniesieniu stosunków rynkowych wyłącznie mocą woli administracyjnej, innymi słowy o ograniczeniu burżuazyjnej anarchii wyłącznie mocą władzy politycznej, Trocki celował w tą dobrowolną utopie socjalizmu w jednym kraju i jedynie wiernie bronił polityki kontrolowanego kapitalizmu, którą Lenin słusznie uważał za jedyną możliwą w oczekiwaniu na rewolucję światową. Ale jego naiwni uczniowie, równie dobrze poinformowani i przede wszystkim przenikliwi, mówili sobie, że broni on „prawdziwej polityki ekonomicznej socjalizmu” przed „fałszywą polityką” Stalina i doszli do wniosku – dokładnie tak samo jak staliniści z następnej epoki – że socjalizm nie może istnieć bez rynku i pracy najemnej!100 Pomijając tę uciążliwą kaskadę błędów, musimy pozostawić Trockiemu udowodnienie tego, co twierdzimy:

„Państwowa własność środków produkcji dominuje niemal wyłącznie w przemyśle. W rolnictwie reprezentowana jest jedynie przez sowchozy, które obejmują nie więcej niż 10% zasiewów. W kołchozach własność spółdzielcza… łączy się w różnych proporcjach z własnością państwową i indywidualną. Ziemia, prawnie należąca do państwa, ale oddana kołchozom w „wieczyste użytkowanie”, niewiele różni się od własności spółdzielczej… Nowa konstytucja… głosi „własność państwa, innymi słowy, całego narodu”. Podstawowy sofizmat oficjalnej doktryny. Niezaprzeczalnym jest, że marksiści – począwszy od samego Marksa – używali w odniesieniu do państwa robotniczego terminów „własność państwowa”, „własność narodowa” lub „własność socjalistyczna”. W szerszej skali historycznej ten sposób mówienia nie przedstawiał żadnych istotnych wad. Staje się jednak źródłem poważnych błędów i oszustw, gdy tylko dotyczy pierwszych, wciąż niepewnych etapów ewolucji nowego społeczeństwa, odizolowanego i gospodarczo zacofanego w stosunku do krajów kapitalistycznych. Własność prywatna, aby stać się społeczną, musi przejść przez nacjonalizację, tak jak gąsienica, aby stać się motylem, musi przejść przez poczwarkę. Lecz poczwarka to nie motyl. Miriady poczwarek giną, zanim staną się motylami. Własność państwowa staje się własnością „całego ludu” dopiero w takim stopniu, w jakim przywileje i wyróżnienia społeczne zanikają, a w konsekwencji państwo traci rację bytu. Innymi słowy, własność państwowa staje się socjalistyczna w takim stopniu, w jakim przestaje być własnością państwową. Wręcz przeciwnie, im bardziej państwo radzieckie wznosi się ponad lud, tym ostrzej jako strażnik własności, przeciwstawia się ludowi, który ją trwoni, i tym wyraźniej świadczy przeciwko socjalistycznemu charakterowi własności państwowej… „Ogromna przewaga państwowych i kolektywnych form gospodarki, jakkolwiek ważna dla przyszłości, nie eliminuje innego, nie mniej poważnego problemu: siły tendencji burżuazyjnych w samym „sektorze socjalistycznym”, nie tylko w rolnictwie, ale i w przemyśle. Dynamika wzrostu gospodarczego pociąga zatem za sobą pewne rozbudzenie drobnomieszczańskich apetytów nie tylko wśród chłopów i inteligencji, ale także wśród uprzywilejowanych robotników”.101 Sama opozycja między indywidualnymi rolnikami a kołchozami oraz między rzemieślnikami a państwowym przemysłem nie daje najmniejszego pojęcia o wybuchowej sile tych apetytów, które przenikają całą gospodarkę kraju i wyrażają się, mówiąc wprost, w dążeniu każdego do tego, by dawać społeczeństwu jak najmniej i brać jak najwięcej. możliwe z tego… Podczas gdy państwo nieustannie walczy z molekularnym działaniem sił odśrodkowych, same kręgi rządzące stanowią główne miejsce zarówno legalnej, jak i nielegalnej akumulacji prywatnej. Zamaskowane nowymi normami prawnymi, tendencje drobnomieszczańskie niełatwo uchwycić statystykami. Ale „socjalistyczna” biurokracja, ta monstrualna i stale rosnąca narośl społeczna… świadczy o ich wyraźnej dominacji w życiu gospodarczym”. „Robotnik w naszym kraju nie jest najemnym niewolnikiem, sprzedawcą pracy-towaru. „Jest wolnym robotnikiem” – twierdzi „Prawda”. Niedopuszczalne przechwałki. Przekazanie fabryk państwu zmieniło jedynie status prawny robotnika; w rzeczywistości żyje on w ubóstwie, pracując określoną liczbę godzin za określoną płacę. Nadzieje, które robotnik pokładał wcześniej w partii i związkach zawodowych, po rewolucji przeniósł na stworzone przez siebie państwo. Lecz pożyteczna praca tego państwa została ograniczona przez niedostatki technologii i kultury. Utworzył się cały korpus szmalcowników… Pracując na akord, żyjąc w skrajnej nędzy, pozbawiony swobody przemieszczania się, poddany nawet w samej fabryce straszliwemu reżimowi policyjnemu, robotnik z trudem mógł uważać się za wolnego robotnika. Urzędnik państwowy jest jego szefem, państwo jego panem…”

„Walka o zwiększenie wydajności pracy, w połączeniu z troską o obronę narodową, stanowi istotę działalności rządu radzieckiego. Na różnych etapach walka ta przybierała rozmaite formy…: brygady szturmowe w czasie pierwszej pięciolatki i na początku drugiej…; próby wprowadzenia swoistego systemu akordowego (który konfrontował się z urojoną walutą i zróżnicowaniem cen); państwowy system dystrybucji zastępujący elastyczne różnicowanie płac „premiami”, które w rzeczywistości oznaczały biurokratyczną arbitralność… Dopiero zniesienie kartek żywnościowych, początek stabilizacji rubla i ujednolicenie cen umożliwiły (powrót do) pracy akordowej lub zadaniowej. Sekret… tego systemu superwyzysku nie został wynaleziony przez radzieckich administratorów: Marks uważał go za najlepiej odpowiadający kapitalistycznemu sposobowi produkcji”.

Powrót do pracy akordowej po rehabilitacji rubla, jak powiedział Trocki, nie oznaczał wyrzeczenia się czysto wyimaginowanego socjalizmu, lecz raczej „porzucenie prymitywnych złudzeń”. „Formuła płac jest po prostu lepiej dostosowana do zasobów kraju: “prawa nigdy nie mogą wznieść się ponad system ekonomiczny” (cytat z Marksa)”.

„Ale kręgi rządzące ZSRR nie mogą obejść się bez kamuflażu społecznego. (Dla nich) rubel staje się jedynym i prawdziwym środkiem realizacji socjalistycznej (!) zasady wynagradzania za pracę. Skoro w starych monarchiach wszystko było królewskie, aż po pisuary, nie należy wnioskować, że w państwie robotniczym wszystko staje się socjalistyczne siłą rzeczy!… Rubel jest jedynym i prawdziwym środkiem zastosowania kapitalistycznej zasady (podkreślonej przez Trockiego) wynagradzania za pracę… Gdy rytm pracy jest wyznaczany przez pogoń za rublem, ludzie nie pracują według swoich możliwości102, to znaczy według stanu Swoimi mięśniami i nerwami, sami sobie zadają gwałt. Tę metodę można, ściśle rzecz biorąc, usprawiedliwić jedynie powołując się na palącą konieczność: uczynienie z niej „fundamentalnej zasady socjalizmu” oznacza podeptanie ideałów nowej i wyższej kultury, aby pogrzebać je w zwyczajowym bagnie kapitalizmu… Niższa faza komunizmu niewątpliwie wymaga utrzymania ścisłej kontroli nad pracą i konsumpcją, ale zakłada w każdym razie bardziej humanitarne formy kontroli niż te wymyślone przez wyzyskujący geniusz Kapitału… Państwowa własność środków produkcji nie zamienia gnoju w złoto ani nie otacza spoconego systemu aureolą świętości… Przymus państwowy i przymus monetarny należą do dziedzictwa społeczeństwa podzielonego klasowo… W społeczeństwie komunistycznym państwo i pieniądz znikną. Ich stopniowe zanikanie musi zatem rozpocząć się pod rządami socjalistycznymi. O prawdziwym zwycięstwie socjalizmu możemy mówić dopiero od momentu historycznego, gdy państwo przestanie być państwem tylko z nazwy, a pieniądz zacznie tracić swoją magiczną moc. Oznacza to, że socjalizm, uwalniając się od kapitalistycznych fetyszy, zacznie ustanawiać jaśniejsze, swobodniejsze i bardziej godne relacje między ludźmi… Nacjonalizacja środków produkcji i kredytu, kontrola handlu wewnętrznego przez spółdzielnie i państwo, monopol na handel zagraniczny, kolektywizacja rolnictwa i prawa spadkowe nakładają surowe ograniczenia na osobistą akumulację pieniędzy i utrudniają ich przekształcenie w kapitał prywatny (lichwiarski, handlowy i przemysłowy). Ta funkcja pieniądza nie zostaje jednak wyeliminowana… lecz jedynie przeniesiona na powszechne państwo handlowe, bankowe i przemysłowe… Rola pieniądza w gospodarce radzieckiej, daleka od zakończenia, wciąż ma wiele do rozwinięcia…”

Tylko opisana powyżej rzeczywistość kapitalistyczna mogła doprowadzić Trockiego do przekonania o konieczności nowej rewolucji; tylko ta rzeczywistość kapitalistyczna mogła mu podsunąć tę sugestywną analogię: „Historia doświadczyła, oprócz rewolucji społecznych, które zastąpiły feudalizm reżimem burżuazyjnym, rewolucje polityczne, które, nie naruszając ekonomicznych podstaw społeczeństwa, obaliły stare formacje rządzące (1830 i 1848 we Francji, luty 1917 w Rosji). Przewrót kasty bonapartystycznej103 będzie miał naturalnie głębokie konsekwencje społeczne; będzie jednak utrzymywany w ramach transformacji politycznej”.

Jeśli przyjmiemy, jak dzisiejsi zdegenerowani trockiści, że ta rewolucja polityczna opiera się na socjalizmie lub mówiąc mniej statycznie, na konkretnym momencie socjalistycznej transformacji społeczeństwa, niespójność staje się rażąca i pojawia się mnóstwo pytań: Czy zatem dyktatura proletariatu jest zbędna dla transformacji socjalistycznej? Czy zatem socjalistyczna transformacja może postępować, mimo że władza wypadła już z rąk proletariatu, który musi ją następnie odzyskać rewolucyjnie, lecz po prostu kontynuować tę samą drogę na poziomie społeczno-ekonomicznym? Jeśli przyjmiemy kapitalistyczną podstawę, wszystko staje się jasne, choć nie do końca trafne: proletariat stracił władzę; zatem kapitalistyczna transformacja drobnomieszczańskiej Rosji nie jest już częścią marszu ku socjalizmowi, lecz raczej fazą globalnej reakcji; aby ponownie otworzyć drogę do socjalizmu, proletariat musi odzyskać władzę. Ale nawet jeśli mu się to uda, nie może, w ramach krajowych ram, mniej niż dwadzieścia lat po Październiku, przejść do fazy niższego socjalizmu; nadal nie może znieść rynku, pracy najemnej ani burżuazyjnych stosunków produkcji; może jedynie wspiąć się o kilka szczebli w kolejności historycznych sposobów produkcji: rewolucja ma charakter polityczny, a nie społeczny. Ogromna niespójność polega na wyobrażaniu sobie, że tak jak w 1917 r. proletariat mógłby zostać doprowadzony (lub jeszcze lepiej, przywrócony) do władzy przez rewolucję ludową: pierwotny sojusz socjalistycznego proletariatu i demokratycznego chłopstwa miał swój raison d’être w 1917 r.: konieczność rewolucji demokratycznej, to znaczy likwidacja wielkiej własności ziemskiej. W 1936 r. ta rewolucja nie ma już miejsca: jest zakończona; Nawet w przypadku restauracji wątpliwe jest, aby reżim Zgromadzenia Konstytucyjnego mógł zrobić znacznie więcej, aby znieść społeczne zdobycze rewolucji demokratycznej, niż Burbonowie po powrocie do Francji po upadku Cesarstwa. W tych nowych warunkach sojusz proletariatu ze wszystkimi klasami ludowymi nie może już mieć rewolucyjnego znaczenia, jakie miał w 1917 r.: nawet pomyślany w ramach ruchu powstańczego, może mieć jedynie wulgarne znaczenie demokratyczne i socjaldemokratyczne; zjednoczenie całego ludu dla wolności, haniebny sztandar antyfaszyzmu, który nigdy nie zdołał doprowadzić do rewolucji, nawet „czysto politycznej”. Tak więc, inspirowany nostalgią za Październikiem, hojnym oburzeniem na narastający ucisk społeczny w ramach „socjalizmu w jednym kraju”, stanowisko Trockiego w 1936 roku stanowiło mimo wszystko likwidację jego marksizmu i jego komunistycznych zasad.104

Pewne jest, że „logiczne sprzeczności” przywódcy Opozycji w znacznym stopniu uniemożliwiły jego zwolennikom odszyfrowanie znaczenia przełomu 1936 roku. Lecz uzbrojona w swoją doktrynę i krytyczną metodę, Partia Klasowa ze swej strony nie potrzebuje spójności jednostek; przywiązana do zasad, które są zdobyczami doświadczenia życiowego, walki proletariatu, nie ryzykuje, jak oportunizm, pomylenia nieuniknionych ludzkich błędów pokonanych rewolucjonistów z „lekcjami historii”!

Gospodarka Radziecka od Października do dziś

Wprowadzenie

Nasze partyjne tezy na temat gospodarki radzieckiej mają znaczenie znacznie wykraczające poza ich przedmiot; stanowią one integralną część obrony programu komunistycznego, który niektórzy uważają za utopijny, a który inni całkowicie sfałszowali na trzy sposoby: po pierwsze, przedstawiając jako zadania socjalistyczne zadania partii proletariackiej w Rosji w 1917 r., sformułowane przez bolszewików; po drugie, twierdząc, że „osiągnięcia” epoki stalinowskiej były w doskonałej ciągłości z celami pierwotnego programu; i wreszcie, przedstawiając te „osiągnięcia” jako samą „budowę socjalizmu”; W ten sposób socjalizm, nowy globalny sposób produkcji, który miał zastąpić kapitalizm po rewolucji i ustanowieniu dyktatury klasowej, stopniowo obejmującej wszystkie kraje i kontynenty – zgodnie z wizją Marksa i Lenina – stałby się domeną państw narodowych kierowanych przez jedną partię, ale posługujących się demokratycznym i populistycznym językiem oraz żyjących w pokojowym współistnieniu ze strażnikiem porządku burżuazyjnego, superimperializmem USA.

Świadome czy nieświadome, interesowne czy ślepe, wszystkie te zniekształcenia mają tylko jeden skutek: nie zniszczenie wiary proletariatu w socjalizm, ponieważ została ona poważnie zachwiana przez stalinowską kontrrewolucję, ale sparaliżowanie odnowy klasowej, czyli reorganizacji wokół autentycznego programu komunistycznego sił proletariackich, które już otwarty kryzys burżuazyjny popycha do buntu i walki po tylu latach apatii – krótko mówiąc, przeszkodzenie odbudowie Międzynarodówki proletariackiej na ruinach starego ruchu komunistycznego, który poniósł porażkę w hańbie i negacji. Jeśli to prawda w odniesieniu do proletariatu zachodniego, to cóż można powiedzieć o proletariacie niemieckim i środkowoeuropejskim, który, będąc naocznymi świadkami odczuł stalinowski „socjalizm”, z trudem może teraz uciec przed wszelkimi burżuazyjnymi i demokratycznymi sugestiami „destalinizatorów”, tym bardziej że ich tezy, choć jeszcze bardziej odległe od zasad socjalistycznych niż tezy starego „despoty”, są jednocześnie produktem czysto burżuazyjnego postępu gospodarczego, osiągniętego pod jego żelazną ręką. To właśnie ten burżuazyjny postęp, na który uciskane masy nie mogą być obojętne, i tylko on pozwala spadkobiercom Stalina osłaniać się prestiżem wyższej mądrości, pogrążając się jednocześnie głębiej niż kiedykolwiek w bagnie burżuazyjnej ideologii.

W radykalnej opozycji do wszystkich tych wypaczeń, tezy partii klasowej w kwestii rosyjskiej przedstawiają się w skrócie następująco:

1) Pierwotny program ekonomiczny bolszewizmu i niektóre z odpowiadających mu sformułowań politycznych (demokracja radziecka) nie są ani programem, ani sformułowaniami transformacji rozwiniętej gospodarki kapitalistycznej w socjalistyczną, ponieważ w Rosji istniały jedynie zalążki takiej gospodarki kapitalistycznej, zanurzone w morzu drobnej produkcji towarowej w rolnictwie. Nie można ich zatem przenieść jako takich – to znaczy w oderwaniu od rosyjskiego i światowego kontekstu lat 1917–1926 – do bezpośredniego programu przyszłej rewolucji socjalistycznej w Europie i Ameryce. Nie można by być tak pewnym co do Azji czy Afryki, gdyby dynamika tamtejszych walk społecznych miała wysunąć na pierwszy plan partię proletariacką typu bolszewickiego; Ale to właśnie ta hipoteza, wobec braku proletariackich tradycji rewolucyjnych choćby w przybliżeniu porównywalnych z tymi, z których wyłonił się bolszewizm w kontekście Europy sprzed 1914 r. i II Międzynarodówki, sprawia, że jest ona wysoce nieprawdopodobna, jeśli nie absurdalna, zwłaszcza jeśli dodamy do tego krystalizację czysto burżuazyjnego nurtu antyimperialistycznego i przejście samego imperializmu (z wyjątkiem Chin i Wietnamu) od polityki blokady gospodarczej na rzecz eksportu kapitału.

2) Ten początkowy program gospodarczy bolszewizmu nie jest również programem przejścia przedburżuazyjnej Rosji do pełnego kapitalizmu. Chociaż Lenin i bolszewicy nigdy nie wierzyli w możliwość całkowitego „pominięcia” fazy kapitalistycznej, a nawet radykalnie wykluczali możliwość jej skrócenia bez pomocy rewolucji światowej, nigdy też nie zgodzili się na to, by stać się jedynie zarządcami narodowego kapitalizmu, jakkolwiek „postępowy” mógłby on być uważany w ramach ściśle rosyjskich. Wręcz przeciwnie, przewidywali upadek dyktatury proletariatu, gdyby ta rewolucja nie nastąpiła. W rzeczywistości ich program to zestaw środków mających na celu dwa sprzeczne cele: z jednej strony ożywienie życia gospodarczego w ramach narzuconych przez przeszłość; z drugiej strony, w oczekiwaniu na rewolucję, zaszczepienie postępu kapitalistycznego (wzrost wydajności pracy i produkcji poprzez mechanizację rolnictwa i nacjonalizację przemysłu) w wciąż barbarzyńskim kraju. Z drugiej strony, konieczne jest zwalczanie politycznych i społecznych skutków takiego odrodzenia i postępu, a mianowicie oportunistycznej korupcji partii, zróżnicowania społecznego i ucisku klasy robotniczej. Dopiero gdy ustanie ta walka o kontrolę nad odrodzonym kapitalizmem w interesie klasowym proletariatu, jednocześnie wyłoni się teoria socjalizmu w jednym kraju i… niekontrolowany kapitalizm.

3) Już w okresie NEP-u i za życia Lenina realny rozwój gospodarczy nie odpowiadał już leninowskiemu programowi „kontrolowanego kapitalizmu”, ponieważ towarzyszyły mu zjawiska, z którymi marksistowskie skrzydło partii daremnie próbowało walczyć, a które pod pozorem biurokratyzacji (by zapożyczyć terminy używane przez Lenina i Trockiego) w rzeczywistości odzwierciedlały zwycięstwo anarchii merkantylistycznej i burżuazyjnej nad wolą rewolucyjną. Pierwszym przejawem nowego oportunizmu w Rosji było negowanie tych zjawisk, idealizowanie NEP-u i odrzucanie wszelkich prób ich zwalczania jako zagrożenia dla demokratycznego sojuszu robotników i chłopów. Drugi – znacznie poważniejszy – polegał na twierdzeniu, że nawet bez technicznych podstaw rozwiniętego kapitalizmu możliwe jest powstrzymanie anarchii wynikającej z dominacji drobnej produkcji towarowej wyłącznie suwerenną władzą państwa, i kontynuowanie tego, co Trocki, z okrutną, ale w pełni uzasadnioną ironią, nazwałby „administracyjną likwidacją NEP-u”. Tutaj odchylenie nacjonalistyczne idzie w parze z odchyleniem woluntarystycznym. W wymiarze wewnętrznym sprzeciw „socjalizmu w jednym kraju” wobec pierwotnego programu bolszewizmu jest dwojaki: uświęca on jako „socjalistyczne” wszystkie kategorie (wartość, ceny, płace, kapitał) i stosunki (wymianę, despotyzm fabryczny, ucisk państwowy, rozbudowę aparatu administracyjnego), których Lenin i prawdziwi bolszewicy nigdy nie definiowali jako niczego innego niż kapitalistyczne; porzuca wszelką troskę o klasową obronę proletariatu przed skutkami „koniecznego kapitalizmu”, posuwając się aż do przywrócenia, w imię socjalizmu, form wyzysku siły roboczej charakterystycznych dla brutalnego wczesnego okresu ery burżuazyjnej. W wymiarze międzynarodowym towarzyszy temu „kapitulacja przed światowym kapitalizmem, pojednanie z socjaldemokratycznym oportunizmem i zdławienie nurtu proletariackiego w Międzynarodówce”.

Podsumowując, jeśli „kontrolowany kapitalizm” Lenina dał początek niekontrolowanemu kapitalizmowi Stalina pod maską socjalizmu, to wynika to z jednej strony z praw ekonomicznych silniejszych niż wola nawet najlepszej partii rewolucyjnej, a z drugiej – z porażki europejskiego i globalnego proletariatu, który nie odpowiedział na autentycznie komunistyczne wezwanie „Dwustronnej Rewolucji” w Rosji. Jest to zatem proces nieodwracalny; nie da się zacząć od nowa i skorygować historycznego kursu, który rozpoczął się w Październiku, w sposób dla nas korzystniejszy. To właśnie potępia czysto polityczny program „rewolucji antybiurokratycznej”, zrodzony z nostalgii Trockiego za chwalebnymi, wczesnymi latami rewolucji bolszewickiej. Nie powraca się dwa razy do ścieżek historii. Co więcej, przebyta bolesna droga nie będzie jedynie bezużyteczną męką: dziś, po pięćdziesięciu jeden latach rosyjskiego i światowego rozwoju kapitalistycznego, możemy spokojnie stwierdzić, że wreszcie uwolniona od wszystkich „zadań przejściowych”, przyszła Międzynarodówka będzie mogła bezpośrednio zająć się wielkim zadaniem, jedynym, które kiedykolwiek interesowało proletariat i jego partię: socjalistyczną transformacją niesławnego świata burżuazyjnego.

Początkowy program gospodarczy bolszewików i socjalizm

Zawarty w programowym artykule „Nadchodząca katastrofa i sposoby jej odwrócenia” (wrzesień 1917 r.), program ten jest zarówno gorszy od programu socjalnego rozwiniętej republiki burżuazyjnej, jak i niezwykle zuchwały jak na ówczesną Rosję. Opowiada się on po prostu za interwencją państwa w życie gospodarcze, aby uniknąć kryzysu nieuchronnie wywołanego przez bezwładność rządu, który wyłonił się z rewolucji lutowej – kryzysu, który oczywiście mocno odbije się na proletariacie i biednym chłopstwie. Ta „interwencja” ogranicza się do połączenia banków w jeden bank kontrolowany przez państwo, który umożliwi państwu śledzenie przepływów kapitału „bez pobierania ani kopiejki od deponenta”; nacjonalizacji związków kapitalistycznych kontrolujących produkcję i konsumpcję w niektórych sektorach, środka, który ułatwi państwową regulację przemysłowców bez wywłaszczania ich z kapitału i zysków; oraz zniesienia tajemnicy handlowej, bez której kontrola państwa nad ucieczką zysków i nadwyżek jest niemożliwa. Przymusowa kartelizacja, czyli obowiązek zrzeszania się prywatnych pracodawców; regulacja konsumpcji, czyli walka z „czarnym rynkiem” faworyzującym bogatych; i wreszcie, w celu zwalczania bankructwa finansowego, silnie progresywny podatek od kapitału.

Spośród wszystkich tych środków Lenin wymienił trzy zasadnicze rzeczy: nie mają one charakteru socjalistycznego, ponieważ państwa walczące przyjęły podobne środki w krajach mniej zacofanych niż Rosja; nigdy nie zostaną przyjęte przez eserowców i mienszewików, pomimo ich wrodzonej skromności, a do ich wdrożenia potrzebna będzie jedynie rewolucja proletariacka wspierana przez chłopstwo; Podczas gdy w krajach rozwiniętych przejście (które nastąpiło od początku wojny) od kapitalizmu prywatnego do kapitalizmu monopolistycznego, a następnie od tego ostatniego do kapitalizmu monopolistycznego państwowego, otworzyło ekonomiczny przedsionek socjalizmu dla rewolucji proletariackiej, w Rosji, gdzie dominują formy znacznie bardziej zacofane, można jedynie podążać w tym kierunku: „socjalizm wyłania się bezpośrednio i praktycznie za każdym ważnym krokiem, który stanowi krok naprzód na gruncie samego nowoczesnego kapitalizmu”. Aby zrozumieć to stanowisko, konieczne są dwie rzeczy: zrozumienie, że dla Lenina ocena ta wiąże się z perspektywą zwycięstwa rewolucji proletariackiej, przynajmniej w Europie; oraz poznanie, czym jest socjalizm w rzeczywistej doktrynie marksistowskiej, a nie w jej sfałszowanych wersjach, które obecnie krążą. Zdefiniujemy to pokrótce, aby uniknąć wszelkich niejasności, zanim przejdziemy do następnego etapu.

Socjalizm można scharakteryzować jako nowy i oryginalny sposób podziału produktów między członków społeczeństwa, wynikający z równie nowego i oryginalnego podziału warunków produkcji. Podział ten charakteryzuje się zanikiem wymiany ekwiwalentów (czyli prawa wartości) i zastąpieniem go alokacją, początkowo warunkową, a następnie nieograniczoną, produktu społecznego pomiędzy członków społeczeństwa, opartą wyłącznie na społecznej wydajności pracy. Rolą dyktatury proletariatu, na wszystkich etapach rozwoju, jest właśnie przełamywanie przeszkód stojących na drodze nowego podziału warunków produkcji, bez którego nowy sposób dystrybucji nie może się wyłonić, i wprowadzanie go sektor po sektorze, gdy tylko zaistnieją ku temu warunki. Program tej dyktatury ulega jednak nieuchronnej zmianie w zależności od tego, czy przeszkodę stanowi, jak w Rosji, istnienie ogromnego sektora drobnej produkcji towarowej, czy wręcz przeciwnie, jak na Zachodzie, dominacja potężnej klasy kapitalistycznej narzucającej całemu społeczeństwu cele ekonomiczne i społeczne sprzeczne z rozwojem jego sił wytwórczych i klasowymi interesami proletariatu.

W drobnej produkcji towarowej podział produktu zgodnie z zasadą wymiany ekwiwalentów wynika z prywatnej natury pracy: niezależni producenci, nie wytwarzając wszystkich wartości użytkowych niezbędnych do życia, mogą je jedynie uzyskać od innych niezależnych producentów; jednakże bez pomiaru czasu pracy zawartego w ich produkcie i porównania go z czasem zawartym w produkcie innych, ryzykowaliby oni, przy każdym z tych działań, pozbawieni większej lub mniejszej części swojego wysiłku, gdyby przypadkiem produkt, z którego rezygnują, wymagał więcej pracy niż ten, który otrzymują. Takie warunki produkcji rygorystycznie narzucają produktom, a tym samym ich wymianie, charakter towarów; nie da się zatem zaszczepić im innego i lepszego sposobu podziału. W produkcji kapitalistycznej, gdzie praca jest już stowarzyszona, a produkcja ma charakter społeczny, przeszkoda leży nie tyle w prywatnej własności środków produkcji i niezależności przedsiębiorstw odziedziczonej po prostej produkcji towarowej, co w klasowych celach, którym ona służy. W tym przypadku wymiana produktów wynika zasadniczo ze sprowadzenia samej siły roboczej do statusu towaru i jej wymiany na płace (podczas gdy u zarania kapitalizmu wymiana siły roboczej nieuchronnie wynikała z wymiany produktów). To właśnie ten akt pozwala nam zdefiniować cele kapitalistyczne jako dążenie do wzrostu wartości, czyli wartości dodatkowej, czyli wykorzystania siły roboczej w taki sposób, aby zapewnić kapitaliście większą wartość niż ta, którą pracownik otrzymuje w zamian za ten towar, jedyny, który musi wprowadzić na rynek.

W tym drugim przypadku zniszczenie państwa burżuazyjnego, prawne zniesienie własności przedsiębiorstw i trustów oraz przejęcie ich przez państwo proletariatu stanowią wystarczające warunki reorganizacji, która zmierza do skoordynowania w harmonijną całość jednostek gospodarczych, które wcześniej były rozbieżne i konkurowały ze sobą. Powodem tego jest fakt, że produkcja ma już charakter społeczny, gospodarka uległa już koncentracji, a przede wszystkim to, że już osiągnięta wydajność pracy całkowicie zbędnie i niepotrzebnie ogranicza udział producentów w produkcie społecznym – ograniczenie narzucone przez burżuazyjny nawyk traktowania siły roboczej jako towaru, który można sprzedać jedynie po „słusznej cenie” (i częściej poniżej niż powyżej) – nadmierna długość dnia pracy, więzienne warunki pracy w fabrykach, krótko mówiąc, wszystkie wady wynikające z wymogów produkcji wartości i wartości dodatkowej oraz charakteryzowania pracy najemnej jako nowej formy niewolnictwa. W pierwszym przypadku, wręcz przeciwnie, ani dyktatura polityczna, ani środki prawne nie są w stanie zrekompensować niedogodności wynikających z rozproszenia środków produkcji, prymitywnej technologii, niskiej wydajności pracy, a zatem skromnej nadwyżki ekonomicznej, która prawdopodobnie powróci do społeczeństwa po zaspokojeniu potrzeb bezpośredniego producenta. W tym przypadku „przeszkodą” staje się góra. Konieczna staje się cała faza mechanizacji, racjonalizacji, postępu technicznego i koncentracji – cała faza postępu burżuazyjnego, która odsuwa, nawet dla istniejących w kraju jąder nowoczesnej gospodarki, moment, w którym kapitalistyczny wyścig o wydajność i ilościowy wzrost produkcji, a także podporządkowanie temu celowi bezpośrednich interesów klasy robotniczej, ustanie. Wówczas zasada wymiany produktów i siły roboczej ma jeszcze przed sobą długą przyszłość, a żądanie jej szybkiego zniesienia jest jedynie pobożnym życzeniem. A jednak bez tego zniesienia nie jest możliwe żadne wyzwolenie proletariatu.

Środki ekonomiczne po powstaniu

Działania podjęte przez rząd radziecki105 stanowiły wiele kroków w realizacji programu sformułowanego przed powstaniem: nie wywłaszczenie kapitalistów, lecz organizacja kapitalizmu państwowego pod władzą sowiecką i przy pomocy kontroli robotniczej. Kontrola ta, do której Lenin przywiązywał najwyższą wagę, miała na celu zapobieganie sabotażowi ze strony pracodawców w gałęziach przemysłu o znaczeniu ogólnokrajowym. Właściciele i delegaci robotniczy byli odpowiedzialni przed państwem radzieckim za porządek i dyscyplinę w produkcji. Komisje kontrolne nie miały jednak odpowiedzialności za zarządzanie przedsiębiorstwami, ani prawa do wydawania poleceń, ani zajmowania się sprawami finansowymi. Głównym celem było zapewnienie jak najlepszego funkcjonowania poważnie wstrząśniętej gospodarki poprzez pozostawienie przedsiębiorstw w rękach osób doświadczonych w zarządzaniu i prowadzeniu działalności gospodarczej oraz poddanie ich nadzorowi robotniczemu, nie rezygnując jednak z centralizacji i jedności, czarnych jak smoła „socjalizmu przedsiębiorczego”. To właśnie nadaje prawdziwy sens długoterminowej perspektywie „produkcji kontrolowanej przez robotników”; w żadnym wypadku nie mogła ona opierać się na zasadach autonomicznych! Anarchosyndykaliści nie mają zatem większego prawa do przypisywania sobie „wczesnego Lenina” niż zwolennicy „socjalizmu w jednym kraju”.

W sferze agrarnej podjęto działania polegające na zniesieniu prywatnej własności ziemi i nacjonalizacji całej ziemi: nie były to ani działania socjalistyczne, ani nawet państwowo-kapitalistyczne, o ile ich zakres był czysto prawny, a nie ekonomiczny; wręcz przeciwnie, ziemia skonfiskowana bez odszkodowania została przekazana lokalnym gminom, które miały ją rozdzielać zgodnie z zasadą „równego użytkowania”. Drobnomieszczańska utopia eserowców, egalitarne użytkowanie, mogła jedynie zamrozić rosyjskie rolnictwo w jego wielowiekowym zacofaniu i, pozostawiając drobnego chłopa z całym produktem jego pracy (którego większość zaledwie wczoraj przejęła szlachta, zakon i państwo), narazić proletariackie ośrodki na głód. Bolszewicy nie mogli powstrzymać się od pragnienia tworzenia jednostek większych niż działki rodzinne oraz wprowadzenia spółdzielczości pracy i mechanizacji; nie mogli jednak nie pójść na kompromis z socjalistyczno-rewolucyjnymi żądaniami szerokich mas chłopskich, żądaniami, które jedynie mogły zjednoczyć je wokół proletariatu. Kompromis ten nie był jednak „oportunistyczny”, o ile zawierając go, bolszewizm nie wyrzekł się żadnych bardziej zaawansowanych środków, które byłyby natychmiast osiągalne, a tym bardziej nie wyrzekł się stosowania czysto legalnej nacjonalizacji w celu wspierania stopniowego wprowadzania nowoczesnego rolnictwa wielkoobszarowego.

„Kapitalizm państwowy pod rządami Rad Robotniczych i Chłopskich”, ustanowiony tymi początkowymi środkami, był skazany na rychły upadek pod presją wewnętrznych sprzeczności, pogarszającej się sytuacji gospodarczej, a w końcu wojny domowej, która położyła mu kres. Z jednej strony właściciele przedsiębiorstw stawiali opór kontroli robotniczej, sabotowali ich działalność lub uciekali. Z drugiej strony, robotnicy, wzmocnieni posiadaną władzą polityczną, wywłaszczali więcej, niż byli w stanie udźwignąć, pomimo rad bolszewików, by zachować umiar. W ten sposób, jeszcze przed wybuchem wojny domowej, reżim komunistyczny został zmuszony do przekształcenia wszystkich spółek akcyjnych w przedsiębiorstwa państwowe. Nie była to jeszcze pełna nacjonalizacja całej gospodarki, niemniej jednak była ona szersza, niż przewidywano, i uzasadniana jedynie jako „środek nadzwyczajny”. Równowaga zakłócona przez rozpętanie walki klasowej zostanie wkrótce jeszcze bardziej zachwiana przez wojnę domową i interwencję zagraniczną, które położyły kres reżimowi przejściowemu i otworzyły fazę „komunizmu wojennego”.

Komunizm Wojenny

Zwięźle zdefiniowano ją jako „regulację konsumpcji w oblężonej twierdzy”. W istocie celem jest jak najlepsze wykorzystanie skromnych, istniejących zasobów, ratowanie ośrodków proletariackich przed głodem i wspieranie przemysłu zbrojeniowego, aby zapewnić proletariatowi zwycięstwo w wojnie domowej. Cele te zostały osiągnięte i mogły zostać osiągnięte jedynie poprzez wzmocnienie dyktatury proletariatu w ramach demokratycznego sojuszu z chłopstwem. Dopóki trwa wojna domowa, sojusz ten będzie jednak trwały, a chłopstwo będzie wspierać „Komunę” z nienawiści i strachu przed restauracją.

Handel jest zakazany; państwo bezpośrednio przywłaszcza produkcję i dystrybuuje towary. Rozpaczliwie potrzebna żywność jest rekwirowana ze wsi przez uzbrojone oddziały robotników, którzy w zamian dają chłopom jedynie „kolorowe żetony zwane srebrem ze względu na stary zwyczaj”. Mamy do czynienia z rodzajem „socjalizmu dystrybucyjnego” o niezaprzeczalnej skuteczności rewolucyjnej, ale niemającego nic wspólnego z pierwszą fazą socjalizmu, ponieważ brakuje w nim podstaw techno-ekonomicznych. Prawdą jest, że w dziedzinie produkcji komunizm wojenny charakteryzował się całkowitym wywłaszczeniem wielkiego przemysłu oraz znacznej części małych i średnich przedsiębiorstw przemysłowych, zastąpieniem kontroli robotniczej zarządem robotniczym oraz heroiczną próbą reorganizacji całych gałęzi produkcji przemysłowej poprzez koordynację bezpośrednią, a nie merkantylną. Jednak nic z tego nie mogło zrekompensować skrajnego niedoboru rezerw, nikłego stanu aparatu produkcyjnego i braku doświadczenia w zarządzaniu. Trocki zeznaje, że „rząd radziecki liczył na i usiłował wyprowadzić z regulacji gospodarkę planową zarówno w sferze konsumpcji, jak i produkcji”, i przypomina, że program z 1919 roku głosił: „W sferze dystrybucji władza radziecka będzie niezłomnie zastępować handel dystrybucją produktów zorganizowaną w skali ogólnokrajowej według kompleksowego planu”. Jak wytłumaczyć taką sprzeczność z wcześniejszym programem, a zwłaszcza błąd teoretyczny, który wynika ze wszystkiego, co powiedzieliśmy w pierwszym rozdziale? Trocki odpowiada: „Ten błąd teoretyczny pozostałby całkowicie niewytłumaczalny, gdybyśmy zapomnieli o tym, że wszystkie ówczesne kalkulacje opierały się na oczekiwaniu rychłego zwycięstwa rewolucji międzynarodowej”. O ileż bardziej godny szacunku jest taki błąd bolszewickich internacjonalistów niż błąd renegatów, którzy nie tylko później przestali wierzyć w rewolucję międzynarodową, ale ją storpedowali i mieli czelność twierdzić, że socjalizm jest zgodny z wymianą, handlem i rynkiem!

“Nowa Polityka Ekonomiczna”
(wiosna 19211928)

W krótkim okresie poprzedzającym wojnę domową Lenin i bolszewicy uważali, że w zacofanej Rosji wszystkie zadania gospodarcze partii proletariackiej ograniczały się do „odwrócenia zbliżającej się katastrofy”, zagrażającej ubogim warstwom społeczeństwa. Jednak w 1921 roku, po ponad trzech latach zaciętej walki, „nowym” elementem było uświadomienie sobie, że katastrofa już nastąpiła i że należy jej za wszelką cenę uniknąć. To, co nazwano „Nową Polityką Ekonomiczną”, było zatem po prostu powrotem bolszewików do skromnego – ale niezwykle trudnego – programu początkowego, dostosowanego do nowych warunków stworzonych przez intensyfikację walki klasowej poprzedzającą wojnę domową. Warunki te obejmowały całkowitą ruinę zarówno przemysłowych, jak i rolniczych sił wytwórczych, zmniejszenie i rozproszenie niewielkiego jądra proletariatu miejskiego, który poniósł ciężar rewolucji, oraz pogorszenie stosunków między władzą bolszewicką (proletariacką „Komuną”) a rozległym chłopstwem. W takich warunkach twierdzenie, że po wygraniu wojny domowej zadaniem ekonomicznym było „wytępienie kapitalizmu” z Rosji, nie było już po prostu ultralewicowym błędem, ale czystą bzdurą. Nie można „wytępić” czegoś, co nie istnieje. „Kapitalizm”, którego produkcja spadła o 69%106 — najbardziej spektakularny spadek w historii — nie jest już „kapitalizmem”. „Kapitalizm”, który obecnie dostarcza tylko jeden kilogram surówki żelaza — kluczowego produktu przemysłowego — na osobę (3% wartości przedwojennej, mniej niż potrzeba do rocznej produkcji gwoździ, igieł i piór) nie jest już „kapitalizmem”. Na tym poziomie spadek ilościowy jest równoważny jakościowej regresji do przedburżuazyjnego poziomu gospodarki. Na tym etapie kluczowe pytanie, kto kontroluje środki produkcji i kto nimi zarządza, staje się nieistotne: gdy przedsiębiorstwom brakuje użytecznych maszyn, paliwa i surowców, pracowników i menedżerów, ktokolwiek je kontroluje — nawet najbardziej rewolucyjna władza — nie posiada materialnej rzeczywistości; ich „prawo” nie ma z czego korzystać. Pozostaje tylko pytanie, jak zmobilizować nieliczne pozostałe siły wytwórcze, skoordynować je i zjednoczyć za wszelką cenę (przymus administracyjny, a także odwołania do rewolucyjnego zapału, bodźce materialne, a także nieodpłatna praca komunistyczna), aby ożywić produkcję, fundament wszelkiego życia społecznego. Ale w tym momencie sprawca tego ożywienia ma niewielkie znaczenie, dopóki ma ono miejsce: zagraniczny kapitalizm, jeśli akceptuje ustępstwa; rosyjscy kapitaliści, jeśli jacyś pozostaną; lub komuniści, jeśli są do tego zdolni i jeśli odejście tych pierwszych zmusi ich do tego. Nie ważne jaką formę przybierze nowe życie, o ile uniknie się śmierci; Kiedy walczy się o wyjście z całkowitej ruiny, nie ma mowy o jednoczesnym stworzeniu lepszego modelu gospodarki i społeczeństwa: jakkolwiek daleki od socjalizmu, nawet w warunkach politycznej dyktatury proletariatu, kapitalizm państwowy byłby już ogromnym sukcesem, godnym pozazdroszczenia sukcesem dla komunistów, którzy doszli do władzy w kraju chłopskiej drobnomieszczaństwa, zwalczanego przez światową burżuazję i pozbawionego na czas nieokreślony poparcia międzynarodowego proletariatu. Taki jest ogólny sens gwałtownych ataków Lenina na zjeździe NEP-u107 na tych, którzy w imię „czystości komunizmu” odmawiali wyrzeczenia się metod komunizmu wojennego.

Na poziomie ogólnoekonomicznym jest pewne, że cała kwestia sprowadzała się do rozwoju sił wytwórczych, nawet w formach kapitalistycznych, pod kontrolą proletariatu, a Lenin słusznie podkreślał, że NEP, daleki od bycia czymś nowym, idealnie wpisywał się w ramy teorii „kapitalizmu państwowego”, którą zawsze popierał. Lenin jednak doskonale wiedział również, że kwestia ekonomiczna, pojawiająca się w kontekście społeczeństwa wciąż podzielonego na klasy, może zostać rozwiązana jedynie poprzez walkę klas. Jednak ten sam NEP, stawiając sobie za główny cel przywrócenie sojuszu między dwiema podstawowymi klasami społeczeństwa radzieckiego – proletariatem i chłopstwem – nadał tej walce tak wąskie granice, że Lenin (i słusznie) określił ją jako porażkę proletariatu i jego partii. Musimy teraz wykazać, że nie było żadnej niespójności w formułowaniu tych dwóch pozornie sprzecznych stwierdzeń, a raczej, że sprzeczność nie tkwiła w umyśle Lenina, lecz w straszliwej sytuacji, w jakiej opóźnienie rewolucji światowej postawiło rosyjski proletariat i Komunistyczną Partię Rosji.

Kiedy Lenin stawia pytania wynikające z zakończenia wojny domowej i uporczywej izolacji rewolucji, już nie w kategoriach ogólnoekonomicznych, lecz klasowych, co właściwie mówi? „Komunizm wojenny… nie był polityką odpowiadającą zadaniom ekonomicznym proletariatu. Nie mógł nią być. Był środkiem tymczasowym. Właściwa polityka proletariatu, ta, która ustanawia jego dyktaturę w kraju drobnego chłopstwa, opiera się na wymianie zboża na produkty przemysłowe, których potrzebuje chłop. Tylko taka polityka żywnościowa odpowiada zadaniom proletariatu; tylko taka polityka jest w stanie wzmocnić podstawy socjalizmu108 i doprowadzić do jego całkowitego zwycięstwa”. Ta definicja jest kluczowa i zasługuje na bliższe zbadanie.

W czasach komunizmu wojennego nie istniała „wymiana” między przemysłem a rolnictwem, lecz przymusowe pobieranie od chłopów minimalnej ilości żywności niezbędnej do zapobieżenia głodowi w miastach i umożliwienia Armii Czerwonej walki. Chłopi tolerowali te pobieranie, mniej lub bardziej chętnie, z obawy przed Restauracją, ale reagowali również ekonomicznie, czego rezultatem był spadek produkcji zboża ze średnio 770 milionów kwintali do średnio 494 milionów! Utrzymywanie tego przymusu, nawet po militarnym zwycięstwie nad białymi, jedynie pogłębiło spadek produkcji rolnej, a ponadto groziło powstaniami chłopskimi, które mogłyby obalić władzę bolszewików. Oto precyzyjne i ograniczone znaczenie definicji Lenina: „Polityka… ustanawiająca dyktaturę proletariatu w kraju drobnego chłopstwa opiera się na wymianie zboża na produkty przemysłowe, których potrzebuje chłop”. Czy to oznacza, że ta wymiana automatycznie gwarantuje proletariatowi przewagę polityczną i korzyści ekonomiczne? Czy to oznacza, że pod warunkiem, że chłopi otrzymają możliwość handlu swoimi produktami i zaoferują niezbędne towary przemysłowe na rynku po rozsądnych cenach, proletariat będzie miał zapewnione nie tylko to, że nie zostanie odsunięty od władzy, ale także osiągnie własną politykę klasową w kraju i za granicą? W tym tkwi problem. Niewątpliwie rosyjskie chłopstwo było wrogie Międzynarodówce Komunistycznej i powiązaniom władzy radzieckiej z tą „zagraniczną” organizacją: jedynym wyjątkiem mogli być najubożsi chłopi (redystrybucja ziemi bynajmniej nie zniosła nierówności społecznych na wsi), ale w 1921 roku, a nawet znacznie później, Partia przyznała, że brakowało jej bezpośrednich zwolenników na wsi, a nawet samej komunistycznej gazety czytelnej dla chłopów. Jednakże, ponieważ chłop nie jest idealistą i generalnie niechętnie rozumuje w kategoriach zasad, okoliczność ta nie powinna była przeszkodzić w utrzymaniu dyktatury proletariatu, pod warunkiem, że nie przejawi się ona w sferze gospodarczej. Jednakże, po poniesieniu porażki na polach bitew rosyjskiej wojny domowej, burżuazja międzynarodowa poddała bolszewicką Rosję straszliwej blokadzie gospodarczej, co miało oczywiste reperkusje dla chłopstwa. Już samo zaopatrzenie chłopstwa w dobra przemysłowe na warunkach tak korzystnych, jak te oferowane przez burżuazję rosyjską przed wojną, lub tak, jak uczyniłaby to, gdyby zachowała władzę i w ten sposób utrzymała więzi Rosji z rynkiem światowym, proletariat musiał już dokonać ogromnego wysiłku produkcyjnego; ale aby dodatkowo zapewnić mu wszystkie środki produkcji niezbędne do przejścia od dominującego wówczas, nędznego rolnictwa drobnego do rolnictwa wielkoobszarowego, spółdzielczego, musiałby on zrezygnować na bardzo długi czas z jakiejkolwiek znaczącej poprawy warunków życia i pracy. Wymiana dóbr przemysłowych na produkty rolne była rzeczywiście warunkiem koniecznym utrzymania władzy bolszewików i, jeśli można tak powiedzieć, „polityką urzeczywistniającą dyktaturę proletariatu” w skromnym domu, gdzie dowodziło to, że proletariat jest zdolny do kierowania ogólnymi interesami społeczeństwa, a nie tylko do obrony interesów korporacji, jak woleliby niektórzy robotnicy. Ale był to również nóż, który ogromna drobna burżuazja Rosji trzymała na gardle proletariatu, miażdżący ciężar narzucony mu przez drobną produkcję towarową o żałosnej wydajności, bezlitosne ograniczenia narzucone mu przez przywiązanie drobnej burżuazji wiejskiej do małych gospodarstw i rozdrobnionego gospodarowania ziemią. Krótko mówiąc, wymiana z chłopstwem wcale nie wyrażała demokratycznej równości obu klas, wbrew temu, co później twierdzili renegaci, a tym bardziej nie dawała solidnych podstaw politycznej supremacji proletariatu, lecz uczyniła tę ostatnią klasę skazaną na ponoszenie wszystkich kosztów rewolucji, pozostawiając jej dyktaturę jedynie z kruchym i podważonym fundamentem.

Lenin wierzył w Komunistyczną Partię Rosji i w rewolucję międzynarodową, która prędzej czy później przyjdzie z pomocą rosyjskiemu proletariatowi. Zdawał sobie jednak doskonale sprawę z nierównowagi sił, potępiając „błąd tych, którzy nie dostrzegają, że głównym wrogiem socjalizmu w naszym kraju jest drobnomieszczański charakter gospodarki i element drobnomieszczański”, i definiując toczącą się walkę w następujący sposób: „To nie kapitalizm państwowy walczy z socjalizmem; to drobna burżuazja i kapitalizm prywatny walczą razem, w porozumieniu, przeciwko kapitalizmowi państwowemu i przeciwko socjalizmowi. Drobnomieszczaństwo sprzeciwia się wszelkiej ingerencji, wszelkim cenzusom i kontroli państwa, niezależnie od tego, czy mają one charakter kapitalistyczny, czy socjalistyczny”. Wreszcie, w całkowitej sprzeczności z panującym oportunizmem, całkowicie zorientowanym na klasę średnią i oczerniającym monopole, stwierdził: „Potrzebujemy bloku lub sojuszu państwa proletariackiego i kapitalizmu państwowego przeciwko elementowi drobnomieszczańskiemu”. Niepewność pozycji proletariatu jest wyraźnie widoczna w innej definicji NEP-u, którą Lenin podaje, a która podsumowuje całą kwestię: „Nie burzyć starego ustroju gospodarki społecznej, handlu, drobnego rolnictwa, drobnego przemysłu, kapitalizmu; lecz ożywić handel, drobne rolnictwo, drobny przemysł, kapitalizm, dążąc do przejęcia nad nimi kontroli roztropnie i stopniowo lub poddając je państwowej regulacji tylko w takim stopniu, w jakim zostaną ożywione”. Nie przeszkodziło to jednak kilka lat później – w niecałe dziesięć lat – siłom, które od dawna uważano za centrowy nurt bolszewizmu, w ogłoszeniu, że nadszedł czas, aby „zlikwidować NEP”, przejść do ofensywy i wkroczyć na królewską drogę socjalistycznej transformacji drobnomieszczańskiej i wiejskiej Rosji. Prawdą jest, że zanim do tego doszło, przeprowadziły one polityczną kontrrewolucję.

Bankructwo NEP-u

To powiedziawszy, historyczne pytanie, które się nasuwa, brzmi oczywiście, czy NEP osiągnął swoje cele i dlaczego. Z powyższego wynikają dwa istotne punkty: z ekonomicznego punktu widzenia celem NEP-u nie jest ani niemożliwy narodowy socjalizm (!), ani (mniej prymitywna, ale równie fałszywa i niebezpieczna teza) prosta „eskalacja” od drobnej produkcji towarowej do kapitalizmu państwowego. Innymi słowy, nie jest to nawet kapitalizm państwowy w ogóle, jako najbardziej zaawansowana forma kapitalizmu w ogóle, a co za tym idzie, najbliższa socjalizmowi w czasie: „Kapitalizm państwowy, o którym mówimy” – powiedział Lenin – „to kapitalizm, który będziemy umieli ograniczyć, kapitalizm, którego granice będziemy umieli wyznaczyć”, oczywiście w bezpośrednich i długoterminowych interesach proletariatu. Aby jednak odpowiedzieć na postawione pytanie, należy jasno zrozumieć nie tylko cele ekonomiczne, ale także cele polityczne NEP-u. Podobnie jak w przypadku rewolucji z 1917 roku, cel ten jest zasadniczo dwojaki: zapewnienie takich warunków ekonomicznych, aby władza radziecka, rozpatrywana jako całość, nie mogła upaść, ciągnąc za sobą demokratyczne zdobycze rewolucji i oddając kraj Białemu Terrorowi; ale także walka, zarówno ekonomiczna (jeśli to możliwe), jak i polityczna, o to, by ta władza radziecka – ogólnie rzecz biorąc – pozostała proletariacka, a zatem internacjonalistyczna. To ostatnie przedsięwzięcie jest nieskończenie trudniejsze niż po prostu uniknięcie restauracji, ale stanowi ono cechę definiującą i funkcję par excellence Komunistycznej Partii Rosji, bez której nie ma ani bolszewizmu, ani leninizmu i której w związku z tym nie można nawet na chwilę zignorować, jeśli chce się cokolwiek zrozumieć na temat NEP-u i wywołanych przez niego debat.

Nasza partyjna teza, poparta wieloma tekstami programowymi, do której nie będziemy tu wracać, głosi, że kontrrewolucja polityczna nastąpiła PRZED zakończeniem fazy gospodarczej NEP-u, tak więc nawet gdyby obawiana restauracja nie nastąpiła, nawet gdyby władza pozostała „radziecka”, choć już nie komunistyczna, nie sposób uznać, że NEP osiągnął swój cel. Jest to tym bardziej prawdziwe, że jeśli upadek dyktatury proletariatu (a raczej likwidacja tego, co pozostało z proletariatu we władzy radzieckiej, dopóki w partii rządzącej pozostawali autentyczni rewolucyjni komuniści) nie wiązał się z upadkiem państwa radzieckiego jako takiego, to nie stało się to bynajmniej dzięki NEP-owi, lecz raczej jego likwidacji w 1928 roku. Obecni spadkobiercy stalinowskiej kontrrewolucji ośmieszają się zatem podwójnie, gdy w swoich tezach z okazji pięćdziesiątej rocznicy przedstawiają NEP nie tylko jako „plan naukowy” Lenina, mający na celu osiągnięcie socjalizmu tam, gdzie próżna rzesza „doktrynalnych” marksistów uważała go za niemożliwy, ale jako prawdziwe źródło wszystkich cudów, jakie można zobaczyć w Rosji. Bo jeśli pierwsze twierdzenie jest teoretycznym monstrum, to drugie jest rażącym kłamstwem historycznym.

Pomijając kwestię polityczną, pozostaje zbadać determinizm ekonomiczny, który nie tylko podważył i zlikwidował dyktaturę proletariatu w latach 1923–1927, ale także pchnął gospodarkę rosyjską na ścieżki, którymi nieodparcie podążała od momentu likwidacji NEP-u w 1928 r. aż do jego rzekomej „restauracji” od 1956 r.

Zniesienie przymusowych rekwizycji produktów rolnych i zastąpienie ich podatkiem rzeczowym (płatność przez chłopów państwu określonej ilości zboża, ustalanej corocznie dla każdego dystryktu według jednolitych kryteriów), przywrócenie wolnego handlu nadwyżkami rolnymi w rolnictwie; przywrócenie wolnego handlu wyrobami przemysłowymi w gospodarce miejskiej – krótko mówiąc, proste i bezpośrednie środki praktyczne podjęte przez Partię w 1921 roku szybko przyniosły niezaprzeczalny skutek w postaci ożywienia życia gospodarczego. Zaczynając od produkcji zboża – kluczowej, ponieważ od niej zależało zaopatrzenie miast w żywność – mamy następujący109 wzrost w milionach kwintali:

1913 – 1923494
1924487
1925697
1926730
1927727
1928734

Jednakże te dane nie wystarczają, aby rzucić światło na kluczową kwestię zaopatrzenia miast w tych trudnych latach. Bardziej interesujący jest w tym kontekście odsetek faktycznie sprzedanej pszenicy. Tutaj jednak wzrost przechodzi w spadek, jak widać: 1913: 25% – 1925–26: 14,5% – 1927–28: 11% (czyli 200 milionów kwintali w 1913 roku, 106 milionów w 1926 roku i 81 milionów w 1928 roku).

Różnica między tymi dwoma seriami dowodzi jednego: rosyjskie chłopstwo, chronicznie niedożywione za caratu, skorzystało na rewolucji październikowej, mogąc się lepiej wyżywić; w tym sensie widmo kontrrewolucji chłopskiej, które wisiało nad krajem w 1921 roku, oddaliło się w trakcie NEP-u, a w tym sensie władza radziecka uległa dalszej konsolidacji. Jednakże władza radziecka jest demokratyczną dyktaturą proletariatu i chłopstwa, co oznacza, że nawet natychmiastowa i podstawowa poprawa materialnych warunków życia robotników miejskich i miejskich nie może zbytnio ustępować tym na wsi i wśród chłopów. Bez przywrócenia bardziej normalnych stosunków gospodarczych niż te, które wykazały dwie wyżej wymienione serie, niezależnie od tego, jak bardzo władza radziecka się umocni, opiera się ona na nierównowadze, która działa na niekorzyść miejskiej klasy robotniczej. To w dłuższej perspektywie sprawia, że jej proletariacki charakter i faktyczna przewaga proletariatu we wspólnej dyktaturze są hipotetyczne, choć oczywiście ani ten charakter, ani ta przewaga nie mogą zostać sprowadzone do kwestii względnego spożycia kalorii przez robotnika i chłopa, a wręcz przeciwnie, zależą od nieskończenie bardziej złożonych i wyższych kwestii, takich jak orientacja państwa w międzynarodowej walce klasowej i podporządkowanie jego bezpośredniej polityki ostatecznym celom socjalistycznym, nawet w sprawach wewnętrznych.

Choć na pierwszy rzut oka mogą się wydawać nieszkodliwe, same te dwa obrazy wystarczyłyby, by obalić oportunistyczną idealizację „radzieckiej demokracji” i ujawnić ukryty antagonizm między dwiema tymczasowo sprzymierzonymi klasami, nawet na skromnym, doraźnym poziomie, a tym bardziej na poziomie celów historycznych. Co więcej, kwestia ich interpretacji porusza niemal wszystkie najistotniejsze kwestie „okresu przejściowego”, te same, które (nie mogąc ich rozwiązać z powodu z jednej strony upadku przemysłu, a z drugiej blokady gospodarczej nałożonej na ZSRR przez kraje burżuazyjne) obiektywnie doprowadziły do upadku dyktatury komunistycznej i proletariackiej. Jeśli zadamy sobie pytanie, dlaczego wraz ze wzrostem produkcji ilość zbóż dostępnych dla klasy robotniczej malała, stwarzając niebezpieczną sytuację dla władzy robotniczej, odkryjemy trzy przyczyny, których względne znaczenie jest bardzo trudne do ustalenia przy braku wystarczających danych statystycznych: 1) rozszerzenie drobnej gospodarki chłopskiej z niską nadwyżką ekonomiczną i dużą względną samokonsumpcją z powodu podziału ziemi stanowiącego demokratyczną rewolucję agrarną – 2) utrzymywanie się kapitalistycznego sektora rolnego zdolnego do wytworzenia takiej nadwyżki, ale faktycznie produkującego ją tylko w sprzyjających warunkach rynkowych – 3) konieczność, aby władza radziecka eksportowała ułamek swojej produkcji rolnej pomimo niedożywienia robotników, co jest jedynym sposobem, w kapitalistycznych warunkach quid pro quo nadal obowiązujących na całym świecie, na zdobycie kilku niezbędnych środków produkcji, choćby po to, by ponownie uruchomić przemysł; Sprowadza się to jednak, poprzez prosty i konkretny przykład dostępny nawet dla najmniej poinformowanych, do uwypuklenia potrójnej presji wywieranej na rosyjską klasę robotniczą, jej partię i rząd przez wiejską drobną burżuazję, resztkową klasę kapitalistów agrarnych – kułaków, i wreszcie, ale nie mniej ważną, przez globalną imperialistyczną wielką burżuazję. Żałujemy, że nie jesteśmy w stanie określić bezwzględnych ilości zboża, z których w tych okrutnych latach głodu proletariat musiał zrezygnować, aby zapłacić za nieliczne maszyny, które mógł importować, ale proste zestawienie spadku cen pszenicy handlowej z jednej strony i wzrostu eksportu tej samej pszenicy z drugiej – warunku wstępnego wzrostu niezbędnego importu towarów przemysłowych – wymownie ilustruje straszliwe sprzeczności, w których izolacja rewolucji nieubłaganie uwięziła radziecki proletariat i jego partię. Należy jednak od razu zauważyć, że o ile wzrost ten ledwo utrzymywał się po NEP-ie (gwałtownie zatrzymał się w latach 1930–1931), o tyle późniejszy spadek, odpowiadający skoordynowanej autarkii epoki „socjalizmu w jednym kraju”, nie świadczy o poprawie sytuacji ekonomicznej robotników; wręcz przeciwnie, stanowi logiczną konsekwencję politycznej kontrrewolucji w bloku sowieckim. Według samej Encyklopedii Radzieckiej, w milionach rubli na dzień 1 stycznia 1961 roku, szereg za okres, który nas obecnie interesuje, przedstawia się następująco:

RokEksportImport
191311921078
1924264204
1925477648
1928630747

Wzrost eksportu jest ograniczony przez samą produkcję zboża, która od 1926 roku ustabilizowała się na średnim poziomie 730 milionów kwintali. W związku z tym zagrożone jest nie tylko zaopatrzenie miast w żywność, ale także rozwój przemysłu, który w ramach NEP-u i przy braku kapitału zagranicznego opiera się zasadniczo na wymianie rosyjskiej pszenicy na zagraniczne obrabiarki110. W ramach NEP-u kluczową kwestią jest zatem zwiększenie produkcji rolnej. W porównaniu z okresem przedwojennym utrzymuje się deficyt ponad 40 milionów kwintali, podczas gdy w latach 1918–1926 liczba ludności wzrosła o 10 milionów i nadal rośnie o 3 miliony mieszkańców rocznie. Wzrost produkcji rolnej, a co za tym idzie, dostępności zboża (która, jak widzieliśmy, zależy od tego pierwszego, ale nie jest z nim tożsama) to nie tylko kwestia ekonomiczna, ale i społeczna: wzrost wydajności oczywiście zależy od rewolucji technicznej, której środki może zapewnić jedynie rozwój przemysłu, a dokładniej masowa produkcja maszyn rolniczych i nawozów; ale z jednej strony ten rozwój przemysłu jest właśnie ograniczony przez niską produkcję rolną, a z drugiej strony racjonalne wykorzystanie hipotetycznych nowych środków produkcji zakłada przezwyciężenie struktury parcelacyjnej rolnictwa; Wielkie przedsiębiorstwo kułackie ma wyraźną przewagę nad gospodarką małorolną, zarówno pod względem zdolności do wykorzystania kolejnych postępów technologicznych, jak i bezpośredniej produktywności. Jednakże ta przewaga nie przekłada się bezpośrednio na społeczną dostępność zboża, ponieważ jest to produkcja prywatna, która rozszerza się lub kurczy nie tylko w zależności od możliwości technicznych i naturalnych, ale w zależności od rynku, a zatem nie może być dowolnie regulowana przez władzę rewolucyjną. Cała tajemnica kontrrewolucji, jaka dokonała się w obozie sowieckim jeszcze przed końcem NEP-u, musi zatem leżeć w strukturze społecznej rosyjskiego rolnictwa. Niestety, z powodu braku danych statystycznych, uzyskanie pełnego obrazu tej struktury jest bardzo trudne. Jeśli opieramy się na przemówieniu stalinowcy Mołotowa na XV Zjeździe (Zjazd Likwidacyjny Zjednoczonej Lewicy Trockiego-Zinowjewa-Kamieniewa w grudniu 1927 r.), możemy przyznać, że obszar drobnej produkcji, który przed rewolucją wynosił 60 milionów hektarów, wzrósł wskutek podziału ziemi od szlachty, Kościoła i państwa carskiego do 100 milionów hektarów, do których należy dodać 40 milionów hektarów „ziemi odłogowanej” przed 1917 r. i odzyskanej pod uprawę, oraz 36 milionów hektarów, jeśli prawdą jest, że z 40 milionów hektarów należących do bogatych chłopów przed październikiem, w 1927 r. pozostało im nie więcej niż 4 miliony, reszta przypadła przeciętnym i biednym chłopom. Według tego samego sprawozdania, pod koniec NEP-u istniało jeszcze 24 miliony małych gospodarstw, z czego 8 milionów było tak małych, że „nawet używanie konia było zbyt drogie” i dlatego nie mogło produkować żadnych nadwyżek, nawet zakładając, że wyżywiły swoich właścicieli. Tak więc prawie 98% ziemi znajdowało się w rękach małych gospodarstw z niskimi nadwyżkami, podczas gdy reszta, która wnosiła ponad 50% do produkcji towarowej111, znajdowała się w rękach klasy kapitalistycznej, która, delikatnie mówiąc, nie była w najmniejszym stopniu zainteresowana sukcesem NEP-u i, nie żywiąc żadnej „zasadniczej opozycji” wobec władzy radzieckiej, naturalnie produkowała i dostarczała swoje produkty na rynek tylko w takim zakresie, w jakim leżało to w jej interesie, będąc wystarczająco silna, by gromadzić nadwyżki, gdy ceny były niekorzystne, i generować ich wzrost.

Biorąc pod uwagę stan rolnictwa, „wszystko zależało od industrializacji”, ale biorąc pod uwagę bardzo niski poziom sił wytwórczych, a także w ramach wymiany między miastem a wsią, słabość rolnictwa mogła jedynie hamować rozwój przemysłu, ponieważ nie było ono w stanie zapewnić przemysłowi ani kapitału, ani rynku zbytu, ani nadwyżek żywności dla rosnącej klasy robotniczej. Tak więc, choć znacznie poniżej poziomu transformacji socjalistycznej, zapotrzebowanie na rozwój przemysłu stawiało nierozwiązywalne problemy w ramach liberalizmu gospodarczego NEP-u. W przemyśle poziom produkcji z 1913 roku wydaje się być osiągnięty w 1926 roku, kosztem skrajnego obciążenia. W niektórych gałęziach przemysłu mógł on zostać przekroczony w latach 1927–1928. Nieprzypadkowo kryzys wybuchł właśnie w tym czasie, wyznaczając wielki punkt zwrotny, który wraz z „rozkułaczaniem” i przymusowym wkraczaniem drobnych i średnich chłopów do kołchozowych spółdzielni z jednej strony, a wymuszoną industrializacją z drugiej, zapoczątkował prawdziwą erę „stalinowską” pod absurdalnym i oszukańczym hasłem „socjalizmu w jednym kraju”. Choć jednak ten punkt zwrotny był napędzany determinizmem niezależnym od „idei” przywódców i zakorzenionym w realnych stosunkach gospodarczych, to był on również uwarunkowany polityczną kontrrewolucją lat 1926–1927.

Debata ekonomiczna oraz walka o zasady w Partii Bolszewickiej w latach 1923–1928

Gwałtowne sprzeczności rosyjskiej gospodarki i społeczeństwa, poddanych zbrodniczej blokadzie narzuconej przez światową burżuazję, nie mogły nie znaleźć odzwierciedlenia w życiu wewnętrznym partii. Każdemu kryzysowi gospodarczemu – najpierw w 1923 roku, następnie w 1925 i 1927–1928 – towarzyszył kryzys w partii. Walka była zacięta na każdym etapie i nie zawsze łatwo było odróżnić fundamentalne rozbieżności od drugorzędnych. Do 1928 roku walka zdawała się ograniczać do liberalnej prawicy, której teoretykiem był Bucharin, i dyrygowanej lewicy, której teoretykami byli Trocki i Prieobrażenski, a Stalin lawirował między nimi. Jednak od 1925 roku te lewice i prawice ścierały się nie tylko w kwestiach praktycznej polityki gospodarczej, ale także w kwestii zasadniczej: możliwości socjalizmu w jednym kraju. To pytanie w istocie determinowało całą orientację partii, a zatem i państwa rosyjskiego, w międzynarodowej walce klasowej, a także (o ile sekcja rosyjska wywierała dominujący wpływ w Międzynarodówce) orientację samej Międzynarodówki. Do 1928 roku liberalna prawica znajdowała się w obozie zwolenników „socjalizmu w jednym kraju”, podczas gdy zwolennicy dyrygentury (dirigistes) w obozie internacjonalistycznym. Mogłoby się wydawać, że ten sam podział klasowy, który oddzielał narodowy socjalizm od internacjonalizmu, oddzielał również dyrygenturę Prieobrażeńskiego-Trockiego od liberalizmu Bucharina. Rosyjscy aktywiści byli tak głęboko przesiąknięci tym fałszywym przekonaniem, że gdy Stalin w 1928 roku dokonał „zwrotu w lewo” w praktycznej polityce gospodarczej – nie porzucając jednak w zasadzie swojego narodowego komunizmu – konsternacja wśród tych, którzy uważali, że w liberalizmie Bucharina dostrzegają główne zagrożenie i uosobienie antyproletariackiego oportunizmu, była tak głęboka, że większość aktywistów zjednoczonej opozycji uznała, że nadszedł czas, by zjednoczyć się ze stalinistami, Prieobrażenskim, którego program Stalin wdrożyłby zasadniczo w pierwszej kolejności. Trzeba przyznać, ku chwale Trockiego, że w przeciwieństwie do Stalina nie skapitulował.

Kryzys z 1923 roku był, w przeciwieństwie do kryzysu z 1928 roku, „kryzysem wzrostu”. Jesteśmy świadkami odrodzenia miast, a produkcja przemysłowa, która wciąż stanowi zaledwie jedną czwartą tego, co w 1913 roku, wzrosła mimo to o 46% w porównaniu z rokiem poprzednim. W tym wzroście udział przemysłu państwowego jest znacznie mniejszy niż udział produkcji rzemieślniczej i przedsiębiorstw prywatnych, które dominują w przemyśle lekkim i są przedsiębiorstwami dzierżawionymi jednostkom przez państwo robotnicze, niezdolnymi do zarządzania wszystkim, co zostało znacjonalizowane. Konsekwencją jest zacofanie przemysłu ciężkiego, który pozostał w rękach państwa i jest zorganizowany w przedsiębiorstwa działające w relacji do rynku surowców, siły roboczej i produktów jak odizolowane firmy z własnymi bilansami i generujące zyski – czyli jak przedsiębiorstwa zorganizowane w sposób kapitalistyczny, z tą różnicą, że w porównaniu z sektorem prywatnym ich zyski trafiają do państwa robotniczego, które w ten sposób dysponuje zasobami ekonomicznymi, które może, przynajmniej teoretycznie, wykorzystać do celów klasowych. To wyjaśnia, dlaczego bolszewicy nazywają je „przedsiębiorstwami socjalistycznymi”, pomimo ich cech ekonomicznych. Wzmocnienie prywatnego przemysłu dzierżawionego w stosunku do przemysłu państwowego nie powinno być uważane za wzmocnienie kapitalizmu w stosunku do nieistniejącego socjalizmu, pomimo tej niejednoznacznej terminologii stosowanej przez rosyjskich komunistów. ale mimo wszystko stanowiło zagrożenie, ponieważ oznaczało ekspansję sektora gospodarczego, którego nie dało się kontrolować, w porównaniu z jedynym sektorem podatnym na pewną kontrolę.

Mimo to, zarówno sektor prywatny, jak i państwowy, z powodu rosnących cen przemysłowych, zostały zmuszone do redukcji kosztów ogólnych, co doprowadziło do zamknięcia nierentownych przedsiębiorstw w celu ich reorganizacji i stagnacji płac. Bezrobocie wzrosło z 500 000 pod koniec 1922 roku do 1 250 000 latem 1923 roku, podczas gdy „czerwoni przemysłowcy” i menedżerowie w przemyśle państwowym wywierali presję na robotników, aby zwiększyli wydajność produkcji, co zaniepokoiło związki zawodowe. W porównaniu z krzywą cen rolnych, która ustabilizowała się na poziomie około 50% poziomu sprzed wojny, wzrost cen przemysłowych, sięgający 180–190% tego poziomu, definiuje to, co Trocki potępił na XII Zjeździe Partii jako „kryzys nożycowy” – bezpośrednie zagrożenie dla rozwoju rolnictwa, ponieważ pozbawia chłopów części owoców ich pracy, a tym samym zagraża politycznemu sojuszowi między klasą robotniczą a chłopstwem. Aby zamknąć „nożyczki”, Trocki zaproponował korektę NEP-u poprzez pomoc dla przemysłu i planowanie mające na celu wspieranie odbudowy przemysłu ciężkiego. Większość Biura Politycznego natomiast zamierzała utrzymać NEP w całości, czyli politykę pojednania z chłopami, uciekając się z jednej strony do autorytarnej obniżki cen przemysłowych, a z drugiej – do złagodzenia obciążeń podatkowych chłopów. Przewiduje jedynie wzrost eksportu w celu ulepszenia sprzętu przemysłowego, opóźniając rozwój przemysłu ciężkiego.112

W rzeczywistości na XII Zjeździe nadal nie było konfliktu w partii bolszewickiej w kwestii gospodarczej. To również nie przyjęcie status quo w tej sprawie popchnęło Trockiego do opozycji. Chodziło raczej o znacznie istotniejszą kwestię zagrożenia degeneracją partii, którą zarówno Bucharin, przyszły „prawicowiec” w kwestiach ekonomicznych, jak i Prieobrażenski, wraz z wieloma innymi uważanymi za lewicowców w tym względzie, potępiali od lutego 1923 roku, podobnie jak sam Lenin przed chorobą. To zjednoczenie z 1923 roku nie było przypadkowe: reprezentowało ono wszystkich zdrowych i energicznych członków partii, sprzeciwiających się obcemu ciału ucieleśnionemu przez Stalina i jego metody, którzy, niestety, byli sprzymierzeni ze starymi towarzyszami Lenina, takimi jak Kamieniew i Zinowjew. Nie można zapominać, że niezależnie od późniejszych wewnętrznych zmagań między „prawicą” a „lewicą” i pozorów stworzonych przez indywidualne niedociągnięcia podczas wielkiego przełomu 1928 roku, było to to samo poparcie partii marksistowskiej przeciw stalinowskiego narodowego komunizmu, które odnajdujemy w krótkotrwałej próbie sojuszu Bucharina z Trockim podczas „likwidacji NEP-u”.

Trocki wszedł do opozycji w październiku 1923 roku113, pisząc od tej daty do grudnia słynny „Nowy kurs”, który, choć nie był poświęcony polityce gospodarczej, zawierał jednak stanowiska, które pod nieobecność Trockiego opozycja miała poprzeć na XII konferencji w styczniu 1924 roku za pośrednictwem Prieobrażenskiego, napotykając na opór stalinowców114 i Kamieniewa, których źródła najwyraźniej nie były związane z kwestiami ekonomicznymi. W „Nowym kursie”, jakby przewidując w tym momencie wybuch demagogii, który rzeczywiście nastąpił, Trocki zaczyna od przypomnienia, że był pierwszym, który opowiedział się za NEP-em dla wsi i że ta propozycja była powiązana z „inną, dotyczącą nowej organizacji przemysłu, znacznie mniej szczegółową i znacznie bardziej ostrożną propozycją, ale skierowaną generalnie przeciwko systemowi glawsu115, który eliminował wszelką koordynację między przemysłem a rolnictwem”. Nie chodzi zatem ani o „niedocenianie chłopstwa”, ani o narzucanie przemysłowi powrotu do komunizmu wojennego: „Kluczowym zadaniem ekonomicznym współczesności jest ustanowienie korelacji między przemysłem a rolnictwem, a w konsekwencji w obrębie samego przemysłu, umożliwiając przemysłowi rozwój z minimalną liczbą kryzysów, starć i wstrząsów oraz zapewniając, by przemysł państwowy i handel zyskiwały coraz większą dominację nad handlem prywatnym… Jakimi metodami należy się kierować, aby ustanowić racjonalną harmonizację między miastem a wsią? Między transportem, finansami a przemysłem? Między przemysłem a handlem? Jakie instytucje są powołane do wdrożenia tych metod? Wreszcie, jakie konkretne dane statystyczne pozwolą na ustalenie planów i kalkulacji gospodarczych w danym momencie? Odpowiedzi na te pytania nie da się z góry określić ogólną formułą polityczną. Czy te pytania mają charakter zasad, programów?”. Nie, ponieważ ani program, ani tradycja teoretyczna partii nie wiązały nas i nie mogłyby nas wiązać w tej kwestii, ponieważ brakuje nam doświadczenia, z którego moglibyśmy uogólniać. Czy praktyczne znaczenie tych pytań jest wielkie? Niezmierzone. Od ich rozwiązania zależy los rewolucji… Musimy przestać mówić o niedocenianiu chłopstwa. Trzeba obniżyć ceny towarów przeznaczonych dla chłopów”. Z pryncypialnego punktu widzenia istotne jest to, że wbrew temu, co stanie się później, gdy Trocki, który w „Nowym kursie” energicznie walczył w obronie partii, da się porwać walce z bucharinowską prawicą, uznaje, że w polityce gospodarczej nie ma zasad, na których można by się oprzeć, a wszystkie podnoszone kwestie dotyczą warunków przetrwania władzy radzieckiej, a nie socjalistycznej transformacji rosyjskiej gospodarki i społeczeństwa. Odnosząc się do industrializacji, Trocki podkreśla, że „absurdem jest twierdzenie, że kwestia ta sprowadza się do tempa rozwoju i jest niemal całkowicie zdeterminowana czynnikiem szybkości” i że w rzeczywistości jest to przede wszystkim kwestia kierunku rozwoju. W tym względzie jego żądania są najbardziej wyważone: położyć kres improwizacjom, dążyć do określenia planu produkcyjnego przemysłu państwowego zgodnie z warunkami materialnymi i zasobami, biorąc pod uwagę, że „nie da się z góry dokładnie uwzględnić rynku chłopskiego i rynku światowego” i że „błędy w ocenie są nieuniknione, choćby ze względu na zmienność zbiorów”; nie domagać się czerpania zysków z różnych gałęzi przemysłu państwowego i transportu116 na początku trzeciego roku NEP-u, lecz ograniczyć ponoszone straty bardziej niż w roku drugim poprzez racjonalizację działalności przemysłu państwowego; Krótko mówiąc, celem było działanie w taki sposób, aby zapobiec niebezpieczeństwu „fuzji” między anarchiczną gospodarką chłopską z jednej strony a kapitałem prywatnym, który „wznawia proces pierwotnej akumulacji, najpierw w sferze handlowej, a następnie w przemysłowej”, a tym samym dąży do włączenia się między państwo robotnicze a chłopstwo, uzyskując na nie wpływ ekonomiczny, a w konsekwencji polityczny – poważny symptom możliwości triumfu kontrrewolucji. Trocki, przywiązując ogromną wagę do „właściwej organizacji pracy naszego Gosplanu” (planu państwowego), aby rozwiązać wszystkie kwestie tej fuzji nie poprzez zniesienie rynku, ale w oparciu o rynek, przyznał, że „kwestia ta nie zależy wyłącznie od Gosplanu i że czynniki i warunki, od których zależy postęp przemysłu, są liczne”, ale że „tylko dzięki solidnemu Gosplanowi… będzie można właściwie ocenić te czynniki i warunki oraz uregulować wszystkie nasze działania”. Podsumowując, Trocki chce, aby partia oczekiwała więcej od przemysłu, a mniej od pomocy państwa w celu ożywienia rolnictwa: „Państwo robotnicze musi przyjść z pomocą chłopom poprzez instytucję kredytu rolnego i pomocy agronomicznej, aby umożliwić im eksport produktów na rynek światowy. Niemniej jednak to przede wszystkim poprzez przemysł można wpływać na rolnictwo: wieś musi być zaopatrzona w niedrogie narzędzia i maszyny rolnicze, niedrogie nawozy sztuczne i tanie artykuły gospodarstwa domowego. Co więcej, aby zorganizować i rozwijać kredyt rolny, państwo potrzebuje znacznego kapitału obrotowego, a w tym celu jego przemysł musi generować zyski, co jest niemożliwe, jeśli jego części składowe nie będą racjonalnie skoordynowane”. Trocki, podobnie jak Lenin, łączy te ostrożne rozważania ekonomiczne z kwestią międzynarodową: „Jeśli niebezpieczeństwo kontrrewolucji wynika z określonych stosunków społecznych, nie oznacza to, że racjonalna polityka nie może przeciwdziałać, zmniejszać, zapobiegać lub odraczać tego niebezpieczeństwa. Takie odroczenie z kolei może uratować rewolucję, zapewniając albo korzystny zwrot gospodarczy w kraju, albo kontakt ze zwycięską rewolucją w Europie”. Jedyną słabością stanowiska Trockiego jest to, że sądząc, iż „kułacy, pośrednicy, handlarze, koncesjonariusze” są „znacznie bardziej zdolni do infiltracji aparatu państwowego niż sama partia”, zdaje się on sądzić, że na bazie odrodzonego przemysłu państwowego, ale ostatecznie działającego w sposób kapitalistyczny, partia mogłaby zwycięsko wyrwać kontrolę nad aparatem państwowym z rąk wszystkich tych warstw burżuazyjnych i, rekrutując nowe siły z proletariatu w oparciu o sukcesy przemysłu państwowego, zachować swój zagrożony proletariacki charakter dzięki temu wkładowi. Rozważając ścieżki kontrrewolucji, ma na myśli ścieżki polityczne, którymi mogłaby ona podążać, gdyby potwierdziła się ekonomiczna hipoteza o zwycięstwie kapitalizmu prywatnego nad państwowym. „Mogło być ich kilka: obalenie partii robotniczej, jej stopniowa degeneracja, czy wreszcie częściowa degeneracja, której towarzyszą rozłamy i kontrrewolucyjne wstrząsy”. Wspominając również o niebezpieczeństwie wynikającym z połączenia partii i aparatu państwowego oraz przenikania metod administracyjnych do życia partii, co poważnie utrudnia jej funkcjonowanie, i zauważając, że w chwili pisania tego tekstu „to niebezpieczeństwo jest najbardziej oczywiste, najbardziej bezpośrednie, a walka z innymi niebezpieczeństwami musi w obecnych warunkach rozpocząć się od walki z biurokracją”, nie zdaje się zdawać sobie sprawy, że w przypadku rozwoju przemysłu państwowego niebezpieczeństwo to nie zmniejszy się, lecz wzrośnie; wręcz przeciwnie, konkluduje, że „walka z biurokracją aparatu państwowego jest zadaniem wyjątkowo ważnym, ale wymagającym ogromnego nakładu czasu i przebiegającym mniej więcej równolegle do naszych innych podstawowych zadań: odbudowy gospodarczej i podnoszenia poziomu kulturalnego mas”. Ale choć odwaga bojownika, który określa trudności i ostrzega przed niebezpieczeństwami tylko po to, by lepiej z nimi walczyć, jest wielka, to nierozwiązywalna natura sprzeczności, w których odstępstwo europejskiego proletariatu więzi rewolucję rosyjską, jest mimo wszystko okrutnie widoczna w całym tekście.

Na XIII konferencji w styczniu 1924 roku lewica, która za pośrednictwem Prieobrażenskiego broniła tych tez ekonomicznych, ale przede wszystkim domagała się gruntownej przebudowy wewnętrznej struktury partii, poniosła całkowitą klęskę.117 W rzeczywistości prawdziwym przedmiotem debaty nie była wcale kwestia polityki gospodarczej, w którą staliniści wtrącali się jedynie, by wygłaszać toporne, ironiczne uwagi, potępiając niebezpieczeństwo „biurokratyzacji”, jakie planowanie rzekomo stwarzałoby dla ZSRR (!), gdyby Trocki został posłuchany, lecz kwestia samej partii, której poświęcony był główny raport, Stalina. Opozycję oskarżano o to, że za swoje hasło przyjęła „zniszczenie aparatu partyjnego poprzez dążenie do przeniesienia punktu ciężkości walki z biurokracją państwową na samą partię” i potępiano ją jako przyczynę „odejścia od leninizmu, obiektywnie odzwierciedlającego presję wywieraną przez drobną burżuazję”. Nie ma zatem walki między dwiema frakcjami w partii, broniącymi odmiennej polityki gospodarczej; dochodzi jedynie do mobilizacji ukrytych sił (które wkrótce zdradzą swoją prawdziwą naturę) nie w obronie zasad, lecz przeciwko konkretnym osobom (przede wszystkim Trockiemu). Frakcja rządząca narzuca się nie siłą argumentów, lecz groźbami represji i pustym przywoływaniem imienia Lenina, którego choroba jest w istocie jedyną rzeczą, która ośmiela ją do zadawania tak dotkliwych ciosów tradycjom partii, które całkowicie obala.

Zwycięstwo przeciwników lewicy w 1923118 roku nie mogło oczywiście zapobiec eksplozji obiektywnych sprzeczności NEP-u, które, dalekie od złagodzenia, są zaostrzane przez sam rozwój gospodarczy. Tak więc w 1925 roku nowy kryzys ożywił wszystkie problemy z 1923 roku i wywołał nową polemikę w partii, tym gwałtowniejszą, że dotyczyła nie tylko praktycznej polityki gospodarczej, ale znacznie ważniejszej kwestii zasad i programu, od której zależał los władzy radzieckiej jako potęgi proletariackiej, jej związek z międzynarodową walką proletariatu oraz kierunek, w jakim miałaby ona oddziaływać na Międzynarodówkę Komunistyczną. W istocie były to dwie polemiki o zupełnie odmiennym charakterze, lecz nieuchronnie splecione: pierwsza nastawiała prawicę przeciwko lewicy w kwestii industrializacji i stosunków z rosyjskim chłopstwem; druga (słynna kwestia socjalizmu w jednym kraju) tworzyła przeciwko lewicy zwodniczą koalicję prawicy i centrum, której prawdziwa natura i znaczenie miały ujawnić się dopiero za późno dla wszystkich aktorów tego dramatu. Czterdzieści lat później musimy zatem starannie je rozróżniać, a przede wszystkim oczyścić całą debatę z uprzedzeń żywionych przez ówczesnych działaczy, uprzedzeń, które historia obaliła.

W latach 1923–1925 wznowiono produkcję rolną i przemysłową, zreorganizowano transport, a handel i działalność gospodarczą zintensyfikowano. Jednak bunt chłopów w Gruzji latem 1924 roku, a następnie w 1925 roku dalszy spadek dostaw pszenicy (tak dotkliwy, że spowodował kryzys żywnościowy w miastach i anulowanie zamówień przemysłowych, które państwo planowało sfinansować z eksportu produktów rolnych), ponownie wysunął na pierwszy plan centralny problem NEP-u: relacje między rządem proletariackim a chłopstwem. To ostatnie w rzeczywistości nie zostało ostatecznie usatysfakcjonowane ustępstwami, jakie poczyniono, wyrzekając się komunizmu wojennego i przywracając wolny handel. Wywiera ono presję na państwo, aby obniżyło podatki i podniosło ceny produktów rolnych, czego władze komunistyczne wcześniej odmawiały, częściowo z troski o industrializację, a częściowo z troski o ochronę poziomu życia (nadal niższego niż w 1913 roku) robotników przemysłowych. Co poważniejsze, zamożne chłopstwo w kraju119 domaga się zniesienia konstytucyjnych zakazów zatrudniania pracowników najemnych w rolnictwie i dzierżawienia ziemi, a ogólniej wszystkich środków, które poprzez nakładanie wyższych podatków na najbogatszych chłopów i pozbawianie ich prawa głosu zniechęcają średnich chłopów do wprowadzania najmniejszych ulepszeń w swoich gospodarstwach z obawy przed zaliczeniem ich do tej kategorii.

Pierwszą reakcją partii na tę sytuację były decyzje XIV Konferencji z kwietnia 1925 roku, na której wszyscy zgodzili się co do potrzeby ponownego odwrotu w ramach NEP-u: obniżenia podatków rolnych, złagodzenia ograniczeń dotyczących zatrudnienia pracowników najemnych i dzierżawy gruntów rolnych, a tym samym rozwoju kapitału prywatnego na wsi.120

Dopiero później – i w świetle rozwijających się implikacji tego odwrotu – nastąpił rozłam między dotychczas zjednoczonymi przeciwnikami lewicy z 1923 roku, którzy podzielili się na prawicę (Bucharin, Rykow i Tomski), nową lewicę (Zinowjew, Kamieniew i cała leningradzka część partii) oraz centrum (Stalin, Mołotow i Kalinin). Nie sposób jednak zrozumieć znaczenia tych podziałów bez odniesienia się do wcześniejszych stanowisk partii wobec chłopstwa. Podczas wojny domowej, gdy problemy militarne i polityczne przeważały nad ekonomicznymi, partia liczyła na biednych chłopów, naturalnych sojuszników proletariatu miejskiego, jako bezwarunkowo zatrudnionych, których komitety odegrały znaczącą rolę w formowaniu Armii Czerwonej. Przejście do NEP-u skłoniło Lenina do podkreślenia roli średniego chłopa, którego gospodarka była nieco mniej deficytowa niż gospodarka biednego chłopa, a który, co więcej, nie będąc ani wyzyskiwaczem pracy, ani spekulantem jak bogaty chłop, nie był a priori przeciwnikiem władzy proletariackiej. W okresie odbudowy gospodarczej było zatem naturalne, że Lenin, nie kryjąc swojej drobnomieszczańskiej natury i wad, przedstawiał średniego chłopa jako „imponującą obronę”, udowadniając partii, że zaopatrzenie miast w żywność zależało wyłącznie od tej klasy społecznej.

Nadal nie było mowy o zaniechaniu walki z kułakiem jako lichwiarzem i spekulantem, a co więcej, jako potencjalnym zwolennikiem restauracji ustroju Zgromadzenia Ustawodawczego. Co najwyżej, jego status producenta dóbr niezbędnych dla miasta zapewnił mu, według Lenina, mniej surowe traktowanie niż to, którego doświadczyła burżuazja miejska.

W 1925 roku, po czterech latach pobłażliwości wobec przeciętnego chłopa i ograniczania gospodarki kułackiej, ten właśnie system został zakwestionowany, nie przez tendencję, lecz przez same fakty: „kooperacja burżuazyjna”121, z którą Lenin wiązał wielkie nadzieje – nie w socjalizmie, lecz w modernizacji rolnictwa – nie posunęła się ani o krok naprzód z powodu słabego rozwoju przemysłu. Prawica była nurtem, który, wyciągając wnioski z faktów, śmiało przeszedł od polityki wspierania przeciętnego chłopa do polityki sprzyjającej rozwojowi prywatnego kapitalizmu na wsi. Lewica gwałtownie sprzeciwia się temu zwrotowi, uważając za nienaruszalną poprzednią politykę ograniczania gospodarki kułackiej, obronę przez władzę proletariacką najuboższych warstw wsi przed wyzyskiem i lichwą kułaków oraz pomoc ekonomiczną dla nich; centrum natomiast nie w tej kwestii jest przeznaczone do wyróżnienia: akceptując politykę prawicy w celu ratowania państwa, potępia zbyt widoczne wspieranie burżuazji wiejskiej przez drobnomieszczański antykapitalizm i troskę o formalną ortodoksję partyjną; topiąc całą debatę w eklektycznych formułach, popierając politykę prawicy w imię zasad poprzedniej fazy (sojuszu ze średnim chłopem), występuje w oczach wszystkich jako „pojednawca”, podczas gdy w rzeczywistości przygotowuje „oczyszczenie” partii z dwóch jej marksistowskich skrzydeł, a zatem jej unicestwienie. Zostawmy na chwilę centrum na boku122 i sprawdźmy, czy opozycja między prawicą a lewicą jest rzeczywiście opozycją między nurtem „prokułackim” a nurtem czysto proletariackim, w który wierzyła i głosiła lewica, a także między „antyindustrialistami” a „industrialistami”.

W rzeczywistości nikt w partii rosyjskiej nie sprzeciwiał się industrializacji; wszyscy doskonale wiedzieli, że jest ona niezbędna dla odbudowy i konsolidacji rolnictwa, a w różnym stopniu niebezpieczna dla dyktatury proletariatu, ponieważ można ją było osiągnąć jedynie w oparciu o pracę najemną i akumulację kapitału. Spór nie dotyczył konieczności industrializacji, lecz jej metod. Dla lewicy trockistowskiej w 1923 roku industrializacja zależała zasadniczo od woli państwa i świadomego wyboru polityki industrializacyjnej. Nieprzypadkowo w 1925 roku Zinowjew i Kamieniew przyjęli to stanowisko, w pełni zgodne z ich oporem wobec zmiany, którą uważali za „na korzyść kułaków”. Dla prawicy, wręcz przeciwnie, industrializacja była zarówno rezultatem, jak i warunkiem organicznego odrodzenia gospodarki wiejskiej. Zauważając, że początkowy rozwój przemysłu służy z jednej strony rozszerzeniu samej produkcji przemysłowej, a z drugiej wzbogaceniu warstw społecznych związanych z handlem,123 zamiast przyczyniać się do rozwoju rolnictwa, Bucharin konkluduje, że władza robotnicza musi pozwolić wiejskiej drobnej burżuazji na akumulację kapitału obrotowego niezbędnego do wzrostu wydajności. Jest to niemożliwe, jeśli zatrudnienie pracowników najemnych na wsi pozostaje nielegalne, a partia uparcie realizuje politykę pomocy ubogim, która – nie uwalniając ich od ubóstwa – czyni ich pasożytami ekonomicznymi. Kompromis Bucharina jest w istocie „kompromisem leninowskim”: ponieważ bezpośrednie przejście od małych, rozdrobnionych gospodarek do kapitalizmu państwowego jest niemożliwe na wsi, argumentuje on, że należy zaakceptować pośrednie przejście poprzez kapitalizm prywatny. Ponieważ wszelki rozwój – w tym rozwój przemysłu państwowego – jest skazany na formy merkantylistyczne i oparte na pracy najemnej, nie jest to w większym stopniu wyrzeczenie się socjalizmu niż sama Nowa Polityka Ekonomiczna (NEP) z 1921 roku.

Oburzona prowokacyjnym hasłem Bucharina: „Chłopi, bogaćcie się!” – które nie oznaczało „jedzcie więcej kosztem proletariatu”, lecz „akumulujcie kapitał rolniczy, którego gospodarka potrzebuje, aby uniknąć stagnacji, bo sami nie potrafimy” – lewica oskarżyła prawicę Bucharina o „obronę kułaków”. W rzeczywistości, ponieważ prawica nigdy nie opowiadała się za zniesieniem nacjonalizacji ziemi, nie promowała ona formowania się klasy bogatych w ziemię kapitalistów rolnych, a jedynie klasy wielkich państwowych rolników, zatrudniających najemnych robotników pod swoją kontrolą, oczekujących na własne wywłaszczenie, gdy tylko osiągnięty zostanie niezbędny stopień koncentracji kapitału wiejskiego. Oskarżenie lewicy jest zatem naukowo nie do utrzymania, nawet jeśli pozostaje w ramach tradycji marksistowskiej, kiedy powołując się na Engelsa, sprzeciwia się Bucharinowi, twierdząc, że proletariat, będąc przeciwnikiem drobnej własności, musi prowadzić w kwestii chłopskiej politykę odmienną od polityki kapitalistycznej, która skazuje drobnych rolników na całkowitą ruinę, porzucając ich bez uciekania się do nędzy i stagnacji.124 Teoretycznie prawica nie miałaby trudności z odpowiedzią na ten słuszny zarzut, zauważając, że władza proletariacka broniła biednego chłopa, który stał się robotnikiem najemnym w rolnictwie, tak samo jak robotnicy przemysłowi, ale w praktyce nie mogła odpowiedzieć, faktycznie chroniąc go przed nadużyciami kułaka i dlatego lewica nigdy nie przyjęła jego poglądów, ani nawet nie uznała ich słuszności z marksistowskiego punktu widzenia.

Jeśli dziś nie możemy utożsamiać polityki prawicy z polityką „restauracji kapitalizmu” i „socjaldemokratycznej degeneracji” państwa, jak czyniła to lewica w latach 1925–1927, a jednocześnie utożsamiać jej z polityką, która bez politycznej porażki postępowałaby bez zbaczania w stronę socjalizmu, to nie tylko dlatego, że historycznie to nie prawica przewodziła przekształceniu podwójnej rewolucji w rewolucję czysto kapitalistyczną, ale dlatego, że w pewnym stopniu przewidziała i z góry próbowała zapobiec szczególnemu rodzajowi „restauracji kapitalizmu”, który nastąpił w formie zwrotu w lewo i okazał się gorszy dla światowego ruchu komunistycznego niż mienszewicy i eserowcy. Nigdzie nie jest to bardziej widoczne niż w debacie z 1925 roku między prawicowym przywódcą Bucharinem a członkiem opozycji z 1923 roku, „trockistą” Prieobrażenskim, podczas gdy sam Trocki milczał.

„Lewicowa” teza Prieobrażenskiego, „industrialistyczna”, brzmiała następująco:125 Gospodarka zacofanego i odizolowanego kraju (lub nawet grupy krajów, które nie osiągnęły jeszcze maksymalnego rozwoju kapitalistycznego), gdzie władza proletariacka, kierująca znacjonalizowanym przemysłem, dąży do stworzenia materialnych podstaw socjalizmu, przestrzega obiektywnych praw, które – czy jej się to podoba, czy nie – ostatecznie przeważą nad tą władzą i są prawami „pierwotnej akumulacji socjalistycznej”. Zamiast przeciwstawiać się tym prawom, partia proletariacka musi zatem promować ich urzeczywistnianie poprzez swoją działalność polityczną. Musi wykorzystać swój „monopol socjalistyczny” (tj. władzę państwową sprawowaną nad przemysłem i handlem zagranicznym) do realizacji polityki cenowej, która zapewni przekierowanie środków zazwyczaj przeznaczonych na dochody chłopów do państwowego funduszu industrializacji, co jest jedynym sposobem na położenie kresu „szantażowi kułaków wobec tego funduszu” z jednej strony, a przeludnieniu wsi z drugiej. Co więcej, ponieważ samo takie odwrócenie uwagi nie wystarczy, by szybko przezwyciężyć punkt krytyczny, w którym kraj rewolucyjny utracił korzyści systemu kapitalistycznego, nie nabywając jeszcze korzyści systemu socjalistycznego, „monopol socjalistyczny” nie może wahać się przed nałożeniem podobnego podatku na fundusze płac i dochodów prywatnego sektora przemysłowego w tych samych celach. Prieobrażenski przyznał, że w przypadku zwycięstwa rewolucji w Europie ta faza „pierwotnej akumulacji socjalistycznej” nie mogłaby trwać krócej niż dwadzieścia lat (a zatem dłużej bez zwycięstwa rewolucji) i że nie mogłaby się odbyć bez wyraźnie antysocjalistycznych skutków: wyzysku (w ekonomicznym, a nie moralistycznym sensie tego słowa) chłopstwa, którego dochody, jego zdaniem, rosłyby wolniej niż dochody proletariatu w dyktaturze robotniczej; oraz rozwoju rozległego aparatu monopolistycznego o pasożytniczych tendencjach, który byłby również wylęgarnią przywilejów społecznych. Przekonany, że „działanie robotnicze z punktu widzenia konsumenta” wystarczy, by skorygować pasożytnicze tendencje monopolu „z punktu widzenia producenta”, Prieobrażenski wezwał jednak Partię do porzucenia wszelkich prawicowych wahań i zdecydowanego obrania tej drogi. Nie przewidział jednak, że tak pojmowany „monopol socjalistyczny” jest nie do pogodzenia z jakąkolwiek formą „działania robotniczego”, a zatem aby obrać taką drogę, Partia musiałaby najpierw przestać być partią proletariacką.

Bucharin natychmiast nazwał tak zwane „prawo pierwotnej akumulacji socjalistycznej” „potwornym”, usprawiedliwiając nie tylko wyzysk chłopstwa, ale także proletariatu i pojawienie się nowej klasy wyzyskiwaczy ukrytej w zakamarkach aparatu państwowego noszącego socjalistyczną etykietę. Gdyby chodziło po prostu o podział danej produkcji raz na zawsze między robotnika i chłopa, to „prawdziwie robotnicza polityka” – twierdził – polegałaby na uzyskaniu maksymalnego udziału. „Ale wtedy nie byłoby mowy o zwiększaniu produkcji, ani o dążeniu do komunizmu, ani o obronie sojuszu robotników i chłopów”. To klasa robotnicza ponosi odpowiedzialność za gospodarkę narodową i musi zadbać o to, by proces ten był właściwie ukierunkowany, to znaczy, by z jednej strony nie popadał w wąski korporacjonizm, dbając wyłącznie o własne, bezpośrednie interesy i zdradzając interes ogółu, a z drugiej strony – by rozumiał współzależność poszczególnych elementów gospodarki narodowej. „Nie poprzez coroczne pozyskiwanie maksymalnych zasobów od chłopstwa i inwestowanie ich w przemysł zapewnione zostanie maksymalne tempo rozwoju przemysłu. Najwyższą, trwałą dynamikę osiągnie się dzięki połączeniu, w którym przemysł rozwija się w oparciu o szybko rozwijającą się gospodarkę”. Przemysł jest dźwignią radykalnej transformacji rolnictwa, ale autorytarne utrzymywanie niskich cen produktów rolnych, środki uniemożliwiające bogatemu chłopstwu akumulację bogactwa, a biednym chłopom stawanie się robotnikami najemnymi, nie tylko wywołują niezadowolenie wśród wszystkich warstw chłopskich i stwarzają ogromne obciążenia socjalne dla państwa, ale także hamują samą industrializację. Proletariat musi utrzymać swoją hegemonię w państwie radzieckim, ale lekcja komunizmu wojennego i znaczenie NEP-u polegają na tym, że musi on sprawować tę hegemonię metodami innymi niż te stosowane podczas wojny domowej. Proletariat nie może kierować całą gospodarką: „Jeśli podejmie się tego zadania, będzie zmuszony zbudować kolosalny aparat administracyjny… Próba zastąpienia wszystkich drobnych producentów, drobnych chłopów, biurokratami prowadzi do powstania tak kolosalnego aparatu, że koszty jego utrzymania są nieporównywalnie wyższe niż koszty nieprodukcyjne wynikające z anarchicznych warunków drobnej produkcji; ostatecznie cały aparat gospodarczy państwa proletariackiego nie tylko nie ułatwia, ale wręcz utrudnia rozwój sił wytwórczych. Prowadzi wprost do odwrotnego celu, niż powinien”. Bucharin doszedł do wniosku, że tezy Prieobrażenskiego były jedynie idealizacją metod komunizmu wojennego, że „nadrzędna konieczność zmusza proletariat do zniszczenia całego odziedziczonego po tamtej epoce aparatu gospodarczego, a jeśli tego nie uczyni, inne siły obalą jego panowanie”.

Minęło ponad dwadzieścia pięć lat, zanim te „inne siły” – tak obce i wrogie proletariatowi i socjalizmowi, jak obawiał się Bucharin – dały o sobie znać, potępiając z kolei, wraz z Chruszczowem i resztą bandy „destalinizatorów”, „hamulec” nałożony na „rozwój sił wytwórczych” przez „aparat ekonomiczny państwa” zrodzony z nieodpartej antyburżuazyjnej rewolucji październikowej, ale który jako aparat państwowy nigdy nie miał i nie mógł mieć w sobie niczego „proletariackiego”, siła klasy robotniczej ucieleśniała się w jej partii, a nie w jakimkolwiek „aparacie”, a marszowi do socjalizmu towarzyszyło nie wzmocnienie wspomnianego „aparatu”, lecz jego obumieranie.126 Ale nie trzeba było więcej niż dwa lata, by lewica została politycznie zlikwidowana, nie więcej niż cztery, by prawica podzieliła ten sam los, to znaczy, by dopełniło się zniszczenie partii bolszewickiej i by odwrócenie politycznej dominacji proletariatu, które miało się dokonać w tym samym czasie, czego Bucharin obawiał się nie mniej niż lewica, ale czego nie widział w przygotowaniu podczas zasadniczej debaty na temat socjalizmu w jednym kraju, która trwała od IV Zjazdu w grudniu 1925 r. do V Zjazdu w grudniu 1927 r., przechodząc przez rozszerzony Zarząd z 1926 r. i w której naraził się na hańbę za utworzenie bloku centrum przeciwko lewicy, a co gorsza, za udzielenie swego poparcia jako teoretyk dla prymitywnego empiryzmu Stalina.

Nieuchronne było, że słuszne marksistowskie potępienie socjalizmu w jednym kraju rozleje się na politykę gospodarczą bronioną przez prawicę, że niezbędne rozróżnienie między doktryną renegacką a polityką „prawicową” przestanie być w ogóle dokonywane. Było to jednak fałszywe i udowodnienie tego jest jedną z wielkich zasług włoskiej lewicy.127 To właśnie od prawicy lewica oczekiwała kontrrewolucji, którą aż nazbyt wyraźnie przewidziała; to właśnie w lewicy, prawica identyfikowała zagrożenia zagrażające rewolucji: a jednak to centrum, którego nikt nigdy nie uważał za odrębny nurt, centrum pogardzane przez wszystkich, nagle „usamodzielniając się”, uderzając w lewicę w 1927 roku, a w prawicę w 1929 roku, by zmasakrować je niecałe dziesięć lat później, było prawdziwym sprawcą kontrrewolucji. Przeprowadzona, przynajmniej w początkowej fazie, z mniejszym wstrząsem niż kontrrewolucje, które położyły kres innym wielkim rewolucjom historycznym, kryła się również za fasadą tej samej partii. W rzeczywistości autonomia centrum zarówno od marksistowskiej prawicy, jak i lewicy oznaczała powstanie nowej partii i upadek Partii Październikowej. Na arenie międzynarodowej dowodem na to jest demontaż Międzynarodówki Komunistycznej, i tak już przesiąkniętej oportunizmem, i jej sprowadzenie do roli „straży granicznej” ZSRR. W kraju również wszystko się zmieniło. Nie można mówić o regresie gospodarczym od socjalizmu do kapitalizmu, o ile – jak potwierdza całe dzieło Lenina – w ZSRR w latach 1927–1929 nie było ani śladu socjalizmu ekonomicznego. Niemniej jednak reżim stalinowski wyraźnie różni się od bolszewickiego tym, że dyktatura proletariatu, polityczny podbój stale zagrożony i zaciekle broniony, została oczywiście zniszczona, a ponadto złączona z sowiecką demokracją, stając się nienaruszalnym credo konstytucyjnym: w ZSRR państwo jest „państwem robotniczym”, tak jak gdzie indziej jest monarchiczne lub republikańskie. Podobnie socjalizm przestaje być wciąż odległym celem, ale jednocześnie zdefiniowaną rzeczywistością, a zatem możliwą do udowodnienia, gdy pojawia się w historii, stając się rodzajem zasady konstytucyjnej; ZSRR staje się „ojczyzną socjalizmu”, co oznacza, że jego gospodarka jest socjalistyczna, tak jak we Francji jest francuska, a w Niemczech – niemiecka. Wszelkie wątpliwości w tej kwestii leżą w gestii policji; jeśli zaś chodzi o pozory przeciwne, są one wynikiem sabotażu i spisku. To właśnie to ciężkie wyparcie się, jest niewolniczo rozpowszechniane pod szyldem „marksizmu-leninizmu” przez oficjalne partie komunistyczne na całym świecie. Jednak to właśnie poprzez procesy, mające na celu ukazanie najbardziej znanych starych bolszewików jako „niewątpliwie” sabotażystów, konspiratorów i szpiegów obcego imperializmu, niecałe dziesięć lat później państwo radzieckie podejmuje się raz na zawsze zademonstrować swoją „prawdę” masom pracującym Rosji i całego świata. Zniszczenie bolszewizmu zapoczątkowało najciemniejszą fazę reakcji, jaka kiedykolwiek dotknęła międzynarodowy ruch proletariacki.

Kryzys lat 1927–1928 i likwidacja NEP-u

Eliminacja Zjednoczonej Lewicy partii bolszewickiej w 1927 roku i bucharinowskiej prawicy w listopadzie 1929 roku niezaprzeczalnie sygnalizowała koniec krótkiego proletariackiego cyklu rewolucji, ale nie samego cyklu rewolucyjnego. Powód jest prosty: po pierwsze, nie wystarczyło uwięzić i deportować rewolucjonistów ani trzymać ich jako zakładników w nowej partii po spektakularnych „wyrzeczeniach” w celu rozwiązania problemu chłopskiego; po drugie, eliminacja marksistów w żadnym wypadku nie oznaczała wyrzeczenia się rewolucyjnych, czyli niepokojowych, metod, ponieważ marksizm w żadnym wypadku nie ma monopoli na przemoc. Oczywiście, poprzez „oczyszczenie” partii, kontrrewolucja dążyła do uwolnienia się od jarzma komunistycznych zasad i programu komunistycznego, które pod koniec odbudowy stały się przeszkodą nie tylko dla kapitalistycznego rozwoju kraju, ale także dla jego dążenia do niezależności od zachodniego kapitalizmu, wobec którego carska Rosja nigdy nie była niczym więcej niż półkolonią – przeszkodą, którą postrzegała jako odrażającą. Jednakże taka „emancypacja” nie miała powodu, by działać wyłącznie w kierunku wyzwoleńczych tendencji ugodowych. W sferze międzynarodowej walki klasowej, gdzie partia początkowo była bezkompromisowa, właśnie w tym kierunku, i tylko w tym kierunku, miała działać. Nieprzypadkowo ze wszystkich przeciwników to właśnie Trocki był najbardziej znienawidzony przez stalinowców: tylko on walczył przeciw ugodowości z burżuazją i światową socjaldemokracją, z którymi oportunizm Zinowjewa i Bucharina, wręcz przeciwnie, całkiem dobrze się utożsamiał. Ale w sferze gospodarczej sytuacja była dokładnie odwrotna, a początkowe stanowisko partii w tej dziedzinie było kompromisowe.128 Krótko mówiąc, logika stalinowskiej kontrrewolucji wcale nie pociągała za sobą zwrotu ku powszechnemu pojednaniu, a jedynie odwrócenie autentycznych stanowisk bolszewickich: pojednania w polityce międzynarodowej, a „rewolucyjnej” metody w sferze wewnętrznej, o ile wymagało tego zachowanie państwa i niepodległości narodowej. Łatwo zrozumiała dzisiaj, logika ta budziła jednak konsternację wśród komunistów wyszkolonych w walce z reformistycznymi (a także rewolucyjno-syndykalistycznymi) odchyleniami, którzy działali według innej logiki. To odwrócenie postawiło ich również w dwuznacznej sytuacji, ponieważ doprowadziło ich do wysunięcia pozornie sprzecznego oskarżenia pod adresem partii stalinowskiej, której pojednawczość wcześniej potępiali, o chęć rozwiązania kwestii chłopskiej przemocą. W ten sposób opozycja prezentowała wszelkie pozory złej woli, podczas gdy partia stalinowska, odważnie powracając do metod wojny domowej w latach 20. i 30. XX wieku, sprawiała wrażenie, że „ma większe prawo niż opozycja lewicowa (a nawet większe niż opozycja prawicowa) do ogłoszenia się obrońcą nieprzejednanego komunizmu”129.

Bez wcześniejszej kontrrewolucji politycznej „rozkułaczanie” i tak zwana wymuszona „kolektywizacja” nie byłyby możliwe, a właśnie dlatego, że żadna prawdziwie marksistowska i proletariacka partia nie byłaby w stanie dokonać takiego zadania, jej porażka była nieunikniona, ponieważ jest absolutną prawdą, że „odpowiedziała na konieczność historyczną” i że cały kompleks warunków wszelkiego rodzaju istniejących w latach 1929–1930 i odziedziczonych po poprzedniej epoce wykluczał jakąkolwiek inną politykę.130 To powiedziawszy, jest fałszem, że to rozkułaczanie i ta wymuszona „kolektywizacja” były częścią skoordynowanego planu, a tym bardziej, że zawsze były przewidziane w programie bolszewickim na dzień, w którym odbudowa zostanie ukończona. To po prostu retrospektywne uzasadnienie demontażu partii, które zmierza właśnie do zaprzeczenia jej kontrrewolucyjnego charakteru: sugeruje, że w drodze do „drugiej rewolucji”, „nowego Października” (ci łajdacy śmią mówić o „chłopskim Październiku”!), harmonijnego uzupełnienia „pierwszej rewolucji” z października 1917 roku, partia napotkała opór ze strony „oportunistów”, „pacyfistów”, „wrogów mudżyków” i „przyjaciół kułaków”, co opóźniło jej nadejście do lat 1929–1930. Była to bardzo skuteczna wersja, ponieważ pozycjonowała trockistów i bucharinowców jako neomieńszewików i rewolucyjnych neosocjalistów, a Stalina jako nowego Lenina. Jednakże ta zgrabna symetria rozpada się, gdy tylko dokładnie opisze się rozwój tak zwanej „drugiej rewolucji październikowej”, a zwłaszcza jej skutki społeczno-ekonomiczne. Rzeczywistość rewolucji agrarnej z lat 1929–1930 z pewnością pozostała,131 ale cały „socjalistyczny”, a zarazem po prostu „postępowy” blask, którym próbowali ją przesiąknąć grabarze partii bolszewickiej, żałośnie blednie; natura sprawy, której faktycznie służyła, staje się aż nazbyt oczywista, a wraz z nią odrażająco defetystyczny charakter porównania powszechnego proletariackiego i komunistycznego Października z chaotycznymi i bolesnymi wstrząsami, z których ostatecznie wyłoniła się kapitalistyczna Rosja № 2.

Tydzień po XV Zjeździe, który potępił stanowiska lewicy i odrzucił żądania przywrócenia do pracy kilku jej członków, rosyjskim miastom ponownie groził głód, a między zbieraczami zboża a chłopami, domagającymi się dalszych podwyżek cen, wybuchły starcia. W styczniu 1928 roku ilość pszenicy dostarczonej na rynek była o 25 procent niższa niż w roku poprzednim, z niedoborem dwóch milionów ton w porównaniu z minimum potrzebnym do zaopatrzenia miast w żywność. Na Zjeździe Stalin kpił z „panikarzy” z lewicy, „którzy wołają o pomoc, gdy tylko kułacy się pokazują”, ale kiedy Biuro Polityczne zebrało się 6 stycznia, aby zbadać sytuację, winą za kryzys obarczyło kułactwo gromadzące zapasy. Środki nadzwyczajne podejmowano w tajemnicy: wydano rozkaz zastosowania artykułu 107 kodeksu karnego wobec kułaków, przewidującego konfiskatę zapasów spekulantów oraz, aby zachęcić ich do zgłaszania gromadzenia zapasów, rozdzielenie jednej czwartej skonfiskowanego zboża między biednych chłopów. Rezultaty były nikłe, co sugerowało, że niedobór stanowił znacznie poważniejszy problem niż spekulacyjne gromadzenie zapasów. Od lutego do lipca zorganizowano prawdziwą mobilizację miasta przeciwko wsi, biednych chłopów przeciwko kułakom; komanda młodych robotników, dowodzone przez dziesiątki tysięcy działaczy partyjnych, zostały wysłane przeciwko ludności wiejskiej, a biednych chłopów wezwano do „prowadzenia walki klasowej” przeciwko bogatym i do udziału w konfiskatach z obietnicą udziału w łupach. Publicznie wprowadzono nowe środki nadzwyczajne: przymusowe pożyczki i zakaz bezpośredniej sprzedaży i zakupów na wsi. Prasa potępiała nie tylko „odrodzenie kułactwa”, ale także przejęcie władzy w partii i aparacie państwowym przez elementy, „które nie widzą klas na wsi” i które „dążą do pokojowego współżycia z kułakami”, czyli prawicę, której polityka została potwierdzona kilka miesięcy wcześniej. Podczas gdy w miastach panował strach przed głodem, na wsi odżyła atmosfera wojennego komunizmu; chłopstwo stawiało opór: według Bucharina państwo musiało stłumić ponad sto pięćdziesiąt powstań chłopskich w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 1928 roku. W kwietniu, dzięki konfiskatom, które dotknęły wszystkie kategorie chłopów, zapasy w miastach wystarczyły, by odeprzeć widmo głodu; Komitet Centralny potępił wówczas „samowolę administracyjną, łamanie prawa rewolucyjnego, napady na domy chłopskie i nielegalne rewizje”, zakazał konfiskat (z wyjątkiem przypadków spekulacyjnego gromadzenia zapasów) i przymusowego zaciągania pożyczek, a w końcu przywrócił swobodę kupna i sprzedaży na wsi. Stalin oświadczył: „NEP jest podstawą naszej polityki gospodarczej i pozostanie nią przez długi czas”; ale dopiero w następnym miesiącu, w maju 1928 roku, gdy tylko pojawiły się pozory nawrotu kryzysu zbożowego, Stalin w publicznym przemówieniu nakreślił nową linię, zrywającą z prawicową linią XV Zjazdu: rozwiązanie kryzysu zbożowego, jak twierdził, leży w „przejściu od indywidualnych gospodarstw chłopskich do kołchozów”; ponadto „w żadnym wypadku nie należy opóźniać rozwoju przemysłu ciężkiego, ani też czynić z przemysłu lekkiego, który pracuje na rynku, podstawy przemysłu jako całości”. Dalekie od obrony, jak później twierdziło, odrębnej linii partyjnej przeciwstawiającej się zarówno „odchyleniu lewicowemu”, jak i „odchyleniu prawicowemu”, stalinowskie centrum wahało się w zależności od kryzysu, początkowo popierając politykę ekonomiczną prawicy wbrew lewicy, a następnie jednocząc się z lewicą i narzucając ją prawicy przy pierwszym napotkanym trudności, wykazując stałość i ciągłość tylko w jednym: systematycznym niszczeniu partii Lenina.

Prawica ze swej strony w pełni podtrzymuje stanowiska, których konsekwentnie broniła od pierwszego sporu z 1923 roku, nie z powodu ślepoty, lecz dlatego, że odpowiadają one zasadom silniejszym niż sugestie kryzysu. Dlatego ważne jest przypomnienie ostatecznej bitwy, jaką Bucharin stoczył w odpowiedzi na „lewicowy” zwrot frakcji stalinowskiej w maju 1928 roku. Bucharin przyznaje, że wzrost produkcji rolnej zależy od stopniowego zastępowania przedsiębiorstw kapitalistycznych przez spółdzielnie średnich i biednych chłopów oraz, na tej podstawie, od przejścia od małych do dużych przedsiębiorstw, ale utrzymuje, że proces ten będzie oparty na rozwoju indywidualnych gospodarstw rolnych, a nie na ekonomicznym wyzysku chłopstwa. Przyznaje również, że rozwój rolnictwa zależy od rozwoju przemysłu, ale jednocześnie odrzucając ideę przyspieszenia tempa industrializacji, przestrzega przed źródłem nacisków wywieranych w tym kierunku: „gigantycznym aparatem państwowym, w którym zakorzeniły się elementy biurokratycznej degeneracji, absolutnie obojętnym na interesy mas, na ich życie, na ich interesy materialne i kulturalne”, „urzędnikami…, gotowymi do opracowania każdego planu”. Pomimo sarkazmu lewicy, która dostrzega w kryzysie dobitne potwierdzenie własnych stanowisk, w tej końcowej fazie walki Bucharin broni programu Lenina, czyli zasady kontroli partii nad naturalną tendencją kapitału, nawet kontrolowanego przez państwo, do gorączkowej akumulacji kosztem klasy robotniczej i chłopów – tendencji, której aparat państwowy jest naturalnym kanałem, ślepym i bezwładnym narzędziem, ale która niechybnie zatriumfuje nad wszelkimi socjalistycznymi dążeniami, jeśli, niestety, zamiast starać się utrzymać kontrolę nad tym aparatem, Partia zacznie przestrzegać jego nakazów, będących jedynie nakazami bezosobowego Kapitału, włączając do swojego programu „przyspieszenie industrializacji”. Czyniąc to, Bucharin broni również marksistowskiej koncepcji roli dyktatury proletariatu przed wypaczeniem, które lewica, nieświadomie, jej narzuciła pod pozorem klimatu gospodarczego charakteryzującego się niedostatecznym rozwojem kapitalistycznym. W doktrynie marksistowskiej, opierającej się na hipotezie rewolucji w rozwiniętym kraju kapitalistycznym, rolą dyktatury proletariatu jest przełamanie przeszkód uniemożliwiających powstanie nowej gospodarki – nic więcej. Na tym etapie nie ma opozycji między partią z jednej strony a aparatem państwowym z drugiej: o ile rewolucyjna wola partii zmierza w kierunku potrzeb społeczeństwa, które imperatywy akumulacji kapitału skazały na nieustanny kryzys i które właśnie z tego powodu musiało przejść gwałtowną rewolucję, nic nie jest łatwiejsze dla partii niż skierowanie machiny państwowej w pożądanym kierunku, gdyż machina ta nie ma własnej energii, będąc sama w sobie, jeśli można to sobie wyobrazić, jedynie ciałem, a silnik oczywiście znajduje się gdzie indziej. Bucharin daremnie usiłuje uświadomić swoim przeciwnikom132, że na samym niższym etapie walki o socjalizm, w jakim znajduje się Rosja (na etapie, na którym brakuje samych materialnych podstaw tego socjalizmu), nie ma żadnego odwrócenia roli partii i dyktatury proletariatu, które z rozbijaczy kajdan przekształciłyby się w siły „budowlane” i „budownicze”. Jedyną prawdziwą siłą napędową „budownictwa” i „budowania” jest sama dynamika wciąż zacofanej gospodarki, która naturalnie zmierza w kierunku kapitalizmu. Na tym etapie wpływ woli rewolucyjnej, czynnika politycznego dyktatury klasowej, wywierany jest z rezultatami zupełnie innymi niż te, które przyniósłby na bardziej zaawansowanym etapie, ale nie może być wywierany w żaden inny sposób: partia i dyktatura nie mają innych środków oddziaływania na gospodarkę niż zakazywanie lub znoszenie zakazów; trudność polega na tym, że zakazując wszelkiego rozwoju kapitalistycznego, jednocześnie blokują wszelki postęp, co skazują je na pęknięcie niczym reakcyjny hamulec w krótkim okresie, a znosząc wszelkie zakazy, zrzekają się wszelkiego wpływu. Jeśli jednak wierzą, że mogą uciec od tej surowej alternatywy, wyrzekając się swojej ściśle politycznej roli i próbując bezpośrednio podjąć się zadania ekonomicznego, jest jeszcze gorzej: tracą nie swój wpływ, ale samą swoją naturę jako narzędzia proletariatu. Zatem właśnie wtedy, gdy uważają, że osiągają maksimum wpływu, to, co jest dla nich specyficzne, zostaje zanegowane. Dynamika gospodarki znajduje swój naturalny pas transmisyjny w aparacie państwowym, który w wyniku rewolucji zastąpił klasę burżuazyjną. Na niższym etapie walki o socjalizm istnieje zatem ukryty konflikt między partią a tym aparatem, nie do pomyślenia na wyższym etapie, gdzie, tracąc inicjatywę historyczną, kapitalizm traci również w dużej mierze możliwość kwestionowania wpływu partii proletariackiej na aparat państwowy. Konflikt ten wynika po prostu z konfliktu między Partią Komunistyczną a kapitalizmem, którego nie może ona zdelegalizować, ale którego ograniczeń nie może się wyrzec bez sprzeniewierzenia się własnym zasadom. Proponując przyspieszenie industrializacji, przenosząc wszystkie zasoby z przemysłu lekkiego do ciężkiego, partia właśnie to by czyniła, ponieważ taka polityka oznaczałaby jej abdykację wobec kapitalistycznej dynamiki gospodarki, której potrzeby, w obliczu braku ukonstytuowanej klasy kapitalistycznej, są w całości realizowane przez aparat gospodarczy państwa, bez uwzględnienia potrzeb klasy proletariackiej i mas w ogóle. Wszystko to wyjaśnia, dlaczego w sferze przemysłowej Bucharin opowiadał się za środkami, które dla lewicy wydawały się absurdalnie skromne, biorąc pod uwagę ogrom potrzeb: po prostu utrzymanie obecnego tempa wzrostu poprzez redukcję ogromnych nieproduktywnych nakładów, skrócenie czasu produkcji (dwunastokrotnie dłuższego niż w rozwiniętym przemyśle amerykańskim) i walkę z marnotrawstwem (ilość materiałów zużywanych w Rosji do danego produktu jest półtora do dwóch razy większa niż w Ameryce). Krótko mówiąc, racjonalizacja i oszczędzanie zamiast dążenia do rekordowych prędkości. Jego podstawowa troska była jasna: aby industrializacja narodowa nie stanowiła zbyt dużego obciążenia dla warunków pracy. Jest to problem klasowy, do którego stalinowskie centrum jest całkowicie niedostępne, ale ostrzeżenie jest prorocze: dowodem jest to, że w obliczu stalinowskiej industrializacji krytyka samego Trockiego nabierze „bucharinowskiego” wydźwięku.

Od przemówienia z maja 1928 roku (które stanowiło punkt zwrotny Stalina w kwestii chłopskiej i industrializacji) do kwietnia 1929 roku, kiedy Bucharin został po raz pierwszy potępiony jako przywódca prawicy, i do listopada 1929 roku, kiedy skapitulował, walka toczyła się według typowego stalinowskiego schematu: z jednej strony „czystka” partii, z drugiej brutalna kampania przeciwko infiltracji kułaków w jej szeregi,133 ale z ciągłymi wahaniami w polityce gospodarczej. W lipcu 1928 roku Komitet Centralny rzeczywiście „jednogłośnie” przyjął środki prawicowe134: ponowny zakaz rewizji i konfiskat majątku chłopskiego oraz 20-procentowy wzrost cen pszenicy. Jednocześnie jednak frakcja stalinowska wzywała do „okrutnej walki z kułakami”, oskarżając prawicę o to, że nie jest „ani marksistowska, ani leninowska, lecz złożona z chłopskich filozofów zwróconych ku przeszłości”. Zgodnie ze swoim typowym eklektyzmem, Stalin zaprzeczał jednak chęci porzucenia NEP-u i mówił o „nowym etapie” w jego ramach; w lipcu 1928 roku pisał: „Są ludzie, którzy uważają, że indywidualne rolnictwo osiągnęło kres swoich możliwości i że nie warto go bronić. Tacy ludzie nie mają nic wspólnego z naszą Partią”. Pod koniec 1929 roku pierwszy plan pięcioletni, zatwierdzony przez Partię, przewidywał, że do 1933 roku jedynie 20% ziemi uprawnej zostanie „skolektywizowane”, czyli będzie użytkowane przez spółdzielnie chłopskie. Wiosną 1929135 roku Stalin nadal utrzymywał, że „indywidualne rolnictwo będzie nadal odgrywać dominującą rolę w zaopatrywaniu kraju w żywność i surowce”. Kilka miesięcy później tak zwana „powszechna kolektywizacja” była już w pełnym rozkwicie.

Tak zwana „druga rewolucja”, której gwałtowna faza trwała przez całą drugą połowę 1929 roku i do początku marca 1930 roku, była nie tylko improwizacją pod presją wydarzeń, ale także kompromisem – najgorszym z możliwych. Po pierwsze, forma „kolektywizacji” przewidziana w przemówieniu Stalina z maja 1928 roku nie była sowchozem, czyli państwowym przedsiębiorstwem kierowanym przez jakiegoś urzędnika i zatrudniającym najemną siłę roboczą, lecz artelem – formą kołchozu pośredniego między prostym społeczeństwem rolniczym a komuną. W tym względzie Stalin nie wprowadzał żadnych innowacji, ponieważ w poprzednich latach żaden bolszewik nie twierdził, że możliwe jest szybkie upowszechnienie formy sowchosu, gdy państwo nie dysponowało ani ogromnym kapitałem operacyjnym (maszynami, narzędziami, nawozami itp.), ani ogromną liczbą wykwalifikowanej siły roboczej (agronomów i mechaników) niezbędną do bezpośredniego zastąpienia nim przedsiębiorstwa rolnego, ani że reżim mógł przetrwać próbę przekształcenia milionów drobnych chłopów w czystych pracowników najemnych. Jednakże Stalin, poprzez antykułacką demagogię, nadał propagowanej przez siebie polityce silnie oportunistyczny wydźwięk. To właśnie ta antykapitalistyczna demagogia posłużyła do przedstawienia artelu, prostej spółdzielni działającej jako autonomiczne przedsiębiorstwo w stosunku do rynku, jako formy komunistycznej, mimo że nadal była ona gorsza od państwowo-kapitalistycznej formy sowchosu, która sama w pewnych warunkach była jedynie dźwignią socjalistycznej transformacji. Było to masowe fałszerstwo, mające na celu zrównanie rywalizacji między biednymi i średnimi chłopami a bogatymi o korzystanie z ziemi i jej płodów z rewolucyjną walką proletariatu z burżuazją. Partia marksistowska doskonale wiedziała jednak od czasu „Manifestu”, że tylko ta walka ma charakter wyzwoleńczy, podczas gdy walka klas związanych z własnością prywatną o obronę warunków życia ma charakter reakcyjny, dążący do cofnięcia biegu historii. Niemniej jednak forma kołchozowa, która ostatecznie zwyciężyła po gwałtownych przewrotach i której „status” został określony dopiero w 1935 roku, nadal była gorsza od artelu, nie dlatego, że rząd jej chciał, ale dlatego, że musiała przez nią przejść, co jeszcze dobitniej dowodzi głupoty biurokratycznego optymizmu, który w latach 1929–1930 twierdził, że „wprowadza komunizm do rolnictwa”.

Dość trudno jest ustalić dokładne relacje między „przymusową kolektywizacją” a „rozkułaczaniem”. Gdyby można było przypisać kryzys agrarny z lat 1927–1929 rozwojowi gospodarki kułackiej, byłoby to łatwe: zagrożona załamaniem wskutek ekonomicznego szantażu kułaków, władza radziecka znalazłaby ratunek jedynie w oddaniu bogatej klasy chłopskiej w ręce chciwości warstw uboższych, czyli oddając im ziemię i maszyny, nawet jeśli oznaczałoby to przymusowe włączenie ich do spółdzielni, które – nawet bez technicznego wyposażenia niezbędnego do zwiększenia plonów rolnych – mogłyby zapewnić produkt bardziej odpowiadający potrzebom miast, po prostu zastępując pracę indywidualną pracą kolektywną. Najbardziej wątpliwe wydaje się (pomimo porozumienia między lewicową opozycją a stalinowcami w tej kwestii, a może właśnie z tego powodu) stwierdzenie, że spadek zapasów rolnych dostępnych na rynku nie wynikał z rozwoju drobnej produkcji średniego chłopa (seredniaka), lecz z rozwoju kapitalistycznej przedsiębiorczości bogatego, spekulującego chłopa (kułaka). Przemówienie samego Stalina z 27 grudnia 1929 roku, usprawiedliwiające „likwidację kułactwa jako klasy”, mimowolnie obala tę tezę, ponieważ stwierdza, że produkcja kułacka wynosiła 1,9 mld funtów zboża przed rewolucją i 600 mln funtów w 1927 roku, podczas gdy produkcja seredniaków i biednaków wzrosła z 2,5 mld do 5 mld funtów w tym samym okresie. Chęć uwypuklenia korzyści, jakie biedota i średnie chłopstwo odniosły dzięki rewolucji październikowej, tłumaczy rażącą przesadę w opisie tego stuprocentowego wzrostu (!), ale dane dotyczące gospodarki kułackiej wskazują na coś wręcz przeciwnego, sugerując jej wzmocnienie.

W tym przypadku punkt zwrotny w 1929 roku można by wyjaśnić nie tyle nagłą potrzebą kułackiego zagrożenia, co faktem, że metoda Bucharina, polegająca na stopniowym przekształcaniu drobnych rolników w kułackich robotników najemnych poprzez wyłączne funkcjonowanie rynku, była zdecydowanie zbyt powolna, podczas gdy eliminacja drobnej produkcji stała się koniecznością. Zamiast być źródłem „przymusowej kolektywizacji”, dekułakizowanie jawi się jako jej dopełnienie: wywłaszczenie bogatych chłopów na rzecz kołchozów stanowiło zarówno skromny ekonomiczny punkt wyjścia dla tych spółdzielni, pozbawionych wyposażenia, antyburżuazyjny kamuflaż dla ofensywy kapitalizmu państwowego przeciwko wiejskiej drobnej burżuazji i subburżuazji – to znaczy demagogiczną rekompensatę oferowaną przez państwo, by lepiej podporządkować ją swoim surowym ograniczeniom – i wreszcie najpewniejszy sposób, by zapobiec przegrupowaniu się ludności wiejskiej wokół najbardziej przedsiębiorczych (bo najmniej zubożałych) i stawianiu oporu dyktaturze miasta. Pierwsza interpretacja jest bardziej zgodna ze stanowiskiem lewicy, druga z marksistowską prawicą, ale niezależnie od tego, którą interpretację przyjmiemy, wniosek jest ten sam: polityka stalinowskiego pseudocentryzmu była zdecydowanie antymarksistowska i antyproletariacka.

To właśnie sukces przymusowych rekwizycji zboża, z jednej strony, a z drugiej strony zachęcające doniesienia z instytucji państwowych o ruchu spółdzielczym w drugiej połowie 1929 roku skłoniły frakcję stalinowską do posunięcia „kolektywizacji” daleko poza pierwotnie ustalone granice. W istocie sukcesy te dowiodły, że chłopstwo jako całość było znacznie mniej zdolne do oporu, niż się obawiano, a jego uboższe warstwy chłopskie były ponadto bardziej otwarte na kolektywizację ze strony wsi, niż się spodziewano. Ponieważ Stalin nie był zdolny do przestrzegania jakichkolwiek zasad, wystarczyło mu to, by rozwiać ostatnie wahania, które do połowy 1929 roku wciąż wiązały go z prawicą, gdy tylko strach wzbudzony przez chłopstwo opadł. Nie miało znaczenia, że w 1929 roku dostępnych było zaledwie 7000 traktorów, podczas gdy sam Stalin przyznał, że potrzebnych byłoby 250 000; Nie miało znaczenia, że „kolektywizacja” 5–8 milionów maleńkich gospodarstw, wciąż posługujących się drewnianym pługiem, niczym nie przypominała podboju lepszego sposobu produkcji: administracja otrzymała rozkaz „przyspieszenia kolektywizacji” i „uderzenia kułaka tak mocno, żeby nie mógł się podnieść”. Od października 1929 do maja 1930 roku odsetek rodzin zorganizowanych w kołchozy oficjalnie wzrósł z 4,1% do 58,1%, oczywiście bez znaczącej zmiany liczby maszyn. Ale ten wynik został osiągnięty tak wysoką ceną, miał tak katastrofalne skutki ekonomiczne, spowodował tak duże zaostrzenie napięć między miastami a wsią, że sam Stalin musiał położyć kres swojej administracyjnej „rewolucji”. Jeśli przyjmiemy za dokładne statystyki, które określają liczbę kierowników zamożnych gospodarstw na 1,5 lub 2 miliony, liczbę biednych gospodarstw na 5, a nawet 8 milionów, a liczbę średnich gospodarstw na 15 do 18 milionów, to staje się jasne, że przymusowe tworzenie kołchozów, obejmujące ponad połowę gospodarstw chłopskich, w dużej mierze dotknęło średnie chłopstwo, tym bardziej że rodziny kułaków zostały z niego wykluczone. W tym tkwi cała tajemnica gwałtownego charakteru tej operacji, przywiązania chłopa do swojej działki rosnącego „wraz z różnicą czynszu”, jak zauważył Trocki w artykule, który cytujemy poniżej; ale jest prawdopodobne, że najuboższe warstwy rzeczywiście przyjęły ją z entuzjazmem, o którym wspomniano136, o ile nie pogorszyło to ich i tak już rozpaczliwej sytuacji.

Musimy pozostawić burżuazyjnemu liberalizmowi uproszczoną tezę, że „gdyby chłopów pozostawiono w spokoju, w ZSRR wszystko potoczyłoby się o wiele lepiej”, tezę inspirowaną ultramoralną, lecz dość obłudną grozą przemocy, która popełnia poważny błąd, zapominając, że nigdzie na świecie kapitalistyczny sposób produkcji nie został ustanowiony bez niej, nie oszczędzając ani drobnych producentów w okresie pierwotnej akumulacji, ani samych proletariuszy. To powiedziawszy, bez najmniejszego ustępstwa na rzecz pacyfistycznej ideologii swojego przeciwnika, partia proletariacka nie mogła i nie może zatwierdzić polityki, która pod pretekstem przyspieszenia marszu historii mogłaby go jedynie niepomiernie opóźnić, nie wspominając o tym, że narażała politykę komunistyczną na najbardziej złowrogie porównania z najgorszymi wyczynami klas rządzących teraźniejszości i przeszłości. „Likwidacja kułactwa jako klasy” (oficjalny eufemizm sugerujący, że celem nie były miliony zamożnych chłopów i ich rodziny, lecz jedynie ich sposób produkcji) oraz „przyspieszona kolektywizacja” rzeczywiście doprowadziły do wysiedlenia i deportacji około dziesięciu milionów ludzi (wówczas ZSRR liczył 160 milionów mieszkańców). Czasami drobni chłopi chciwie dzielili między siebie łupy kułaków, a innym razem łączyli się z nimi, w takim przypadku zbuntowane wsie były otaczane karabinami maszynowymi i zmuszane do kapitulacji. Grabieże dokonywane przez niektóre brygady miejskie, nadgorliwość ignoranckiej lub przerażonej administracji, która „kolektywizuje” nawet buty, ubrania i okulary mieszkańców wsi, cyniczna korupcja władz odsprzedających „kułakom” dobra, które im odebrała – wszystko to dziesięciokrotnie potęguje rozpacz chłopów, którzy nie tylko mordują tylu „komunistów” (i ogólnie mieszkańców miast), ilu się da137, ale także zabijają zwierzęta gospodarskie, niszczą sprzęt i palą plony, byle tylko nie dostarczyć niczego do kołchozu, w którym, jak wiedzą, otrzymają niewiele więcej niż pensję robotnika. Reżim stalinowski czekał trzy lata (styczeń 1934 r.), zanim ujawnił ogromne spustoszenie gospodarcze, jakie to spowodowało: zniknięcie 55% koni (18 milionów sztuk) w kraju praktycznie pozbawionym traktorów, 40% bydła (11 milionów), 55% trzody chlewnej, 66% owiec i przekształcenie rozległych terenów uprawnych w ugor. W całym Związku wybuchały powstania.138 Działania rządowe, improwizowane w stanie euforii, przerodziły się w wojnę domową. Jednak w tej wojnie domowej władza stalinowska nie mogła polegać ani na Armii Czerwonej, gdzie wielu oficerów okazało się synami kułaków, a żołnierzami byli głównie chłopi,139 ani nawet na miejskiej klasie robotniczej, która w 1929 roku składała się głównie z niedawnych emigrantów ze wsi i która tym szybciej traciła swoją pierwotną sympatię dla „kolektywizacji”, im bardziej narastała presja na chłopów i pogarszała się sytuacja żywnościowa. Co więcej, taka polityka groziła znacznie większym ograniczeniem zasiewów wiosennych niż w latach poprzednich, a tym samym kryzysem żywnościowym, który tym razem groził końcem władzy radzieckiej. To śmiertelne zagrożenie zmusiło Stalina do opublikowania 2 marca 1934 roku w „Prawdzie” niesławnego artykułu „Zawrót głowy sukcesu”, który odbił się ogromnym echem w całym kraju (który uznał go za dekret). W nim potępił stosowanie przymusu w celu zmuszania chłopów do wstąpienia do kołchozów (choć jeszcze kilka miesięcy wcześniej wypowiadał się pochlebnie o Engelsie i jego roztropności), mylenie przeciętnych chłopów z kułakami, czysto administracyjne tworzenie kołchozów bez odpowiedniego przygotowania oraz tworzenie komun zamiast arteli, naturalnie obarczając winą aktywistów i urzędników, którzy przeszli przez nową, rygorystyczną „czystkę”. Po tym artykule, 15 marca 1929 roku, ukazał się dekret partyjny, który stanowił, że odtąd wstępowanie chłopów do kołchozów (gospodarstw kołchozowych) będzie wyłącznie dobrowolne, że „nieznośne wypaczanie walki klasowej na wsi” musi ustać (ale „likwidacja kułactwa jako klasy” musi być kontynuowana bez przerwy), a co znamienne, że należy również powstrzymać intensywną propagandę antyreligijną i przymusowe zamykanie kościołów! Ponieważ dekret zezwalał również chłopom na opuszczanie istniejących kołchozów, „dekolektywizacja” postępowała jeszcze szybciej niż sama „kolektywizacja”: liczba rodzin zrzeszonych w spółdzielniach spadła z oficjalnych 58% (znacznie więcej na obszarach uprawy pszenicy, mniej gdzie indziej) do 23%. Zamieszanie było ogromne, ale chłopstwo, całkowicie niezdolne do wypracowania własnej polityki, zaprzestało oporu, gdy tylko presja osłabła. To właśnie dzięki temu, a także dzięki temu, że żniwa 1930 roku okazały się udane, reżim, który balansował na krawędzi upadku, udał się utrzymać. Tak oto, poprzez kłamstwa i przemoc, przechwałki i zdradę, w niecałe trzy lata z ZSRR okresu NEP-u wyłoniła się naga, kapitalistyczna Rosja pod żelazną pięścią Stalina, grabarza bolszewizmu. Bezprecedensowy kryzys lat 1929–1930, który nastąpił po tylu innych procesach, głębia antagonizmów społecznych, których „zniknięcie burżuazji” w niczym nie złagodziło, ale które pogłębiła izolacja narodowa – wszystko to pozostawiło na nim złowrogi, lecz niepowtarzalny ślad na długi czas i dlatego pod maską socjalizmu miał on jeszcze przez pół wieku niepokoić, a niekiedy przerażać świat.

Rosja kapitalistyczna № 2

Mówiąc prościej, zaczniemy od trafnego sformułowania tezy przeciwstawnej, która jest dokładnym zaprzeczeniem prawidłowej marksistowskiej oceny przełomu lat 1927–1930 i współczesnej Rosji: „Walka miasta ze wsią, konflikt dwóch rewolucji, był głównym problemem… ZSRR przez prawie dwadzieścia lat, aż do 1940 roku… Lenin w późniejszych latach próbował znaleźć pokojowe rozwiązanie tego konfliktu, wprowadzając NEP. W latach 1927–1928 NEP zakończył się niepowodzeniem. Stalin chciał zatem rozwiązać konflikt siłą… Czyniąc to, dopełnił rozłamu między rewolucją socjalistyczną a rewolucją burżuazyjną; tę drugą definitywnie zdławił”.140

W tej tezie stalinizm jest przedstawiany jako nurt, który nie wahając się uderzyć w kułaków i drobną burżuazję wiejską, przekształcił nieczystą rewolucję socjalistyczną w Rosji w czysto socjalistyczną. Jeśli chodzi o lewicę i prawicę, przedstawia się je jako jedno, szerokie skrzydło prawicowe w stosunku do stalinizmu, sprzeciwiające się, poprzez pacyfizm i zasady demokratyczne, wyzwoleniu rewolucji socjalistycznej spod ograniczeń narzuconych jej przez stosunki produkcji odziedziczone po rewolucji burżuazyjno-demokratycznej – to znaczy dominacji nieproduktywnego, drobnego rolnictwa. Przygnębiające jest obserwowanie, jak takie kłamstwa rozpowszechniane są wśród bezbronnej opinii publicznej jako sama istota myśli marksistowskiej.

Wystarczy porównać „konstytucję” z 1918 roku do tej z 1936 roku, aby zobaczyć, że partią, która sprawując władzę, skapitulowała przed rewolucją burżuazyjno-demokratyczną, nie była partia bolszewicka z lat 1917–1929, lecz partia stalinowska, która przetrwała nawet w partii rządzącej Rosji w 1968 roku! Ta pierwsza, w przeciwieństwie do wszystkich historycznych konstytucji, nie proklamuje żadnych praw osobistych (własności i bezpieczeństwa), które charakteryzują epokę burżuazyjną, ale które praktyka kapitalistyczna nieustannie depcze, ani żadnych nowych „praw osobistych”. Wręcz przeciwnie, głośno proklamuje swój socjalistyczny cel, nie do pogodzenia nie tylko z przetrwaniem klasy drobnych rolników, ale nawet z istnieniem klasy spółdzielców, którym zapewniono dożywotnie użytkowanie ziemi i dostarczanie swoich produktów społeczeństwu za pośrednictwem rynku: całkowite zniesienie podziału społeczeństwa na klasy. W tej „konstytucji” nacjonalizacja ziemi, połączona z przekazaniem działek (bez odszkodowania dla wywłaszczonych właścicieli) robotnikom, nie jest fałszywie przedstawiana jako uspołecznienie ziemi, lecz jako środek prawny uzasadniony faktem, że uspołecznienie to było celem ostatecznym – celem osiągniętym tylko wtedy, gdy żadna przeszkoda (ani własność spółdzielcza, ani drobne gospodarstwa, ani własność kapitalistyczna) nie uniemożliwia całemu społeczeństwu nieograniczonego dostępu do produkcji rolnej. Wraz z konstytucją z 1936 roku wszystko się zmienia: spółdzielnia otrzymuje ziemię w „wieczyste i swobodne użytkowanie”, a własność spółdzielcza zostaje ogłoszona „jedyną słuszną formą własności w systemie socjalistycznym!”. Nie ma już zniesienia klas o odrębnych i kontrastujących sposobach produkcji i życia: kompleks tworzony przez spółdzielnię oraz państwową stację maszyn i traktorów, która „wymienia” swoje usługi na produkty rolne, jest definiowany jako w pełni zrealizowany system socjalistyczny. Jednocześnie całkowicie neguje się opozycję klasową między proletariatem a chłopstwem-właścicielem ziemi, pogrążonym w nieustannym konflikcie z państwem zamiast rozpuścić się w społeczeństwie: przywraca się równość praw politycznych i wyborczych (śmiało negowaną w deklaracji z 1918 roku, która przyznawała robotnikowi cztery głosy na każdy jeden głos chłopa). Nowy reżim zostaje oficjalnie zdefiniowany jako demokracja polityczna, podczas gdy stary bez wahania proklamował się dyktaturą proletariatu, który zawarł jedynie pakt o niestosowaniu przemocy z chłopami z oczywistego powodu: przemoc jest akuszerką, a nie matką postępu, który opiera się na wzroście sił wytwórczych. Te nowe, antysocjalistyczne idee miały znaleźć pełne potwierdzenie w 1953 roku, kiedy w swoich Ekonomicznych problemach socjalizmu Stalin ostro skrytykował tych, którzy traktowali własność kołchozową, filar reżimu, tak jak własność kapitalistyczną w 1917 roku (i w 1929 roku), i ogłosił wbrew wszelkim dowodom, że skoro jest to własność ludowa, to jest to również własność socjalistyczna – głupota sprowadzająca się do stwierdzenia, że zdolność przedsiębiorstwa (a ostatecznie wszystkich przedsiębiorstw) do dysponowania swoimi produktami jest równa zdolności całego społeczeństwa do dysponowania nimi, pod warunkiem jednak, że oficjalnie nie zatrudnia ono pracowników najemnych (!). Tak skonstruowanej „rewolucji socjalistycznej”, jeśli spokojnie przyjrzeć się faktom, brakuje tylko jednego, aby mogła stanowić całkowitą kapitulację przed „rewolucją burżuazyjno-demokratyczną”: porzucenia wszelkich prób złagodzenia anarchii produkcyjnej despotyzmem państwowym. Wszyscy wiedzą, że starannie tego unikała, wręcz przeciwnie, wyniosła przymus państwowy do takiego poziomu, że światowa burżuazja zazdrościła Stalinowi jego władzy, a nawet wyniosła go do rangi wiecznego czynnika produkcji, przedstawiając świętą formę własności kołchozowej jako wieczną. Nie powinno to wprowadzać w błąd: czy kiedykolwiek widzieliśmy, by mocarstwa, które powstały na fundamencie rewolucji burżuazyjno-demokratycznej, szanowały jej nadzieje i naiwne złudzenia?

Jedynym „podstawowym” elementem narracji, która przedstawia epokę stalinowską jako epokę czystej rewolucji komunistycznej (i która wytrzymuje polityczną kontrolę jeszcze gorzej niż jakakolwiek inna141), jest fakt, że wojna domowa, która zakończyła epokę bolszewicką, nie była, jak obawiali się bolszewicy, wojną wsi z miastem, lecz raczej wojną miasta ze wsią. Rozważmy to – mówi nam teza renegacka – dodajmy do tego fakt, że w formach ekonomicznych, a nie militarnych, ta „wojna” trwała do 1940 roku (logicznie powinna trwać do 1956 roku, czyli do reform Chruszczowa!), a przede wszystkim nie zapominajmy o państwowej własności przedsiębiorstw przemysłowych i planowaniu, a otrzymamy wierny obraz czystej rewolucji komunistycznej. To z pewnością podsyciło uzasadnioną nieufność i wrogość proletariatu wobec chłopstwa-właścicieli ziemi; Nieszczęsne jest to, że walka między miastem a wsią, daleka od unikatowej dla komunizmu, jest tak stara jak sama cywilizacja! Niewątpliwie trwa ona pod dyktaturą proletariatu, w fazie przejściowej do socjalizmu, ale właśnie wtedy, i tylko wtedy, traci ona swój odwieczny charakter ekonomicznego, moralnego i intelektualnego ucisku wsi przez miasto, przekształcając się w stopniowe zniesienie rozdziału między miastem a wsią. Niewątpliwie proletariat może i musi wywierać swoją presję klasową na drobne klasy posiadaczy ziemskich na wsi. Niewątpliwie może zostać doprowadzony (jak to miało miejsce podczas rosyjskiej wojny domowej) do użycia wobec nich przemocy. Czego proletariat nie może i nigdy nie będzie w stanie dokonać, na żadnym etapie swojej walki (nawet na bardzo niskim szczeblu, na którym był zmuszony ją prowadzić w Rosji), to wyzwolenie się poprzez ucisk i ucisk innych klas, poprzez przykucie ich do nędzy klas posiadających. Polityka Lenina nigdy nie zbłądziła z powodu „pacyfizmu” ani „demokratyzmu” (!): była po prostu zgodna z tą istotą socjalizmu; a socjalizm jest niczym, jeśli nie jest samym procesem emancypacji proletariatu, która, w przeciwieństwie do emancypacji burżuazyjnej, nie jest ustanowieniem wiecznego panowania jednej klasy nad innymi, lecz ich rozpadem w harmonii społeczeństwa bezklasowego. Choć deklarowała dążenie do osiągnięcia „socjalizmu w jednym kraju”,142 polityka stalinowska nie zasługuje już nawet na miano kontynuacji polityki „budowania swoich materialnych baz”, która, choć nieskończenie skromniejsza w swoich ambicjach, w pełni zasługiwała na miano proletariackiej i komunistycznej. Niezależnie od tego, czy weźmiemy pod uwagę stosunki panujące między miastem a wsią, czy sytuację proletariatu w społeczeństwie rosyjskim, cała jej historia gospodarcza po 1929 roku pokazuje, że Rosja jest obecnie zdominowana przez nową, prymitywną akumulację kapitału, którą państwo własnościowe planuje w sposób narzucony mu przez wymogi imperialistycznej potęgi ZSRR; W tej pracy jedyną przeszkodą, którą musi pokonać, są skromne potrzeby mas, nie tylko klasy robotniczej, ale w pewnym stopniu także chłopów; i chociaż kapitalistyczny cynizm i wiekowe tradycje oszustwa i ucisku klasowego wystarczają, nie powstrzymuje go to od zajęcia bohaterskiej postawy walki na śmierć i życie z potężnym i groźnym wrogiem!

Demonstracja rozpoczyna się oczywiście od analizy ekonomicznych skutków „przymusowej kolektywizacji”, przeprowadzonej, jak widzieliśmy, za pomocą zakrojonego na szeroką skalę manewru zwanego „wzmocnieniem walki klasowej na wsi” i „rozkułaczaniem”. Sam Stalin oszacował wartość majątku kułackiego przekazanego kołchozom na 400 milionów rubli (!), z których znaczna część została z pewnością zmarnowana w następującym chaosie: dowodzi to ekonomicznej bezcelowości tego środka143 w celu zwiększenia wydajności niedostatecznie wyposażonego rosyjskiego rolnictwa. Z drugiej strony, kilka lat później sam przyznał, że operacja ta doprowadziła do zniszczenia zasobów gospodarczych, jak widzieliśmy wcześniej. Jeśli chodzi o zbiory, to chociaż w 1930 r. osiągnęły one 835 milionów kwintali, to w 1931 r. spadły do zaledwie 700 milionów (w porównaniu do 801 milionów w 1913 r. za cara), a w latach 1932–1933 były jeszcze niższe, gdy na wsi szalał straszliwy „głód Stalina”, powodując miliony zgonów, podobnie jak w nieskończenie bardziej zacofanych Indiach, które również znajdowały się w środku rzekomo „czysto komunistycznej” „rewolucji”! Tego wspaniałego wyniku na szczęście nie należy przypisywać walce klasowej współczesnego proletariatu, lecz archaicznej „walce klasowej na wsi”, która dąży do przywrócenia równości drobnych producentów w korzystaniu z ziemi i jej produktów kosztem ogólnych interesów społeczeństwa i rozwoju sił wytwórczych.144 Stalin z pewnością nie zamierzał oddać państwa na służbę utopijnym egalitarnym aspiracjom drobnych chłopów; ale gdyby w ogóle zależało mu na utrzymaniu go w służbie socjalistycznych wymagań, nigdy nie próbowałby wskrzesić i zachęcać na wsi antykapitalizmu o reakcyjnej istocie145, który nie tylko przyniósłby proletariatowi tylko nowe cierpienia i niedostatki poprzez skutki dla zaopatrzenia miast, ale także utorowałby drogę modus vivendi między miastem a wsią, stanowiąc podwójną zniewagę dla emancypacyjnej misji proletariatu: poprzez drenaż maksymalnej wartości ze wsi do miast za pomocą polityki niskich cen rolnych (słusznie potępionej przez Bucharina) z jednej strony, a z drugiej strony poprzez przykuwanie chłopów do barbarzyństwa mikroprodukcji rodzinnej, ponieważ w nowej organizacji rolnictwa, która w ciągu czterech lat bezprecedensowych wstrząsów wyłoniła się z chaosu 1930 r., przyznano im jako rekompensatę za grabież państwową wolną własność działek, których znaczenie gospodarcze wzrosło. Taki był kołchoz, w którym – ze wszystkich powodów, które właśnie omówiliśmy – musimy uznać, wraz z genialną włoską lewicą marksistowską, z której narodziła się międzynarodowa partia komunistyczna, „prawdziwą kapitulację chwalebnego bolszewizmu” na polu ekonomicznym i społecznym.

Zakres tej polityki ogranicza się do zapewnienia, wszelkimi niezbędnymi środkami, utrzymania miastom, do których przyspieszona industrializacja w jej wczesnych stadiach przyciągnie rosnącą siłę roboczą: jak można w tym dostrzec choćby ślad „komunizmu”, skoro na każdym etapie cywilizacji, nawet najbardziej odległym, najróżniejsze reżimy musiały zapewnić wyżywienie miastom? Jest to tak mało proletariackie przedsięwzięcie, że mniej więcej w tym samym czasie, gdy rozpętuje się „polowanie na czarownice” rozkułaczania, władze rozpoczynają równoległą ofensywę przeciwko robotnikom. Fakty są dobrze znane146: „W trakcie bitwy z prawicowcami w Moskwie, 19 października 1928 roku, Komitet Centralny przyjął tekst określający nową politykę przemysłową”. „Z powodu naszego zacofania technologicznego nie jesteśmy w stanie rozwijać przemysłu w takim tempie, aby nie tylko nie pozostawał w tyle za krajami kapitalistycznymi, ale je doganiał i przewyższał, bez pełnego zaangażowania wszystkich zasobów i sił kraju, bez wielkiej wytrwałości i żelaznej dyscypliny w szeregach proletariatu”. Wahania niektórych segmentów klasy robotniczej i niektórych sektorów partii określane są mianem „ucieczki przed trudnościami”. Rada Gospodarcza atakuje projekt pięciolatki dla przemysłu. Starcie z drugim bastionem prawicy, związkami zawodowymi, którym przewodzi Tomski, jest nieuniknione. (Tomski, socjaldemokrata w 1904 roku, potem bolszewik, więzień polityczny za caratu, członek Komitetu Centralnego od 1919 roku, Biura Politycznego od 1922 roku i przewodniczący Centralnej Rady Związków Zawodowych od 1917 do 1929 roku, mógł być nazywany związkowcem przez Trockiego, ale nawiasem mówiąc, był on weteranem rewolucyjnym!) „Tomski jest zdeterminowany, aby zachować ogólną funkcję związków zawodowych, jaką jest obrona interesów robotników… istotny element w jego oczach organizacji radzieckiej. Jednak nowa polityka redukuje rolę związków zawodowych do samej walki o zwiększenie wydajności i produkcji. Już w czerwcu Komitet Centralny skrytykował liczne „nadużycia biurokratyczne” w kierownictwie związków zawodowych i wezwał partię do interwencji w związkach, aby je „naprawić” bez udziału Tomskiego.” „Prawda” krytykuje (prawicowych członków związków zawodowych) za odmowę samokrytyki i brak mobilizacji mas na rzecz budownictwa socjalistycznego. Na Wszechrosyjskim Zjeździe Związków Zawodowych pod koniec grudnia Tomski przyznaje się do pewnych niedociągnięć, ale proponuje wznowienie wysiłków na rzecz podwyżki płac wszystkich pracowników. Jednak frakcja komunistyczna (tj. stalinowska frakcja w związkach zawodowych) przedstawia rezolucję… wzywającą do przyspieszenia industrializacji i odrzucającą „czysto robotniczy” (sic!) pogląd związków zawodowych, których zadaniem jest mobilizacja mas do przezwyciężenia trudności okresu odbudowy. Rezolucja zostaje przyjęta zdecydowaną większością głosów. Po tym odrzuceniu Tomskiego następuje wybór pięciu ważnych członków aparatu partyjnego do nowego kierownictwa. Prawica ponosi druzgocącą klęskę. Zupełnie oczywiste jest, że na tym etapie dawne rozróżnienia na „prawicę” i „centrum” straciły wszelkie znaczenie: na prawo od centrum nie ma niczego (co jest zupełnym przeciwieństwem tezy Deutschera), a słabej obrony związków zawodowych przez Tomskiego nie należy odrzucać jako przejawu „korporatyzmu robotniczego”, lecz uznać ją za opór (niestety szyderczo słaby) przeciwko zmiażdżeniu rosyjskiej klasy robotniczej przez państwowy kapitalizm w „socjalistycznym” przebraniu.

Gdy udowodniono, że w latach 1927–1929 rosyjska klasa robotnicza poniosła klęskę nie tylko polityczną, ale i ekonomiczną, i że to nie klasa robotnicza odniosła zatem tak hucznie okrzyknięte zwycięstwo nad burżuazją wiejską i mikroburżuazją, łatwo zrozumieć, że stalinowska polityka chłopska jest ostatecznie jedynie zaostrzoną formą ucisku ekonomicznego, który kapitał, zawsze i wszędzie, w mniejszym lub większym stopniu narzucał drobnym producentom. To zaostrzenie można wyjaśnić bez konieczności odwoływania się do konkretnej istoty władzy stalinowskiej, a tym bardziej do „fałszywych idei” Stalina na temat socjalizmu. Jego źródło tkwi w fakcie, że skądinąd klasyczne zjawisko (przynajmniej w krajach o długiej historii ustroju) braku równowagi między przemysłem kapitalistycznym a drobnomieszczańskim rolnictwem osiągnęło w Rosji poziom prawdopodobnie nigdy wcześniej nieobserwowany, z jednej strony z powodu opóźnienia rewolucji burżuazyjnej, a z drugiej z powodu wykluczenia ZSRR z rynku światowego. Jeśli chłopska polityka stalinizmu w niczym nie przypomina tej stosowanej przez mocarstwa, które w przeszłości również odziedziczyły warunki rewolucji demokratycznej, to nie dlatego, że podporządkowuje się ona nieburżuazyjnym nakazom klasowym, ale dlatego, że sytuacja, na którą reaguje, jest wyjątkowa, gdyż w istocie sprowadza się do konfliktu między XX wiekiem a „średniowieczem”, nie między odległymi kontynentami, lecz w obrębie tego samego kraju!

Choć stalinizm z pewnością spekulował na temat rzekomego „radykalizmu” swojej polityki wobec chłopów, to socjalistyczną demagogię opierał przede wszystkim na istnieniu państwowej własności przemysłowych środków produkcji i na centralnym planowaniu. Znacznie bardziej liberalni w stosunku do wsi i znacznie ostrożniejsi w kwestii ekonomicznej użyteczności państwowej interwencji we wszystkich aspektach produkcji i dystrybucji, poststalinowcy nadal bronią świętego dogmatu, że państwowa własność „głównych” środków produkcji i socjalizm to jedno i to samo. Pomimo katastrofalnego zaufania, jakie zyskała wśród klasy robotniczej, teza ta jest niespójna. Formuła własności państwowej definiuje formę prawną, a nie ekonomiczny stosunek produkcji, i przede wszystkim nie mówi nam absolutnie nic o kierunku, w jakim postępuje rozwój. Poprzez okresowe oskarżenia kierowników przedsiębiorstw państwowych o sabotaż, przekupstwo czy nadużycia władzy, staliniści sami jasno sugerowali, że zastąpienie etatowych pracowników spółek akcyjnych pracownikami państwowymi nie miało nic wspólnego z socjalistycznymi cnotami, które przypisywali nacjonalizacji, cnotami, które wręcz przeciwnie, należy przypisać czujnej kontroli partii. „Teoretyczne” podejście moskiewskiego rewizjonizmu polega zatem na powierzchownym odsyłaniu potencjalnego oponenta z niepewnego i zmiennego świata polityki do twardych realiów ekonomicznych („tak, popełniono wiele błędów, ale własność państwowa pozostaje niezaprzeczalnie socjalistyczna”), podczas gdy w rzeczywistości wciąż jest on więziony przez jeden, nie do utrzymania aksjomat polityczny: kontrola partyjna jest kontrolą proletariacką i socjalistyczną. Stalinowcy twierdzili, że w ramach gospodarki, która nadal opierała się na pracy najemnej i wykazywała wszystkie inne cechy kapitalizmu: podwójny aspekt wartości użytkowej i wartości wymiennej produktów, czyli merkantylny charakter produkcji – metamorfozy kapitału towarowego w kapitał pieniężny i odwrotnie, wprowadzali zupełnie nowe relacje. Na tej podstawie jednak jedynymi możliwymi relacjami nie była powszechna współpraca, lecz powszechna konkurencja między wszystkimi interesami: konkurencja między przedsiębiorstwami państwowymi, zobowiązanymi do realizacji planu, do zapewnienia niezbędnych, lecz niewystarczających surowców i siły roboczej; konkurencja między państwem a jego podwykonawcami, czy to kołchozami chłopskimi, czy „organizacjami” przyznającymi niezliczone, różnorodne kontrakty „budowlane i montażowe”; oraz konkurencja między miastem a wsią. Czy pod pretekstem, że walka związkowa (będąca wyrazem konkurencji między pracownikami a pracodawcami) była dla niej zakazana, klasa robotnicza, teoretycznie filar reżimu, mogła pozostać poza całym tym burżuazyjnym fermentem, który tak oficjalnie przeczył oficjalnemu mitowi socjalistycznego odkupienia Rad w oparciu o pracę najemną i wymianę? Oczywiście, że nie. Wręcz przeciwnie, dotkliwa potrzeba wpędziła ją w to z taką samą siłą, jak każdą inną warstwę społeczną, i żadna tradycja klasowa nie powstrzymywała jej już na tej drodze, ponieważ składała się w dużej mierze z nowo przybyłych chłopów o głęboko indywidualistycznych nawykach.147 Dlatego też walczyła, ale w podziemiu i w najbardziej prymitywnych formach, od całkowitej inercji produkcyjnej i degradacji środków produkcji po powszechną kradzież „własności państwowej”, tak jak chłopstwo.

Tutaj pytanie, czy partia rządząca jest rewolucyjna i proletariacka, czy nie, nie powstaje: należy wprost zaprzeczyć nie całemu wpływowi państwa na gospodarkę, ale wszelkiej możliwości narzucenia kontroli społecznej nad sposobem produkcji, który taki nie jest, ponieważ albo praca cząstkowa i własność określonych grup społecznych nadal rządzą ogromnym sektorem gospodarki, albo też dlatego, że nawet tam, gdzie istnieje praca stowarzyszona – jak w przemyśle – antagonistyczny charakter wynikający z utrzymywania się pracy najemnej i organizacji przez przedsiębiorstwa znacznie przeważa nad społecznym charakterem gospodarki, co zawsze ma miejsce w kapitalizmie. Trocki, który walczył ciężej niż ktokolwiek inny o „planowanie” i rozszerzenie uprawnień swojego organu, Gosplanu148, znakomicie obalił to roszczenie stalinowskiej partii do skutecznego przezwyciężenia anarchii merkantylistycznej i tym samym osiągnięcia skutecznej kontroli nad gospodarką, po prostu dlatego, że cynicznie pomijała ona w swoich „planach” żywotne potrzeby mas, podporządkowując je wzrostowi ilościowemu dla samego wzrostu ilościowego: „Gdyby istniał uniwersalny mózg, opisany przez intelektualną fantazję Laplace’a, mózg jednocześnie rejestrujący wszystkie procesy natury i społeczeństwa, mierzący dynamikę ich ruchu, przewidujący rezultaty ich działania, taki mózg mógłby oczywiście skonstruować a priori ostateczny i bezbłędny plan gospodarczy, zaczynając od obliczenia hektarów paszy, a kończąc na guzikach kamizelki. W rzeczywistości biurokracja często wyobraża sobie, że to przede wszystkim ona posiada taki mózg… W rzeczywistości biurokracja jest w fundamentalnym błędzie… W swoich zdolnościach twórczych149 jest zmuszona w rzeczywistości polegać na proporcjach (a raczej dysproporcje) odziedziczone po kapitalistycznej Rosji, obecnie na strukturze współczesnych państw kapitalistycznych i wreszcie na doświadczeniu sukcesów i porażek samej gospodarki radzieckiej.

„Ale nawet właściwe połączenie wszystkich tych elementów może stworzyć jedynie niedokończone ramy planu150… Procesy budowy gospodarczej nie rozwijają się jeszcze w społeczeństwie bezklasowym. Problemy dystrybucji dochodu narodowego stanowią centralny punkt planu (przyp. red.: Nie chodzi tu oczywiście o plan stalinowski, ale o to, czym byłby „plan” podporządkowany bezpośrednim i ostatecznym interesom proletariatu). Przenikają one poprzez walki klas i grup społecznych, w tym różnych warstw samego proletariatu. Najważniejsze problemy ekonomiczne i społeczne to: równowaga między tym, co przemysł otrzymuje od gospodarki rolnej, a tym, co ta ostatnia mu daje; relacja między akumulacją a konsumpcją, między funduszem kapitału podstawowego a funduszem płac; uregulowanie różnych kategorii pracy (robotników wykwalifikowanych i niewykwalifikowanych, robotników dorywczych, specjalistów, rządzącej biurokracji); Wreszcie dystrybucja tego dochodu narodowego, która ma miejsce na wsi między różnymi warstwami chłopstwa – wszystkie te problemy, z samej swojej istoty, nie mogą dopuścić decyzje a priori…”. Dla Trockiego nie chodzi o „likwidację dysproporcji w ciągu kilku lat (to jest utopijne), lecz o ich redukcję, a tym samym uproszczenie podstaw dyktatury proletariatu151, dopóki nowe zwycięstwa rewolucji nie poszerzą areny socjalistycznego planowania i nie przebudują jego systemu (podkreślenie dodane)” („Problemy ekonomiczne ZSRR”, Prinkipo, 1932).

Oficjalna retoryka jest diametralnie sprzeczna z tymi marksistowskimi rozważaniami: artykuł II konstytucji z 1936 roku śmiało formułuje to absurdalne stwierdzenie, będące wspaniałym wyrazem stalinowskiego woluntaryzmu: „Życie gospodarcze ZSRR jest określone i ukierunkowane przez Państwowy Plan Gospodarki Narodowej”. Jest całkiem jasne, że w rzeczywistości jest ono określone przez rozwój sił wytwórczych, stosunki klasowe i sytuację światową; Jeśli chodzi o siłę planu, jest ona oczywiście odwrotnie proporcjonalna do społecznych reakcji obronnych, jakie polityka gospodarcza reżimu wywołuje w różnych warstwach społeczeństwa, przy czym rzeczywistość nie zwraca uwagi na konstytucyjne dogmaty wiary. Co do planowania stalinowskiego, jest ono diametralnie sprzeczne z klasowymi obawami, które wybuchły w tekście Trockiego. Kiedy spadkobiercy Stalina zaczęli „odbudowywać system” na swój własny sposób od 1956 roku (niestety, w miejsce „zwycięstw rewolucyjnych”, które wciąż się opóźniały), nie wynikało to wcale ze zmiany społeczno-ekonomicznej natury ich obaw, ale po prostu z tego, że ZSRR osiągnął inny etap rozwoju swoich sił wytwórczych, w tym samych producentów.

Ze wszystkich danych ekonomicznych, które można by przytoczyć, żadne nie ilustrują w sposób bardziej uderzający absolutnego triumfu kapitalistycznych imperatywów nad tym, co moglibyśmy nazwać nie socjalistycznymi, a po prostu proletariackimi żądaniami, niż tabela porównawczej ewolucji produkcji przemysłowej w sektorze A (dobra inwestycyjne) i sektorze B (dobra konsumpcyjne),152 liczby w każdej kolumnie ustalające stosunek całkowitej produkcji przemysłu, sektora A i sektora B w różnych latach do tego, co było w kapitalistycznej Rosji w 1913 roku. Wartość ta jest umownie ustalana na 100 we wszystkich trzech przypadkach, nie (oczywiście!) dlatego, że wartości bezwzględne były takie same dla wszystkich trzech kategorii, ale dlatego, że nie wartości bezwzględne mają znaczenie, ale tylko przyrosty:

LataCała produkcja przemysłowaw Sektorze A
(dobra inwestycyjne)
w Sektorze B
(dobra konsumpcyjne)
1913100100100
1917718167
1921312933
19408521554497
19457821744295
1958366283321379
1964618214 2072023

Nawet najbardziej nieudolny czytelnik w odszyfrowywaniu tropów dostrzega jedną prostą rzecz: kiedy fałszywi „socjaliści” Rosji zachęcają masy do podziwiania ich „wielkich osiągnięć” – faktu, że ich produkcja przemysłowa wzrosła 62-krotnie w latach 1943–1964 – wyraźnie sugerują, że poprawa losu mas proletariackich i chłopskich była ogromna, znacznie przewyższająca wszystko, co obserwowano na Zachodzie. W rzeczywistości produkcja dóbr konsumpcyjnych wytwarzanych przemysłowo wzrosła jedynie nieporównywalnie skromniej: łącznie 20-krotnie, a biorąc pod uwagę, że populacja Rosji wzrosła ze 159 milionów do 208 milionów w latach 1913–1958, tylko 12-krotnie na mieszkańca. Dla populacji, której standard życia był nieporównywalnie niższy niż w Europie w 1913 roku, jest to wynik niezwykle skromny. Co z drugiej strony obserwujemy w odniesieniu do środków produkcji i uzbrojenia sektora A, które z definicji nie nadają się do spożycia w potocznym znaczeniu tego słowa? Ich produkcja wzrosła łącznie 141-krotnie, ale tylko 113-krotnie w przeliczeniu na mieszkańca, co wciąż stanowi znaczną liczbę. Co to oznacza? Że za czasów Stalina potęga narodowa Rosji wzrosła spektakularnie, bez znaczącej poprawy losu jej ludności (głównie proletariatu, oczywiście153). Jest to uderzające potwierdzenie marksistowskiej tezy, że wielkość narodowa i interesy proletariatu nie są ze sobą zgodne, lecz antagonistyczne, tak że socjalizm w jednym kraju jest reakcyjną utopią. Aby uniknąć tych wniosków, promoskiewska hipokryzja zazwyczaj argumentuje, że socjalizm daleki jest od sprowadzenia go do zwiększonej konsumpcji indywidualnej, a nawet insynuuje, że to kapitalizm sztucznie zawyża konsumpcję masową, kreując, za pomocą wszelkich dostępnych środków, często absurdalne, a nawet niezdrowe potrzeby, wyłącznie po to, by otworzyć nowe pola akumulacji kapitału! Jest to prawdą do pewnego stopnia154, ale stanowi to całkowitą przeszkodę, gdy próbuje się wyjaśnić nie tyle ewolucję samej konsumpcji, co uderzający kontrast, jaki zachodzi między nią a ruchem produkcji kapitału materialnego.

To typowo kapitalistyczny kontrast, który pokazuje, że w tym sposobie produkcji, wbrew temu, co zawsze było prawdą w poprzednich sposobach i co będzie prawdą ponownie w socjalizmie, produkcja dóbr konsumpcyjnych nie jest celem, lecz jedynie warunkiem działalności gospodarczej. Masa produktów w sektorze B stanowi dla przedsiębiorstw w tym sektorze kapitał towarowy, którego sprzedaż pozwala im osiągać zysk, tak jak każdy inny. W społeczeństwie kapitalistycznym jako całości sytuacja jest jednak zupełnie inna: dobra użytkowe, które opuszczają obieg gospodarczy dokładnie w momencie ich konsumpcji, nie jawią się jako kapitał, lecz jako dochód, ponieważ są wymieniane albo na płace, albo na część wartości dodatkowej, którą klasa rządząca przeznacza na swoją osobistą konsumpcję. Dla państwa burżuazyjnego prawdziwy kapitał, w skali kraju, składa się ze środków produkcji, czyli wszystkich obiektów przemysłowych, ich maszyn i surowców, które są „produktywnie konsumowane”, jak to się mówi. To właśnie wzrost tego kapitału materialnego (który jest nie tylko pozornym źródłem wszystkich zysków, jakie gospodarka narodowa generuje w ciągu roku, ale także podstawą jej potęgi ekonomicznej i militarnej na świecie) jest przedmiotem najwyższego zainteresowania kapitalizmu. Konsumpcja w ścisłym tego słowa znaczeniu jest uważana za „nieproduktywną”; jest ona postrzegana jedynie jako jeden z wielu sposobów prowadzenia działalności gospodarczej i osiągania zysków, a także jako warunek, bez którego pracownicy nie mogliby pracować (powyższa tabela obejmuje wyłącznie dobra konsumpcyjne produkowane przemysłowo, ale oczywiste jest, że większość produkcji rolnej przypada na sektor B), gdzie, całkowicie rozczarowani życiem, nawet sami kapitaliści nie byliby już zmotywowani do inwestowania. Jest zupełnie oczywiste, że kapitał nie rośnie i nie akumuluje się rok po roku w celu charytatywnego zapewnienia robotnikom i innym pracownikom dóbr wszelkiego rodzaju, czego dobitnie dowodzą lamenty wywołane strajkiem generalnym o podwyżkę płac wymienialnych na dobra konsumpcyjne, a nawet niebezpieczne „rozgrzewanie” lub „uciekanie” spowodowane nadmiernym popytem: nie służy on jednak (cokolwiek by nie mówili naiwni oportuniści) bardziej prawdopodobnemu, choć zdecydowanie zbyt wąskiemu, celowi, jakim było umożliwienie garstce bogatych mieszczan życia w luksusie! Krótko mówiąc, rolą kapitalizmu było obalenie podporządkowania produkcji wymogom ludzkiego życia, tak starym jak sama cywilizacja, i stworzenie nowej cywilizacji, w której ludzkie życie jest, aż do najdrobniejszych szczegółów, podporządkowane wymogom produkcji.

Jeśli w gospodarce rosyjskiej kontrast ten jest prawdopodobnie jeszcze wyraźniejszy niż w jakiejkolwiek innej, to nie tylko dlatego, że zaczynając z bardzo niskiego poziomu, musiała ona zgromadzić pewien kapitał podstawowy, czego marksiści nigdy nie negowali, jak widzieliśmy: to dlatego, że partia rządząca miała „odwagę” realizować politykę kapitalistyczną, nie ulegając żadnym „próżnym złudzeniom” naiwnych mas, które wyobrażają sobie, że produkcja jest dla człowieka, a nie człowiek dla produkcji, a tym bardziej „sentymentalnym i socjaldemokratycznym” obiekcjom rewolucjonistów, którzy twierdzili, że jest to również przekonanie wyróżniające proletariacki socjalizm. Ale jeśli przynajmniej do końca II wojny światowej była w stanie wykazać się taką nieustępliwością, to tylko dlatego, że pozwalała jej na to wyjątkowa równowaga sił klasowych, wzajemnie się neutralizujących, a także jej globalna izolacja, a nie ze względu na jakąkolwiek immanentną zaletę radzieckich instytucji! „Problem wyboru ekonomicznego w ZSRR” – przyznaje Bettelheim, ekonomista radziecki, który postrzegał go jako formę socjalizmu – „w żadnym wypadku nie jest rozwiązany przez samą manipulację instrumentami planowania”. Innymi słowy, wybór ekonomiczny wynika z polityki, którą umożliwiają „instrumenty planowania”, ale która jest determinowana względami klasowymi, a nie nacjonalizacją, jak twierdzą głupcy. Właśnie to mamy na myśli. To kapitalistyczna sugestia wielkości narodowej, nawet w obliczu braku wyraźnej klasy kapitalistycznej, narzuciła się władzy stalinowskiej i poststalinowskiej i doprowadziła ją do opowiedzenia się za absolutną dominacją przemysłu ciężkiego – credo, którego dzisiejsi „liberalizatorzy” raczej nie porzucą, niezależnie od drobnych reform, jakie wprowadzają w administracyjnym zarządzaniu gospodarką. „Narzędziem planowania”, które pozwala, par excellence, skutecznie egzekwować ten wybór, jest podatek od obrotu przedsiębiorstw państwowych i spółdzielni, który radzieccy ekonomiści nazywają „jedną z najważniejszych metod dystrybucji akumulacji socjalistycznej (sic) i wpływu finansowego na gospodarkę socjalistyczną”. Podatek ten, którego stawka różni się w zależności od sektora działalności155 i lokalizacji zakładów, jest jednym z głównych źródeł, obok podatku dochodowego od osób prawnych (który waha się od 10 do 80% rozpatrywanych zysków), finansowania budżetowego przedsiębiorstw. Jest on łączony z ich samofinansowaniem w zróżnicowanych proporcjach, aby zapewnić niezbędne inwestycje kapitałowe. Można by argumentować, że bez wyeliminowania mniej lub bardziej autonomicznych i rywalizujących grup, które stanowiły obaloną w Październiku miejską klasę kapitalistyczną, państwo nigdy nie byłoby w stanie zapewnić tak systematycznego i rygorystycznego drenażu zasobów z przemysłu konsumpcyjnego do przemysłu sektora A, poprzez nałożenie na niego wysokich podatków, nie pozwalając mu zaprzestać jego społecznie niezbędnej działalności, która w oczach neokapitalistycznej władzy była politycznie drugorzędna. Jeśli jednak depersonalizacja rzeczywiście stanowiła „korzyść”, to działała ona jedynie na korzyść najbardziej zajadłej akumulacji kapitalistycznej, a nie na korzyść proletariatu, nie wspominając o socjalizmie, który – jak obszernie wykazaliśmy – nigdy nie znajdował się w bezpośrednim programie bolszewików i który zaczyna się właśnie wtedy, gdy kończą się kwestie finansowania i subsydiów, transferów wartości i polityki gospodarczej, należące albo do bardzo niższej fazy transformacji do nowego społeczeństwa, albo – jak w przypadku Rosji po 1929 roku – do transformacji do nowoczesnego imperializmu156.

Jeśli chodzi o ewolucję produkcji rolnej, która stanowi istotną część sektora B (dóbr konsumpcyjnych), ponieważ to od niej zależy żywność, nie możemy przedstawić tabeli porównywalnej z poprzednią, ale dysponujemy wykresem sporządzonym na podstawie danych ze źródeł radzieckich157, który jest wystarczająco wymowny: podczas gdy krzywa produkcji przemysłowej wykazuje ciągły wzrost od 1921 r., z jedynie okresem stabilizacji i spadku w latach 1940–1945, krzywa produkcji rolnej ma kształt niemal poziomy, z oscylacjami powyżej indeksu 100, ale wyraźnie poniżej indeksu 200, do lat 1953–1954, oraz spadkiem odpowiadającym spadkowi przemysłu, ale poniżej indeksu 100, w latach wojny, z oczywistych względów. Dysponujemy jednak tabelą średnich plonów z hektara dla różnych upraw, która ukazuje, że wyniki rolnictwa kapitalistycznej Rosji numer 2 są jeszcze bardziej żałosne niż wyniki jej przemysłu dóbr konsumpcyjnych.

Średnie plony w kwintalach z hektara

 1903–19131938–19401949–19531954–1958
Zboża6,97,77,79,2
Buraki cukrowe150135150174
Ziemniaki78718990
Surowa bawełna1312,115,4

Aby właściwie ocenić te wyniki dla zbóż, należy je porównać z wynikami innych krajów o ekstensywnym rolnictwie i klimacie kontynentalnym: w USA plony, które w latach 1909–1913 wynosiły 9,9 kwintali z hektara, wzrosły do 13 kwintali w latach 1954–1956; w Kanadzie z 11,2 kwintali do 13,7 kwintali; wzrost w Rosji jest mniej więcej taki sam, ale mniejszy; w przypadku buraków cukrowych i ziemniaków plony są jeszcze wyraźnie niższe niż w krajach o podobnym środowisku naturalnym. Różnica ta pogłębia się, gdy weźmiemy pod uwagę wydajność zwierząt gospodarskich, zwłaszcza krów mlecznych. Jeśli chodzi o zmiany w liczbie zwierząt gospodarskich na mieszkańca, oznacza to wyraźne pogorszenie sytuacji żywnościowej kraju, z wyjątkiem… wieprzowiny:

Wskaźnik pogłowia zwierząt gospodarskich na mieszkańca158

 19161960Odchylenie w %
Bydło10082– 18 %
Krowy10077– 23 %
Owce i kozy10098– 2 %
Świnie100163+ 63 %

Kolejnym istotnym czynnikiem uzupełniającym obraz rolnictwa w kapitalistycznej Rosji № 2 jest jakościowa ewolucja upraw, przedstawiona w poniższej tabeli, również pochodzącej z rosyjskiego źródła:

Struktura powierzchni zasiewów w latach 1913–1959

RokCałkowita powierzchniaZbożeRośliny przemysłoweWarzywa i ziemniakiRośliny pastewne
1913100 %89,9 %4,3 %3,6 %2 %
1940100 %73,5 %7,8 %6,7 %12 %
1953100 %67,9 %7,3 %6,6 %18,2 %
1956100 %66 %6,7 %6,1 %21,2 %
1959100 %61 %6,3 %5,9 %26,8 %
(jako procent całkowitej powierzchni)

Tabela ta pokazuje, że Rosja wciąż nie wyszła z „fazy zbożowej” rolnictwa, charakterystycznej dla społeczeństw przedkapitalistycznych i wczesnych etapów kapitalizmu. Wprowadzając uprawy paszowe w drugiej połowie XX wieku, współczesna Rosja zapoczątkowuje, z 150-letnim opóźnieniem, rewolucję rolniczą, która rozpoczęła się pod koniec XVIII wieku w Europie.159

Jakie znaczenie mają wszystkie te dobrze znane fakty, które najbardziej trywialne myślenie burżuazyjne naturalnie przypisuje komunizmowi? Jeśli chodzi o kontrast między dwiema krzywymi, przemysłową i rolniczą (a kiedy mówimy przemysłową, dotyczy to nawet przemysłu dóbr konsumpcyjnych, którego wyniki są jednak dalekie od olśniewających), jest on właśnie charakterystyczny dla historycznej fazy kapitalizmu, choćby z jednego oczywistego powodu: liczba możliwych obrotów kapitałowych w ciągu roku jest znacznie wyższa w przemyśle niż w rolnictwie, które podlega naturalnemu rytmowi pór roku; przyspieszenie obrotów kapitałowych jest właśnie środkiem walki ze spadkiem stopy zysku towarzyszącym postępowi technicznemu; z wyjątkiem krajów zamieszkanych przez imigrację, takich jak USA czy Australia, gdzie zapotrzebowanie na produkty rolne rosło w przyspieszonym tempie i gdzie drobne chłopskie posiadłości ziemskie nie hamowały rozwoju wielkoskalowego rolnictwa kapitalistycznego, kapitał konsekwentnie zawsze wolał inwestować w przemysł niż w rolnictwo; Ponieważ potrzeby żywnościowe są znacznie mniej „elastyczne” niż zapotrzebowanie na różnorodne produkty przemysłowe, rolnictwo, pomimo koncentracji ziemi i postępującej mechanizacji, pozostało drobnomieszczańskim sektorem produkcji. Najnowszym trendem jest zanik najemnych robotników rolnych i rodzinna gospodarka coraz większymi obszarami z wykorzystaniem maszyn, podczas gdy bezwzględna liczba robotników najemnych w przemyśle wyraźnie rośnie. Opóźnienie rosyjskiego rolnictwa w stosunku do przemysłu nie jest zatem żadną tajemnicą: jest ono całkowicie zgodne z prawami kapitalistycznego sposobu produkcji; wręcz przeciwnie, to właśnie jego opóźnienie w stosunku do rolnictwa krajów rozwiniętych jest wykorzystywane do oskarżania „komunizmu”. Faktem jest, że rosyjskie rolnictwo uległo pewnej koncentracji i dlatego nie przypomina już nędznego, rozdrobnionego rolnictwa lat 1927–1928, którego miażdżący ciężar dla miasta doprowadził do klęski partii proletariackiej i wielkokapitalistycznej ofensywy epoki stalinowskiej: czemu zatem można przypisać tę stagnację? Przeciwnicy komunizmu oczywiście obwiniają „kolektywizm”. To wyjaśnienie jest bezwartościowe: jeśli „kolektywizm” istnieje w ZSRR, to zarówno w przemyśle, jak i w rolnictwie; jak zatem mogłoby ono tłumaczyć specyficzne zacofanie tego ostatniego? Reakcyjna podstawa tej wulgarnej, ale szeroko rozpowszechnionej tezy staje się wówczas jasna: sugeruje się, że szaleństwem jest chęć organizacji pracy w rolnictwie według zasad obowiązujących wyłącznie w przemyśle (praca zrzeszeniowa i podział zadań, nie mylić ze społecznym podziałem pracy). Gdyby to było prawdą, musielibyśmy porzucić wszelkie komunistyczne nadzieje, ponieważ wyeliminowanie obecnego antagonizmu między miastem a wsią, pracą w rolnictwie a pracą w przemyśle nigdy nie doprowadziłoby do społeczeństwa działającego według wspólnego planu, w którym zniknęłyby wszelkie różnice klasowe. Nie jest to jednak prawdą, ponieważ porównując kołchozy (jednostki mieszane, z sektorem spółdzielczym i prywatnym) i sowchozy (przedsiębiorstwa rolne z pracą najemną i organizacją typu przemysłowego), stwierdzamy, że te drugie mają najlepsze wyniki. Raport Chruszczowa dla Komitetu Centralnego partii rządzącej z 5 grudnia 1958 r. pokazuje, że koszty pracy w kołchozach, na jednostkę produkcji, były wyższe niż w sowchozach o następujące kwoty:

RegionZiarnoMleko
Czarne ziemie2,41,3
Region Wołgi2,61,4
Północny Kaukaz31,4
Zachodnia Syberia2,21,2
Kazachstan2,21,1

Przedmiotem sporu jest zatem kołchoz, dominująca obecnie forma rolnictwa radzieckiego, oraz relacje, jakie utrzymuje z nim państwo uprzemysłowione.

Porównanie inwestycji przemysłowych i rolnych oraz badanie ewolucji odsetka państwowych inwestycji w rolnictwo są szczególnie wymowne. Korzystając z dwóch porównywalnych zestawów danych Bettelheima, ponieważ pochodzą one z tego samego źródła, otrzymujemy następujące wartości procentowe, które są z pewnością zawyżone. Inne źródła podają znacznie wyższe wartości dla inwestycji w przemysł, niestety nie wspominając nic o inwestycjach w rolnictwo. Po prawej stronie przedstawiamy wartości procentowe uzyskane z jednej strony za pomocą szeregu Bettelheima dla rolnictwa, a z drugiej strony z drugiego szeregu dla inwestycji przemysłowych: prawdziwe wartości muszą mieścić się gdzieś pomiędzy nimi160, ale należy zauważyć, że krzywa jest taka sama.

Inwestycje w milionach rubli w cenach bieżących

LataPrzemysłRolnictwo% Inwestycji w Rolnictwo w Ogólnych Inwestycjach
19281 88037916,7 %
1929261584024,9 %9,9 %
19304115259038,3 %12,1 %
19317407364532,9 %16,5 %
193210 431382026,8 %15 %
19338864390030,6 %17,8 %
193410 624466130,4 %16,4 %
193511 880498329,5 %15,1 %
193613 956263315,8 %7,2 %
193713 928261415,8 %6,4 %
193816003,7 %
194013002,9 %

Z tej tabeli (która mimo wszystko stawia na pierwszym miejscu stalinowców, a ich wysiłki na rzecz wyposażenia rolnictwa na nędznym poziomie z pewnością wyolbrzymia) jasno wynika jednak, że rolnictwo pozostało ubogim krewnym, nawet w latach ostrego kryzysu 1930–1935, gdy dostarczanie maszyn i nawozów do kołchozów, które się tworzyły161, było niezbędną koniecznością dla przetrwania reżimu; równie wyraźnie widać, że gdy tylko niebezpieczeństwo minęło, państwo pospieszyło z przekazaniem większej części swoich zasobów przemysłowi, w szczególności przemysłowi ciężkiemu, jak widzieliśmy: widzimy następnie, że od 1936 r. odsetek inwestycji w rolnictwie spadł do bardzo miernego poziomu 15,8%, a tym bardziej w latach 1939 i 1940, dla których ciąg liczb w pierwszej kolumnie jest przerwany, ale które mamy w wzroście. Jeśli chodzi o okres powojenny, pozostaje nam jedynie spekulować: po ogromnych zniszczeniach wywołanych konfliktem, IV Plan Pięcioletni przewidywał inwestycje w wysokości zaledwie 19,9 miliarda franków w latach 1945–1950, czyli 3,3 miliarda franków rocznie. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że według źródeł sowieckich inwestycje IV Planu Pięcioletniego były takie, jak podano poniżej, odsetek inwestycji w rolnictwie spadłby do 7,7% w 1945 r., a nawet do 3,6% w 1950 r.!

Inwestycje IV Planu Pięcioletniego

LataPrzemysłRolnictwo% Inwestycji w Rolnictwo
194539,23,37,7
194646,83,36,8
194750,83,36,4
194862,13,35,3
1949763,34,3
195090,83,33,6
(w miliardach rubli)

W 1960 roku w swojej książce „Sowieccy chłopi” Chombart de Lauwe stwierdza: „Łączne inwestycje w rolnictwo w ciągu pierwszych pięciu pięciolatek, a nawet do 1956 roku, stanowiły 13–15% całkowitych inwestycji w gospodarkę narodową”.162 Taką właśnie troskę o wyżywienie robotników miejskich przejawiało tzw. „państwo robotnicze”…

Taka polityka inwestycyjna ma nie tylko charakter ściśle kapitalistyczny, ponieważ promuje produkcję przemysłową kosztem produkcji rolnej, ale stanowi również ekonomiczne źródło stalinowskiego preferowania mieszanej, prywatnej, spółdzielczej formy kołchozu nad bardziej rozwiniętą formą sowchozów. W istocie jest zupełnie oczywiste, że aby uogólnić formę sowchosu w latach poprzedzających wojnę (lub w okresie odbudowy z lat 1945–1950), państwo powinno było nadal zwiększać bezpośrednie inwestycje w rolnictwo, zamiast pozwolić im spaść do nieznacznych procentów, jakie obserwujemy w latach 1936–1940 i 1945–1950, a które – jak zobaczymy później – nie poprawią się, wręcz przeciwnie, w epoce Chruszczowa. Co więcej, musiałby on stawić czoła wrogowi znacznie potężniejszemu niż drobny proletariat przemysłowy miast, a mianowicie ogromnemu proletariatowi wiejskiemu, w który przekształciliby się drobni producenci. Ci drobni producenci, już w kołchozach indywidualistycznie drobnomieszczańscy, nie przestali straszyć władz od chwili, gdy stali się mniej rozproszeni niż wcześniej w wyniku wymuszonej „kolektywizacji”163. Wreszcie, upowszechnienie sowchozu nie byłoby zgodne z utrzymaniem względnego przeludnienia rolnictwa występującego w kołchozie, właśnie ze względu na tolerancję okazywaną drobnym gospodarstwom, które chronił; „uwolniłoby” to więcej siły roboczej, niż przemysł, nawet w pełnej ekspansji, mógłby natychmiast wchłonąć, a jednocześnie stworzyło ryzyko poważnych ruchów społecznych, podczas gdy system kołchozowy umożliwiał utrzymanie w rolnictwie ilości pracy z pewnością większej niż normalne potrzeby dużych, zmechanizowanych gospodarstw; ale dla władz korzystne było, aby móc czerpać z tej nadwyżki ludności dla dodatkowej siły roboczej w przemyśle w razie potrzeby. W Rosji, jak i gdzie indziej, to właśnie wymogi rozwoju kapitalistycznego, choć w wyjątkowej formie, uniemożliwiły wyeliminowanie archaicznej natury drobnej produkcji na wsi. Jego uporczywość, mniej lub bardziej zakamuflowana, choć sama w sobie jedynie konsekwencją, odegrała swoją rolę w powolnym wzroście plonów rosyjskiego rolnictwa. Oprócz skromnych inwestycji, obserwuje się godne ubolewania wykorzystanie dostępnego kapitału, odzwierciedlające obojętność drobnomieszczańskiego kołchoźnika na ogólne interesy społeczeństwa, a przede wszystkim jego techniczną niekompetencję jako drobnego producenta – problem, którego „rewolucja kulturalna” (programy alfabetyzacji, wysyłanie specjalistów wszelkiego rodzaju do kołchozów) prawdopodobnie jeszcze nie przezwyciężyła.

Koncentracja ziemi przeprowadzona w kapitalistycznej Rosji nr 2 jedynie uwypukla niewiarygodną witalność sektora drobnego rolnictwa kołchozowego, który stalinowski oportunizm lat 1934–1935 chronił jako jedynie „pomocniczy” dla kołchozu (co musiało być tolerowane w zamian za drakońskie żądania, jakie przygotowywał wobec chłopstwa i proletariatu), nie przewidując, że stanie się on nienasyconym pasożytem, który będzie bezlitośnie wysysał siłę roboczą, jakiej potrzebował kołchoz, nawet zmechanizowany. Między 1928 rokiem (data powstania pierwszej stacji maszyn i traktorów) a 1959 rokiem przeciętna wielkość kołchozów wzrosła z 33 ha i 13 palenisk do 5800 ha (z czego obsiano 2400 ha) i 300 palenisk.164 W kołchozie 13-paleniskowym powierzchnia działek rolnych wynosiła zasadniczo od 0,25 do 0,70 ha, ale łącznie z ziemią pastewną sięgała od 3 do 6 ha. Łączna powierzchnia użytkowana prywatnie przez rodziny chłopskie należące do kołchozu mogła sięgać od 39 do 78 ha, w porównaniu ze średnią 33 ha w kołchozie – czyli od 54 do 70% całkowitej powierzchni kołchozów. Przy tej samej tolerancji, powierzchnia gruntów prywatnych wzrosła do 900–1800 hektarów w kołchozie 300-paleniskowym z 1958 roku, co w porównaniu ze średnią 3200 hektarami kołchozu stanowiło zaledwie 21–36% całości. Jak na rzekomo „skolektywizowane” rolnictwo, to i tak znaczna ilość!

Zdecydowanie za dużo, biorąc pod uwagę „barbarzyńskie marnotrawstwo” pracy – a zwłaszcza pracy kobiet – jakie pociąga za sobą taki sposób produkcji, co stoi w jaskrawej sprzeczności z celami emancypacji całej klasy robotniczej pod przewodnictwem proletariatu, do których konsekwentnie dążył bolszewizm. Zdecydowanie za dużo, zwłaszcza że kołchozowe gospodarstwa rodzinne, dalekie od odgrywania drugorzędnej roli w rosyjskiej gospodarce rolnej, w 1957 roku posiadały 54% gruntów przeznaczonych pod uprawę ziemniaków i warzyw, a w 1959 roku posiadały 41% bydła, 57% krów, 36% trzody chlewnej i 26% owiec, dostarczając połowę produkcji mięsa i mleka w ZSRR w 1958 roku.165

Nie trzeba podkreślać zuchwałości władz sowieckich, które po błędnym utożsamieniu socjalizmu z gospodarką państwową (co, jak już widzieliśmy, było całkowicie nie do pogodzenia, gdyż gospodarka miała charakter państwowy dopiero w okresie przejściowym do socjalizmu, charakteryzującym się dyktaturą proletariatu), ośmieliły się twierdzić, że gospodarka po latach 1920–1930 była w pełni socjalistyczna, podczas gdy w rzeczywistości, niczym rak, kryła w sobie tak znaczny sektor prywatny w rolnictwie, nie wspominając o Rzeczywisty stan przemysłu, który zbadamy bardziej pożytecznie, gdy przejdziemy do reform chruszczowowskich i postchruszczowowskich. Nasuwa się jedynie pytanie, dlaczego archaiczna produkcja rodzinna wykazywała tak wielką żywotność w ZSRR. Sama tolerancja rządu niewiele wyjaśnia, podobnie jak „instynkt własności” drobnego chłopstwa: we Francji, gdzie rząd nie ma socjalistycznych pretensji i gdzie „tolerancja” wobec drobnych rolników jest oczywista, prawdopodobne jest, że ich gospodarka podupadła w znacznie większym stopniu niż w Rosji w ciągu ostatnich 15 czy 20 lat; Jeśli chodzi o „instynkt własności”, to nie ma on nic wrodzonego „naturze ludzkiej” (nawet chłopskiej), wbrew twierdzeniom sług burżuazji, lecz jest jedynie reakcją obronną jednostek (oczywiście przywiązanych przede wszystkim do własnego fizycznego przetrwania) we wszystkich społeczeństwach, które skazują na niewolę, degradację, a nawet śmierć tych, którzy nie posiadają kapitału lub po prostu rezerw: dyktatura proletariatu pokona taki „instynkt”, jeśli nie łatwo, to przynajmniej na pewno, zastępując nędzną i iluzoryczną „gwarancję” własności indywidualnej gwarancją społeczną i zbiorową, która jest o wiele wyższa i skuteczniejsza! Tajemnica skostnienia rosyjskiego pseudosocjalizmu w formach prywatnych, znacznie niższych od tych obserwowanych w najbardziej rozwiniętych krajach Zachodu, leży gdzie indziej i, jak można przypuszczać, tkwi w stosunkach gospodarczych między państwem przemysłowym a kołchozowym chłopstwem, a kwestia ta nie wyczerpuje się w badaniu jego polityki inwestycyjnej.

Już w 1928 roku Trocki zauważył, że relacje między państwem radzieckim a rosyjskim chłopstwem były tak zawiłe, że tylko ktoś sprytny mógłby ustalić, czy państwo jest faktycznym właścicielem renty gruntowej, która mu się prawnie (tj. z czysto prawnego punktu widzenia) należała jako teoretyczny właściciel ziemi. Aż do półkapitulacji Chruszczowa stosunki między państwem stalinowskim a chłopstwem pozostawały w stanie zaciętej walki, toczonej za ochronnym parawanem „demokracji robotniczo-chłopskiej”, tak jak walka między klasą burżuazyjną a proletariatem toczy się za znacznie bardziej rozpadającą się fasadą demokracji parlamentarnej w krajach zachodnich. A stawką w tej walce była właśnie renta, czyli produkt rolny przewyższający bezpośrednie spożycie chłopów, które z natury jest niekontrolowalne.

W rolnictwie tak zwane planowanie, o którym tak wiele mówią wielbiciele „rosyjskiego socjalizmu”, nie dotyczy samej produkcji, a raczej dotyczy jej jedynie w bardzo pośredni sposób: jego granice wyznaczają państwowe inwestycje kapitałowe w rolnictwo, które, jak widzieliśmy, są bardzo wąskie; do tego należy dodać powtarzające się interwencje władz, mające na celu uniemożliwienie kołchozom rozdzielania wszystkich wpływów pieniężnych ze sprzedaży swoich produktów po niskich cenach między swoich członków, zamiast zachowania i pomnożenia „niepodzielnego funduszu” przewidzianego prawem, który miał stanowić kapitał obrotowy spółdzielni. Widzimy zatem, że w odniesieniu do produkcji wszelkie „planowanie” sprowadza się ostatecznie do wspierania prywatnej akumulacji kapitału poprzez kołchozy, zwalniając w ten sposób państwo z bolesnego obowiązku przekierowania części zasobów z przemysłu ciężkiego na rolnictwo. Jest to całkowite przeciwieństwo planowania socjalistycznego, którego celem jest redukcja sektora prywatnego, a w konsekwencji przeciwieństwo samego planowania, ponieważ inicjatywy prywatne są z definicji niekontrolowane i nieprzewidywalne.

Jeśli w ogóle istnieje jakiekolwiek „planowanie”, to pojawia się ono dopiero na etapie gromadzenia produktów, które organizuje się w oparciu o skomplikowany system obowiązkowych dostaw do państwa. Nie mamy tu do czynienia z elementem prognozowania, bez którego nie sposób mówić o planie, lecz jedynie z ograniczeniem, które w żaden sposób nie służy proletariatowi miejskiemu, lecz raczej państwowemu kapitalistycznemu industrializmowi, i to zgodnie z danymi empirycznymi „długiej praktyki”. Ilości wymagane od każdej republiki, regionu lub dystryktu są ustalane na podstawie „standardów” odpowiadających istniejącej lokalizacji produkcji i jej tradycyjnym plonom, w zależności od klimatu i lokalnych możliwości produkcyjnych. Nie ma mowy o bezpośredniej ingerencji w te elementy: są one brane pod uwagę, nawet jeśli oznacza to modyfikację podziału kwot dostaw między regionami lub gospodarstwami, gdy ta zmiana następuje spontanicznie i staje się oczywista: doprawdy doskonałe „planowanie”!

Istniało co najmniej pięć odrębnych obiegów handlowych produktami rolnymi, przynajmniej do czasu reformy z 1958 roku. Brzmiały one następująco166:

„Obwód rzeczowy № 1: Kołchozy dostarczały część swojej produkcji w naturze do Stacji Maszynowo-Traktorowych (państwowych przedsiębiorstw przemysłowych obsługujących kilka kołchozów), które następnie przekazywały ją państwu. W zamian państwo zarządzało Stacjami Maszynowo-Traktorowymi, które pracowały dla kołchozu. Teoretycznie dostawa produktów przez kołchoz była równoważna z usługami świadczonymi przez Stacje Maszynowo-Traktorowe”. Ale jaka była rzeczywistość? Ta rzekomo „socjalistyczna” „wymiana” była jak każda inna: chodziło o to, kto wykorzysta przewagę drugiej strony; chodziło o równowagę sił; „planujące” państwo naturalnie twierdziło, że za każdym razem wygrywa, co było wysoce nieprawdopodobne; ale kołchoz, zazdrosny o swoją autonomię, gorzko narzekając na tyranię państwa, twierdzi to samo: o „socjalistyczna” harmonia!

„Obwód № 2: Kołchoz musi wywiązać się z obowiązkowych dostaw na rzecz państwa; za produkty płaci się kołchozowi po bardzo niskiej cenie, a odsprzedaje konsumentom po znacznie wyższej; państwo osiąga w ten sposób znaczny zysk”. W tym kontekście przypominamy słowa Lenina: w Rosji przedrewolucyjnej handel kapitalistyczny zapewniał więź między miastem a wsią jedynie poprzez oszustwa i kradzieże, ale przynajmniej dawał poczucie bezpieczeństwa; my, komuniści, niestety, nie możemy zapewnić tej więzi inaczej niż poprzez handel w obecnym stanie rzeczy, ale musimy to zapewnić poprzez handel na wzór europejski, handel nowoczesny, a nie prymitywny lichwiarski handel dawnych spekulantów. Co zrobiło państwo stalinowskie? Nie zniszczyło tego starego handlu, który pozbawiał producentów większości ich produktów: przejęło go, samo go praktykowało. Stał się głównym lichwiarzem i spekulantem, a jedyne, co ukrywa tę rzeczywistość przed naiwnymi ludźmi wierzącymi w „socjalizm w jednym kraju”, to fakt, że służył on przyspieszonej industrializacji Rosji: prawdziwa „dyktatura proletariatu”!

„Obwód № 3: Kołchoz zawiera z państwem umowy, w szczególności na uprawy przemysłowe; państwo płaci umówioną kwotę i dostarcza kołchozowi środki produkcji (nawozy lub nasiona) określone w umowie. Ponieważ cena sprzedaży produktu rolnego społeczeństwu jest wyższa niż cena jego zakupu od kołchozu, państwo również czerpie zysk z tej transakcji”. Należy zauważyć, że „umowa”, podobnie jak sama wymiana, jest antytezą socjalizmu, ponieważ zakłada istnienie niezależnych i konkurujących ze sobą jednostek gospodarczych.

„Obwód № 4: Państwo może kupować część produkcji kołchozu po stałych cenach, ale są one znacznie wyższe niż obowiązkowe ceny dostaw. Ponieważ kołchoz nie ma obowiązku dostaw, ceny zbliżają się do cen na rynku kołchozowym”.

„Obwód № 5: Po wypełnieniu zobowiązań wobec Stacji Maszynowo-Traktorowych i państwa kołchoz może sprzedać pozostałą część produkcji bezpośrednio na rynku kołchozowym. Ceny kształtują się na zasadzie popytu i podaży; są one bardzo korzystne dla kołchozu, ale transakcje dotyczą jedynie niewielkich ilości”.

Cała tajemnica przetrwania gospodarki działkowej leży właśnie w tym. Teoretycznie kołchoźnik jest „spółdzielcą”, który oprócz pensji naliczanej za „dni pracy”, które zapewnił, otrzymuje swoją część zysku kołchozu; w praktyce jednak podatki państwowe są tak wysokie, a ceny, które państwo im płaci, tak niskie (poniżej cen rynkowych, a nawet, w przypadku dostaw przymusowych, poniżej kosztów produkcji), że po odliczeniu „funduszu niepodzielnego” (tj. części dochodu w gotówce przeznaczonej na kapitalizację, której państwo zazdrośnie strzeże z powodów, które omówiliśmy) nie pozostaje nic do podziału między kołchoźników167, których charakter jest ostatecznie bardziej pracodawcy niż spółdzielni; Kołchoźnik otrzymuje jedynie skromną płacę, która w zacofanych kołchozach lub biednych regionach jest prawdopodobnie nawet niższa niż płaca robotników miejskich, przy czym wszyscy obserwatorzy zauważają wyraźny niższy poziom życia na wsi w porównaniu z miastem. „Sprzedając kilka ton warzyw z gospodarstwa pomocniczego na targu kołchozowym, chłop uzyskuje, przy niewielkiej liczbie godzin pracy, wyższy dochód niż ten, który kołchoz płacił przez cały rok”.168 W 1958 roku dochód, jaki zapewnia mu jego mikroprzedsiębiorstwo, nadal stanowił średnio 50% jego całkowitego dochodu. Nic więc dziwnego, że przez długi czas handel kołchozowy był zaopatrywany głównie przez członków kołchozu, a nie przez kołchozy169: praca, którą radziecki chłop wykonuje na swojej działce, ma to samo źródło, co „czarna praca” słabo opłacanego robotnika i dopóki utrzymują się warunki, które ją zrodziły, jest równie nie do wykorzenienia, jak ta ostatnia. Nawet gdyby, absurdalnie rzecz biorąc, państwo chciało tego zakazać (ale uważało, by tego nie robić, tak jak drobny, słabo płacący szef nigdy nie zabroniłby swojemu pracownikowi wykonywania dodatkowej, mniej lub bardziej nielegalnej pracy, która pomaga mu radzić sobie z losem), nie miałoby to żadnego skutku: drobnej produkcji nie da się wyeliminować dekretem konstytucyjnym; znika ona dopiero wtedy, gdy staje się absurdalna ekonomicznie, co dzieje się już w kapitalizmach bardziej zaawansowanych niż rosyjski, które w konsekwencji znajdują się ekonomicznie i społecznie dalej na drodze do socjalizmu, nawet jeśli politycznie są równie reakcyjne. Okrutnie obalając oficjalne kłamstwa na temat rosyjskiego socjalizmu, drobna gospodarka pomocnicza kołchozu stale ciążyła na jego „spółdzielczej” gospodarce, ponieważ poświęcone jej godziny pracy były (i mogły być jedynie) kradzione tej ostatniej.170 Władze radzieckie zawsze całkowicie ignorowały socjalizm; ale na dłuższą metę nie mogły ignorować katastrofalnych wyników swojego rolnictwa. Nie powinno zatem dziwić, że kwestia agrarna leżała u podstaw ostatecznej transformacji, jaką Rosja przeszła wraz z tzw. reformami „chruszczowowskimi”, podobnie jak u podstaw innych punktów zwrotnych, które dokonały się w zupełnie innych warunkach: NEP-u, liberalizacji polityki rolnej z 1925 roku, a następnie punktu zwrotnego lat 1929–1930. Należy jednak zauważyć, że w ramach kapitalistycznej Rosji numer 2 ta ostateczna transformacja wpłynęła na wiele innych aspektów oprócz polityki rolnej rządu.

Ze swoim chłopskim proletariatem, którego stalinowska władza nie wahała się poddać ustawodawstwu pracy nie mniej okrutnemu niż to obowiązujące u zarania kapitalizmu w ojczyźnie tego sposobu produkcji, Anglii; ze swoimi ogromnymi masami kołchozowymi, którym ta sama władza schlebiała, lecz utrzymywała w tej samej nędzy, a co więcej, w otępieniu drobnej produkcji, kapitalistyczna Rosja № 2 zwycięsko przeszła przez próbę drugiej wojny imperialistycznej, krwawe obalenie obłąkanej doktryny emancypacji proletariatu i robotników w ramach państwa, gdyż kosztowała ona ludność rosyjską 23 miliony ludzi („najcenniejszy kapitał Stalina”); ale kraj, który wyłonił się z odbudowy lat 1947–1955 (czwarta i piąta pięciolatka) z pewnością nie był już krajem epoki industrializacji. Brakuje elementów porównawczych z latami 1929–1930, to znaczy z początkiem ofensywy rewolucji kapitalistycznej, ale wzrost populacji miejskiej z 56 milionów w 1938 r. do 61 w 1940 r., 87 w 1956 r. i 99,3 w 1958 r. jest już sam w sobie dość wymowny. Ponieważ tempo wzrostu populacji na wsi jest wyższe niż w miastach, spadek liczby ludności wiejskiej jest wolniejszy niż wzrost liczby ludności miejskiej: ze 115 milionów w 1938 roku spadł on do 113 milionów w 1956 roku i 109 milionów w 1958 roku. Co ciekawsze, skład ludności pracującej, który ujawnia podział pracy społecznej wystarczający sam w sobie, by obalić tezę o istnieniu „socjalizmu” w Rosji,171 pozwala nam precyzyjnie scharakteryzować etap, na jakim znajdował się rosyjski kapitalizm:

Ludność pracująca: 90 000 000 (45,4% ogółu ludności)

Rolnictwo42% (38 milionów ludzi)172
Przemysł31% (28 milionów ludzi)173
Usługi23 %
Handel5 %

Jest to dość dojrzały kapitalizm, ponieważ przezwyciężył próg 50% czynnej ludności zatrudnionej w rolnictwie; z drugiej strony jest to nadal jednak wciąż młody kapitalizm, odsetek rolników jest nadal bardzo wysoki (w tym samym czasie wynosił 12% w USA i 28% we Francji), a udział usług znacznie niższy (27% w porównaniu do 51% w Stanach Zjednoczonych i 35% we Francji); jeśli chodzi o 5% handlu (w porównaniu do 16,5% w USA i 13,4% we Francji), należy je wiązać z niskim obiegiem dóbr konsumpcyjnych, a nie z hipotetycznym socjalizmem; Jeśli odpowiadają one „obyczajom spartańskim”, jak twierdzi pewien burżuazyjny komentator, to nie są to obyczaje reżimu proletariackiego, który z pewnością pogardzałby nieokiełznanym i idiotycznym konsumpcjonizmem zachodniego społeczeństwa, lecz te, które stalinowski kapitalistyczny industrializm narzucił bez większego trudu ludności o ograniczonych potrzebach, ponieważ nie była ona zbyt „cywilizowana” w czasie rewolucji, a ponadto chroniona przed niebezpieczną chciwością przez słynną „żelazną kurtynę”, która zatrzymała nie tylko przepływ dóbr zagranicznych, ale także wszelkie informacje o świecie poza „socjalistycznym rajem”. Jakkolwiek biedny by nie był ten kraj, posiada on bogactwo zdolności produkcyjnych znacznie przewyższające te z lat 1928–1929: wynika to nie tylko z intensywnej mechanizacji, którą łatwo dostrzec w liczbach dotyczących zwiększonej produkcji przemysłu ciężkiego, nie tylko ze wzrostu liczby pracowników (11 590 000 w 1928 r.; w 1958 r. musiało ich być 23–24 miliony, jeśli za dokładną liczbę uznamy 4–5 milionów „menedżerów” i różnych „techników” w przemyśle), ale także z jakościowych przemian, które zawsze obserwuje się w drugim pokoleniu wśród ludności miejskiej niedawnego pochodzenia wiejskiego, a które w przypadku Rosji były w każdym razie wystarczające, aby umożliwić uchylenie brutalnego kodeksu pracy obowiązującego za Stalina, ze względu na konieczność poddania milionów chłopów przyzwyczajonych do powolnego rytmu tradycyjnej pracy rolnej, „wykorzenionych wieśniaków, mieszkańców miast”, dyscyplinie przemysłowej. krnąbrni, zdesperowani, anarchiczni i bezsilni… wnosząc do fabryk swój zaciekły indywidualizm „mużyków”, którym stalinizm doskonale umiał igrać ze swoim „rozległym systemem indywidualnej konkurencji, z premiami, nadpłatami, premiami za wyniki” lub „stachanowską rywalizacją”174. Przez „przemiany jakościowe” należy rozumieć zespół warunków, które – od umiejętności czytania i pisania po większą dyscyplinę, jaką generuje życie przemysłowe i miejskie – przyczyniają się co najmniej w takim samym stopniu, jak wykorzystanie maszyn do wzrostu wydajności pracy; mieszczą się one w „materialnych warunkach socjalizmu”, które bolszewicy mieli nadzieję rozwinąć w oczekiwaniu na rewolucję światową, nie popadając w hańbę i horror kapitalizmu. Ale dalekie od bycia „socjalistycznymi zdobyczami”, nie wykraczają one poza ramy tego burżuazyjnego postępu, który w każdym kraju towarzyszył rozwojowi przemysłowemu, ale który nigdy wcześniej nie wzbudził tak służalczego szacunku, jaki widzimy u dzisiejszych pseudomarksistów, którzy go okazują, wlokąc się za Sowietów.

Pierwszą, kluczową konsekwencją tego burżuazyjnego postępu, w połączeniu ze złożonymi konsekwencjami wojny, było uniemożliwienie utrzymania żelaznej kurtyny, za którą Stalin wyobrażał sobie, że może przeciwstawić się kapitalistycznemu merkantylizmowi: im bardziej rozwinięta jest gospodarka narodowa, a co za tym idzie, im większe są potrzeby jej ludności, tym bardziej jest ona zależna od gospodarki światowej, a tym mniej znośna staje się samowystarczalność gospodarcza.175

Ta konsekwencja, która w polityce przełożyła się na „doktrynę” „pokojowego współistnienia” (od dawna praktykowaną na poziomie klasowym, jeśli nie narodowym), przejawiła się ekonomicznie w spektakularnym odwróceniu ewolucji światowego handlu Rosji. Choć bezwzględne wartości tego handlu pozostały dość skromne, odwrócenie to odzwierciedlało ukryty nurt, który niewiele miał wspólnego z mozolnym gmachem kłamstw, który stanowił stalinowski „socjalizm”. W cenach wyrażonych w milionach rubli z 1961 roku obraz handlu radzieckiego przedstawia się następująco: od 1932 do 1945 roku nastąpił spektakularny spadek, ze średnim rocznym spadkiem na poziomie 7% (liczba importu wynosząca 2514, odnotowana w 1945 roku, odpowiada dostawom wojennym w ramach programu Lend and Lease). W latach 1946–1961 (nie dysponujemy nowszymi, porównywalnymi danymi) nastąpiło równie spektakularne ożywienie, ze średnim rocznym wzrostem na poziomie 15%:

Wolumen handlu zagranicznego ZSRR

RokEksportImportSuma
1913119210782270
1932451273662
1933389273662
1934328182510
1935288189477
1936244242486
1937295129524
1938230245475
1939104167271
1940240245485
194524325142757
Tutaj, widać odwrócony bieg wydarzeń:
19465886921280
19476946721364
1948117711022279
1949130313402643
1950161523102925
1951206117923853
1952251122554766
1953265324925145
1954290028645764
1955308427545838
1956325432516505
1957394335447487
1958386839157783
1959489745668463
19605006506610 072
19615399524910 648
(w rublach 1961)

W związku z tym przywróceniem stosunków handlowych ze światem zewnętrznym, czyli z globalnym rynkiem kapitalistycznym, w Rosji, począwszy od 1956 roku, zaszła ciekawa zmiana: po ćwierćwieczu „socjalizmu w jednym kraju” zewsząd nawoływano do… „powrotu do NEP-u”! Znaczenie tego jest zupełnie jasne: wcale nie chodziło o złagodzenie presji, jaką żądania akumulacji kapitału wywierały na rosyjski proletariat (a nawet na jego drobne chłopstwo) z powodów klasowych; ta miniona epoka nigdy nie powróci. Chodziło o racjonalizację tego procesu akumulacji w sensie kapitalistycznym. Hasło: priorytet przemysłu ciężkiego pozostało w mocy, biorąc pod uwagę, że obowiązek „dogonienia i prześcignięcia” najbardziej rozwiniętego kraju kapitalistycznego (USA), jeśli nie chce się zostać zmiażdżonym gospodarczo, a następnie militarnie, również pozostał. Fakt, że jest to wyścig przegrany od samego początku176, w żadnym wypadku nie wystarcza, by skłonić Rosję do jego porzucenia; Wręcz przeciwnie, jego niższa pozycja, którą uważa za fatalną, dyktuje nowe hasło: „Obniżmy koszty produkcji!” – obsesja, która dyktuje wszystkie działania podejmowane przez nią od prawie dziesięciu lat i którą burżuazyjna głupota przedstawia jako „restaurację kapitalizmu”, jakby za Stalina panowało cokolwiek innego niż bezosobowy Kapitał Państwa!

Sedno coraz bardziej zaciekłej krytyki „starego planowania” i przeprowadzanych reform można streścić w kilku słowach: dopóki celem było wyposażenie Rosji w aparat produkcyjny, którego całkowicie jej brakowało, centralistyczne, autorytarne i administracyjne metody były dość skuteczne; teraz stały się przeszkodą dla rozwoju gospodarczego. Reforma przemysłowa z 1957 roku rozpoczęła się zatem od zastąpienia pionowego zarządzania krajowego poziomym kierownictwem regionalnym: wiązało się to z likwidacją 23 z 33 centralnych ministerstw przemysłu i przekazaniem przedsiębiorstw samorządom lokalnym: sownarchosów, których w całym kraju było 104. Środek ten był w pełni uzasadniony z kapitalistycznego punktu widzenia: jak roszczenie rządu centralnego do tak szczegółowej kontroli działalności ponad 200 000 przedsiębiorstw przemysłowych i ponad 100 000 placów budowy mogło nie prowadzić do anarchii administracyjnej? Jaki był jego cel ekonomiczny? Nie chodziło, jak w socjalizmie, o ustalenie bilansu zasobów i potrzeb w celu podziału zadań społecznych według możliwości i użyteczności, o stopniowe wyrównywanie warunków lokalnych czy zmniejszanie nierównowagi. Chodziło po prostu o to, by nie utrudniać produkcji. Kontrola centralna, niezbędna w socjalizmie, staje się z tej perspektywy realną przeszkodą, gdy liczba jednostek produkcyjnych osiągnie pewien punkt. System sbytów – tych organów administracyjnych, przez które muszą przejść wszystkie przedsiębiorstwa, chcąc prowadzić ze sobą interesy – jest postrzegany jako szczególnie odrażający. Gdy wolumen tych transakcji był jeszcze ograniczony, a produkty transportowane z jednego przedsiębiorstwa do drugiego nie różniły się zbytnio jakością, stanowił on dobry sposób na optymalizację alokacji istniejących środków produkcji. Jednak wraz ze wzrostem wolumenu handlu, a zwłaszcza wraz z dywersyfikacją potrzeb przedsiębiorstw w zakresie środków produkcji (dywersyfikacją ignorowaną przez biurokratów, którzy nie mają pojęcia o technologii, a są równie ignorantami w kwestii ekonomii), sbyty są najlepszym sposobem, aby zapobiec szybkiemu nabyciu przez dane przedsiębiorstwo konkretnej zaawansowanej lub rzadkiej maszyny od innego przedsiębiorstwa, które ją produkuje: sbyty dołączą zatem do centralnych ministerstw w muzeum „socjalizmu w jednym kraju”.

To nie wszystko. Krytyka metod autorytarnych dotyczyła ich czysto administracyjnego i antyekonomicznego charakteru: zbyt mocno opierały się na posłuszeństwie wobec hierarchicznych przełożonych, a za mało na dążeniu do racjonalności ekonomicznej rozumianej w kapitalistycznym sensie rentowności – nie dla gospodarki narodowej jako całości, lecz dla każdej jednostki z osobna. System wzajemnego planowania między centrum planowania a przedsiębiorstwami początkowo przekształcił się w pojedynek między tym drugim a centralnym kierownictwem, gdzie to pierwsze poszukiwało najłatwiejszego do wdrożenia planu, a to drugie dążyło do narzucania ambitnych celów. Ostateczny kompromis nie tylko nie był „naukowy”, ale najlepiej prosperujące przedsiębiorstwa były karane; co więcej, system ten zachęcał przedsiębiorstwa do niepełnego wykorzystywania swoich mocy produkcyjnych, lecz do „gromadzenia” części z nich, aby sprostać potencjalnemu wzrostowi bieżących potrzeb państwa. Chcąc wdrożyć plan, a nawet go przewyższyć, przedsiębiorstwa zaniedbały optymalne wykorzystanie swojego sprzętu. Z tej perspektywy, dobre czy złe zarządzanie nie miało wpływu na alokację przez państwo środków niezbędnych do rozbudowy produkcji; co więcej, ponieważ sprzęt był finansowany z dotacji budżetowych bez znaczącego bezpośredniego wkładu finansowego ze strony przedsiębiorstw, to te ostatnie nie były odpowiedzialne za jego rozbudowę ani modernizację. W tych warunkach, mimo że zasada rentowności poszczególnych jednostek gospodarczych była stale potwierdzana, jedynym wyznacznikiem ich faktycznej działalności było osiąganie najłatwiejszych celów lub tych, których realizacja i przekroczenie zapewniłyby największe korzyści materialne dla kierownictwa, a nawet dla załogi przedsiębiorstwa. Aby osiągnąć tę „racjonalność ekonomiczną” w najbardziej burżuazyjnym sensie tego słowa, kołchozy są zmuszone do wykupywania państwowych maszyn, które w ten sposób staną się kapitałem spółdzielczym, za który będą odpowiadać wyłącznie one. Nadzieja jest taka, że zaszczepi to w nich „zdrowy” nawyk kalkulacji „kosztów” i oszczędzania poprzez ograniczenie skandalicznego marnotrawstwa środków produkcji, które należały do państwa, a ich głównym celem było wyprodukowanie wymaganej ilości żywności.

Tego samego oczekuje się od wzrostu odpowiedzialności dyrektorów przedsiębiorstw przemysłowych. Ukoronowaniem tego całego nowego gmachu jest polityka „uczciwości cenowej”, oparta na tej zupełnie banalnej zasadzie: jeśli ceny ustalane przez państwo, zwłaszcza na produkty rolne, są systematycznie niższe od kosztów produkcji, jednostka produkcyjna nie ma motywacji do produkcji po niższych kosztach, ponieważ nie czerpie zysku ze swoich wysiłków. W przypadku kołchozu ten brak podziału zysków faworyzuje małe przedsiębiorstwa pomocnicze kosztem przedsiębiorstwa kolektywnego i utrwala nasz kryzys żywnościowy, niegodny cywilizowanego kraju. Krótko mówiąc, ze wszystkich stron, od ponad dziesięciu lat, słychać jedynie hołdy dla „wielkiego dzieła Stalina”, westchnienia pełne żalu nad archaizmem jego metod i apele o „zdrowsze” zasady ekonomiczne, będące zresztą zasadami najklasyczniejszego kapitalizmu.

Przy tej okazji jesteśmy świadkami powrotu całkowicie bezsensownej, starej debaty o „koniecznościach historycznych”. Starzy staliniści kłaniają się im z ciężkim sercem, jednocześnie przysięgając, że rosyjski socjalizm pozostaje rosyjskim socjalizmem. W rzeczywistości, z perspektywy historycznych konieczności kapitalizmu, nie ma wątpliwości, że „zasady”, które w ten sposób odrzucają, są rzeczywiście przestarzałe. Jednak dla marksistów i rewolucjonistów prawdziwy problem nie ma absolutnie nic wspólnego z tym, czy staliniści lub ich krytycy mają rację, czy preferowana jest centralizacja czy decentralizacja, autorytet czy liberalizm, bodźce materialne czy przymus. Dla marksistów i rewolucjonistów te debaty są całkowicie mdłe, ponieważ autentycznie komunistyczna koncepcja racjonalności ekonomicznej różni się właśnie od racjonalności pojmowanej przez Sowietów, tak jak socjalizm różni się od kapitalizmu. Innymi słowy, to „konieczność historyczna”, którą sami ucieleśniają, różni się od tej, której przestrzega władza radziecka. Z punktu widzenia tej racjonalności, tej historycznej konieczności, poststalinowscy krytycy stalinizmu wypadają równie marnie, co sami staliniści, a może nawet gorzej. Mówiąc wprost, „racjonalność” tych neosocjalistów w jednym kraju ogranicza się do oszczędzania kapitału stałego, aby opóźnić i spowolnić spadek stopy zysku oraz stawić czoła „pokojowej konkurencji” z bardziej rozwiniętymi krajami kapitalistycznymi na rynku światowym. Jedyną „racjonalnością”, którą my, proletariaccy komuniści, uznajemy za taką, jest zniesienie gigantycznego marnotrawstwa pracy żywej, praktykowanego przez cały kapitalizm. Pierwsza wymaga poszanowania prawa wartości, wolności gospodarczej, konkurencji – krótko mówiąc, merkantylistycznej anarchii i brudnego, burżuazyjnego interesu własnego.

Druga wymaga likwidacji tej wolności, tej konkurencji, a zatem i tej anarchii; zastąpienia prawa wartości prawem użyteczności społecznej, prawa własnego “zysku” prawem solidarności. To właśnie pierwsza dała początek monstrualnej doktrynie socjalizmu merkantylnego Chruszczowa, podążającej po nie mniej monstrualnej stalinowskiej doktrynie narodowego socjalizmu. Druga inspiruje dzisiejszą małą partię międzynarodową do bezwarunkowej obrony internacjonalistycznych i antymerkantylistycznych zasad, których bolszewicy nigdy się nie wyrzekli. Pierwsza prowadzi do trzeciej wojny imperialistycznej. Druga narzuci światowej klasie robotniczej drogę rewolucji i dyktatury proletariatu. Kiedy nadejdzie czas, nie będzie to jedynie czas zemsty chwalebnego bolszewickiego Października, powoli dławionego w duszących ramach form kapitalistycznych wskrzeszonych za parawanem „narodowego socjalizmu”. Będzie to początek całkowitego wyzwolenia nie tylko proletariatu, ale całej ludzkości, koniec barbarzyńskiej prehistorii, której kapitalistyczny i burżuazyjny Postęp nigdy nie będzie w stanie położyć kresu.

  1. Lenin, „Państwo a rewolucja” ↩︎
  2. W tekście sprecyzowano, że znaczenie międzynarodowe należy rozumieć „w najwęższym znaczeniu tego słowa”: „międzynarodowe znaczenie lub nieuchronne powtórzenie historyczne, w skali międzynarodowej, tego, co wydarzyło się w naszym kraju” ↩︎
  3. „Rewolucja rosyjska nie jest bynajmniej zasługą jakiegoś szczególnego proletariatu rosyjskiego, lecz ogólnym ciągiem wydarzeń historycznych, co oznacza, że proletariat ten znajduje się tymczasowo na czele rewolucji światowej”; Lenin, „Relacja z walki z głodem” ↩︎
  4. Marks i Engels, „Przedmowa do drugiego wydania rosyjskiego «Manifestu Partii Komunistycznej»”, 1882. ↩︎
  5. Czyż trzeba dodawać, że dla marksisty każda ojczyzna jest mirem, zamkniętym wszechświatem, w którym wyzyskiwani są uwięzieni w poniżającej samotności? ↩︎
  6. Engels – „Posłowie do «Faktów społecznych w Rosji»”. ↩︎
  7. Żadna rewolucja nie jest możliwa bez połączenia tego, co moglibyśmy nazwać „świadomością” – czyli właśnie doktryną, programem, Partią jako ostatecznych antycypacji historycznego przebiegu rzeczywistych fizycznych walk proletariatu – z „spontanicznością” akcji mas. ↩︎
  8. „Dzieła Wszystkie”, t. 31, s. 20. ↩︎
  9. Lenin, „Sprawozdanie na konferencji komitetów fabrycznych”, 23 lipca 1918 r.; „Dzieła Wszystkie”, t. 27, s. 580. ↩︎
  10. Była to dialektyczna konsekwencja dojrzałości kapitalizmu, którą – jak Trocki pokazał w jednej ze swoich dobitnych syntez, sedno można znaleźć również w pismach Lenina – nie mierzy się granicami jednego kraju, lecz skalą globalną. ↩︎
  11. Lenin, „Zadania socjaldemokratów rosyjskich”, 1897. „Dzieła Wszystkie”, t. 2, s. 333. ↩︎
  12. Jakiż to cios dla dzisiejszych „leninistów”, którzy powtarzają te same narzekania drobnomieszczaństwa wywołane przez „monopole”. ↩︎
  13. Rzeczywiście, burżuazja sprzymierzy się z absolutyzmem przeciwko chłopom domagającym się ziemi i robotnikom domagającym się bardziej humanitarnych warunków pracy; drobnomieszczaństwo, współczesny Janus, będzie na przemian prezentować swoje dwa oblicza w zależności od tego, czy pociągnie je jedna, czy druga z podstawowych klas społecznych; co do „ludzi wykształconych i inteligencji”, ich agitacja nie wystarczy, by stłumić ich służalczość. ↩︎
  14. Znaczące fragmenty „Orędzia Komitetu Centralnego Związku Komunistów” opublikowano w 14. numerze „Programme Communiste” pod tytułem: „Partia proletariacka a ruch narodowy i demokratyczny”. ↩︎
  15. Albo znowu „historyczna bezwładność” części bolszewików w lutym-kwietniu 1917 roku. Trocki później mówił o „socjaldemokratycznym nawrocie” w obliczu ważnych historycznych zwrotów i nie da się zaprzeczyć, że to skrzydło starej gwardii bolszewickiej cofnęło się wówczas do poziomu mienszewizmu z lat 1905-07. ↩︎
  16. Foreign Languages Press, 1954 ↩︎
  17. Trocki powiedziałby, że to „prowadzi za sobą innych”, a pedanci „leninowskiej” egzegezy skrupulatnie rozszczepialiby włos na czworo, aby z tego „niuansu” zrobić otchłań! ↩︎
  18. „Dwie taktyki socjaldemokracji w rewolucji demokratycznej”, 1905. ↩︎
  19. Tamże ↩︎
  20. Lenin, „Wojna a rosyjska socjaldemokracja” (1 listopada 1914). „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  21. Lenin, „Zadania proletariatu w naszej rewolucji” (10 kwietnia 1917); „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  22. Tamże ↩︎
  23. Tamże ↩︎
  24. Tamże ↩︎
  25. Tamże ↩︎
  26. Ten gwałtowny zwrot, należy pamiętać, nie miał na celu zmiany dotychczasowego kursu partii bolszewickiej, lecz energiczną reakcję na porzucenie programu przez bolszewickich „pojednawców”. ↩︎
  27. „Zadania proletariatu w naszej rewolucji”. „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  28. Te dwa przypadki są wyraźnie przewidziane w „Oportunizmie i bankructwie II Międzynarodówki” (1915) i „O haśle Stanów Zjednoczonych Europy” (1916); „Tezy kwietniowe” również zaszczepiały ideę uciekania się do wojny rewolucyjnej, pod warunkiem spełnienia następujących warunków: „a) przekazania władzy proletariatowi i ubogim warstwom chłopstwa bliskim proletariatowi; b) faktycznego, a nie werbalnego, wyrzeczenia się wszelkich aneksji; c) całkowitego faktycznego zerwania ze wszystkimi interesami Kapitału”. ↩︎
  29. „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  30. „Sukces rewolucji rosyjskiej i rewolucji światowej (kiedy w literaturze rewolucyjnej Października znajdziemy te dwa terminy osobno?) zależy od dwóch lub trzech dni walki”, Lenin, „Rada nieobecnego” (8–21 października 1917), „Dzieła zebrane” ↩︎
  31. „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  32. „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  33. „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  34. „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  35. „O hasłach”, „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  36. Redakcja VII rozdziału „Państwa a rewolucji”, „Doświadczenia rewolucji rosyjskich 1905 i 1907 roku”, nie wykraczało poza tytuł, ale „przyjemniej i pożyteczniej jest doświadczać rewolucji niż o niej pisać” – mawiał Lenin na usprawiedliwienie. Dodajmy, że pozostawiamy filistrom pogląd, że twórczość literacka Lenina, czy też jego rewolucyjne przywództwo, należą do „człowieka”, do „wyjątkowej jednostki”; dla nas Lenin, poza osobistymi talentami, był i pozostaje bronią klasy i partii – i to jest największy hołd, jaki można mu złożyć. ↩︎
  37. „Sprawozdanie z działalności Rady Komisarzy Ludowych” na III Zjeździe Rad (24 stycznia 1918 r.). „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  38. Przemówienie na Połączonej Sesji Centralnej Komisji Wyborczej (29 lipca 1918 r.). „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  39. „Najbliższe zadania władzy radzieckiej”, „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  40. „Rewolucja proletariacka i renegat Kautsky”, „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  41. „Nauki rewolucji”, „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  42. „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  43. „Lekcje Komuny”, 1920; tekst ten opublikowano jako dodatek do broszury „Insegnamenti dell’Ottobre”, wydanej przez naszą Partię. ↩︎
  44. „Manifesty, tezy i rezolucje pierwszych czterech kongresów Kominternu (1919–1923)”; Librairie du Travail, 1934 ↩︎
  45. „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  46. „Raport o wojnie i pokoju” na VII Zjeździe Komunistycznej Partii Rosji (6–8 listopada 1918 r.), „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  47. „Główne zadanie naszych czasów”, „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  48. „Abecadło komunizmu” autorstwa Bucharina i Prieobrażenskiego. W „Zasadach komunizmu”, pierwszym szkicu „Manifestu Partii Komunistycznej”, napisanym w 1847 roku, Engels na pytanie: „Czy rewolucja proletariacka nastąpi w jednym kraju?” odpowiedział z tą samą jasnością: „Nie… Będzie to rewolucja światowa i dlatego musi mieć charakter światowy”. ↩︎
  49. „Manifest Partii Komunistycznej”, wyd. Soc. 1956 ↩︎
  50. Lenin, „Sprawozdanie” na VII Zjeździe Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej (7 marca 1918); „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  51. Lenin, „Sprawozdanie” na IX Wszechrosyjskim Zjeździe Rad; „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  52. Lenin, „Sprawozdanie w sprawie opodatkowania w naturze” na X Zjeździe Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej (15 marca 1921 r.): „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  53. „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  54. „Nadchodząca katastrofa i sposoby jej zapobieżenia”: „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  55. „Jeśli rozpatrujemy sprawy w skali globalnej, jest absolutnie pewne, że ostateczne zwycięstwo naszej rewolucji, gdyby pozostała odizolowana, gdyby nie było ruchu rewolucyjnego w innych krajach, byłoby beznadziejne” (Lenin, VII Zjazd Komunistycznej Partii Rewolucji, „Dzieła Wszystkie”). ↩︎
  56. Lenin, „Sprawozdanie o rewizji programu i zmianie nazwy partii”, VII Zjazd Komunistycznej Partii Rewolucji, „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  57. Lenin, „Rezolucja VII Konferencji SDPRR w sprawie agrarnej” (maj 1917); „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  58. Tamże ↩︎
  59. Lenin, „Opodatkowanie w naturze” (1921); „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  60. Lenin, „Tezy o taktyce Komunistycznej Partii Rewolucji” (III Zjazd Kominternu, 1921); „Dzieła Wszystkie” Francuskie (niniejsze dzieło (Rewolucja Podsumowana) zostało przetłumaczone z języka francuskiego) tłumaczenie jest niejednoznaczne: „kolektywny” oznacza tu „uspołeczniony”, w tym sensie, że można powiedzieć, iż duże kapitalistyczne przedsiębiorstwo rolne jest uspołecznione. ↩︎
  61. Lenin, „Na czwartą rocznicę rewolucji październikowej” (1921); „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  62. Lenin, „Dziecięca choroba „lewicowości” w komunizmie”, 1920; „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  63. „O komunizmie lewicowym”; „Dzieła Wszystkie” ↩︎
  64. „Z pełną świadomością… podążamy ku rewolucji socjalistycznej… wiedząc, że tylko walka zadecyduje, jak daleko ostatecznie uda nam się dotrzeć, ile z naszego nieskończenie wielkiego zadania uda nam się zrealizować… Czas pokaże” (Lenin, „Na czwartą rocznicę rewolucji październikowej”; „Dzieła Wszystkie”). ↩︎
  65. Umieszczamy oba przymiotniki w cudzysłowie, ponieważ jest oczywiste, że dla nas, dla marksizmu, nie ma czynnika subiektywnego, który nie działałby w Historii, jako czynnik nieindywidualny, jako czynnik obiektywny, jako siła materialna. ↩︎
  66. Warunki przyjęcia zostały przyjęte przez II Kongres Międzynarodówki Komunistycznej w lipcu 1920 roku. Nasza frakcja zaproponowała między innymi, aby zamiast po prostu wymagać od starych partii wstępujących do nowej Międzynarodówki modyfikacji ich dotychczasowego programu socjaldemokratycznego i opracowania „w powiązaniu ze szczególnymi warunkami ich kraju nowego programu komunistycznego zgodnie z obradami Międzynarodówki Komunistycznej”, wymagano od nich opracowania „nowego programu, w którym zasady Międzynarodówki Komunistycznej zostaną jednoznacznie i całkowicie ustalone zgodnie z rezolucjami kongresów międzynarodowych… mniejszość, która opowiedziałaby się przeciwko temu programowi, zostałaby wykluczona z tego tylko powodu” (przemówienie przedstawiciela Lewicy Komunistycznej, sesja z 29 lipca 1920 roku). Kongres odrzucił ten radykalny środek, pozostawiając otwarte pole dla wszelkiego rodzaju spekulacji na temat „szczególnych warunków” danego kraju. ↩︎
  67. Jeśli naprawdę potrzebujemy przykładów, pomyślmy o arystokratycznej reakcji sprzed 1789 roku, która przyspieszyła rewolucję, lub o jakobinizmie, cnotliwym i egalitarnym, który doprowadził do powstania społeczeństwa burżuazyjnego termidora i cesarstwa. ↩︎
  68. Stalinizm ze swej strony nie wahał się twierdzić czegoś przeciwnego, implicite chwaląc się, że zbudował socjalizm w ramach narodowych Rosji, która nie posiadała materialnych fundamentów ani w 1917 roku, ani nawet dziesięć lat później, a także wyraźnie, ponieważ Stalin w swoich Ekonomicznych problemach socjalizmu twierdził, że „wykorzystuje” w interesie komunizmu prawa ekonomiczne, których sama trwałość dowodzi trwałości gospodarki kapitalistycznej, a pseudoteorie Partii Rosyjskiej z okazji pięćdziesiątej rocznicy niewzruszenie twierdziły, że skoro socjalizm udało się osiągnąć w Rosji pomimo warunków, które marksiści w przeszłości uznaliby za niekorzystne, to zostało to wyjaśnione „planem naukowym” Lenina! ↩︎
  69. Dalsze rozwijanie tego punktu wykraczałoby poza zakres niniejszego artykułu, a czytelnik znajdzie je w części, którą poświęcimy później rozwojowi rosyjskiej gospodarki w fazie porewolucyjnej. ↩︎
  70. Lenin nigdy o tym nie zapominał, zawsze starając się odróżnić nie tylko kapitalizm państwowy pod panowaniem burżuazji od kapitalizmu państwowego pod dyktaturą proletariatu, ale także tę ostatnią formę od samego socjalizmu. Na XIV Zjeździe Komunistycznej Partii Rosji w kwietniu 1925 r. walka między leningradystami z jednej strony a zwolennikami „socjalizmu w jednym kraju” z drugiej, skupionymi wokół Bucharina i Stalina, koncentrowała się właśnie na tym rozróżnieniu: podczas gdy Stalin-Bucharin korygował poglądy Lenina, twierdząc, że „defetyzmem” byłoby uznanie, że dominującą formą ekonomiczną w rosyjskim przemyśle w 1925 r. był kapitalizm państwowy, a nie socjalizm, Zinowjew-Kamieniew wykazał, że likwidacja stanowiska Lenina sprowadzała się do upiększania NEP-u, ukrywania rzeczywistego konfliktu klasowego i przekształcenia Partii Proletariackiej w partię narodową, której jedynym celem było uzyskanie wzrostu wydajności pracy robotników, nawet jeśli za pomocą demagogii, której fałszywości nie mogli nie wyczuć. Trocki (który nie przemawiał na tym kongresie, gdyż zaskoczył go rozłam między leningradczykami a Stalinem, którzy do tej pory byli przeciwko niemu zjednoczeni) nigdy nie dokonał wystarczającego rozróżnienia form gospodarczych jako takich, zawsze wprowadzając czynnik polityczny, nie tylko wtedy, gdy był on uzasadniony, jak na początku rewolucji rosyjskiej, ale także później, gdy sam potępiał upadek władzy, i nie mówił o kapitalizmie państwowym, lecz o socjalizmie „wykorzystującym” metody kapitalistycznej księgowości, co było stanowiskiem teoretycznie nie do utrzymania. ↩︎
  71. Jest zupełnie oczywiste, że nie dotyczyło to Rosji październikowej, która cierpiała nie z powodu nadmiaru, lecz niedostatku rozwoju kapitalistycznego, wyrażającego się nie tylko w niewielkim ciężarze właściwym miejskich ośrodków przemysłowych w gospodarce narodowej, ale także w przewadze drobnych gospodarstw w rolnictwie. Właśnie dlatego Lenin nie pragnął państwowej kontroli nad całym przemysłem, lecz narzucił ją poprzez masowe wywłaszczenia dokonywane z jednej strony przez robotników, a z drugiej – ucieczkę przedsiębiorców. ↩︎
  72. Nawet rewizjonista sprzed 1914 roku, Eduard Bernstein, nie odważył się formalnie zaprzeczyć temu „prawu”, napisał w Socjalizmie teoretycznym i socjaldemokracji w praktyce (1899): „Socjaldemokracja musi mieć odwagę ukazywać się taką, jaka jest naprawdę: partią demokratycznych i socjalistycznych reform. Nie oznacza to wyrzeczenia się tak zwanego prawa do rewolucji, tego czysto spekulatywnego prawa, którego żadna konstytucja nie może skodyfikować ani żaden kodeks nie może zakazać, i które będzie istnieć tak długo, jak długo prawo naturalne zmusza nas do śmierci, jeśli zrzekniemy się prawa do oddychania. To zapisane i nienaruszalne prawo nie jest naruszone, jeśli przechodzimy na teren kwestii reformy, podobnie jak prawo do uzasadnionej samoobrony nie jest zniesione przez fakt, że nadaliśmy sobie prawa regulujące nasze spory osobiste lub majątkowe”. To właśnie dzięki tym samym sztuczkom socjaldemokracja po 1914 roku uchyliła się od głównego problemu gwałtownej rewolucji, a jej duchowym spadkobiercą został dawny adwersarz Bernsteina, Kautsky. ↩︎
  73. Starzy socjaldemokraci ze szkoły sprzed 1914 roku słusznie drwili z twierdzeń Stalina o budowie narodowego socjalizmu. To po prostu dowodzi, że jakieś czterdzieści lat temu, nawet wśród likwidatorów, ludzie byli mniej ignoranccy w kwestii doktryny i nadal wiedzieli, że socjalizm i gospodarka rynkowa są nie do pogodzenia – o czym zapomnieli nie tylko poststalinowcy, ale nawet „trockiści”. Nie zmienia to jednak absolutnie niczego w kwestii defetyzmu i jawnie kontrrewolucyjnej roli socjaldemokracji w okresie bezpośrednio powojennym. ↩︎
  74. Przeglądając ten dziennik, którego zbiór można znaleźć u Feltrinellego w Mediolanie, ze zdumieniem odkrywa się, że do marca 1918 roku teoretyczne czasopismo dumnej austriackiej socjaldemokracji, wydawane w Wiedniu, nie pisnęło ani słowem o rewolucji październikowej, mimo że ukazywało się z idealną regularnością! A kiedy wspomniało o niej po raz pierwszy, miało, jak zobaczymy, od samego początku głosić… klęskę tej rewolucji – która, przeciwnie, była skazana na tak błyskotliwe przezwyciężenie próby wojny domowej. Sam Lenin, który mimo wszystko cenił zachodnich oportunistów za ich wartość, nie mógł uwierzyć własnym uszom, gdy pewnego dnia zapytał Trockiego, co oficjalna socjaldemokracja mówi o Październiku, a on usłyszał, że woli o nim nie mówić… ↩︎
  75. Oskarżenie to zostało sformułowane z całą trywialnością, na jaką zasługiwał, przez byłego socjaldemokratycznego papieża Rudolfa Hilferdinga w następujący sposób:  
    „Lenin i Trocki, z pomocą elitarnej grupy partyzantów, partii, która nigdy nie była zdolna do samodzielnego podejmowania decyzji, która zawsze była narzędziem w rękach przywódców, podobnie jak późniejsze „partie” faszystowskie i narodowosocjalistyczne (przyp. red.: Niech czytelnik rozkoszuje się asymilacją Lenina-Trockiego do Mussoliniego-Hitlera, jak na to zasługuje!), przejęli władzę, gdy stary aparat państwowy znajdował się w stanie całkowitego rozkładu”. Uwaga ta zasługuje na bliższe zbadanie. Jej celem jest zarówno umniejszenie zasług bolszewików (poprzez sugerowanie, że „łatwo” przeprowadzić rewolucję tam, gdzie aparat państwowy jest w stanie rozkładu!), jak i usprawiedliwienie bezwładności zachodniej socjaldemokracji, która ze swojej strony musiała stawić czoła straszliwie silnej i dobrze uzbrojonej burżuazyjnej władzy państwowej. Żałosny podstęp! Jest całkiem oczywiste, że jedną z cech sytuacji rewolucyjnej jest właśnie rozkład władzy państwowej i że nigdzie w Europie sytuacja nie była tak rewolucyjna jak w Rosji. Kto temu kiedykolwiek zaprzeczył? Niemniej jednak pozostaje prawdą: 1) że ta sytuacja rewolucyjna natychmiast by się załamała, nawet w Rosji, gdyby zamiast bolszewików pokroju Lenina i Trockiego byli tylko… „niebolszewiccy internacjonaliści” pokroju Riazanowa czy Martowa; 2) że brak ostrej sytuacji rewolucyjnej na Zachodzie w żaden sposób nie usprawiedliwia politycznego tchórzostwa socjaldemokratycznego centryzmu, a tym bardziej jego zdrady! „Przekształcili to państwo zgodnie z potrzebami swojej hegemonii: znieśli wszelką demokrację i ustanowili własną dyktaturę… W ten sposób założyli pierwsze państwo totalitarne, zanim jeszcze termin ten został ukuty. Stalin po prostu kontynuował rozpoczęte dzieło” (Rudolf Hilferding – „The Modern Review” – 1947). Socjaldemokratyczna istota oskarżenia przejawia się w tym, że nie walka klasowa, jak w marksizmie, jest już zasadą historycznego wyjaśnienia, lecz opozycja między formami dyktatury i demokracji. Smutne jest to, że liczne grupy opozycyjne, które w różnych formach również oskarżały bolszewizm o pielęgnowanie w sobie stalinizmu i umożliwienie mu pojawienia się (!), nie zdawały sobie sprawy, że rozumują dokładnie tak samo, jak stara, nikczemna socjaldemokracja. ↩︎
  76. W rzeczywistości nie była to „rewolucja”, lecz agitacja, która osiągnęła punkt kulminacyjny w listopadzie 1918 roku abdykacją cesarza, proklamacją Republiki Niemieckiej i utworzeniem socjaldemokratycznego rządu Eberta-Noskego, w którym uczestniczyli niezależni – czyli ówcześni centryści. ↩︎
  77. To spóźnione wyznanie oznacza wyraźne odrzucenie tradycyjnego stanowiska, wyrażanego choćby w wątłych słowach, zgodnie z którym demokracja była traktowana jedynie jako środek (Lenin wykazał, jak niewystarczające było to w epoce imperialistycznej!) do osiągnięcia socjalizmu, który teoretycznie miał pozostać najważniejszym celem partii. ↩︎
  78. Charakterystyczne, że w marcu 1921 roku „Umanità nuova”, organ włoskich anarchistów, opublikował w odstępie jedenastu dni sprawozdanie z trzeciej konferencji ukraińskich anarchistów nabatowskich, która odbyła się nielegalnie w Rosji w dniach 3–8 września 1920 roku i która zakończyła się koniecznością kontynuowania walki „przeciwko niejasnej reakcji państwa socjalistycznego” (czyli przeciwko władzy bolszewickiej), a z okazji wydarzeń w Kronsztadzie artykuł kończący się solidarnością, mimo wszystko, z rewolucyjną Rosją. „Umanità nuova”, choć nie ośmielając się potępić działań ukraińskich anarchistów, nie wyraziła również solidarności z ich rezolucją, którą publikujemy poniżej i którą można znaleźć w starym numerze tej gazety z 11 marca 1921 roku; Podobnie, w obliczu faktu, że później, gdy ruch komunistyczny utracił wszelkie rewolucyjne cechy, był bez skrupułów wykorzystywany przez antykomunistów wszelkiej maści (mianowicie represje, które bolszewicy, wbrew swojej woli, musieli zastosować wobec powstania kronsztadzkiego w marcu 1921 roku), Umanita Nuova zdołała zachować postawę, która dziś wydaje się zaskakująco wyważona. Czego to dowodzi, jeśli nie tego, że gdy ruch komunistyczny jeszcze zasługiwał na to miano, jego wpływy i prestiż wśród proletariatu były więcej niż wystarczające, by utrzymać „wolnościowe” wahania i brak dyscypliny w pewnych granicach, a nawet skłonić anarchistów do spokojnego rozważenia surowych wymogów walki klasowej? Ale tak jak odchylenie socjaldemokratyczne sprzyjało rozwojowi odchylenia anarchistycznego pod koniec XIX i na początku XX wieku, tak odchylenie stalinowskie po 1920 roku nadało mu nowy impuls, popychając go ku coraz bardziej niespójnym pozycjom, niszcząc całe dzieło Lenina i autentycznego komunizmu: stopniowe zjednoczenie wszystkich prawdziwie rewolucyjnych sił na platformie naukowego socjalizmu. Oto, co stwierdzał raport z III Konferencji Nabat („Umanità nuova”, 11 marca 1921 r.): 
    „W nieubłaganej walce z wszelkimi formami państwa anarchiści Nabat nie godzą się na żaden kompromis”. „Jednak przez pewien czas zachowywali się wobec Sowietów inaczej” (Uwaga redaktora: aż do wybuchu wojny domowej, która ze względu na swoją naturę wymagająca największej dyscypliny i najbardziej zaawansowanej centralizacji, ostudziła rewolucyjne zapędy anarchistów – lub przynajmniej ich części – i skłoniła ich do wznowienia opozycji). „Wspaniały rozmach Października, wysiłki klasy robotniczej, by wyzwolić się spod wszelkiej władzy, anarchistyczna frazeologia przywódców bolszewickich” (przyp. red.: w tym miejscu wolnościowcy popełniają ten sam błąd, co konserwatywni socjaldemokraci, dla których wszystko, co nie było podstawowym reformizmem i jawną kolaboracją klasową, było „anarchistyczne” lub „anarchizujące”), „a zwłaszcza walka z imperializmem światowym próbującym zdusić rewolucję – wszystko to zmusiło anarchistów do zachowania pewnej rezerwy i niemal protekcjonalnego podejścia” (przyp. red.: sic) „wobec władzy bolszewickiej. Wzywali masy robotnicze i chłopskie do zjednoczenia się na rzecz rewolucyjnej niepodległości, obsypywali nowych panów ostrzeżeniami, udzielając im rad i poddając ich braterskiej krytyce. Ale po trzech latach dyktatury, zrodzona z rewolucji władza radziecka stała się potężną machiną państwową. Zastąpił burżuazję dyktaturą partii i mniejszości proletariatu nad masą ludzi pracy. Dyktatura ta zdławiła wolę mas pracujących, które utraciły twórczego ducha, jedyną siłę zdolną do stawienia czoła różnorodnym zadaniom rewolucji. Wszystko to jest przestrogą dla robotników wszystkich krajów i dlatego anarchiści nadal uważają za konieczne pozostawanie na pierwszej linii walki: 
    1) Władza Rad, w wyniku oporu wobec rewolucyjnego ducha mas pracujących, przekształciła się w okrutną dyktaturę, stając się w ten sposób katem rewolucji (przyp. red.: tekst pochodzi z końca 1920 roku: bez komentarza!). 
    2) Wojna radziecka z burżuazją nie może być dłużej uznawana za okoliczność łagodzącą, ponieważ reżim sowiecki zdławił rewolucję, a tym samym pośrednio wspomógł jej wrogów. 
    3) Rewolucyjne stanowisko przyjęte przez reżim sowiecki w ruchu międzynarodowym należy uznać za niejednoznaczne, ponieważ wzywając do walki z burżuazją, jednocześnie zagraża rewolucji za pomocą nikczemnych środków dyktatury. 
    Z tych wszystkich powodów obecna konferencja wzywa wszystkich anarchistów i wszystkich szczerych rewolucjonistów do przyłączenia się do walki z reżimem sowieckim, który jest nie mniej niebezpieczny niż jawni wrogowie rewolucji, tacy jak Wrangel i Ententa. Anarchiści sprzeciwiają się Armii Czerwonej tak samo, jak sprzeciwiają się każdej armii państwowej. Nie mogą uznać jej za rewolucyjną, ponieważ jest w rękach nielicznych, którzy są ich wrogami… Dlatego wstąpienie anarchistów do Armii Czerwonej w obronie rewolucji jest błędem i można je usprawiedliwić jedynie chęcią jej zrewolucjonizowania poprzez mowę i pismo, aby w czasie powstania robotników i chłopów przeciwko nowym ciemiężycielom żołnierze zbratali się z nią dla dobra wspólnego” (wrzesień 1920). Oto, jako kontrapunkt dla tej deklaracji „żółtych” przekonanych o wojnie domowej, zawstydzający artykuł w „Umanità nuova” z 23 marca 1921 roku, w obliczu poważnego kryzysu w Kronsztadzie: 
    „Kronsztad, Ukraina… Jesteśmy zdumieni tymi wydarzeniami, które są logiczną konsekwencją dyktatorskiego błędu bolszewików (przyp. red.: Sic!) i były zatem nieuniknione, ale z których mogło wyniknąć albo wielkie zło, albo wielkie dobro dla rewolucji. Rozumiemy, że stłumiony duch wolności eksploduje, i gdyby międzynarodowa burżuazja nie czuwała, nie obchodziłoby nas to i moglibyśmy pomyśleć, że być może (podkreślenie dodane) obalenie rządu moskiewskiego nadałoby rewolucji nowy pierwiastek. Ale na granicach Rosji burżuazyjna reakcja wojskowa czuwa, czekając, aż rewolucja wyczerpie się w walkach wewnętrznych, zanim rzuci się na nią i wytępi zarówno bolszewików, jak i dzisiejszych powstańców, których jedynie zwabia z daleka (czego współczesny anarchista nie jest w stanie zrozumieć, zauważmy!). Z tych powstań może zatem wyłonić się albo rewolucyjne odrodzenie, albo zaczątki reakcji (ta niepewność wynika z konfliktu między doktryną wolnościową a rzeczywistością konfliktu klasowego!). Wszystko zależy od tego, czy walka wewnętrzna zakończy się, zanim imperialistyczne hieny zdążą i będą miały środki na interwencję. Nowa interwencja przeciwko Rosji planowana jest na wiosnę i czy Rosja pozostanie pod jej władzą? Niezależnie od tego, czy reżim bolszewicki zdoła ustanowić bardziej wolnościowy (na co mamy nadzieję), ważne jest, aby był w stanie odeprzeć nową inwazję i zmusić nikczemny zachodni militaryzm do unicestwienia (przyp. red.: podkreślenie dodane, ponieważ pokazuje, że anarchista w 1921 roku nie był wcale tak głupi jak anarchista w 1968 roku). My, zachodni anarchiści, nie możemy wpłynąć na wewnętrzny rozwój Rosji i nigdy nie podołamy tak poważnemu zadaniu (przyp. red.: uczciwe przyznanie!). Jesteśmy też zbyt daleko, by wydać ostateczny osąd, ale jest jedno, co musimy zrobić i co jest dla nas kwestią honoru: uniemożliwić rządom kapitalistycznym wysyłanie broni i wojsk przeciwko Rosji wszelkimi możliwymi środkami. Jeszcze raz, towarzysze, proletariusze, póki jeszcze mamy trochę oddechu i energii, bądźmy gotowi powstać w obronie proletariackiej i komunistycznej Rosji. Broniąc jej, stoczymy dobrą walkę, nawet o naszą własną wolność.” 
    Czy istnieje lepsze obalenie żądania wolności i odrzucenia centralizmu niż ta straszliwa sprzeczność haseł tego samego ruchu, jednocześnie wzywającego do „walki z władzą Rad, uważaną za równie niebezpieczną jak Wrangla i Ententę” w Rosji, a we Włoszech do „obrony proletariackiej i komunistycznej Rosji”! ↩︎
  79. Oto, jak Proudhon wyraził się na temat rewolucji w liście z maja 1847 roku, skierowanym do Karola Marksa, to znaczy w czasie, gdy przygotowywał swoją Filozofię nędzy
    „Być może nadal uważasz, że żadna reforma nie jest możliwa bez interwencji wojskowej, bez tego, co kiedyś nazywano rewolucją… Ten pogląd, który rozumiem, który wybaczam, który chętnie bym przedyskutował, sam długo go wyznając, przyznaję, że moje ostatnie badania całkowicie zmieniły moje zdanie. Wierzę, że nie potrzebujemy go do sukcesu i że w konsekwencji nie wolno nam postulować działania rewolucyjnego jako środka reformy społecznej, ponieważ ten rzekomy środek byłby po prostu odwołaniem się do siły, do arbitralnej władzy, krótko mówiąc, sprzecznością. Stawiam zatem problem: jak przywrócić społeczeństwu, poprzez jedną kombinację ekonomiczną, bogactwo, które opuściło je poprzez inną”. Na propozycję Marksa, by wstąpić do międzynarodowego biura informacyjnego, ten sam człowiek, który „powrócił” od idei rewolucji, odpowiedział: 
    „Poszukajmy razem, jeśli zechcesz, praw społeczeństwa… ale, na litość boską! Po obaleniu wszelkich a priori dogmatyzmów, nie myślmy o indoktrynacji ludu… Ponieważ stoimy na czele ruchu, nie stańmy się przywódcami nowej nietolerancji. Przyjmijmy i zachęcajmy do wszelkich protestów… Nigdy nie uważajmy, że kwestia jest wyczerpana, a kiedy już wykorzystamy nasz ostatni argument, zacznijmy od nowa, jeśli to konieczne, z elokwencją i ironią”. 
    To właśnie tutaj, obok czysto ekonomicznej treści jego „doktryny” – która nie jest tu przedmiotem naszego zainteresowania, ale do której wrócimy w następnym rozdziale – doprowadziła go, pod tytułem „Konserwatywny czy burżuazyjny socjalizm”, do następującej charakterystyki w „Manifestu Komunistycznego” z 1848 roku: 
    „Część burżuazji dąży do zaradzenia anomaliom społecznym, aby skonsolidować społeczeństwo burżuazyjne. Do tej kategorii zaliczają się… domokrążni reformatorzy wszelkiej maści. Przytoczmy jako przykład „Filozofię ubóstwa” Proudhona. Burżuazyjni socjaliści pragną warunków życia współczesnego społeczeństwa bez walk i niebezpieczeństw, które z nich nieuchronnie wynikają. Chcą obecnego społeczeństwa, ale oczyszczonego z elementów, które je rewolucjonizują i rozkładają; chcą burżuazji bez proletariatu. Inna forma socjalizmu… próbowała odwieść robotników od jakiegokolwiek ruchu rewolucyjnego, udowadniając, że nie ta czy inna transformacja polityczna, lecz jedynie transformacja materialnych warunków życia, stosunków ekonomicznych, może im przynieść korzyści. Zauważmy, że transformacja materialnych warunków życia wcale nie oznacza zniesienia burżuazyjnego systemu produkcji, co jest możliwe jedynie poprzez rewolucję, lecz jedynie wdrożenie reform administracyjnych na samej bazie burżuazyjnej produkcji, reform, które w konsekwencji niczego nie zmieniają w relacjach między kapitałem a pracą najemną…” ↩︎
  80. Oczywiste jest, że dokładnie to samo dotyczy koncepcji sorelijskiej dotyczącej związkowego zarządzania przyszłą gospodarką. Oto, co napisaliśmy w artykule „Podstawy marksistowskiego komunizmu rewolucyjnego w doktrynie i historii międzynarodowej walki proletariackiej” (opublikowanym po raz pierwszy w lipcowo-sierpniowym numerze „Programme Communiste” z 1957 roku (wydanie powielane)): 
    „Aby zrozumieć formułę sorelijską dotyczącą związkowego zarządzania przyszłą gospodarką, wystarczy wyobrazić sobie aparat kierownictwa gospodarczego utworzony z krajowych liderów związków branżowych, wyrażających typowe zastrzeżenia co do możliwości zwycięstwa socjalizmu w odizolowanym kraju. Dla zilustrowania tej idei wyobraźmy sobie na przykład organizację produkcji chleba i innych podobnych produktów przez „Federację Przemysłu Makaronu” itd. dla wszystkich sektorów produkcji i przemysłu”. Sprowadza się to do wyobrażenia sobie, że wszystkie produkty danego typu są udostępniane dużym organizacjom (rodzajowi trustu narodowego), wolnym od kapitalistycznych szefów, i decydowania o tym, jak cała produkcja (a w tym konkretnym przypadku chleb, makaron itp.) jest wykorzystywana, tak aby organizacje równoległe otrzymywały wszystko, czego potrzebują: dobra konsumpcyjne dla swoich członków, surowce, narzędzia itp. … 
    Taka gospodarka jest gospodarką wymienną i możemy ją sobie wyobrazić na dwa sposoby: w formie wyższej (mówiąc krótko), wymiana ta odbywa się tylko na górze, a wszystkie te sektory produkcji dystrybuują następnie dobra konsumpcyjne i dobra użytkowe z góry na dół. Jednak ten system wymiany odgórnej pozostaje systemem merkantylnym; wymaga on prawa równoważności wartości zawartych w zasobach dóbr posiadanych przez związki zawodowe, których, jak łatwo przewidzieć, będzie wiele i które każdy z nich będzie musiał negocjować z niemal wszystkimi innymi. 
    Nie pytajmy nawet, kto ustanowi system ekwiwalencji i co zagwarantuje autonomię i „równość” pomiędzy wszystkimi tymi związkami „producentów” zaangażowanych w te wszystkie fantastyczne konstrukcje: doprowadźmy liberalizm do punktu, w którym uwierzymy, że możliwe jest, aby różne relacje ekwiwalencji mogły być „pokojowym” wynikiem „spontanicznie” ustalonych równowag! 
    Tak złożony system pomiaru nie może funkcjonować bez odwiecznego środka w postaci ogólnego ekwiwalentu – krótko mówiąc, bez pieniądza, logicznej miary wszelkiej wymiany. 
    Nie mniej łatwo jest dojść do wniosku, że powrócimy do drugiej, mniej wyrafinowanej formy niż ta, którą właśnie przeanalizowaliśmy. W istocie, w takim społeczeństwie manipulacja pieniądzem nie może ograniczać się do zarządzania trustami produkcyjnymi (termin „związek zawodowy” jest całkowicie trafny); władza ta zostanie przyznana każdemu członkowi trustu, czyli każdemu pracownikowi, który „kupi” wszystko, czego zapragnie, po otrzymaniu swojej części pieniędzy od organizacji pionowej, do której należy – to znaczy płacy, której cała różnica w stosunku do obecnej płacy polegałaby na jej roszczeniu do bycia „integralną” (jak w pracach Dühringa, Lassalle’a i innych), dzięki zniesieniu potrąceń pracodawcy. 
    Wyobrażanie sobie, że każdy związek jest niezależny od pozostałych w negocjacjach warunków sprzedaży akcji, które monopolizuje, jest burżuazyjną i liberalną iluzją; Zawsze towarzyszy temu kolejna iluzja, że każdy producent opłacany według całkowitej produkcji swojej pracy (nonsens wyśmiewany przez Marksa) może sam decydować, co konsumuje. To właśnie w tym miejscu głupcy wpadają w pułapkę i gdzie te „gospodarki producenckie” ujawniają, jak daleko są (nawet dalej niż sama gospodarka kapitalistyczna) od gospodarki społecznej, którą Marks nazywa socjalizmem i komunizmem. 
    W gospodarce socjalistycznej podmiotem rozważającym, nie tylko w kwestiach produkcji, ale także konsumpcji (jak i ile), nie jest już jednostka, lecz społeczeństwo, gatunek. W tym tkwi sedno sprawy. Autonomia producenta to jedno z tych pustych, demokratycznych haseł, które niczego nie rozwiązują. Pracownik najemny, niewolnik kapitału, nie jest autonomiczny jako producent, ale jest nim dziś jako konsument, o ile w pewnych granicach ilościowych (które nie są granicami prostego głodu, wbrew Lassalle’owi i jego żelaznemu prawu, lecz przeciwnie, które rozszerzają się wraz z rozwojem społeczeństwa), robi ze swoją płacą, co chce. W społeczeństwie burżuazyjnym proletariusz produkuje tak, jak chce kapitalista – lub, bardziej ogólnie i naukowo: jak dyktują prawa kapitalistycznego sposobu produkcji, jak dyktuje kapitał, nadludzki potwór – i, przynajmniej w pewnych granicach, konsumuje nie tyle, ile sam chce dotycząc ilości, ale z pewnością tyle, ile chce. W społeczeństwie socjalistycznym jednostka nie będzie autonomiczna ani w wyborze swoich aktów produkcji, ani nawet w wyborze aktów konsumpcji, gdyż obie sfery będą rządzone przez społeczeństwo i dla społeczeństwa.” ↩︎
  81. Nie miejsce tu na rozważanie historycznych przyczyn tego stanu rzeczy. Przypomnijmy po prostu, że marksiści włoskiej lewicy, o pokolenie młodsi od bolszewików i spartakusowców, ostrzegali Międzynarodówkę Komunistyczną przed tą niejednoznaczną terminologią, zwłaszcza w klasycznym artykule w swoim czasopiśmie „Rassegna comunista” (luty 1922): „Użycie niektórych terminów w przedstawieniu zasad komunizmu często rodzi niejasności ze względu na różne znaczenia, jakie można im nadać. Tak jest w przypadku słów „demokracja” i „demokratyczny”. W swoich deklaracjach ideowych marksistowski komunizm przedstawia się jako krytyka i negacja demokracji. Jednak komuniści często bronią demokratycznego charakteru organizacji proletariackich i stosowania w nich demokracji”. Nie ma tu oczywiście żadnej sprzeczności: nie można sprzeciwiać się dylematowi demokracji burżuazyjnej lub proletariackiej jako równoważnej demokracji burżuazyjnej lub dyktaturze proletariatu… (ale) można by woleć, aby używano innego terminu, aby uniknąć niejasności i nie przewartościowywać pojęcia demokracji. Nawet jeśli z tego zrezygnujemy, pożyteczne będzie głębsze zagłębienie się w samą treść zasady demokratycznej, nie tylko w jej ogólnym sensie, ale w jej konkretnym zastosowaniu do organizacji jednorodnych z perspektywy klasowej. Uchroni nas to przed uczynieniem demokracji robotniczej absolutną zasadą prawdy i sprawiedliwości, a tym samym przed powrotem do aprioryzmu obcego całej naszej doktrynie, w chwili, gdy poprzez naszą krytykę dążymy do oczyszczenia gruntu z kłamstw i arbitralności teorii liberalnych. Taki był wstęp do tego artykułu, prawdziwie proroczy, jeśli wziąć pod uwagę, co sam „trockizm” zrobił z naukami Trockiego. Wniosek był równie proroczy, stwierdzając: „Komuniści nie mają do zaoferowania żadnych skodyfikowanych konstytucji. Mają świat kłamstw i konstytucji skrystalizowanych w prawie i we władzy klasy rządzącej, by je obalić. Wiedzą, że tylko rewolucyjny i totalitarny aparat siły i władzy, nie wykluczając żadnych środków, może zapobiec odrodzeniu się niesławnych pozostałości epoki barbarzyństwa i temu, by żądny zemsty i niewoli potwór przywilejów społecznych podniósł głowę, wznosząc po raz tysięczny kłamliwy okrzyk Wolność!”. ↩︎
  82. Tak jest w przypadku Pierre’a Broué, autora historii partii bolszewickiej [„Partia bolszewicka: Historia partii komunistycznej”]. ZSRR”, który wydaje się być napisany wyłącznie w tym celu. ↩︎
  83. Widzieliśmy wcześniej, że nasza szkoła myślenia starała się oczyścić ten język z jego niejednoznacznych terminów. ↩︎
  84. Nazwa (w oryginale francuskim “oustrialovisme”, w polskim tłumaczeniu przetłumaczona na “smienowiechowstwo”) pochodzi od imienia emigranta Ustriałowa, który jako pierwszy przewidział przekształcenie państwa radzieckiego w zwykłe państwo burżuazyjne, wymagające wsparcia. ↩︎
  85. Wykorzystując chorobę Lenina, utworzono „Tajne Biuro Polityczne”, w którego skład weszli wszyscy członkowie oficjalnego Biura Politycznego z wyjątkiem Trockiego. Celem tego spisku było uniemożliwienie mu kierowania Partią. „Wszystkie kwestie były najpierw rozstrzygane w tym tajnym Biurze Politycznym, którego członkowie byli zobowiązani do zbiorowej odpowiedzialności. Zobowiązali się nie wdawać w polemiki między sobą, jednocześnie szukając wszelkich pretekstów do interwencji” przeciwko Trockiemu. „Podobne tajne ośrodki istniały w lokalnych organizacjach, powiązanych z „septumwiratem” w Moskwie, przestrzegających ścisłej dyscypliny. Korespondencja była prowadzona za pomocą specjalnego szyfru. Urzędnicy odpowiedzialni za Partię i państwo byli systematycznie wybierani według jednego kryterium: przeciwko Trockiemu… Członkowie Partii, którzy protestowali przeciwko tej polityce, padali ofiarą zdradzieckich ataków, podejmowanych z przyczyn niezwiązanych ze sprawą i często sfabrykowanych. Wręcz przeciwnie, elementy, które w ciągu pierwszych pięciu lat władzy radzieckiej zostałyby bezlitośnie wyeliminowane z Partii, zapewniły sobie pozycję poprzez prostą wrogą interwencję przeciwko Trockiemu. Od końca 1923 roku to samo zadanie prowadzono we wszystkich partiach Kominternu. To nie najlepszych sztucznie wybierano, lecz tych, którzy najłatwiej się adaptowali. Przywódcy odpowiadali za swoje stanowiska wyłącznie przed Aparatem. Pod koniec 1923 roku trzy czwarte Aparatu zostało już wybrane: możliwe było przeniesienie walki na masy. Jesienią 1923 i jesienią 1924 roku rozpoczęła się kampania przeciwko Trockiemu: jego dawne nieporozumienia z Leninem, sięgające nie tylko czasów sprzed rewolucji, ale i sprzed wojny, zostały nagle ujawnione, zniekształcone, wyolbrzymione i przedstawione nieświadomym masom jako palący problem chwili. Masy były oszołomione, zdezorientowane, zastraszone. Tymczasem proces selekcji zszedł na jeszcze niższy poziom. Nie można już było zajmować stanowiska kierownika fabryki, sekretarza komórki warsztatowej, przewodniczącego komitetu wykonawczego kantonu, księgowego ani maszynistki bez powoływania się na antytrockizm jako kwalifikację.” (Wszystkie te przewidywania można znaleźć w artykule L. Trockiego: „Jak to się mogło stać?”, Konstantynopol, luty 1929). ↩︎
  86. Zobacz, co napisano na s. 80 na temat krytyki włoskiej lewicy dotyczącej użycia terminów „demokracja” i „centralizm demokratyczny”. ↩︎
  87. Chodzi tu o „etap” zdefiniowany przez zgaśnięcie nadziei pokładanych w rewolucji niemieckiej z października 1923 roku, a tym samym przez przewidywalne przedłużenie izolacji ZSRR od świata z jednej strony, a z drugiej strony przez utrzymujący się wewnętrzny kryzys gospodarczy, pomimo odprężenia wywołanego przez NEP. ↩︎
  88. Termin ten jest tu używany do określenia przeciwstawnych relacji w społeczeństwie, wynikających ze społecznego podziału pracy i antagonizmu klasowego: biurokratycznych ograniczeń z jednej strony, bierności lub stłumionego oporu z drugiej; rozkazywania i posłuszeństwa; „nauki administracyjnej” i ignorancji itd. …wszystko to, co w partii klasowej ma tendencję do zanikania, ponieważ, choć nie może ona całkowicie odciąć się od otaczających ją warunków burżuazyjnych, jest mimo to dobrowolnym zrzeszeniem jednostek dążących do wspólnego celu, a tym celem jest właśnie społeczeństwo bezklasowe, bez społecznego podziału pracy, a zatem bez ograniczeń politycznych, a nawet administracyjnych. ↩︎
  89. Podobnie włoska lewica przeciwstawiała się „terroryzmowi ideologicznemu” stalinizmu nie „demokratycznymi prawami” członków partii, lecz wiernością centrum wobec wspólnego dziedzictwa zasad, która, gdy zostanie zrealizowana, pozwala partii kierować się z minimalnymi zakłóceniami. ↩︎
  90. Prawdziwie demokratyczne odchylenie, z którym Trocki, jako marksista, walczył, polegało na „niedocenianiu” kontrastu klasowego między proletariatem a chłopstwem, zwracał on na to uwagę w apologii „nowej demokracji”, demokracji radzieckiej. ↩︎
  91. Oto oczywiste powody, dla których nasz nurt zawsze odrzucał taktykę antyfaszystowską. Choć przystępne dla przeciętnego człowieka, nie zostały zrozumiane przez Międzynarodówkę, która uparcie podążała tą absurdalną ścieżką. Jako „taktyka”, walka o „demokratyzację partii ZSRR” podlega dokładnie tej samej krytyce, co tak zwany „proletariacki antyfaszyzm” praktykowany przez Międzynarodówkę, jak już widzieliśmy powyżej. ↩︎
  92. Sformułowanie to jest niejednoznaczne, być może z powodu błędnego tłumaczenia, ale z kontekstu wynika jednoznacznie, że jeśli uznamy, iż dyktatura proletariatu nadal istnieje w ZSRR – co właśnie uparcie twierdził Trocki, wbrew wszelkim dowodom. ↩︎
  93. Jest to proces prawdziwie demokratyczny, ponieważ żeruje na nieświadomości szeregowych proletariuszy. ↩︎
  94. Dlaczego? To kolejne pytanie, którym zajmiemy się później. Kwestia ta nie jest już wyłącznie taktyczna, jak na froncie zjednoczonym z socjaldemokracją, której kontrrewolucyjną funkcję uznawali wszyscy komuniści. W przypadku stalinizmu kontrrewolucyjna funkcja jest równie oczywista, jeśli ujmiemy ją w kategoriach międzynarodowej walki klasowej. Jednak w rosyjskim kontekście narodowym (od którego żaden rosyjski rewolucjonista nie mógł się oderwać, ponieważ to właśnie w tych ramach rosyjski proletariat przejął władzę i był chwilowo zmuszony wyrwać ją z rąk wroga), nie było to już tak łatwe do rozszyfrowania, ponieważ reżim stalinowski był niezaprzeczalnym spadkobiercą rewolucji demokratycznej zawartej w podwójnej rewolucji z 1917 roku, a jednocześnie bastionem przeciwko potencjalnej restauracji reżimu Zgromadzenia Konstytucyjnego – czyli Rosji przeddemokratycznej. Ale to absolutnie niczego nie zmienia w fakcie, że taktycznie, zjednoczony front polityczny ze stalinowskim smienowiechowstwem zaangażowany w walkę o „demokratyzację partii” był równie oportunistyczny, jak zjednoczony front polityczny z socjaldemokracją w skali międzynarodowej i musiał prowadzić do tych samych fatalnych konsekwencji. ↩︎
  95. Nie ma innego wytłumaczenia dla tej innej formy „frontyzmu”, a mianowicie tragicznych wyznań wszystkich członków starej gwardii podczas niesławnych procesów moskiewskich! Jakie inne ogniwo mogłoby tak ściśle łączyć prześladowanych z prześladowcami, bolszewików z „smienowiechowscami”, którym tak zaciekle sprzeciwiali się na poziomie klasowym, jeśli nie ich wspólny obiektywny sprzeciw wobec restauracji? Jedyna różnica polega na tym, że podczas procesów moskiewskich to Stalin pośrednio prowadził „szantaż restauracji”, podczas gdy w cytowanym tu przemówieniu – Trocki! ↩︎
  96. Sam Trocki przypomina nam o tym w „Zdradzonej rewolucji”. ↩︎
  97. Nasza niezgoda na „taktykę” demokratycznych haseł głoszonych tu w odniesieniu do krajów kapitalistycznych jest tu nieistotna: dla nas liczy się wykazanie, że demokracja ma sens tylko w ramach kapitalizmu. ↩︎
  98. To znaczy, rewolucja październikowa została pokonana, a my znajdujemy się w stanie czystego, choć stosunkowo słabo rozwiniętego, kapitalizmu. ↩︎
  99. Uproszczone zastosowanie marksistowskiego determinizmu: która klasa jest reprezentowana? To nie burżuazja narodowa została wypędzona w Październiku; to nie ekonomicznie uciskany i politycznie wywłaszczony proletariat; to nawet nie chłopstwo, ponieważ stalinizm najpierw nastawił drobnych rolników przeciwko kułakom, a następnie zmusił tych samych drobnych rolników, siłą zgrupowanych w kołchozach, do płacenia dużej części kapitalistycznej industrializacji kraju. Pozostała tylko „biurokracja”… Ale Trocki był tak świadomy słabości takiego rozwiązania, że jednocześnie i zaciekle zaprzeczał, że biurokracja jest klasą! Naszym skromnym zdaniem, o wiele bardziej natchnione było dla niego mówienie o władzy bonapartystycznej. ↩︎
  100. Dotyczy to zarówno neosocjaldemokratycznych „uczniów” Trockiego, jak i jego neoanarcho-syndykalistycznych „uczniów”, takich jak nieistniejąca już grupa Socjalizm czy Barbarzyństwo. ↩︎
  101.  Jeśli było to prawdą w 1936 roku, to o ileż bardziej trzydzieści lat później! To właśnie uwolnienie tych „drobnomieszczańskich apetytów”, nawet w „sektorze socjalistycznym” (czyli pozakołchozowym), odpowiada „liberalizacji politycznej” rozpoczętej za Chruszczowa, z nieuchronnie towarzyszącą jej gloryfikacją kapitalizmu w sferze gospodarczej. Jest to z pewnością efekt dynamiki powojennego boomu gospodarczego, ale w żadnym razie nie „powrót do Lenina”, jaki wyobrażali sobie trockiści! Ale ci trockiści czytali swojego Trockiego mniej więcej tak samo, jak staliniści „czytali” Lenina! ↩︎
  102. Nawiązuje to do komunistycznej formuły: „Od każdego według jego zdolności, każdemu według potrzeb”, zrewidowanej i skorygowanej przez stalinowców na „Od każdego według jego zdolności, każdemu według jego pracy”, która w pierwszej części jest kłamstwem w społeczeństwie merkantylnym, a w drugiej – czysto burżuazyjnym. ↩︎
  103. Odnosi się to do stalinowskiej partii i aparatu państwowego. ↩︎
  104. Przejście od stalinowskiej polityki „frontu jednolitego” do polityki rewolucji antybiurokratycznej nie przeszkodziło Trockiemu w pozostaniu wiernym radzieckiej polityce obrony narodowej w razie wojny, polityce, którą, jak twierdził, narzucał nie tylko Sowietom, ale i międzynarodowemu proletariatowi! W tym przypadku była to zdrada zasady zasad: rewolucyjnego internacjonalizmu proletariatu! ↩︎
  105. Dekrety o kontroli robotniczej, nacjonalizacji banków, organizacji spółdzielni spożywców, zawieszeniu wypłaty dywidend akcjonariuszom spółek akcyjnych, umorzeniu obligacji rządowych i monopolu państwa na handel zagraniczny. ↩︎
  106. Wskaźnik produkcji przemysłowej, ustalony na poziomie 100 w 1913 roku, spadł do zaledwie 31 w 1921 roku: produkcja w tym roku stanowiła zatem mniej niż jedną trzecią produkcji sprzed wojny. ↩︎
  107. Był to X Zjazd, który odbył się w marcu 1921 roku, osiem dni przed wybuchem powstania kronsztadzkiego i pod groźbą kontrrewolucji chłopskiej. ↩︎
  108. Znaczenie jest jasne: baza społeczna partii walczącej o socjalizm. Wspomniane później „totalne zwycięstwo” jest równie wyraźnie zwycięstwem politycznym tej partii, a nie… triumfem społeczno-ekonomicznej formy socjalizmu… w samej Rosji, gdyż przeczyłoby to wszystkim twierdzeniom Lenina o konieczności długiej walki o kapitalizm państwowy. ↩︎
  109. Źródło: Bettelheim, „Gospodarka radziecka”. ↩︎
  110. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na kwestię, która nie miała praktycznego znaczenia, ale ma ogromną wagę zasadniczą. W latach 1921–1922 Lenin opierał się głównie na koncesjach – czyli dzierżawie radzieckich przedsiębiorstw przez kapitał zagraniczny pod kontrolą bolszewików – aby ożywić przemysł. Oczywiście uzyskanie „możliwych do uratowania koncesji”, jak musiał przyznać Lenin, było niemożliwe, ale znamienne jest, że troska o „niepodległość narodową” i „socjalistyczny” protekcjonizm (znacznie późniejsza i na wskroś stalinowska terminologia) były całkowicie obce nie tylko Leninowi, ale całej partii na początku NEP-u, ponieważ nikt nawet nie rozważał kwestionowania tego śmiałego stanowiska Lenina. ↩︎
  111. Zgodnie z programem Lewicowej Opozycji na XV Zjazd, który miał się odbyć po wypędzeniu Trockiego i Zinowjewa w grudniu 1927 r., a który oczywiście w ogóle nie uwzględniał tej platformy, proporcje te na rok 1926 określono na dokładnie 53 procent. ↩︎
  112. Trocki przywiązywał tak wielką wagę do kwestii gospodarczej, że skupił na niej wszystkie swoje wysiłki, powstrzymując się od jakiejkolwiek interwencji w kwestię gruzińską, w którą uwikłani byli Stalin, Ordżonikidze i Dzierżyński, mimo że Lenin, który już cierpiał na drugi atak choroby, 5 marca wyraźnie dał my zadanie „obrony sprawy gruzińskiej”. Podobnie, podczas gdy Lenin ogłosił zamiar „zrzucenia bomby” na Stalina na zjeździe, jeśli będzie mógł w nim uczestniczyć, Trocki milczał podczas potępień aparatu i trojki Stalina, Kamieniewa i Zinowjewa, potępień Bucharina (który określił politykę Stalina wobec narodowości jako szowinistyczną), Prieobrażeńskiego (który atakował wewnętrzny ustrój partii) i Rakowskiego, który również potępił „rusyfikację” w imieniu delegacji ukraińskiej. Wbrew wyraźnemu życzeniu Lenina – Lenin wysłał Stalinowi list zerwania w nocy z 5 na 6 marca, list, który, pochodzący od niego, wiele mówił o jego politycznej ocenie Stalina – Trocki nie sprzeciwił się ponownemu wyborowi Stalina do Sekretariatu Politycznego, ogłaszając solidarność Biura Politycznego i Komitetu Centralnego oraz wzywając partię do utrzymania dyscypliny. Jest zatem oczywiste, że dla Trockiego kwestia polityki gospodarczej była kluczowa w marcu 1923 roku; nie przewidział jednak jeszcze kampanii, która wybuchła dopiero jesienią, dotyczącej jego rzekomego „niedoceniania chłopstwa” – kampanii czysto politycznej pod przykrywką kwestii społecznych! ↩︎
  113. Wejście Trockiego do opozycji w październiku, podczas gdy w marcu desperacko starał się złagodzić napięcie w partii wywołane czysto parlamentarną walką o władzę Trojki, można wytłumaczyć poważnymi wydarzeniami lata. Wraz z pogarszaniem się sytuacji gospodarczej robotnicy przestali otrzymywać wynagrodzenia; Wybuchły dzikie strajki, w których członkowie partii, którzy nie zaakceptowali NEP-u, interweniowali, by objąć przywództwo. Należeli do nich Miasnikow i około trzydziestu członków jego grupy, znanej jako „Grupa Robotnicza”, oraz weteran Bogdanow i jego grupa „Prawda Robotnicza”. Aktywiści ci zostali wydaleni, ale – co poważniejsze – zostali najpierw aresztowani przez GPU i uwięzieni, co dało ich przywódcy, Dzierżyńskiemu, okazję do zażądania, aby Biuro Polityczne zażądało „od każdego członka partii zgłaszania GPU wszelkiej działalności opozycyjnej”. Trocki, który z dużą rezerwą odnosił się do apeli opozycji (zwłaszcza Prieobrażenskiego i Bucharina) o „przywrócenie demokracji w partii”, uznał, że prośba ta ujawniła tak wielkie „pogorszenie sytuacji w partii od XII Zjazdu”, że natychmiast zerwał sojusz, który zawarł z Zinowjewem, Kamieniewem i Stalinem. ↩︎
  114. W szczególności Mołotow i Mikojan ostro krytykowali wieloletnie projekty planowania przemysłowego i oskarżali opozycję o chęć narzucenia biurokratycznych idei ekonomicznych i poświęcenia chłopstwa rozwojowi przemysłowemu. ↩︎
  115. Te „glawy” to centralne zarządy gospodarcze utworzone w okresie komunizmu wojennego, które autorytatywnie zarządzały przemysłem państwowym w obliczu braku realnej wymiany handlowej lub rynku. Zostały one rozwiązane w 1921 roku, równocześnie z przywróceniem wolnego handlu. ↩︎
  116. Podczas przygotowań do XII Zjazdu to właśnie Rykow (przyszły przedstawiciel prawicy) – zauważając, że kapitał założycielski i obrotowy przemysłu państwowego nadal malał w latach 1922–1923 – uznał jednak, że w 1923 roku przemysł państwowy powinien być rentowny – „optymistyczne oczekiwanie”, którego Trocki, jak sam stwierdził, nie podzielał. ↩︎
  117. Alarmujący objaw, który wiele mówi o wyczerpaniu zdrowych sił partii, zwłaszcza po poprzedniej porażce w Niemczech w październiku 1923 roku. Klęska ta doprowadziła do samobójstw weteranów, takich jak Lutowinow i Eugenia Bosch, jeden z sekretarzy Trockiego, Glatzmann, oraz kilku mało znanych działaczy opozycji. Wielu działaczy opozycji płaci cenę za obronę swoich stanowisk transformacją, która zastrasza tych mniej zatwardziałych, którzy obiecują odtąd większą ostrożność. ↩︎
  118. Zwycięstwo to zostało przypieczętowane w styczniu 1925 roku usunięciem Trockiego z Komisariatu Wojny, a tym samym z rządu, któremu podporządkował się z najwyższą dyscypliną i bez uciekania się do polemik personalnych. ↩︎
  119. Trudno to ustalić, biorąc pod uwagę, że dwie przeciwstawne frakcje w partii wypowiadają się na ten temat w sposób skrajnie sprzeczny. Zagraniczni obserwatorzy są z kolei tak zszokowani straszliwym zacofaniem rosyjskiego rolnictwa jako całości, że rozróżnienie na biednych, średnich i bogatych chłopów (biedniaków, seredniaków i kułaków) wydaje im się mało istotne ekonomicznie, nie posuwając się nawet do twierdzenia, że „kułacy” to jedynie wymysł lokalnych administratorów, pragnących realizować dyrektywy partyjne (które z przyczyn politycznych przywiązują największą wagę do zróżnicowania społecznego w obrębie chłopstwa), nawet jeśli oznacza to fałszowanie danych liczbowych dotyczących poszczególnych kategorii w ich sektorze.  
    To przypuszczenie nie zszokowałoby Lenina, który pod koniec życia zauważył: „Nasz aparat państwowy jest zupełnie bezwartościowy”, a już w marcu 1919 roku, na VIII Zjeździe Partii, zauważył: „Uczciwi urzędnicy nie przyszli do nas pracować z powodu swoich zacofanych idei, oportuniści zaś są pozbawieni idei, pozbawieni uczciwości i gromadzą się u nas, bo teraz u władzy są komuniści”. Według lewicy, w 1925 roku prawdziwymi beneficjentami NEP-u było około 3–4% chłopów; ci, kułacy, rzekomo nielegalnie w tym czasie posiadali połowę zasianej ziemi (oddanej przez biednych lub średniozamożnych chłopów, którzy nie mieli środków, by ją uprawiać, a przynajmniej zarabiać na życie) i 60% maszyn; najbogatsze 2% kułaków dostarczało 60% produktów zalewających rynek. Rzekomo posiadali trzy czwarte nielegalnie dzierżawionej ziemi, na której zatrudniali, również nielegalnie, trzy i pół miliona robotników rolnych i ponad półtora miliona robotników dniówkowych, otrzymujących płace o 40% niższe niż przedwojenne. Dane te, cytowane przez Victora Serge’a w „Towards Industrialization” i powtórzone przez P. Broué w jego „The Bolshevik Party”, są nieweryfikowalne. ↩︎
  120. Nawet Trocki przyznał, że były to nieuniknione ustępstwa, wyjaśniając jednocześnie, że stały się one skutkiem zaniedbania przez „kierownictwo” istotnych wysiłków na rzecz szybszej industrializacji. ↩︎
  121. Przez „współpracę” bolszewicy rozumieli wszelkie formy pracy zrzeszeniowej, od prostego „towariczczestwa” (czyli wspólnoty rolniczej) po artele i komuny; kooperacja ta osiągnęła stadium kapitalizmu państwowego dopiero w sowchozie. W „towariczczestwie” (kołchozie) ziemia jest uprawiana wspólnie, ale zwierzęta gospodarskie i inna własność pozostają prywatne. W artelu (kołchozie) nie tylko ziemia jest uprawiana wspólnie, ale wszystkie zwierzęta gospodarskie i hodowlane przeznaczone do spożycia są własnością stowarzyszenia, a nie jego członków (w tym sensie przyszły kołchoz znajduje się poniżej poziomu artelu). W komunie same domy, ogrody i zwierzęta gospodarskie są własnością stowarzyszenia. Dystrybucja produktów jest egalitarna i nie opiera się na faktycznej pracy poszczególnych osób: jest to zatem prawdziwie komunistyczne stowarzyszenie z wewnętrznego punktu widzenia, ale jego relacje ze światem zewnętrznym są merkantylne i burżuazyjne. W sowchozie (sowchozie) własność kapitału obrotowego przechodzi w całości na państwo, a spółdzielcy stają się jedynie pracownikami najemnymi. ↩︎
  122. Należy jednak zauważyć, że w swoim charakterystycznym oportunizmie Stalin, w obliczu niepokojów w Gruzji, posunął się tak daleko, że zaproponował denacjonalizację ziemi, co oznaczałoby wyrzeczenie się przez władzę proletariacką jakiejkolwiek kontroli lub próby kontroli nad gospodarką rolną i jej rozwojem. W obliczu jednomyślnego sprzeciwu zarówno prawicy, jak i lewicy wobec takiego stanowiska, Stalin roztropnie wycofał się, twierdząc, że tylko wrogowie władzy radzieckiej mogli rozpowszechniać takie plotki! ↩︎
  123. Wiemy, że w 1925 roku 900 milionów rubli zainwestowanych w handel prywatny przynosiło rocznie 400 milionów rubli odsetek, które oczywiście traciły na rozwoju sił wytwórczych, na czym nepmanom zupełnie nie zależało! ↩︎
  124. W rzeczywistości opierało się to na Engelsie, który, ostro atakując francuskich socjalistów, którzy chcieli „bronić drobnej własności”, zauważył, że partia proletariacka nie powinna sprzyjać ruinie drobnego chłopstwa. Patrz sam Lenin w „Raporcie o stosunku proletariatu do demokracji drobnomieszczańskiej” z 27 listopada 1918 roku. ↩︎
  125. Zostało to wyjaśnione w dwutomowym dziele „Nowa gospodarka”, którego tylko pierwszy tom ukazał się przed delegalizacją lewicy, a który został przetłumaczony z rosyjskiego i znany na Zachodzie dopiero znacznie później. ↩︎
  126. Sam fakt, że te „inne siły” się ujawniły, dowodzi jednak trafności marksistowskiej myśli Bucharina, która miała jedynie pecha „przewidzieć” dokładnie to, co wydarzy się dopiero ćwierć wieku później, ale dopiero w ostatniej chwili zrozumiała, co rozwijało się na jej oczach! ↩︎
  127. Tylko ona to uczyniła. Zdegenerowani uczniowie Trockiego, równie nieszczęśliwi w tym, jak i we wszystkim, zrehabilitowali Bucharina jedynie jako rzekomego zwolennika „demokracji proletariackiej”. Wiedząc z jednej strony o roli, jaką odegrał wobec lewicy, dla której „demokracja proletariacka” oznaczała „obronę partii”, i jego odmowie utworzenia w 1927 roku bloku prawicowo-lewicowego, który ostatecznie zagwarantowałby tę obronę przed centrum, a z drugiej strony, wiedząc, że Bucharin był najprawdopodobniej autorem konstytucji z 1936 roku, którą Trocki właśnie potępił, można jedynie podziwiać oślepiającą siłę demokratycznego uprzedzenia. ↩︎
  128. Był to kompromis z chłopstwem, ale w pewnym sensie także z rynkiem światowym, gdyż Lenin, doskonale zdając sobie sprawę, że jego presja zmusi Rosję do przyjęcia surowych metod kapitalistycznych, ostrzegał przed niebezpieczeństwem ucieczki przed tą próbą, czyli wycofaniem się w autarkię. W 1925 roku Bucharin kontynuował obronę właśnie leninowskiego stanowiska, zwalczając wyraźne już tendencje autarkiczne (liderzy biznesu domagali się „prawdziwie ochronnych” ceł dla rosyjskiego przemysłu, a nie wyłącznie fiskalnych), jednocześnie realizując tzw. zwrot „prokułacki”. Jeśli chodzi o rzekomą stalinowską „radykalizację”, miała ona zerwać z rynkiem światowym w jak największym stopniu, a jednocześnie zmiażdżyć kułactwo. ↩︎
  129. Ten osąd Calvina Hoovera, amerykańskiego obserwatora przymusowej kolektywizacji i autora pracy „Życie gospodarcze Rosji Sowieckiej” (1932), doskonale oddaje „wąski zdrowy rozsądek” potępiony przez Trockiego w „Ich moralności i naszej” na ten sam temat. Niestety, osąd ten nie ograniczał się do przeciwników komunizmu, takich jak Hoover, ponieważ ostatecznie wyjaśnia straszliwą epidemię wyrzeczeń, która ogarnęła rosyjskich komunistów w latach 1927–1930. ↩︎
  130. Nie ma sprzeczności między stwierdzeniem tego a odmową poparcia takiej polityki przez nurt proletariacki. Jedną z hańb oportunizmu jest przekonanie o konieczności uginania się pod jakąkolwiek „koniecznością historyczną”, skoro już została ona uznana. R. Luksemburg słusznie zauważyła, że w rzeczywistości zawsze istniały dwie sprzeczne ze sobą konieczności historyczne: kapitalizmu i socjalizmu. Choć „ich” często było silniejsze, to jednak miało „znacznie mniejszy impet niż nasze”, który ostatecznie zwyciężył. Można łatwo odrzucić argument, że przyznanie, iż partia marksistowska nie mogła zastosować „metod rewolucyjnych” tam, gdzie Stalin to zrobił, kompromituje sam marksizm, uznając „niższość”, którą Stalin sam wyeliminował. Ale marksizm jest doktryną rewolucji socjalistycznej, a nie poprawy sytuacji w krajach zacofanych – historycznym przedsięwzięciem, w którym nie ma znaczenia, czy inne nurty polityczne i społeczne roszczą sobie prawo do jakiejkolwiek „wyższości”. Jedyną prawdziwą zdradą marksizmu jest właśnie przypisanie temu dziełu jakiegokolwiek znaczenia socjalistycznego, czy to modernizacji Rosji, czy Chin, stalinizmu, czy maoizmu. ↩︎
  131. Wnikliwy obserwator Rosji (gdzie przebywał w czasie „przymusowej kolektywizacji”) i obiektywny historyk, ale fatalny polityk i żałosny teoretyk, gdy tylko Lenin przestał go karmić, stalinowski-trockista Isaac Deutscher wykrzykuje gdzieś, że jeśli transformacja, która w ciągu kilku lat zmienia sposób produkcji setek milionów ludzi, nie jest „rewolucją społeczną”, to on nie wie, czym jest rewolucja społeczna. Niech tak będzie. Międzynarodowa Partia Komunistyczna nigdy nie negowała rewolucji kapitalistycznej dokonanej w Rosji po 1927 roku ani jej historycznej konieczności, ale utrzymuje, że transformacja agrarna lat 1929–1930 nadała tej rewolucji, nawet jako rewolucji kapitalistycznej, zacofany charakter, co udowadnia, przytaczając żałosne dane dotyczące plonów rolnych – niepodważalne potępienie tego, co nawet obserwator tak przychylnie nastawiony do Rosjan jak ekonomista Chombart de Lauwe słusznie nazywa „aberracyjnym kołchozem”. ↩︎
  132. Bucharin nie wiedział jeszcze w 1928 roku, że Zjednoczona Lewica i Stalin, więcej niż dwie frakcje tej samej partii, stanowiły dwie partie wyrażające przeciwstawne interesy klasowe, i że on sam należał do tej samej partii klasowej co Zjednoczona Lewica, a nie do partii Stalina. Zwrócił się zatem do Stalina, do frakcji Stalina, którą chciał przekonać, ponieważ wydawała mu się ona użytecznym sojusznikiem w zapobieganiu zwycięstwu lewicy. To nie poglądy lewicy na kwestię partyjną, ani nawet jej krytyka socjalizmu w jednym kraju, nastawiały Bucharina przeciwko niej, ponieważ jego własne poparcie dla niej zawsze było jedynie manewrem politycznym – z jednej strony jego przekonania naukowe, z drugiej zaś jego stanowisko w kwestii autarkii lub nieautarkii rosyjskiej gospodarki, uniemożliwiające mu kiedykolwiek potraktowanie jej dosłownie, a przede wszystkim podzielanie jej nacjonalistycznych implikacji. Tym, co nastawiało Bucharina przeciwko lewicy – co ostatecznie doprowadziło go do zgubnego sojuszu ze stalinowskim centryzmem – było jego przekonanie, że triumf jego idei polityki gospodarczej doprowadzi do straszliwej degeneracji państwa robotniczego. Tak właśnie stało się wraz ze zwrotem Stalina w lewo, ale jest całkiem jasne, że jeśli ktokolwiek mógł zważać na to ostrzeżenie, póki jeszcze istniał czas, to nie Stalin, potencjalny przywódca rodzącej się nowej partii, lecz bolszewicka lewica. ↩︎
  133. Wychowywani od 1921 roku w duchu „sojuszu z chłopstwem”, a od 1923 roku w przekonaniu, że „wrogość wobec chłopstwa” jest trockistowskim odchyleniem, działacze partyjni, a nawet urzędnicy, nie bez trudu przystosowali się do zmian, sprzeciwiając się lub krytykując środki nadzwyczajne. Represje były bezwzględne, podobnie jak „Kampania ideologiczna” przeciwko nim, ale fikcja jednomyślności w Biurze Politycznym utrzymywała się (przy współudziale Bucharina, Rykowa i Tomskiego) do stycznia 1929 roku. Nawet w październiku 1928 roku, w trakcie walki z Bucharinem, Stalin miał czelność oświadczyć: „W Biurze Politycznym nie ma prawicowców. W Biurze Politycznym jesteśmy zjednoczeni i pozostaniemy zjednoczeni do końca”. Bardzo nierozważnie prawica pozwoliła mu na to i pozostawiła swoich zwolenników jego atakom: uznała, że nie może pozwolić, by odsunięto ją od kierownictwa przed upadkiem Stalina, który uważała za nieunikniony i który stanowiłby krytyczny moment dla rewolucji. ↩︎
  134. Trocki, przekonany o ostatecznym zwycięstwie prawicy, mówił o „ostatniej fazie termidora”. ↩︎
  135. Bucharin dopiero co został publicznie potępiony. ↩︎
  136. Stalin, oczywiście, podkreślał spontaniczny charakter ruchu kołchozowego, co dało mu okazję do przedstawienia jednej z tych „teorii”, które są policzkami dla marksizmu. W artykule z sierpnia 1930 roku, „Problemy ekonomiczne ZSRR”, Trocki przedstawia tezę Stalina, aby ją obalić: „Dlaczego” – pyta Stalin swoich nieszczęsnych słuchaczy – „w naszym kraju, w warunkach nacjonalizacji ziemi, tak łatwo (przyp. red.!) wykazać wyższość kołchozu nad małym indywidualnym gospodarstwem rolnym? Właśnie w tym przejawia się wielka rewolucyjna wartość radzieckich ustaw rolnych, które zniosły rentę absolutną… i wprowadziły racjonalizację ziemi”. Bardzo zadowolony z siebie, kontynuował Trocki, … Stalin twierdzi, zaleca się, aby agrarni marksiści (przyp. red.: to są bucharinowcy, których Trocki chce zawstydzić za ich sojusz ze Stalinem) nie wymieniali spojrzeń, nie wycierali nosa z zażenowania, a przede wszystkim nie ukrywali pod stołem tomu 3 Kapitału i teorii Marksa o rencie gruntowej. Według Stalina, zachodni chłop jest związany z ziemią rentą absolutną, a ponieważ zabiliśmy tę bestię, przeklęta władza ziemi nad chłopem … zostaje w ten sposób definitywnie unicestwiona … W warunkach rynku komercyjnego renta gruntowa stanowi sumę produktów, które właściciel ziemski może uzyskać z całości produktów uprawnych … Można by mówić o rzeczywistym zniesieniu renty absolutnej dopiero po uspołecznieniu ziemi na całej naszej planecie, to znaczy po triumfie światowej rewolucji. Cokolwiek biedny Stalin może powiedzieć, jest niemożliwe, w ramach narodowych, nie tylko zbudować socjalizm, ale nawet znieść absolutne renta… Na rynku światowym renta gruntowa znajduje swój wyraz w cenie produktów rolnych. Ponieważ rząd radziecki jest eksporterem tych produktów, państwo radzieckie, uzbrojone w monopol na handel zagraniczny, prezentuje się na rynku światowym jako właściciel ziemi… W konsekwencji realizuje rentę gruntową, którą posiada, w cenie tych produktów. Gdyby z technicznego punktu widzenia nasze rolnictwo… było na tym samym poziomie co rolnictwo krajów kapitalistycznych, renta absolutna przybrałaby swoją najbardziej oczywistą i wyrazistą formę właśnie w naszym kraju, ZSRR. Jeśli Stalin, zamiast realizować rentę absolutną na rynku światowym, chwali się jej zniesieniem, wynika to z obecnej słabości naszego eksportu i nieracjonalnego charakteru naszego handlu zagranicznego, do którego nie tylko renta absolutna, ale i wiele innych rzeczy spieszy się bez śladu. „Kolektywizacja gospodarstw chłopskich po raz kolejny dowodzi, że jedną z istotnych cech naszej narodowosocjalistycznej filozofii jest idealizacja naszej izolacji i zacofania gospodarczego”. Tak więc Trocki obala absurdalną próbę Stalina, by przedstawić jako ruch komunistyczny „ruch kolektywistyczny o wielkich rozmiarach, ale bardzo niestabilny i prymitywny w swojej treści”. Ruch ten jest prymitywny, ponieważ reprezentuje – jak zauważyliśmy – ucieczkę części drobnego chłopstwa z nędzy zupełnie nieznanej na Zachodzie. „Jeśli rosyjscy chłopi” – kontynuuje Trocki – „rozstają się z pewną działką ziemi stosunkowo łatwo, to nie z powodu nowego argumentu Stalina, który rzekomo uwolnił ich od renty absolutnej, ale z tych samych powodów, które przed rewolucją październikową spowodowały okresową redystrybucję ziemi, a mianowicie brak renty różnicowej, która powstaje w gospodarstwie rolnym w szczytowym momencie”. Co dokładnie wyjaśnia konserwatywnego ducha zachodniego drobnego właściciela ziemskiego, którego przywiązanie do swojej działki rośnie wprost proporcjonalnie do nakładów energii i pieniędzy dostarczanych zarówno przez niego, jak i przez jego przodków. W przeciwieństwie do swoich zdegenerowanych uczniów, Trocki w żaden sposób nie idealizował ruchu kołchozowego, którego zacofany charakter on wręcz przeciwnie krytykował jako marksista. ↩︎
  137. Amerykański świadek „przyspieszonej kolektywizacji”, C. Hoover, napisał w 1932 roku: „Aby wzmocnić grupę 25 000 robotników utworzoną w celu zorganizowania nowych kołchozów, za wszelką cenę zrekrutowano każdego możliwego mieszkańca miasta, aby udał się na wieś. W Moskwie zmobilizowano studentów wyższych szkół muzycznych, aby zanieśli rewolucję kulturalną do kołchozów; z moskiewskich klinik i szpitali sprowadzono lekarzy i pielęgniarki, aby zaspokoili potrzeby kołchozów, a także stale rosnącą liczbę nauczycieli… studentów rolnictwa… Chłopi mieli tendencję do postrzegania wszystkich przybywających z miasta jako agentów władzy radzieckiej… W regionach zamieszkanych przez mniejszości narodowe powstańcy często zabijali wszystkich Rosjan w swoich nalotach, nie zważając na ich sympatie polityczne”. Każdy mieszkaniec miasta wysłany na wieś musiał zostać żołnierzem sprawy komunistycznej, aby ocalić własne życie. (Uwaga redaktora: Hoover nie był marksistą i nic nie wiedział o „sprawie komunistycznej”: miał na myśli ofensywę rządową)… Wielu robotników, którzy przybyli z miast, aby zarządzać kołchozami, zostało zamordowanych. Najbardziej przerażające historie o robotnikach torturowanych przez chłopów były przekazywane ustnie, ponieważ rząd rzadko pozwalał, aby takie wiadomości pojawiały się w prasie… i wiele opowieści o chłopach otaczających domy robotników nocą i podpalających je” („Życie gospodarcze ZSRR”, 1932). ↩︎
  138. Hoover zauważa w wyżej wymienionym dziele: „Dochodziło do powstań zwłaszcza na Kaukazie Północnym, w małych republikach Federacji Kaukaskiej, w Turkiestanie, a nawet w obwodzie riazańskim, kilka godzin drogi od Moskwy”. Bunty te miały miejsce zazwyczaj w regionach zamieszkanych przez mniejszości narodowe, gdzie tradycja obrony wolności siłą oręża wciąż trwała, a poczucie solidarności narodowej nie zdołało przekonać chłopów do kolektywizacji, ale nie ograniczały się one do tych regionów. ↩︎
  139. Podobno miał miejsce jeden przypadek, gdy wojsko odmówiło wykonania rozkazu strzelania do tłumów chłopów. Co więcej, Deutscher opisuje konsternację oficera GPU, którego spotkał w tym czasie w Rosji, weteran wojny domowej z lat 1918–1921, który „całkowicie stracił nadzieję na wszystko po ostatnim doświadczeniom na wsi” – reakcja, która prawdopodobnie nie była rzadka. ↩︎
  140. Tysiące czytelników odnalazło tę definicję w niedokończonej rewolucji „marksisty” Isaaca Deutschera, któremu należy się uznanie za sformułowanie, w całej ich czystości, najbardziej nie do utrzymania tez oportunizmu, ignorując wszelkie demagogiczne pułapki, którymi są one zazwyczaj otoczone. ↩︎
  141. Teza przytoczona powyżej na potrzeby niniejszej dyskusji implikuje, że zniszczenie partii bolszewickiej (czemu ośmielają się zaprzeczać jedynie zatwardziali staliniści) nie oznaczało zniszczenia partii klasowej proletariatu i utraty przez nią władzy, lecz jedynie eliminację dotychczas dominującego nurtu, który stanowił mieszankę komunizmu i burżuazyjnej demokracji rewolucyjnej. Nie drżyjmy i zobaczmy, co to oznacza: gdyby to była prawda, polityczna kontrrewolucja lat 1927–1929 nie miałaby większego znaczenia dla socjalizmu niż dla kapitalizmu zastąpienie republiki jakobińskiej (politycznej formy rewolucji demokratycznej) burżuazyjnym imperium Napoleona, po serii transformacji, które pominiemy. W obu przypadkach każdy, kto zastanawia się nad historią, może uznać tę zmianę polityczną za „godną pożałowania”, ale w żadnym z nich nie uniemożliwia ona zwycięskiego rozwoju rewolucji społeczno-ekonomicznej (socjalistycznej w przypadku stalinowskiej Rosji, kapitalistycznej w napoleońskiej Francji); dotyczy to ich reżimów i pozostaje prawdą dla wszystkich, które po nich nastąpiły, w tym dzisiejszego reżimu poststalinowskiego. Jednakże globalny rewolucyjny internacjonalizm partii bolszewickiej przestaje być uważany za istotną cechę, bez której nie ma już partii klasowej, czyli nienaruszalną zasadę programu komunistycznego. Staje się on rodzajem ozdoby, która zdobi republikę leninowską, tak jak cnota jakobińska zdobi republikę Robespierre’a, ale która ostatecznie okazała się równie zbędna! Upadek Międzynarodówki Komunistycznej, globalna hańba, jaka spadła na komunizm, druga wojna imperialistyczna i bezsilność klasy robotniczej w jej zakończeniu, polityczna dezorganizacja, która trwa ćwierć wieku później i napędza dobrobyt współczesnego kapitalizmu – wszystko to jest zatem ignorowane lub uznawane za drugorzędne. Można się zastanawiać, jaka doktryna, choćby najbardziej konserwatywna i tradycjonalistyczna, mogłaby być bardziej odrażająca niż to światowe rozmywanie rewolucyjnego marksizmu. ↩︎
  142. Jedynym „podstawowym” elementem narracji, która przedstawia epokę stalinowską jako epokę czystej rewolucji komunistycznej (i która wytrzymuje polityczną kontrolę jeszcze gorzej niż jakakolwiek inna¹⁴¹), jest fakt, że wojna domowa, która zakończyła epokę bolszewicką, nie była, jak obawiali się bolszewicy, wojną wsi z miastem, lecz raczej wojną miasta ze wsią. Rozważmy to – mówi nam teza renegacka – dodajmy do tego fakt, że w formach ekonomicznych, a nie militarnych, ta „wojna” trwała do 1940 roku (logicznie powinna trwać do 1956 roku, czyli do reform Chruszczowa!), a przede wszystkim nie zapominajmy o państwowej własności przedsiębiorstw przemysłowych i planowaniu, a otrzymamy wierny obraz czystej rewolucji komunistycznej. To z pewnością podsyciło uzasadnioną nieufność i wrogość proletariatu wobec chłopstwa-właścicieli ziemi; Nieszczęsne jest to, że walka między miastem a wsią, daleka od unikatowej dla komunizmu, jest tak stara jak sama cywilizacja 
    Niewątpliwie trwa ona pod dyktaturą proletariatu, w fazie przejściowej do socjalizmu, ale właśnie wtedy, i tylko wtedy, traci ona swój odwieczny charakter ekonomicznego, moralnego i intelektualnego ucisku wsi przez miasto, przekształcając się w stopniowe zniesienie rozdziału między miastem a wsią. Niewątpliwie proletariat może i musi wywierać swoją presję klasową na drobne klasy posiadaczy ziemskich na wsi. Niewątpliwie może zostać doprowadzony (jak to miało miejsce podczas rosyjskiej wojny domowej) do użycia wobec nich przemocy. Czego proletariat nie może i nigdy nie będzie w stanie dokonać, na żadnym etapie swojej walki (nawet na bardzo niskim szczeblu, na którym był zmuszony ją prowadzić w Rosji), to wyzwolenie się poprzez ucisk i ucisk innych klas, poprzez przykucie ich do nędzy klas posiadających. Polityka Lenina nigdy nie zbłądziła z powodu „pacyfizmu” ani „demokratyzmu” (!): była po prostu zgodna z tą istotą socjalizmu; a socjalizm jest niczym, jeśli nie jest samym procesem emancypacji proletariatu, która, w przeciwieństwie do emancypacji burżuazyjnej, nie jest ustanowieniem wiecznego panowania jednej klasy nad innymi, lecz ich rozpadem w harmonii społeczeństwa bezklasowego. Choć deklarowała osiągnięcie „socjalizmu w jednym kraju”, polityka stalinowska nie zasługuje już nawet na miano kontynuacji polityki „budowania swoich materialnych baz”, która, choć nieskończenie skromniejsza w swoich ambicjach, w pełni zasługiwała na miano proletariackiej i komunistycznej. Niezależnie od tego, czy weźmiemy pod uwagę stosunki panujące między miastem a wsią, czy sytuację proletariatu w społeczeństwie rosyjskim, cała jej historia gospodarcza po 1929 roku pokazuje, że Rosja jest obecnie zdominowana przez nową, prymitywną akumulację kapitału, którą państwo własnościowe planuje zgodnie z liniami narzuconymi mu przez wymogi imperialistycznej potęgi ZSRR; W tym dziele jedyną przeszkodą, którą musi pokonać, są skromne potrzeby mas, nie tylko klasy robotniczej, ale w pewnym stopniu także chłopstwa. I choć kapitalistyczny cynizm i wiekowe tradycje oszustwa i ucisku klasowego wystarczają, nie powstrzymuje go to od przyjęcia bohaterskiej postawy walki na śmierć i życie z potężnym i groźnym wrogiem! ↩︎
  143. Inwestycje w przemysł w 1929 roku, już i tak żałośnie niskie, sięgnęły 7,6 miliarda rubli! Nie wiemy, jaka część z tego byłaby potrzebna, aby zaopatrzyć rolnictwo w 250 000 traktorów, które wówczas uznawano za niezbędne, ale 400 milionów rubli z majątku kułackiego to z pewnością marna suma w porównaniu z tym. ↩︎
  144. Marks powiedział o tym „wulgarnym” i redystrybucyjnym komunizmie, że jego istotą jest zazdrość, która jest przeciwieństwem, a nie zaprzeczeniem własności burżuazyjnej. ↩︎
  145. Aby się o tym przekonać, wystarczy porównać histeryczne okrzyki na rzecz „eksterminacji” kułaków (którzy, według Trockiego, wtrącani do łagrów, wszędzie ścigani i pozbawieni możliwości angażowania się w jakąkolwiek działalność gospodarczą, nawet jako robotnicy, niekiedy uciekali się do bandytyzmu) z klarownymi argumentami Lenina z lat 1921–1922 na rzecz dzierżawy rosyjskich przedsiębiorstw zagranicznym kapitalistom, którzy mogliby chcieć zainwestować tam swój kapitał, oraz z jego sarkazmem wobec samochwałów, którzy szczycą się „budowaniem komunizmu własnymi rękami”. Antykapitalizm Lenina jest nieskazitelny: tyle że jest to antykapitalizm proletariacki i współczesny, a nie ideologia socjalistyczno-rewolucyjna. ↩︎
  146. Cytaty pochodzą z książki P. Brouégo „Partia Bolszewicka”. ↩︎
  147. Po 1929 roku mamy do czynienia z nową klasą robotniczą, która nie ma nic wspólnego z proletariatem Października, „cudem historii”, jak trafnie opisał ją w przypływie liryzmu Prieobrażenski. Nie sposób zrozumieć straszliwego regresu politycznego i społecznego, jaki nastąpił od czasów wojny domowej, nie mając w pamięci tego zjawiska gigantycznej transformacji. ↩︎
  148. Warto zauważyć, że Lenin, który później krytykował Trockiego w swoim słynnym „Testamencie” za „nadmiernie biurokratyczne pojmowanie rzeczy”, przez długi czas sprzeciwiał się żądaniom Trockiego rozszerzenia uprawnień Gosplanu. To sam Trocki, krytykując stalinowskie planowanie, wskazał, jakie mogły być motywy Lenina: żadna władza administracyjna nie może wykroczyć poza realne warunki ekonomiczne, a socjalistycznej kontroli nad gospodarką społeczną nie da się osiągnąć wyłącznie siłą woli. Oczywiste jest nie tylko to, że Bucharin był bliższy Leninowi i marksizmowi, gdy walczył z „planistami” niż sam Trocki, ale także to, że w obliczu niedorzeczności pierwszego planu pięcioletniego Stalina, krytyka Trockiego odzwierciedlała istotę argumentacji Bucharina. W rzeczywistości, jak zauważyliśmy w odniesieniu do polemiki z 1932 roku, Trocki nigdy nie przypisywał planowaniu państwowemu magicznych zalet przypisywanych mu przez stalinizm, a jego walka nigdy nie wykraczała poza granice marksistowskiego determinizmu. Wspomniana krytyka nie stanowi zatem prawdziwego „punktu zwrotnego”. ↩︎
  149. Ironia jest oczywiście wymierzona w stalinowski woluntaryzm, który rości sobie prawo do osiągnięcia, wyłącznie dzięki władzy państwowej, kontroli społeczeństwa nad jego własną produkcją. Kontrola ta nie jest z natury niemożliwa, wbrew temu, co sugerują dzisiejsi poststalinowscy reformatorzy, ale zakłada upowszechnienie pracy spółdzielczej i zaprzestanie walki wszystkich ze wszystkimi pod wpływem potrzeby. ↩︎
  150. Jest zatem oczywiste, że Trocki nie twierdzi, iż gdyby bolszewizm nadal rządził, osiągnąłby społeczną kontrolę nad gospodarką merkantylną. Jego krytyka jedynie demaskuje iluzję, którą próbuje stworzyć stalinizm. ↩︎
  151. Wiemy, że w 1932 roku, czyli w dniu powstania cytowanego tekstu, Trocki nie przyznał, że reżim został obalony, co nie umniejsza wartości krytyki wymierzonej w przechwałki o „socjalizmie w jednym kraju”. ↩︎
  152. Produkcja żywności należy do sektoru B. Omawiamy ją osobno, ponieważ porusza ona nie tylko wszystkie kwestie poruszone w tabeli obok, ale także kwestię reakcji kołchoźników na ucisk ekonomiczny wielkiego, państwowego kapitału przemysłowego. ↩︎
  153. Co dziwne, Sowieci, którzy rzekomo „zmiażdżyli burżuazyjno-demokratyczną rewolucję” i stworzyli „czysto komunistyczną” rewolucję, zgodnie z… śmiałą konstrukcją Deutschera, nie ukrywają faktu, że rewolucja październikowa ostatecznie „przyniosła większe korzyści” chłopom, których standard życia wzrósł rzekomo o 11%, niż klasie robotniczej, która musiała zadowolić się jedynie 7%. ↩︎
  154. Socjalizm jest w równym stopniu racjonalizacją, co wzrostem konsumpcji, a przede wszystkim harmonizacją życia społecznego wynikającą z zaniku klas o rozbieżnych interesach. W swojej ostatecznej, pasożytniczej fazie kapitalizm niewątpliwie czasami zwiększa masową konsumpcję, ale okresy te ostro kontrastują z innymi, gdy z powodu wojny lub kryzysu sama konsumpcja znacznie spada. Co więcej, nie należy zapominać, że kapitalizm zwiększa potrzeby bardziej niż rzeczywistą konsumpcję i że choć może do pewnego stopnia deprawować masy pracujące, ich potrzeby i konsumpcja w danym momencie zawsze różnią się od potrzeb i konsumpcji wyższej burżuazji, a nawet klasy średniej, w której bezwstydne marnotrawstwo jest bezpośrednio związane z troską o prestiż społeczny. Patrząc z perspektywy początku wieku, obecne potrzeby mas pracujących i sama ich konsumpcja mogą wydawać się „burżuazyjne”, ale takie postępowanie nie ma większego sensu. Ważne jest, że ich burżuazyjny postęp zaostrza, a nie łagodzi antagonizm ekonomiczny, tak że dzisiejsi robotnicy nie są kopią burżuazji sprzed pięćdziesięciu lat, lecz dzisiejszymi uciskanymi i wyzyskiwanymi, z samochodami, lodówkami i innymi tego typu drobiazgami czy bez nich. Każde inne rozumowanie jest już podejrzane, ale co z ordynarnym równaniem przyspieszonej mechanizacji (która jest tylko jednym aspektem rozwoju sił wytwórczych, które w oczach marksizmu tkwią zasadniczo w zdolnościach produkcyjnych ludzi, które kapitalizm utrzymuje na niskim poziomie poprzez ogłupienie i okaleczenie spowodowane specjalizacją) i socjalizmu z jednej strony, a zwiększonej konsumpcji i… kapitalizmu z drugiej! ↩︎
  155. Od 33 do 88% na produkcję olejów roślinnych, tłuszczów jadalnych i mięsa; 100% na tytoń i brandy, co jest mniej szokujące. ↩︎
  156. Carstwo, z jego półkolonialną zależnością od mocarstw Ententy i niezwykłym archaizmem armii, było wszystkim, tylko nie nowoczesnością! ↩︎
  157. Opublikowane przez J. Chombarta de Lauwe w jego dobrze udokumentowanej pracy „Chłopi radzieccy” (1961). Zapożyczyliśmy od niego dane liczbowe dotyczące plonów z hektara i jakościowej ewolucji upraw. ↩︎
  158. Wyniki za rok 1965 przedstawiają się następująco: bydło: indeks 110 (+10%) krowy: 95 (-5%) świnie: 180 (+80%) owce: 103 (+3%) ↩︎
  159. Pominiemy tutaj argument pozaekonomiczny i pozahistoryczny, że ta rewolucja, która wprowadziła, a następnie upowszechniła spożycie mięsa obok tradycyjnych zbóż, była katastrofalna dla zdrowia gatunku — doktryna odmiany „burżuazyjnego socjalizmu”, wyśmiewana przez Marksa i Engelsa, a mianowicie „wegetarianizm”. ↩︎
  160. Druga seria podaje następujące dane dotyczące inwestycji przemysłowych: 1929: 7,6 miliarda (zamiast 2,615 miliarda w powyższej tabeli); 1930: 18,7 miliarda; 1931: 18,4 miliarda; 1932: 21,6 miliarda; 1933: 18 miliardów; 1934: 23,7; 1935: 27,8; 1936: 33,8; 1937: 38,1 miliarda (zamiast 13,928); 1939: 40,8 miliarda; 1940: 43,2 miliarda. Ta liczba, podobnie jak pierwsza, pochodzi ze źródła radzieckiego i nie znamy przyczyn tych ogromnych różnic. Bettelheim, który czerpie swoje dane z pracy z 1936 roku, SSSR Strana sotsializma, sam podaje procent 25% dla 1931 roku, 20% dla 1932 roku i 18% dla 1935 roku, które są znacznie niższe niż te, które można obliczyć na podstawie tych danych. Wydaje się, że różnica wynika z faktu, że odnosi dane dotyczące inwestycji w rolnictwie nie do danych dotyczących inwestycji przemysłowych, ale także do inwestycji w gospodarce jako całości, biorąc pod uwagę transport i handel. ↩︎
  161. Ekspansja kołchozów jest widoczna w poniższym zestawieniu danych radzieckich, które podają odsetek uprawianej przez nie ziemi: 1929: 3,9% (oczywiście przed ofensywą jesienną); 1930: 52,7%; 1932: 61,5%; 1937: 93%. ↩︎
  162. Chombart de Lauwe powołuje się tu na „nieopublikowany dokument”, który prawdopodobnie otrzymał od członka instytutów naukowych, do których uczęszczał, ale którego partia pseudokomunistyczna najwyraźniej nie miała interesu w rozpowszechnianiu, ponieważ rzuca on światło na jedną z przyczyn bankructwa rolnictwa. Naiwny francuski specjalista, który myli stalinizm z komunizmem, nawet tego nie zauważył, ponieważ ocenia (z oficjalnej perspektywy reżimu), że „jeśli przyjąć perspektywę polityki rolnej ZSRR opartą na marszu do komunizmu”, absolutne pierwszeństwo przemysłu ciężkiego „nie jest szokujące”!!! Kolejny, który nie rozumie, że „marsz do komunizmu” to proces emancypacji proletariatu, który z pewnością nie ogranicza się do dobrego odżywiania, ale go zakłada – zwłaszcza po pięćdziesięciu latach tak zwanego reżimu komunistycznego! ↩︎
  163. W swojej książce o Stalinie I. Deutscher zauważa, że w styczniu 1934 roku, gdy minął najgorszy okres kryzysu rozkułaczania i głodu, Stalin zapewnił na plenarnym posiedzeniu Komitetu Centralnego, że skoro niebezpieczeństwo zostało zażegnane, nie ma już potrzeby forsowania industrializacji w tak przyspieszonym tempie, jak w ciągu pierwszych pięciu lat. Dodaje: „Kilka dni później wrócił na mównicę, opisując niebezpieczeństwa zagrażające wsi. Zaskoczył partię stwierdzeniem, że kołchozy mogą stać się dla reżimu jeszcze groźniejsze niż gospodarstwa prywatne” (podkreślenie dodane). „Wcześniej chłopi byli rozproszeni i reagowali powoli. Od czasu kolektywizacji zorganizowali się w zwarte grupy, które mogły wspierać Rady, ale też skuteczniej im się przeciwstawiać niż niezależni rolnicy”. Aby umożliwić partii ich ścisłe monitorowanie, utworzono wiejskie sekcje polityczne. Tutaj widzimy pełną różnicę w funkcjonowaniu partii w porównaniu z epoką bolszewicką: wówczas, gdy ubolewano nad słabą obecnością polityczną Komunistycznej Partii Rosji na wsi, wynikało to ze słabości wpływów proletariackich i komunistycznych; w 1934 roku chodziło już tylko o zapewnienie państwowej policji na wsi! ↩︎
  164. Dane liczbowe pochodzą od Chombarta de Lauwe w jego książce „Sowieccy chłopi”. Autorowi należy się uznanie za podkreślenie, że wcale nie oznacza to likwidacji indywidualnej gospodarki kołchozowej, której katastrofalny wpływ na ogólną gospodarkę rolną władze sowieckie niechętnie przyznają, z oczywistego powodu, że jest to sprzeczne z doktryną Statutu Kołchozowego z 1935 roku i Konstytucji z 1936 roku, zgodnie z którymi „kołchozowa droga do socjalizmu (! sic!) jest jedyną słuszną drogą”. Według tych dwóch pomników oportunistycznej hańby, podejmując „zobowiązanie do konsolidacji kołchozów, uczciwej pracy, podziału dochodów według wkładu pracy, ochrony własności zbiorowej, troskliwego zachowania majątku kołchozowego, należytej opieki nad końmi i wypełniania zadań zleconych przez państwo robotnikom i chłopom”, chłopi mieli nadać swoim kołchozom „prawdziwie bolszewicki charakter”, jednocześnie zapewniając sobie „komfort”. Ponieważ jednak „dobrobyt” nadchodził powoli, chłopi nic z tego nie zrobili, co zresztą nie miałoby nic wspólnego z „bolszewizmem”. ↩︎
  165. Dane pochodzą z „Statystycznego Kompendium Gospodarki Narodowej ZSRR” z 1957 r. oraz z badania ONZ z 1959 r. dotyczącego sytuacji gospodarczej w Europie, cytowanego przez Chombarta de Lauwe w pracy wielokrotnie wspomnianej powyżej. ↩︎
  166. Ten jasny opis pochodzi z książki Chombarta de Lauwe „Chłopi radzieccy”, podobnie jak poniższe szczegóły. ↩︎
  167. Doskonała demonstracja faktów krytyki, jakiej Marks poddał utopię emancypacji robotników poprzez zastąpienie przedsiębiorstwa należącego do pracodawcy spółdzielnią. ↩︎
  168. Chombart de Lauwe, „Chłopi radzieccy”. ↩︎
  169. Bettelheim podaje następujące dane za rok 1938: udział indywidualnych kołchozów w handlu kołchozowym: 73%; udział kołchozów: 3/5 z pozostałych 25%, ostatnie 2/5 należące do ostatnich Mohikanów z gospodarstwa indywidualnego. ↩︎
  170. Nieoceniony obserwator Chombart de Lauwe pisze na ten temat: „Rolnik w Basenie Paryskim byłby zupełnie zdezorientowany, gdyby mu powiedziano, że ma dwudziestu robotników do uprawy 200 hektarów, ale nie sposób wiedzieć, czy każdy robotnik zapewni mu 1500 czy 3000 godzin pracy”. Otóż przewodniczący kołchozu znajduje się w podobnej sytuacji, ponieważ członek kołchozu dzieli swój czas między gospodarstwo indywidualne a kołchoz… Absencja robotnicza stanowi poważny problem w kołchozie” – i przytacza przykład z radzieckiej literatury ekonomicznej: „W drugiej brygadzie rolniczej kołchozu w obwodzie kałuskim jest 63 mężczyzn zdolnych do pracy. Znaczna część z nich nie uczestniczyła w kolektywnej produkcji w 1955 roku. W styczniu nie pracowało 26 osób, w lutym 31, w marcu 32, w kwietniu 29, w maju 19, w czerwcu 22, w lipcu 15, w sierpniu 11, we wrześniu 23, w październiku 20, w listopadzie 27 i w grudniu 25. Mimo to kołchoz mógł zapewnić pracę wszystkim członkom kołchozu. Przy ilości posiadanej ziemi mógłby kilkukrotnie zwiększyć pogłowie bydła, dać więcej pracy członkom kołchozu w kołchozie i zwiększyć ogólną produkcję”. Skąd ten rozrzut pracy? „Bo jeśli ceny kołchozowe są wysokie, to chłop pracuje najpierw na siebie, a potem na kołchoz”. „Aberracyjny kołchoz”, rzeczywiście; ale twierdzenie Stalina o „administracyjnej likwidacji rynku” i zapewnieniu szybszego rozwoju społeczeństwa rosyjskiego poprzez wymuszenie ekstrakcji siły roboczej i produktów (bez których żadna potęga nie mogłaby się obejść) z ludności na rzecz industrializacji jest jeszcze bardziej aberracyjne. ↩︎
  171. Zwłaszcza w przypadku 28-letniego socjalizmu, co miałoby miejsce, gdyby przyjąć tezę o czystej rewolucji komunistycznej z lat 1929–1930! ↩︎
  172. Znaleźliśmy u Deutschera i Chombarta de Lauwe zaskakującą liczbę 17–18 milionów kołchoźników. Prawdopodobnie wynika to z faktu, że liczą się tylko głowy rodzin. ↩︎
  173. Nie sposób rozróżnić liczby faktycznych robotników w tej ogólnej liczbie. ↩︎
  174. Deutscher: „Niedokończona rewolucja” (1967). ↩︎
  175. Z tego właśnie powodu, pomijając wszelkie inne względy, opozycja, zarówno prawicowa, jak i lewicowa, wskazywała stalinistom, że chwalenie się „wspaniałą izolacją ekonomiczną” Rosji jest równoznaczne z chwaleniem się jej zacofaniem. ↩︎
  176. Ten punkt został szeroko rozwinięty we wszystkich naszych partyjnych opracowaniach na temat Rosji i nie będziemy się nad nią rozwodzić. Niech początkujący czytelnik wie jedno: podczas gdy kapitalistyczna Rosja № 2 z zapartym tchem goni za swoim amerykańskim konkurentem, ten ostatni nie czeka biernie, by go dogonić. Pędzi z prędkością, na jaką pozwala mu siła i wiek, korzystając ze znacznej przewagi. Choć Rosja przez długi czas korzystała ze znacznych rocznych stóp wzrostu najmłodszych krajów kapitalistycznych, obecnie podlega prawu malejącego rocznego wzrostu, które odzwierciedla prawo tendencji spadku stopy zysku i które obowiązuje we wszystkich krajach kapitalistycznych. Mówiąc prościej, wraz z wiekiem konkurenta, ostatni startujący zaczyna biec coraz wolniej, więc jego szanse na dogonienie rywala maleją, nawet jeśli jego własna prędkość również spada. To prawo spadku dobrze ilustrują poniższe dane: 
    Okres przed planem pięcioletnim (1922–1928): średni roczny wzrost o 23% 
    Pierwszy plan pięcioletni (1929–1932): średni roczny wzrost o 19,2% 
    Drugi Plan pięcioletni (1933–1937): średni roczny wzrost o 17,1% 
    Trzeci plan pięcioletni (1938–1940): średni roczny wzrost o 13,2% 
    Okres wojenny (1941–1946): średni roczny spadek o 4,3% 
    Cztery lata czwartego planu (1947–1951): średni roczny wzrost o 22,6% 
    Piąty plan pięcioletni (1951–1955): średni roczny wzrost o 13,1% 
    Szósty plan pięcioletni (1956–1958): średni roczny wzrost o 10,3% 
    Siedmioletni okres planu (1959–1965): średni roczny wzrost o 9,1% ↩︎